Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chowlie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chowlie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 26 listopada 2016

Od Chowlie (CD Revana) - Pora rozruszać ten bal!

        -Czym jest "nie rzucanie się w oczy" to dopiero zobaczycie.- Zasapał ktoś tuż przy nich. Zaskoczeni aż podskoczyli obracając się. Choć charakterystyczny zapach końskiej sierści, ptasich piór, kurzu, igliwia oraz czegoś niezidentyfikowanego mówiło samo za siebie z kim mają do czynienia.
  -No cześć, widzę że nie nudzicie się beze mnie ptaszki.- Wyszczerzyła się w kpiącym uśmiechu dalej dysząc i sapiąc. Roztargana w brudnej i podartej koszuli z papugą na ramieniu.
  -K*rrrrrrwa mać~!- Przywitała się papuga.
  -Jasna cholera? Co Ci się stało?- Zapiała Thalia widząc mokrą, ranną i zakrwawioną dziewczynę, która jedynie z uśmiechem machnęła lekceważąco ręką.
  -Phi... ty tego tam nie widziałaś...- Zachichotała, równocześnie ścierając krew z rozciętego łuku brwiowego by nie kapała na posadzkę, co oczywiście nie pomogło, bo jeszcze z ramienia oraz dłoni dalej sączyła się czerwona ciecz.
  -Chyba nie chcę wiedzieć co to...- Mruknął Revan patrząc na posłankę spode łba.
  -Wiesz długo by opowiadać... ale okazało się że jak jednego zabijesz... pojawiają się trzy, no i widzisz tu jest mały haczyk bo jeden przypomina górę, a trzy to już problem.
  -Czekaj, czekaj... walczyłaś z czymś co się rozmnaża po zabiciu?
  -To chyba powiedziałam prawda?
  -I gdzie to te...- Nie dokończył bo przerwał mu głośny ryk, a zaraz po nim drugi.
  -Chyba nawet ich poznasz... teraz już jest ośmiu.- Wyszczerzyła się, a tłum zebranych gapiów do tych czas jedynie szemrających między sobą nagle zaczął krzyczeć i rozpierzchać się.
  -K*rrrwa...
  -Sp*erdalamy!- Chow odepchnęła dwójkę przyjaciół, sama jednak nie zdążyła uskoczyć, jedynie otworzyć swój kij i zablokować paszczę ogromnego stworzenia które przygniotło ją do ziemi. Wielka, co najmniej sześciometrowa bestia, z paszczą wielkości czterech ludzi, najeżoną kłami większymi od dłoni i zakończonymi ostrzej od noży. Nie mówiąc o pazurach zdolnych jednym ruchem odciąć tobie głowę, a przy okazji też brzuch i nogi. Wielkie szaro-zielono-fioletowe cielsko przypominające połączenie niedźwiedzia z jaszczurką, na czterech pokracznych łapach, z czego przednie jak u tygrysa, a tylne niczym u drapieżnego ptaka. Cały stwór był pokryty liniejącą sierścią spod której wyłaziły ostre łuski, gdyby ktoś pytał co to za zwierze, jedyna znana odpowiedź Chow to: "To wielkie, zębate sk*rwysyństwo kategorii 12". Ale cofnijmy się trochę i zacznijmy od początku...

***

  -Ty mały ch*ju… wiesz jak mi właśnie rozwaliłeś grafik...?- Westchnęła dziewczyna widząc bestie która podniosła łeb i spojrzała na nią. Zanim jednak zdążyła się cofnąć Ogromne cielsko z hukiem przebiło się przez ścianę burząc znaczną część budynku przy okazji zatapiając pod gruzem siebie oraz gońca. Wokoło zawalonego budynku zebrali się ludzie zaintrygowani tym dlaczego tak nagle sąsiedni budynek się zawalił, nikt jednak nie podszedł, wszyscy stali w bezpiecznej odległości od zgliszczy tylko szepcąc coś między sobą. Na ulicy zapadła zupełna cisza, a przynajmniej na chwilę bo już po chwili powietrze przeszył warkot bestii która wygrzebała się spod gruzów. Z ociekającym śliną pyskiem rzucił się na gapiów.
  -Hola! Mordo nie tak szybko!- Chowlie uczepiła się ogona potwora który nieświadomie pomógł i jej wydostać się spod zgliszczy. Zły że coś się go uczepiło gwałtownie odwrócił się odrzucając dziewczynę na dobrych parę metrów, ledwo upadła bestia doskoczyła do niej i zamachnęła się szponiastą łapą. Szatynka ledwo uniknęła ciosu. Już kolejny raz tego wieczoru miała stanąć do walki. Jak najszybciej przeturlała się między łapami stwora by stanąć tuż za nim. Zębata paszcza jednak nie była aż tak głupia, odwróciła się i ponownie zaatakowała, tym razem jednak Sokolica zdążyła dobyć broni i bić niebezpieczną łapę, a następnie mocno kopnąć go w pysk, tak że cofnął się krok zdziwiony. Zadowolona uśmiechnęła się widząc dezorientacje stwora, ale nie na długo...
  -O oł..- Mruknęła w tym samym momencie robiąc w tył zwrot i biorąc nogi za pas przed potrójnie bardziej wkurwionym przeciwnikiem. Wskoczyła szybko po parapetach na dach najbliższego, nie zbyt wysokiego budynku skutecznie unikając kolejnych ataków kłów i pazurów. Gdy prawie dotarła na szczyt z dołu doszły ją wysokie i piskliwe krzyki. Bestia widząc że jej już nie sięgnie rzuciła się na głupich ludzi którzy zamiast uciekać obserwowali dotychczasowe zmagania Sokolicy z zwierzakiem, a teraz sami stali się celem potworka.
  -Ku...
  -K*rrrwa mać~!- Dokończył za nią żółty ptaszek który nawet nie wiadomo kiedy znikł i znów się pojawił koło niej.
  -Dokładnie...- Mruknęła po czym wyszczerzyła się z zbójeckim uśmieszkiem. -Ciebie nawet to nie zabije co?- Zapytała towarzysza, ale odpowiedź była tylko jedna... Chow ponownie chwyciła metalowy kij, wzięła rozbieg i skoczyła prosto na potwora.
  -Dawaj! Iiiiii HA~~!- Złapała jedną ręką za futro na karku, a drugą uniosła nad głową i wywijała kijem niczym lasso. Stwór ponownie czując na sobie dziewczynę przestał interesować się przechodniami, a jedynie zaczął skakać, wymachiwać łapami i obijać się o budynki byle by pozbyć się pasażera. To jednak było niczym dla wprawionego jeźdźca. Chow wręcz się świetnie bawiła dosiadając czworonoga, nie mogła jednak męczyć go bez końca, o czym samym z resztą pomyślał wierzchowiec, sięgając po nią wielką łapą ostatecznie zrzucając z siebie i ciskając nią o ścianę budynku. Dziewczyna z jękiem podniosła się, ale ledwie stanęła na nogi białe zęby bestii kłapnęły tuż przed nią raz i kolejny. Starała się parować jego ataki oraz odpowiadać tym samym, jednak przeciwnik nie odpuszczał, a wręcz stawał się coraz agresywniejszy. Mimo to dziewczyna świetnie się bawiła walcząc z futrzakiem. Do czasu... Kobiecy krzyk ponownie przeszył powietrze, zwracając na siebie uwagę predatora, który widząc łatwiejszą zdobycz puścił się pędem na nieznajomą która stała jak wryta. Chow rzuciła się jeszcze raz chcąc odciągnąć jego uwagę, ale została tylko odepchnięta. Stwór niebezpiecznie szybko zbliżał się do kobiety, dopiero teraz Sokół zauważyła że za jej suknią chowała się dwójka dzieci. Najszybciej jak się dało wskoczyła między potwora i ludzi stawiając ostry kij na sztorc. Rozpędzony potwór rozszerzył paszczę gotowy połknąć ich wszystkich. Chow napięła wszystkie mięśnie, znowu krzyk, tym razem całym chórkiem i... cisza...
  -K*rwaaa mać~!- Słowom tym towarzyszył mokry dźwięk czegoś spadającego. Goniec stała niemal cała w paszczy potwora, jej już wcześniej zranione ramię, teraz krwawiło jeszcze mocniej, na dodatek dłoń nabiła się na kieł besti, która stała z przebitym od środka podniebieniem na wylot. Dziewczyna złożyła jednym przyciskiem kij, a truchło opadło bezwładnie na ziemię.
  -I co młody? Było zaczynać?- Poklepała z uśmiechem pysk umarlaka. Dopiero wtedy obróciła się w stronę kobiety którą właśnie obroniła i omal nie wybuchła śmiechem, widząc już czym był "mokry dźwięk". Wciąż zszokowana pani stała z otwartą buzią, trzymając dzieci a na jej włosach lśniła biała plama, zapewne dzieło Ozziego. Następnie rozejrzała się po ludziach którzy jakby nie mogli oderwać się od wydarzenia i dalej tam stali patrząc z różnych ukryć na nią.
  -A wy co? Mało wam idioci? Przez was durnie jestem cała w jego ślinie!- Z teatralnym oburzeniem wydarła się na gapiów. -Do diabła z wami... Idę na bal!- Oznajmiła i ostentacyjnie ruszyła w stronę w którą jak jej się zdawało powinna iść na owy "bal", co wyglądało wręcz groteskowo, gdy metr za nią jeszcze leciała przeklinająca papuga. Nie przeszła nawet kilku metrów jak ludzie zaczęli się znów drzeć i uciekać.
  -Co znowu?- Warknęła obracając się. Wręcz nie mogła uwierzyć w to co widzi. Z pyska martwego już stworzenia wypadły trzy czarne kulki które w szybkim i nienaturalnym tempie zaczęły rosnąc po chwili już przewyższając mamusię. Co ciekawe każdy był inny i każdy wyglądał jak mieszanka tysiąca gatunków. Nim zdążyła coś powiedzieć lub zrobić stwory rozpierzchły się atakując ludzi, uciekających z krzykiem. Chow biegała nerwowo wzrokiem zapamiętując wszystko wokoło, wiedziała już gdzie jest i co robić. Ulice stąd była karczma przy której zawsze stoi jakiś koń, a przecznicę dalej zakład z wyrobem lin, tuż obok... dokładnie tak... zaraz niedaleko trwającego u Orłów balu. Teraz mogła jedynie modlić się by jej plan zadziałał. Chwyciła proce załadowała ostrym kamieniem i z snajperską precyzją strzeliła prosto w oko jednego z trojaczków. Ten wydał z siebie coś między piskiem, a pianiem koguta i chyba stracił jedno oko, a przynajmniej je mrużył. Na pewno zadziałało, bo bestia rzuciła się na nią. Kolejne dwa strzały mniej precyzyjne również zwróciły uwagę przeciwników którzy ruszyli razem do ataku. Nie było teraz mowy o pomyłce, jeśli jeden był dość niebezpieczny to te trzy wyrośnięte dzieciaki no cóż... Chow puściła się pędem, co jakiś czas tylko rzucając za siebie nazbierane kawałki gruzu by nie stracić zainteresowania stworów. Skręciła gwałtownie sprawiając że tamci stracili na chwile równowagę dając jej chwilę. Akurat jakiś nieco podchmielony jegomość odwiązywał swojego wierzchowca co znacznie ułatwiło dziewczynie. Wskoczyła na siodło i pogoniła zwierzaka do galopu.
  -Pożyczam.- Zawołała jedynie
  -Złodziej!-Krzyczał za nią właściciel kopytnego, gdy jednak przebiegła obok niego trójka kilkumetrowych potworów, przetarł oczy i wrócił do baru, zapewne dalej pić. Jak na razie szło nieźle, rozjuszone stwory dalej ją goniły, a ona była coraz bliżej celu. Nagle koń przewrócił się, jedno z "szczeniąt" mamy potwora dosłownie wyrwało nogę wierzchowca. Chow przeturlała się po ulicy, zbierając następne siniki. Jednak to nie koń był celem "maluchów" a ona, to też rzuciły się na nią. Dziewczyna poczuła ogromny ból gdy jeden przygniótł ją łapą do ziemi, możliwe że nawet złamał jej żebro. Nagle wysuwające się ostrze przebiło ciężką łapę uwalniając ją z morderczego uścisku, następnym ciosem rozcięła skórę przy oczach, prawdopodobnie oślepiając już kolejnego zwierzaka, o co z resztą jej chodziło.
  Wtedy zaatakował ją drugi otwierając paszczę, miał już skończyć jak mamusia, ale Chow wiedziała jak to może się skończyć więc tylko dźgnęła go w nos i pchnęła na trzeciego. Te zaczęły ze sobą walczyć, co pozwoliło się jej wymknąć. Wpadła niczym strzała do zakładu z linami i po prostu porwała najgrubszą jaką znalazła i wybiegła z powrotem na ulice do walczących teraz z sobą bestii. To co następnie się stało działo się tak szybko, że nawet nie można tego opisać. Dziewczyna z niesamowitą prędkością zaczęła biega między nimi równocześnie co jakiś czas któregoś mocno raniąc w łapę. Na rynku zrobiła się niesamowita kotłowanina między nimi na dziewczyną. Nagle zwierzaki zamarły a dumna z siebie dziewczyna stała podziwiając swoje dzieło, czyli nieokreśloną plątaninę kłów, pazurów i liny. Wszystkie trzy zostały z sobą zaplątane w nawet samej konstruktorce nieznany sposób, wszystkie wyglądały wręcz śmiesznie, bo każdy z potworów był ustawiony zupełnie inaczej, a wszystkie kończyny zostały zranione w taki sposób by były jak najmniej użyteczne i żeby nie mogli się wydostać.
  -Panie! Co to jest?!- Zapytał jakiś mężczyzna oglądający wszystko z ukrycia.
  -Ważne że się nie rusza...- Mruknęła zasapana, wiedziała że nie zostawi ich tak tutaj, a też sama ich nie wyniesie, więc? Cóż, najlepiej poprosić o pomoc w wyniesieniu śmieci muszkieterów.
  -Pilnuj ich!- Zakomenderowała facetowi który wcześniej do niej mówił po czym pobiegła na sale balową znaleźć Thalię i Revana, miała nadzieję że nikt nie wpadnie na genialny pomysł zabicia bestyjek zanim nie wróci. Wpadła do sali bez trudu znajdując swoich znajomych. I tu wracamy do punktu wyjścia...

* * *

        -Ch*lerne futrzaki miałyście na mnie czekać! Kto was zabił hę?- Wystękała siłując się szczękami będącymi coraz bliżej jej twarzy. W kark bestii wbił się znajomy hak i nieco odciągnął od niej stworzenie. Chow zerwała się na równe nogi i zobaczyła że cała sala, pełna ludzi właśnie patrzyła na nią oraz na obraz biegających po ulicy stworzeń za otwartymi na oścież wrotami. Wśród gapiów dostrzegła również te ważniejsze osobistości jak przywódcy klanów w tym i przywódca Orłów. Chow wyszczerzyła się tylko w ogromnym uśmiechu w stronę sali.
  -No co? Trzeba rozruszać imprezę...

Chow ma rację, trzeba rozruszać imprezę :D

czwartek, 5 maja 2016

Od Chow - Nudna rozmowa

        Chow została wyrwana z snu przez nagłą fale zimna która była efektem wylanego na nią kubła wody. Głośno nabrała powietrza w płuca i zamrugała kilka razy.
  -Jasna cholera…- zaklęła pochylając się do przodu i uwieszając się na rękach przywiązanych za plecami do krzesła na którym siedziała.
  -Wybacz za taką pobudkę, ale już nie mogłem się doczekać. - Nachylił się do niej blond mężczyzna z ohydnym wyrazem tryumfu na twarzy, szybko jednak jego mina zmieniła się w okropny grymas gdy sokolica kaszlnęła mu resztką wody w twarz.
  -W życiu tak chorego snu nie miałam.- Mówiła całkowicie nie zwracając uwagi na niezadowolenie blondyna oraz na nieciekawą sytuacje. -Kurde… to wszystko przez Thalie, gdyby nie ten jej sierściuch to nie zobaczyłabym tego potwora z mojej wyobraźni.
  -O czym ty mówisz?- Zaciekawił się opowieścią dziewczyny na chwile
  -Wyobraź sobie hybrydę najgorszego sortu.- Mężczyzna uniósł pytająco brew, nie rozumiejąc o czym mówi. -Gdyby istota tak wredna i głupia jak gadając miała łapy i ogon? Połączenie papugi i małpy taki Ozzy i Dexter… Dobrze żeś mnie obudził jeszcze trochę a ten demon opanowały mój umysł.- Kręciła głową dalej przeżywając swój sen.
  -Wzruszająca historia, teraz jednak zająłbym się tym co aktualne, bo jeśli nie dostanę tego co od ciebie chce to może zaboleć…- W jego dłoni błysnął nóż.
  -I co ty tą wykałaczką chcesz mi zrobić? Wydłubać brud spod paznokci?- Wyszczerzyła się po raz pierwszy podnosząc głowę. Patrzyła prosto w oczy rozmówcy, jednak kątem oka obserwowała izbę zapamiętując każdy szczegół pomieszczenia w jakim się znajdowała. Rozstaw ścian, układ nielicznych mebli a przede wszystkim osoby zebrane w pomieszczeniu. Najmniejszy ruch i najmniejszy szczegół doskonale zapadał jej w pamięć i nikt nie pomyślałby że wie już wszystko o swoich przeciwnikach, czy nawet zdążyłaby się im przyjżeć. Niestety przez zasłonięte okna i brak jakichkolwiek szczegółów nie mogła domyśleć się gdzie była, po zapachu jedynie mogła stwierdzić że w śmierdzącej melinie, ale takich przecież w okolicy jest pełno.
  -Może na początek usunę ten brud razem z paznokciami? Myślę że ułatwi tobie to gadanie, co? Ale to może za chwilkę, na razie zobaczymy jak zachowasz się bez mojej pomocy.
  -Przestań smęcić tylko mów że, bo zaraz będziesz musiał posłać jednego z tych swoich osłów do studni po wodę żeby mnie obudzić. Choć i tak możesz, zaschło mi w ustach, chyba nie spałam z otwartą gębą co?- Chow zachowywała się wyjątkowo swobodnie, cały czas szczerząc się i żartując.
  -Słuchaj ptaszyno…- Zniecierpliwiony mężczyzna złapał ją za podbródek i ścisną tak że poczuła niewielki ból. -Pośmialiśmy się, a teraz do rzeczy… Gdzie jest mój transport? Poza tym trochę mnie zdenerwował ten twój wybryk… Wszystkie moje interesy dzięki tobie szlak trafi…
  -Nie było ciężko wykiwać takiego idiotę jak ty.- Na ustach tańczył jej złośliwy uśmieszek, rozzłoszczony mężczyzna zamachnął się i uderzył dziewczynę obuchem noża w twarz, zostawiając na policzku zaczerwienienie i podłużne zadrapanie. Mikerm przykucnął i objął pochyloną sokolice ramieniem.
  -Ja jestem człowiekiem o złotym sercu, więc jeśli będziesz grzeczna to długo nie będę się znęcał, a tylko szybciutko zabije. Ale jeśli nie, użyje drugiego końca…- Mówiąc to wskazał na ostrze. Podparł się o nią wstając.
  -Nie rozumiem o co ty się wściekasz? Kilka małych zabawek?- Podniosła głowę i odchyliła na krześle.
  -Zabawek? Nie… chodzi mi o cały mój przemyt za góry który rozbiłaś, a raczej zawróciłaś i zniszczyłaśi.
  -Jestem tylko prostym gońcem, przekazuje informacje i nic więcej.
  -Nie łżyj! Dobrze wiesz o co mi chodzi! Cały towar do Thanadeim szlak jasny trafił i to tylko z twojej winy i tych twoich zagrywek!!!- Rozzłoszczony wykrzyczał ostatnie słowa. Jednak tak szybko jak wybuchł, tak szybko się uspokoił. -To co było w tamtych wozach jest w stanie wywołać problemy nie tylko na terenie sześciu królestw, ale i na całym kontynencie, więc jeśli nie jesteś głupia powiesz mi gdzie gdzie jest moja broń zanim szóste królestwo skończy moje zamówienie i zorientuje się o braku zapłaty.
  -A to ciekawe… co takiego dzieje się za granicą że wielki Mikerm-”król czarnego rynku” boi się o własną dupę?- Wyszczerzyła się, a chłopak nachylił się do jej ucha.
  -Doskonale znasz tamte realia czyż nie? To teraz pomyśl, że jeśli mi nie pomożesz tutaj będzie gorzej… Poniekąd jeden z owoców mojej współpracy z szóstym królestwem jest tutaj… jeśli bardzo mnie zdenerwujesz dam ci przekonać się o jego potędze i przed śmiercią dowiedzieć się co czeka przyszłość...
  -Tyle mi wystarczy.- Uśmiechnęła się
  -Słucham?!- Blondyn wyprostował się zdziwiony o czym może mówić kobieta.
  -Nie dość że wałach… to jeszcze debil. Najpierw wszystko wygaduje jak na spowiedzi i nawet nie zauważył że mam tutaj kompana…- Uśmiech dziewczyny przybrał iście demoniczny wyraz. -Powiedz... jak można by cię nazwać dwóch słowach?- Mężczyzna nie zdążył nawet dobrze się zastanowić gdy odpowiedź sama nadeszła z ciemności.
  -K*rrrrrrwa mać~!
  -Co jest? Sprawdźcie kto to! Już!- Rozkazał swoim bodyguardom, którzy obrócili się i skierowali w kont izby z którego doszły ich słowa kompana Chow. -A co do ciebie? Sam sobie dam radę, wystarczy mi że wywieszę twoje flaki jako chorągiew.
  -Aż tak mnie lubisz?- Uśmiech dziewczyny nadal przypominał ten diabelski, ale gdy chłopak się tylko zbliżył jej rysy twarzy zmieniły się już całkiem w takie jak u demona.
  -K*rrrrwa mać~!- Ponownie odezwał się skrzekliwy głos a Mikerm odruchowo obrócił głowę gdy w jego stronę podleciała żółta papuga, co szybko wykorzystała dziewczyna. Wstała z przywiązanym krzesłem i uderzyła go oparciem, tym samym wytrącając nóż z ręki który pochwyciła jeszcze w powietrzu przecinając węzły na przegubach. Wtedy rozbiła krzesło na głowie mężczyzny który bez czucia padł na ziemię. Nie zdążyła nawet złapać oddechu gdy jeden z goryli złapał ją od tyłu tak że aż straciła kontakt nóg z ziemią, a nóż wypadł na ziemię. Drugi uderzył ją w brzuch tak mocno że zobaczyła mroczki przed oczami. Kolejny cios mógłby już ją przyćmić, więc musiała działać szybko.
  -O popatrz! Ptaszek!- pokazała brodą nad głowę tego który już podnosił pięść do następnego zamachu. Mięśniak podniósł głowę, tuż nad nim na krokwi siedział Hrabia obserwujący wszystko swoimi paciorkowatymi oczkami. Papuga w tym momencie postanowiła się wypróżnić zostawiając białą plamę na oczach dryblasa. Sokół wykorzystując moment niedyspozycji przeciwnika kopnęła go z całej siły w krocze a gdy ukląkł głośno klnąc w akompaniamencie Ozziego, odepchnęła się od jego głowy pozbawiając kilku zębów i wykonując salto nad głową tego który ją trzymał, zmuszając tym samym by ją puścił. Skok był tak zaplanowany że wylądowała tuż obok swojej torby którą jej uprzednio zabrali. Zaczęła w niej gorączkowo grzebać widząc jak ogromny mężczyzna odwraca się do niej dobywając miecz. Ogromna ręka, mająca w obwodzie tyle co ona sama uniosła się w górę gotowa uciąć jej głowę. Zdążyła jedynie przewrócić się nie wypuszczając torby, jednak sam koniec miecza ciął ją w ramie zostawiając obficie krwawiącą ranę. Mężczyzna już szykował się do kolejnego ciosu gdy Chow w ostatniej chwili znalazła swój kij , nie było jednak już czasu go wyciągać. Mechanizm wyskoczył przebijając lnianą torbę oraz nacierającego przeciwnika, który stał jeszcze z cieknącą z ust stróżką krwi, dopiero gdy kij powrotne zmniejszył się do rozmiarów zwoju truchło padło na ziemię.
  -Słabiutko wałachu… kiepskich masz tych ochroniarzy.- Uśmiechnęła się raz jeszcze prostując i spoglądając na swoje dzieło. Spokojnym krokiem skierowała się ku drzwiom, po drodze jednak nie omieszkując kopnąć na pożegnana blondyna w krocze. Na jej ramieniu usiadł pierzasty przyjaciel i razem patrzyli na nieprzytomnego mężczyznę.
  -Jesteś głupi, ale czasem się przydajesz… masz ode mnie duże ciastko.- Podrapała papugę która za kiwała się na krótkich nóżkach pogwizdując. Goniec zamykając za sobą drzwi, na wszelki wypadek użyła też klucza, gdyby jednak jeden z dwóch którzy mogli to zrobić mieliby się obudzić. Znajdowała się teraz na klatce schodowej jakiejś kamienicy, podobnie jak w pokoju w którym się obudziła okna były pozabijane deskami, więc musiało to być na obrzeżach miasta, w końcu centrum coś takiego by nie przeszło, zaraz ktoś by zwrócił uwagę na podejrzany budynek.
  -Dobra… gdzie możesz chować tę swoją “broń” co wałachu?- Rozejrzała się w górę jak i w dół, po krótkim namyśle wybrała jednak dół, jeśli chować coś masowego rażenia to z pewnością w dole, w piwnicy. Zrobiła pierwszy krok na stopniach i zaraz skrzywiła się słysząc jęk drewna który mógłby obudzić zmarłego. Gdy jednak doszła do wniosku że nikogo raczej tu nie ma ruszyła dalej ignorując hałas, co było naprawdę trudne. Szczególnie gdy papuga uznała ów dźwięk za niezwykle inspirujący, więc zaczęła go namiętnie powtarzać przy każdym stąpnięciu dziewczyny. Droga do półpiętra starczyła by poirytowana dziewczyna złapała pierzastego przyjaciela i wpakowała do torby by choć trochę go uciszyć. W tym momencie zamarła słysząc z dołu nic innego jak chrapanie. Głośnie, przeciągłe i głębokie chrapanie.
  -Co oni tam mają? Stado Revanów czy jak?- Przyśpieszyła krok niemal do biegu i wparowała z hukiem do pomieszczenia na samym dole. Chrapanie ustało, a do dziewczyny doszło że tak głośne wejście nie było najmądrzejszym pomysłem. Na początku w ciemności nic nie dostrzegła, po chwili jednak dokładnie zrozumiała o czym mówił Mikerm oraz co planował.
  -Ty mały ch*ju… wiesz jak mi właśnie rozwaliłeś grafik...?

Dum dum duuuum...

środa, 30 marca 2016

Od Chowlie (CD Thalii) - Ciężka głowa

        Wędrowny sokół nawet nie musiała bardziej się skupić by zapamiętać wszystko, nie tylko co usłyszała od towarzyszy ale również ich reakcje, zachowania a nawet tak pozornie nie istotne rzeczy jak układ oczu czy tępo oddechu. W rzeczywistości nie potrzebowała zadawać im takich pytań, wiedziała już wystarczająco na ich temat, chciała ich sprawdzić. Nie przyznała się do tego ale nawet teraz gdy doprowadziła ich do celu nie chciała się z nimi rozstawać. Nie na zawsze oczywiście. Potrzebowała tej dwójki, nawet jeśli nie zna ich za długo. Myśli jej powędrowały do torby gdzie miała już zbiór dziwnych przydasiek, jak przedmiot skradziony z nadmorskiej rezydencji, zakrwawiony słoiczek, kilka zwojów i masa schowanych w głowie informacji. Brakowało jej coraz mniej do celu.
  Piosenka Thalii skończyła się wraz z przemyśleniami gońca.
  -Nie śpiewałaś ze mną, aż nie mogę uwierzyć, że jakiejś piosenki możesz nie znać.- Spostrzegła piratka patrząc na towarzyszkę która jedynie się uśmiechnęła. Ledwo minęli mury miasta Chow miała nieprzyjemne przeczucie którego nie umiała się wyzbyć, więc starała się je ignorować.
  -Jesteście tutaj pierwszy raz?- Zapytała prowadząc konie coraz głębiej w miasto. Pytanie było czysto grzecznościowe bo znała doskonale odpowiedź.
  -Przelotnie.- Mruknął pod nosem Revan nie przestając przyglądać się mijanym postaciom, widać również czuł to co Chow.
  -Ja podobnie, choć wiem gdzie jest siedziba.- Odpowiedziała też brunetka.
  -Trudno nie wiedzieć, to jak jedna, wielka zawszona poczta psia mać. Większość tych parobków nawet nie wie czym jest prawdziwy zawód gońca, tylko noszą jakieś sprośne liściki jegomościów hrabiów do ich nałożnic.- Mimo że dziewczyna mówiła z niesmakiem o niektórych pracownikach, to jej ton nie zmieniał swojego wesołego i zawadiackiego wydźwięku. -Ale spokojnie, te listogony nawet nie mają przynależności do Orłów. I dobrze, bo później nikt ważniejszy nie odważyłby się przekazać nam jakiejkolwiek ważniejszej wiadomości.- Dodała po chwili.
  -Widzę że poważnie traktujesz to co robisz.- Wzrok mężczyzny nawet nie uraczył jej przelotnym spojrzeniem, tylko był wbity gdzieś tam w przestrzeń mimo że wyraźnie zwrócił się do rozmówcy. Chow przeciwnie, bezczelnie wgapiała się w niego niemal zaglądając mu w kieszenie, co delikatnie rozgniewało go.
  -Chcąc nie chcąc to właśnie posłańcy są kluczowi w polityce, od ich kompatybilności oraz chęci zależy czy kraj nie podupadnie. Zastanów się gdyby nikt nie był łącznikiem między klanami, miastami i królestwami nastąpiło by mnóstwo niedomówień, sporów a w efekcie wojny i anarchie.- I znów ton z jakim wygłaszała soją wypowiedź nie odpowiadał jej charakterowi. Mówiła to nie jak ciekawostkę, czy prawdę oczywistą, ale jak dobry żart. Przez co słowa nie zdawały się mieć odzwierciedlenia w przedstawicielce Orłów.
  -Nie mówiąc o tym, że nie masz lepszego informatora od posłańca...- Mruknął Szary pewny że dziewczyny go nie usłyszały, Thalia może i nie, bo była za nimi, ale Chow doskonale.
  -No i oczywiście to co was interesuje, czyli mnóstwo przywilejów w tym również nietykalność. Żyć nie umierać, kopsniesz się tylko raz na jakiś czas z listem a później masz wolne, co jak co ale wam przecież o to głównie chodzi.
  -Nie da się ukryć…- Przytaknął spokojnie.
  -O to tutaj!- Zawołała Thalia dumna z siebie że pierwsza dostrzegła kamienicę na końcu ulicy, duża, kolorowa z mnóstwem ludzi na samym rynku.
  -Więc witajcie w siedzibie, jeszcze kilka formalności i dostaniecie swój papierek.
  Przejechali przez bramę na dziedziniec gdzie znajdowały się stajnie, w końcu jak to goniec bez dobrego konia? Revan i Thalia zeskoczyli z siodeł przy czym piratce towarzyszyło ciche stęknięcie.
  -Co? Nie przyzwyczajona do kulbaki?- Uśmiechnęła się wrednie i pochyliła siodle nad stojącą już na ziemi dziewczyną.
  -Wiesz, jednak okręt jet trochę wygodniejszy.- Uśmiechnęła się niemrawo.
  -A ty nie zsiadasz?- Revan zadarł głowę by uraczyć szatynkę spojrzeniem zimnych oczu.
  -Więc tak… wchodzicie tymi drzwiami, idziecie na prawo, za kuchnią skręcacie w lewo, przy skrzyżowaniu znowu w lewo, jak na posadce będzie wzór z takim jakby wróblem to lekko trzecie drzwi po prawej, schody do góry, drugi korytarz, kręconymi na dół, przechodzicie do drugiego skrzydła po dwudziestu krokach od schodów skręcając dwa razy w lewo dochodzicie do krużganek, tam czwarte piętro, wschodnia ściana, drzwi z orzełkiem. Jak powiecie że ode mnie to wam ułatwi, resztę chyba potraficie sami sobie załatwić.- Wyszczerzyła się zbójecko widząc lekkie zakłopotanie na ich twarzach.
  -Zaraz drzwi, prawo, lewo, schody, CO K*RWA?!!- Zapiała Thalia starając się odtworzyć podaną przez towarzyszkę trasę, co jej zupełnie nie wyszło, a tylko sprowokowało Ozziego do zaskrzeczenia swoich jedynych słów po wielokroć.
  -Czy nie łatwiej by było gdybyś nas zaprowadziła?- Westchnął Prześladowca, również nie umiejąc za nic przypomnieć sobie całej trasy.
  -Oj… a ponoć dorośli jesteście… I co? Małe dzieci zgubią się w jednym domu? Ojojoj…- Za ciećkała się jakby mówiła faktycznie do dziecka. -Mam jedną sprawę do załatwienia, ktoś w środku z pewnością was zaprowadzi.- Powiedziała już konkretniej. -Tymczasem, do zobaczenia wieczorem.- Zerwała się do galopu i w pełnym pędzie pokonała bramę, gubiąc po drodze żółtą papugę i krzycząc jak szalona.
  -K*rrwa! K*rrwa! K*rrwa!- Hrabia leciał za nią nawołując głośno. Pozostała dwójka zastanawiała się kto zwraca na siebie więcej uwagi wulgarny ptak, czy jego ekscentryczna właścicielka.

        Do gospody pewnym krokiem weszła znana dobrze karczmarzowi postać, która już od progu wykrzyczała swoje zamówienie.
  -Panie ładny! Kufel korzennego i szarlotkę!- Gdy przysiadła się przy barze jej zamówienie już na nią czekało.
  -Przydałaby ci się kąpiel.- Mężczyzna ostentacyjnie zatkał nos. -Temu latającemu szczurowi z resztą też.- Gospodarz w rzeczywistości tylko się zgrywał bo właścicielkę jak i jej pupila darzył wielką sympatią, na dodatek miał nie jeden dług do spłacenia tej dziewczynie.
  -W sumie to całą tą twoją budę też można by wyczyścić z robactwa.- Rzuciła zgryźliwie.
  -Skończmy z uprzejmościami, powiedz lepiej czy w końcu nauczyłaś czegoś tego potworka?- Podrapał Ozziego pod dziobem.
  -Sam sprawdź, z pewnością masz jakieś fistaszki.- Faktycznie miał, wyciągnął kilka spod lady i pokazał ptakowi.
  -No dalej powiedź “Dzieńdobry”, no “dzieńdobry”- Pokazywał smakołyk z nadzieją na odzew zwierzaka i w końcu go dostał:
  -K*rrrrwa mać!
  -Ty mały ch*ju… żryj i mnie nie wkurzaj.- Dał mu orzeszka. -A może ty Sokole mi powiesz coś ciekawego? Czy też będziesz tylko przeklinać
  -Poopowiadam może przy następnej okazji, teraz muszę widzieć się z Mikerm
  -Nooo… Był tu niedawno, ledwie kilka godzin temu. Szukał cię, chyba nieźle zalazłaś mu za skórę co? Gdy tutaj był i pytał o ciebie przypominał trochę twoją papugę, może tylko dodawał od czasu do czasu wzmianki, że wydłubie ci oczy i wsadzi głęboko do…
  -Spokojnie, on i tak nie ma na to jaj, ale na pewno wspominał gdzie go znajdę.
  -Ależ oczywiście! mówił, żebym jak tylko cię spotkam, to mam przekazać, iż będzie na ciebie czekał w… w… w… w jak to było?- Udawał że się zastanawia, w tym momencie Chow poczuła jak głowa robi się coraz cięższa. Narkotyk, musiał być w piwie, wiedziała kto miałby ochotę ją tak uśpić. Teraz przynajmniej nie musiała długo czekać, ani się fatygować na spotkanie z starym “przyjacielem”, wiedziała że jak tylko otworzy oczy zobaczy się z nim.
  -Doliczam to do dług…- Wybełkotała po czym opadła na blat głośno chrapiąc. Zza zaplecza wyszedł wysoki, chudy blondyn i rzucił barmanowi kilka monet. A następnie rozkazał zabrać nieprzytomną dziewczynę dwóm osiłkom i bez słowa wyszli.

Revan? Teraz chyba ty hm?

poniedziałek, 15 lutego 2016

Od Chowlie (CD Thalii i Revana) - Słoiczek i zaufanie

        -Trochę lipna ta magiczka.- Rzuciła mimochodem Chow gdy byli już na zewnątrz.
  -Raczej wróżka.- Poprawił ją Szary który chyba dalej był zadowolony z siebie za doprowadzenie kobiety do złości.
  -Wróżka, nie wróżka… może być i czarownica na miotle z kotem, ale to całe przepowiadanie idzie jej nad wydźwięk cienko. Ani jednego z nas nie udało jej się zaskoczyć, nie powiedziała nic czego byśmy nie wiedzieli, lub się nie spodziewali.- Wzruszyła ramionami wsiadając na swojego wierzchowca który zdawał jej się dziwnie mały… Jak miała wybór to z reguły brała te duże ogiery. Miały temperament, ogień i przede wszystkim były wytrzymałe. A co jej po szybkim kucyku sporo za kila mil rozłoży kopyta? Ale z towarzystwem i tak nie miała zamiaru gnać, a przynajmniej narwaniec dawał jej nieco zabawy. Teraz czekała tylko aż pozostali usiądą w siodłach.
  -W sumie to masz rac…- Chciała się zgodzić Thalia, ale przerwał jej rozwścieczony głos z zamiotu.
  -TY CH*LERNY ZŁODZIEJU! Oddawaj coś ukradł obedrańcu, albo zamienię was wszystkich w węże!- Kobieta pojawiła się w wejściu do ich namiotu, a wzrok zebranych padł na Sokolicę.
  -Zady na koń i SPI*RDALAMY!!!- Zawołała popędzając konia do galopu. Wystraszony rumak zakwiczał i ruszył jak oparzony. Z resztą nie tylko on, cała trójka gnała gościńcem zostawiając za sobą tumany kurzu. Kto wie czy wiedźma nie mówiła prawdy? Dopiero po około mili zwolnili.
  -Błagam nie mów że ukradłaś tę głowę…- Sapnęła Thalia z nadzieją w oczach. Chyba nie chciała mieć styczności z tamtym przedmiotem. Szary jedynie spojrzał w górę jakby mówić “Panie, na kogo ja u diabła trafiłem?”. Chow jednym ruchem obróciła się w siodle tak by być twarzą do rozmówców i oparła się o zad konia z swoim uśmiechem niewiniątka.
  -O to się nie bój, ani głowa, ani lalka.- Zapewniła pamiętając jak piratka zareagowała na szmaciankę.
  -Ciebie rączki świerzbią co? Co w takim razie jej podwinęłaś?- Zapytała już spokojniej brunetka. Chowlie sięgnęła do torby odganiając z ramienia Ozziego, który jak gdyby nic przesiadł się na drugie ramie.
  -Tylko to maleństwo.- Pokazała na otwartej dłoni słoiczek z czerwoną zawartością.
  -Czy mi się wydaje, czy to jest jakiś ludzki organ?- Odezwał się Revan próbując dostrzec coś więcej w zakrwawionym pojemniku. Goniec jedynie w odpowiedzi uśmiechnęła się jednoznacznie, a morderca znów uniósł oczy ku niebu.
  -Kradnij co chcesz, twoja wola tylko żebym nie musiała dzielić z tobą kary…- Uśmiechnęła się Sztorm. -A i tylko tego nie jedź…- Dodała kończąc temat. Dziewczyna podrzuciła słoiczek w dłoniach i dopiero wtedy schowała. Zapadła cisza, Szary i piratka patrzyli w przeciwne strony gdzieś na bok w las. Chow natomiast podparła się na łokciach, cały czas jadąc tyłem i obserwując tych dwoje udających zainteresowanie ściółką leśną. W głowie kłębiło się jej wiele myśli, układały skomplikowane plany i rysowały zawiłe intrygi. W pewnym momencie doszła do niej myśl, którą długi czas ignorowała, ale w miarę jak ich podróż mijała, myśl ta była coraz jej bliższa. Chyba po raz pierwszy od spotkania tego niecodziennego trio jej uśmiech zastąpiła mina wyrażająca głębokie zamyślenie jak u filozofa pracującego nad nowym wzorem matematycznym lub odpowiedzią na jakieś niezwykle ważne pytanie. Pierwszy zwrócił na to uwagę Revan. Chwilę obserwował szatynkę, zapewne zastanawiając się o co może chodzić.
  -Thalia.- Przywołał półszeptem dziewczynę która podskoczyła, zanim jednak otworzyła usta skazał on na zamyśloną postać przed nimi. W tym momencie Chow zamrugała jak obudzona ze snu i podniosła wzrok na tamtych.
  -Co?- Wyszczerzyła się pokazując pełen rząd zębów.
  -Nic, nic… ale to ty prowadzisz nie?- Zapytał retorycznie Szary unosząc brew, wydawało się też że się lekko uśmiecha. Posłaniec oderwała podbródek od ręki z uśmiechem.
  -To nie powinnaś wiedzieć gdzie nas prowadzisz?- Zdawało się nawet że chłopak był nieco rozbawiony zdziwieniem brązowookiej, która wykonała ruch nie do końca zrozumiały dla niego. Otóż położyła się ona jeszcze mocniej na zadzie konia i wyrzuciła nogi do góry, a już po chwili siedziała przodem do kierunku jazdy.
  -Sorki, sorki. Jak chcieliście zostać sami wystarczyło powiedzieć.- Zaśmiała się i pogoniła nieco konia pogwizdując wesoło jakąś melodie w czym pomagała jej papuga. Tamci jednak nie chcieli chyba jednak zostawać za bardzo w tyle bo zaraz ją dogonili. Chow niby to ich nie widząc przeszła z gwizdania w śpiew.

Zjeżdżając z gór białych, przystaniecie na skałach,
gdzie znajdzie oparcie wasz koń.
I oczy przysłonicie i na horyzoncie
szukajcie, gdzie stoi mój dom.

  -No proszę… to jednak gońcy mają dom?- Rzucił obojętnie Szary. Chow przerwała piosenkę i wyszczerzyła się do niego.
  -Wielu i owszem, jak nie mają wiadomości siedzą w domowym zaciszu doglądając gospodarstwa i dziatwy. W końcu to nie jest tak że wiadomości niesie się cały czas. Niesie się jedną, dwie i czeka na następne. A nieraz można długo czekać.
  -A ty? Masz gdzie wrócić?- Dalej dopytywał.
  -Coś dziwnie ożywiony się zrobiłeś, nie jesteś aby chory?- Zaśmiała się, a Thalia przyłożyła mu dłoń do czoła.
  -Rozpalony jak piec… to chyba choroba “wścibskość”- Piratka udała że się oparzyła, a chłopak odgonił ją niezdarnie, wyraźnie niezadowolony że z niego żartują i go dotykają.
  -Ja jednak stawiałabym na “powoli przyzwyczajam się do towarzystwa”.
  -Znachorki się znalazły…- Westchnął, na co panie się roześmiały.
  -Szczerze mówiąc to nie.- Odpowiedziała po chwili na pytanie, a widząc zaciekawienie oczach Sztorm zaśmiała się. -Nie patrz tak na mnie, sama długi czas mieszkałaś na okręcie. Więc ja mogę mieszkać na bezdrożach i w podróży. Jak nie mam czego przekazać jadę tam gdzie chce, choć dobieram zlecenia również pod trasę wycieczki.- Wzruszyła ramionami wstrząsając papugą która z niezadowoleniem zaskrzeczała swoją dewizę życiową.
  -Ciachaj ty mały ch*ju.- Pstryknęła go w dziób. -A co z wami?- Ziewnęła przeciągle.
  -Co ma niby być?- Zdziwiła się brunetka.
  -Dlaczego chcecie być gońcami? Oprócz tego, że ukrywacie się przed prawem? Noo… chętnie też się czegoś o was dowiem, w końcu spędzimy razem jeszcze niejedną noc, a lubię wiedzieć koło kogo śpię.- Założyła ręce z głową. Jak nikt długo nie odpowiadał odezwała się ponownie.
  -Wiecie… Do zmierzchu, a tym samym postoju jeszcze zostało trochę czasu więc nie ma co się śpieszyć.
  -Co chciałabyś wiedzieć? Zdawałoby się że to co chcesz już wiesz.- W głosie Revana było czuć wyraźną niechęć. Czuł że kobieta wie więcej niż mógłby się wydawać, a najwyraźniej jej jeszcze nie ufał.
  -Orły… niedługo wszyscy będziemy nosić się z takim znakiem gildii, a wśród swoich fajnie jest mieć zaufanych ludzi. Ja już wam ufam, ale to nigdy nie działa w jedną stronę. Na dodatek lubię słuchać ciekawe opowieści.- Cały czas się uśmiechała z przymrużonymi powiekami czekając na jakąś reakcje. Liczyła że faktycznie uda jej się choć w jakimś stopniu lepiej zapoznać z nimi. Nie tylko z Thalią której już byłaby gotowa zaufać.

Wiem przynudzam, ale uroczyście przysięgam, że w następnym opku knuję coś ciekawego :D (a przynajmniej mi się tak wydaje :P)

środa, 30 grudnia 2015

Od Chowlie (CD Revana) - Nocny bieg

        Dziewczyna myślami powędrowała do złożonej broni jej torbie. Znała tylko jedną osobę której zaufałaby na tyle by dać jej do rąk teleskopowy wynalazek.
-Kij jest dość uniwersalnym rodzajem broni, jednak jest nieporęczny w transporcie. Dlatego wymyśliłam taki patent teleskopowy na podstawie budowy zwykłej lunety.- Wyjaśniła po krótce. Bo w końcu co jej szkodzi? Nie jest to tajemnica jaką ciężko rozgryźć.
-Zaraz... Lunety nie działają automatycznie, tylko trzeba je rozsunąć ręcznie. Co to za mechanizm?- Trafnie spostrzegła piratka. Chow wyszczerzyła się zbójecko. To... już była tajemnica.
-No zobacz... Taka magia.- Szkwał zrozumiała, że takiej informacji już nie dostanie. Żółty ptak na ramieniu właścicielki zatrzepotał skrzydłami. Tak jak to zwykł witać się ze znajomymi. Sokolica zauważyła to zachowanie i rozejrzała się.
-Witaj paniczu! Co cię znów tutaj sprowadza? Nasz pan z pewnością się ucieszy.- Na pastwisku przez które skracali sobie drogę stał starszy mężczyzna o przystrzyżonej siwej brodzie i słomkowym kapeluszu. Chow od razu rozpoznała jednego z koniuszy w tej stadninie.
-Witaj Gilbersg!- Uśmiechnęła się szeroko do niego. -Pan w domostwie? Potrzebuję pomocy.
-Wczoraj przybył. Chodźcie zaprowadzę was i waszych przyjaciół paniczu.- Machnął ręką i ruszył w dół stoku, do posiadłości. Goniec bardzo lubiła tego staruszka, pracował na tych terenach od wielu lat, znał wszystkie tutejsze konie od źrebaka. Dziewczyna nie znała lepszego fachowca. A przy okazji milszego staruszka.
-”Paniczu”?- Zapytał nieco zdziwiony, a równocześnie rozbawiony Re.
-Nie wyprowadzaj go z błędu, to starszy człowiek, ledwo widzi i słyszy. Gdybyś go uświadomił człowiek mógłby przeżyć szok.- Wyjaśniła z lekkim uśmieszkiem,a jej towarzysze pokiwali ze zrozumieniem głowami. Doszli do wejścia pokaźnej, ale nie przesadzonej w swojej wielkości willi. Staruszek otworzył drzwi do strojnego wnętrza. Powoli weszli do środka. Pierwszym co rzuciło się wszystkim w oczy stojący na środku pokoju, wypchany… jednorożec…
-To, tutaj nie stało…- Chow patrzyła na kukłę z lekkim niesmakiem. Podobnie jak reszta „drużyny”.
-Zaraz przyprowadzę Pana Herbiga, a wy poczekajcie.- Gilbersg gestem nakazał im czekać, sam zaś zniknął gdzieś między korytarzami. Pozostawieni bez opieki podróżnicy od razu doskoczyli zaciekawieni do jednorożca. Trzy pary rąk zaczęły wścipsko obłapywać wypchanego zwierzaka. Ozzi który dotychczas siedział na ramieniu dziewczyny postanowił przenieść się na am czubek rogu.
-Uciekaj stamtąd demonie!- Chow zamachała rękoma by przegonić ptaka. Było jednak za późno… Pierzasty przyjaciel pozostawił po sobie biały ślad na pysku konia.
-Ty głupi bydlaku! Nosz…
-K*rrrrwa mać!- Dokończył za właścicielkę. Wszyscy w nagłym ataku paniki starali się zamaskować plamę, a Sokłó złapała winowajcę. W tym właśnie momencie do pomieszczenia wszedł właściciel domu, a zaraz za nim człapał znany już staruszek.
-Chow! Jak miło cię widzieć!- Zawołał brzuchaty hrabia rozkładając ramiona w geście przywitania. Dziewczyna odwzajemniła uśmiech nieco zakłopotana. Zauważywszy że ściska w dłoni Ozziego wyrzuciła go gdzieś za plecy, a sądząc po dźwięku trafił do jakiegoś metalowego naczynia.
-Witaj przyjacielu!- Mistrial nieco sztucznie i nader wylewnie przywitała się z mężczyzną. Gdy jednak uścisnęli sobie dłonie, w sposób zarezerwowany raczej dla mężczyzn, następnie poklepali się przyjacielsko zdawało się że była już rozluźniona. Ale gdy nikt nie patrzył krótkim machnięciem ręki pokazała Szaremu i Thali by zasłonili sobą pysk jednorożca.
-Widzę że przyprowadziłaś do mnie przyjaciół.- Uśmiechnął się, jego okrągła twarz wydawała się jeszcze bardziej napuchnięta gdy tak się wykrzywiał. Mimo to wyglądał bardzo przyjaźnie. Chowlie jakoś zawsze ten typ kojarzył się z hipopotamem, duży, gruby, mięciutki i milutki… i śmierdzący…
-Mamy do ciebie prośbę.- Zaczęła bez ogródek
-Ależ oczywiście! Przyjaciele mojego przyjaciela, są moimi przyjaciółmi.- Uścisnął dłonie obojga. Którzy jak się zdawało zrobili to jedynie po to by dostać wierzchowce.
-Trzy konie, najlepsze jakie macie.
- Gilbersg! Przygotuj na jutro Kasztanka, Siwka i Srokacza.- Zakomenderował swojemu podwładnemu, który posłusznie skinął głową i wyszedł.
-Na jutro?- Odezwał się Szary, wyraźnie niezadowolony z takiej zwłoki.
-A jak! Zmierzcha, najecie się, wyśpicie a jeśli wola z samego rana wyruszycie!- Wyszczerzył się ukazując pożółkłe zęby. -A skoro o tym mowa. Marry!- Zaklaskał a z jednych z pobocznych drzwi wyszła młoda pokojówka. -Zaprowadź moich gości do jadalni i przygotuj posiłek. Ja za moment też się tam stawię.- Owa Marry dygnęła i zwróciła się do tej trójki.
-Proszę za mną.- Zdezorientowani bez piśnięcia ruszyli.
-No proszę… niezłe warunki paniczu. Zawsze tak panicz mieszka?- Thalia znalazła idealny moment by sobie poużywać.
-Nie panienko, nie przepadam za takimi luksusami, trochę mchu czy siana mi wystarcza. Za to lubię się najeść, a uwierz mi pan Herbig lubi dobrze zjeść.
-Widać.- Szary błysnął oczami, co mogło znaczyć, że lekko się uśmiechnął.
-A co on taki milutki?- Szkwał oparła się o ramię koleżanki.
-Ma u mnie mały dług i wie, że musi być milutki.- Chow uśmiechnęła się jadowicie. Nikt nie pytał ale wszyscy zrozumieli, że mogą się wiele spodziewać z tego domostwa.
Drzwi do pokoju jadalnego otworzyły się i pierwsze co wszyscy usłyszeli to głośne „K*rwa mać!”, ale wyjątkowo nie z dzioba papugi a z ust jednej z kucharek która starała się odpędzić ptaka od jedzenia które nosiła do stołu. Papuga powtórzyła te słowa kilkukrotnie, jeszcze bardziej drażniąc kobietę. Chow zagwizdała przeciągle. Ptaszek podniósł paciorkowate oczka i z skrzekiem podleciał do niej, jak zwykle wtulając się w szyję dziewczyny.
-Nie wiem jak ten demon tutaj wlazł, ale mam nadzieję że nie zrobił zbytnich szkód.- Posłała kucharce nieco kpiący uśmiech. Zła kobieta fuknęła i z wysoko zadartym nosem wyszła, a zaraz za nią młodsza Marry.
-I znów zostaliśmy sami.- Stwierdził Revan.
-Nie rozpędzaj się kolego, jeszcze ja tutaj jestem. Ale jak chcesz to poproszę dla was o jedną komnatę.- Zaśmiał się goniec. W ostatniej chwili uniknęła uszczypnięcia przez piratkę pod boki i złapała ją za ręce.
-Co? Zazdrosna?- Thalia odwzajemniła wredny uśmieszek.
-Nie… Jak ja będę miała ochotę to poproszę Marry o towarzystwo.- Oblizała dwuznacznie usta. Następnie obie się roześmiały głośno. Revan jedynie westchnął głęboko kiwając głową. Wszyscy usiedli po jednej stronie stołu i czekali. Chow przyglądała się towarzyszom. Oboje byli ciekawymi postaciami. I oboje mogli być dla niej wywabieniem, lub porażką w najbliższym czasie. To zależało jedynie od nich. Uśmiechnęła się pod nosem.
-Los… to prawdziwy sk*rwiel…- Mruknęła niewyraźnie tak, że nikt nie usłyszał. Wodząc palcem przy dziobie pierzastego przyjaciela myślała o prawdziwości swojego stwierdzenia. Czarnowłosa, charyzmatyczna, piratka pociągająca za sobą tłumy i cichy, działający w cieniu morderca, i ona. Wszyscy diametralnie różni, a jednak w jakiś sposób podobni. I śmiesznym zrządzeniem… ta trójka obdartusów, zdjętych siłą z szlaku siedziało zdobnej sali czając na ucztę przed dalszą drogą. Uśmiechnęła się raz jeszcze, czekała ją z pewnością niezła zabawa. Kolacja minęła bez echa, gdy na stół przyniesiono właściwe dania i potrawy wszyscy byli tak zajęci jedzeniem, że posiłek przebiegł bez zbędnych rozmów.
-Pokoje są już dla was przygotowane, a z pewnością jesteście zmęczeni. Pozwolicie więc, że was zaprowadzę.- Oznajmił po skończeniu posiłku pan domu, wstając od stołu. Jak się okazało przygotowane dla nich izby… to była jedna izba. Pan Herbig oczywiście przeprosił za takową niedogodność, ale nie miał wolnych pokoi ze względu na pożar jaki ich ostatnio nawiedził. Dlatego też kazał dostawić dwa łóżka. Nikt jednak nie narzekał. Każdy zajął miejsce dla siebie stawiając obok kaganek z nikłym światełkiem. Herbig życzył dobrej nocy i zostawił ich samych. Chow runęła na łóżko. Thalia też długo nie czekała, zrzucił buty i wpakowała się pod pierzynę tak że ledwo było widać oczy. Tylko Re usiadł na skraju swojego posłania i przenikliwie patrzył na kompanki.
-Czegoś nie rozumiem…- Westchnął w końcu przerywając ciszę. -Dlaczego zjedliśmy właśnie wystawną kolacje, mamy opierunek w wielkiej willi a nazajutrz dostaniemy trzy ogiery z nie najgorszej stadniny?- Piratka również ciekawa odpowiedzi wysunęła głowę spod kołdry, a Chow uniosła się na łokciu.
-Mówiłam przecie że nasz gospodarz ma co do mnie spore długi.- Wzruszyła obojętnie ramionami
-Tak, tyle już wiemy. Pytanie jest jednak dlaczego i dla naszej dwójki takie przywileje skoro go nie znamy?- Drążył dalej przeszywając szatynkę wzrokiem. Miał jedno z najbrzydziej przenikliwych spojrzeń z jakim dziewczyna się w życiu spotkała. Ale nie pokazała tego po sobie, jedynie obdarowała go jednym z swoich wredniackich uśmiechów.
-Za bardzo byście mnie spowalniali głodni, zmęczeni i bez wierzchowca.- Odpowiedź była jednoznaczna „W dalszą podróż jedziemy razem, ale prawdziwych tego pobudek na razie nie poznacie”. Chłopak przytaknął i zdmuchnął ostatni płomień, pozostawiając izbę w niemal całkowitym mroku.
-Dobranoc…- Powiedziała jeszcze Chow w akompaniamencie skrzeku Ozziego. Już po niedługim czasie zdawało jej się, że wszyscy w pokoju śpią. Dziewczyna po cichu wstała tak delikatnie że zwinięta na posłaniu papuga nie obudziła się. „Lunatyczka” złożyła jeszcze poduszkę tak by wyglądało, że nadal tam leży. Gdy już wyglądało wszystko idealnie uchyliła okno i wyskoczyła przez nie. Pierwsza noc po nowiu była bezkreśnie ciemna, mimo całkowitego braku chmur. Ale takie zimne noce jak ta były najpiękniejsze, bo gwiazdy rozbłyskujące na nieboskłonie zdawały się być jeszcze jaśniejsze i liczniejsze. Wyglądało to jakby komuś tam wysoko w górze wysypały się diamenciki cukru. Chow zwinnie przeskakiwała po dachach by w końcu zeskoczyć na ziemię. Wciągnęła jak najgłębiej w płuca chłodne, czyste powietrze i puściła się dzikim pędem po pastwiskach płosząc przy okazji małe stado pasące się tam. Wystraszone konie ruszyły galopem, a uśmiechnięta dziewczyna między nimi. W końcu jednak zwolniła i zatrzymała się, obserwując jak majestatycznie stworzenia biegną dalej bez opamiętania. Westchnęła i opadła na trawę przyglądając się dokładniej miliardom światełek nad jej głową. Znała całą mapę nieba, to dzięki niej nie raz odnalazła się w wielu miejscach. Mimo to kochała na nią patrzeć. Nawet nie spostrzegła kiedy podszedł do niej znajomy cień.

Thalia? A może Revan? Przyznam że nie wiedziałam jak skończyć XD

sobota, 26 grudnia 2015

Od Chowlie (CD Thalii i Revana) - I nikt nie jest podejrzany...

Dziewczyna uśmiechnęła się nieznacznie. Zdawała sobie sprawę, że jej towarzyszka miała błędne wyobrażenie na temat pracy jaką się parała. Ale może to i lepiej? Wolałaby jej nie wciągać w swoje sprawy, to miałoby z pewnością wiele negatywnych skutków.
-Jest to do załatwienia, tylko będziesz musiała zajrzeć do Ikramu. Tam powinnaś dogadać się z nijaką Dante.- Wzruszyła ramionami, a Thalia przytaknęła rozumiejąc sytuację.
-A czemu tak nagle zainteresowała taka praca? Co z statkiem i załogą?- Chow domyślała się co mogło się wydarzyć od ich ostatniego spotkania, oraz dlaczego poszukuje takiego rodzaju pracy. Pieczęć gildii ma naprawdę wielką moc. Kto jak kto ale szatynka wiedziała coś o nadużywania takich przywilejów.
-Dużo się działo przez ostatni czas, ale pozwolisz że opowiem ci w drodze? O ile zechcesz mi potowarzyszyć?- Zaproponowała z niewinnym uśmieszkiem. Goniec odtworzyła w głowie mapę kontynentu a zaraz po tym swój plan.
-A wiesz że chętnie? Odwiedzę tylko po drodze kilka miejsc? Nie zajmie to wiele czasu a i zbaczać z drogi nie będziemy specjalnie zmuszone.
-Myślę że miło jest mieć kompana w podróży.- Ledwo gdy to powiedziała w krzakach poruszył się jeszcze jeden jeździec. Ubrany na szaro, smukły mężczyzna wyłonił się zza krzaków. Przedstawił się jako "Szary" i uciął sobie krótką pogawędkę z piratką. Chow nie dała jednak po sobie poznać że wie kim jest mężczyzna. Jedna z jej przesyłek dotyczyła pana tajemniczego. Usłyszała o nim raz, ale dla kogoś kto zapamiętuje dosłownie wszystko to wystarczy. Ale nie, nie obawiała się go, wręcz przeciwnie takie spotkanie ją wręcz ucieszyło. W końcu nie ma lepszych informatorów niż ci wyjęci spod prawa, tak jak jest to w przypadku jej aktualnych towarzyszy.
 -"Bóg wyrzekł słowo stań się, Bóg i zgiń wyrzecze. Kiedy od ludzi wiara i wolność uciecze"- Zacytował mężczyzna. -"Kiedy ziemię despotyzm i...- Chciał kontynuować, jednak znalazł się ktoś, kto zapragnął mu przerwać swoim jakże melodyjnym... skrzekiem.
-K*rrrrwa mać!- Ozzi aż się wyprostował wytężając swoje gardziołko.
-Świetnie trafił w moment...- Mruknął chłopak, widocznie zniesmaczony przyjacielem Wędrownego Sokoła.
-A właśnie zapomniałabym... to jest Hrabia Ozyrusus Ozbornusus Gilmaster pierwszy Mistral.- Podrapała ptaszka pod dziobem.
-Faktycznie doskonałe miano dla małej nimfy.- Chow wyczuwała wyraźną niechęć do swojej osoby kipiącą od Revana. Nie zrażało jej to jednak ani trochę. Uśmiechnęła się jedynie szeroko i nieco złowieszczo.
-Znam inne imiona pasujące do właścicieli.- Chłopak zdawał się drgnąć, zrozumiał co ta niepozorna nosicielka wiadomości ma na myśli? Czy to tylko jej przenikliwy uśmieszek. Chłód oczu jaki ją przeszywał świadczył raczej o tym pierwszym.
-Swoją drogą widzę że nie tylko walką się interesujesz, a znasz jeszcze jakieś ciekawe ciekawostki?- Szary popatrzył na piratkę całkowicie ignorując Chow. Thalia jednak nie zdołała odpowiedzieć, bo po gościńcu rozległ się tentent kopyt. Cała trójka zdrętwiała i bez żadnych słów dźgnęła konie w boki, następnie wskoczyli za krzaki. Zeskoczyli z siodeł, położyli wierzchowce i przykucnęli przy nich, obserwując bacznie drogę po której przegalopowało ośmiu konnych. Gdy tylko przejechali Chow wybuchnęła śmiechem. Zaraz została obrzucona morderczym wzrokiem.
-I oczywiście żadne z nas nie jest podejrzane.- Zachichotała
-A ty dlaczego się schowałaś co?- Szepnęła Thalia
-Spodziewałam się starych znajomych.- Wzruszyła ramionami. Byli to zbrojni z pobliskiego miasta, ale podejrzewała, że ktoś inny mógł chcieć ją złapać, nie było jednak sensu o tym mówić.
-No spójrz, a teraz poznasz nowych znajomych...- Odezwał się zupełnie inny, męski głos. Następnie poczuła chłód metalu na plecach. Powoli obróciła głowę i kontem oka zarejestrowała kilkunastoosobową grupkę mężczyzn.
-No proszę... więc to na was był ten pościg.- Trafnie zauważyła Thalia.
-Dobrze wiedzieć, że nie na darmo wskoczyliśmy pod noże jakiś tam bandytów.- Żachnął się Re. Chow dyskretnie sięgnęła do torby.
-Och... nie dramatyzuj, zabawić się nie lubisz?- Uśmiechnęła się drapieżnie i ponownie poczuła na sobie zdziwiony wzrok.
-K*rrrwa mać!- Zawołała papuga zrywając się w powietrze i jak na komendę Chow otworzyła swoją broń. Pręt wyskoczył na metr w każdą stronę i przebił stojącego za nią rzeźmieszka. Piratka i Szary również dobyli broni. Oprawcy za nimi rzucili się do walki. Nie byli tacy słabi jak się można było tego spodziewać. W ruch poszła szabla Thalii która błyszczała sporadycznie między płynnymi cięciami. Natomiast Prześladowca dobył masywnego noża używając go na przemian z dziwnym hakiem kojarzącym się z tym na ryby, tylko znacznie większym.
-Głowa!- Zawołała szatynka, Thalia i Revan w ostatniej chwili się uchylili przed świszczącym kijem. Metal uderzył dwoje z napastników roztrzaskując ich czaszki. Sargent wyprostowała się i popatrzyła na trupy.
-Głowa? Teraz to wygląda jak kasza…- Skwitowała krótko widok. Chow jedynie z szelmowskim uśmieszkiem zasalutowała. Na więcej nie miała czasu bo inny zamachnął się na nią toporem. Zatrzymała cios, jednak nie było jej dane go odeprzeć bo Prześladowca w między czasie poderżnął mu gardło.
-On był mój!- Oburzyła się, chłopak jako jedyną odpowiedź uznał za stosowne wzruszyć ramionami i wrócił do walki. Sokolica również kontynuowała walkę tym razem z trzema na raz. Parowała ciosy raz za razem cofając się i czekając na okazję by ich się pozbyć. W pewnym momencie jej plecy oparły się o inne.
-Jak ci idzie?- Zapytała z przekąsem Thalia. -Bo jak widzę średnio.- Zaśmiała się sapiąc. Ona również miała trzech przeciwników przed którymi się broniła.
-A wiesz że nieźle?- Uśmiechnęła się, czego jednak jej rozmówczyni nie mogła zobaczyć. -To jak? Zamiana?- Zaproponowała, na co piratka przytaknęła skwapliwie.
-Na trzy-cze…
-K*rrrrwa mać!
Obie zamieniły się miejscami w błyskawicznym piruecie niemal przyklejone do siebie plecami. Zaskoczyło to przeciwników na tyle, że obie kobiety mogły z łatwością ich pokonać jednym ruchem.
-Ładne “ry”.- Zaśmiała się Szkwał. Chow ukłoniła się przy okazji przebijając ostatniego przeciwnika z którym walczył Prześladowca.
-Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie.- Posłała mu oczko. Chłopak jednak nie zareagował na te prowokacje.
-A teraz pytanie dnia…- Mruknęła Thalia zwracając się do nich. -Gdzie konie?- Rozłożyła ręce wskazując pogorzelisko wokół nich. Był las, były trupy i… zero koni...
-No właśnie… zwiały… A co jak co, ale wierzchowiec by się przydał…- Dziewczyna podparła się pod boki.
-Spokojnie, nieco ponad milę stąd jest mój zaprzyjaźniony hodowca. Sądzę, że dostaniemy od niego najlepsze z możliwych.- Uśmiechnęła się Sokolica.
-Więc prowadź.- Sargent zachęciła ją gestem. Goniec gwizdnęła przeciągle, a gdy papuga usiadła jej na ramieniu ruszyła przodem, nucąc beztrosko jakąś piosenkę.
Thalia? Revan? Mam nadzieję, że was nie zanudziłam ^^ No i macie teraz momencik dla siebie (no prawie) :P

wtorek, 15 grudnia 2015

Od Chow - Dodatkowy glos na szlaku

        Poranek... był ciężki, choć już gorsze pamiętała. Mimo to wyraźnie wczorajszego wieczorku wypiła o jeden czy dwa kufle za dużo, zaśpiewała o jedną czy dwie pieśni za dużo, oraz przesiedziała o jedną czy dwie godziny za długo... Mimo to nie chciała marnować swojego cennego, wolnego czau. Teraz chciała wskoczyć na grzbiet rumaka i pogaloopować w strone gór, w końcu tylko dlatego przyjęła tamto zlecenie. Oczywiście nie licząc jej "dodatkowego" poselstwa.
-Kur...- Wydarł się Ozzi, ale rzucony w papugę skórzany but szybko ukrucił ten demoniczny wrzask.
-Do jasnej ch*lery! Już ne śpię! Budzisz mnie chyba od świtu!- Warknęła ziewając głośno i przeciągając się. Po prawdzie świt już dawno przespała, nie przeszkadzało jej to jednak jakoś znacznie. Szybko pozbierał swój skromny dobytek, ubrała się, zabrała buta i wyszła. Żółty ptaszek gwizdnął lecąc za nią. Nie zdziwiło ją gdy za barem nikogo nie zastała. W końcu takie miejsca żyją tylko wieczorami, a w dzień nie ma tutaj żywej duszy. Dzieczyna ziewnęła raz jeszcze i wyszła. Papuga na ramieniu dziewczyny zatrzepotała się i wyskrzeczała swoje ukochane słowa. Właścicielka nie uciszyła jej tym razem, a jedynie uśmiechnęła się i wygwizdała króciutką melodyjkę. Ozzi szybko złapał zabawę i zaczął powtarzać te dźwięki kiwając się na swoich krótkich nóżkach. Chow zachichotała i ruszyła w stronę ryneczku. Musiała znaleźć dobrego konia, w końcu daleka drogają czekała, a kolejne informacje same się nie zaniosą, ale to może później. Władcy od dawna ulegali jej nawet nie będąc tego świadomym. Nikt by nie pomyślał, że jakiś tam posłaniec będzie w stanie wpływać na losy krajów. A to wcale nie takie trudne, starczy dokładać własne informacje, trochę kłamstwa oraz własnych sugestii między wierszami, a królowie ulegają jak małe dzieci. Balansowała cały czas na krawędzi. Wiele lat monarchowie bawili się nią jak kukiełką, a teraz? Role się odwróciły. Chow udało się wreszcie trafić na targowisko. Burczało jej w brzuchu, na dodatek potrzebowała wierzchowca. Zaraz do jej nozdrzy doszedł słodki zapach jedzenia. Na skraju rynku stały ogromne gary pełne pyszności. Na ten widok aż jej zaburczało w brzuchu. Papuga musiała być równie głodna, co jej pani bo zfruneła na patelnie z prażonymi ziarnami słonecznika. Ptak jednak nie przemyślał swojej decyzji. Patelnia była gorąca, więc ledwo musnął łapkami jej krawędź Ozzi podskoczył i wpadł... Prosto do kadzi z winem... Chow uderzyła się w czoło, nie dość, że głupi i krzykliwy zwierz teraz będzie jeszcze pijany.
-Tylko tego mi...- Westchnęła, ale przerwał jej głosik Nimfy już wyraźnie zmieniony od alkoholu.
-K*rrrrwa~! hik...
-Brakowało...- Dokończyła z westchnieniem. Rozejrzała się czy aby na pewno nikt na nią nie zwraca uwagi. Gdy jeszcze upewniła się, że właścicielka straganu zajęta jest, czym innym przewiesiła się przez stół by wyłowić swojego pupila.
-Chodź tu ty przeklęty...- Warknęła nie mogąc złapać śliskiej i wiecznie wiercącej się papugi.
-Hej, co ty robisz?!- Usłyszała złowróżbny głos. To z pewnością właścicielka ją zauważyła i szła w jej stronę. Przewiesiła się Jeszce mocniej przez blat, tak, że już jej stopy nie miały kontaktu z podłożem. W ostatniej chwili pochwyciła żółtego ptaka i uskoczyła przed tasakiem gospodyni.
-Złodziej! Pijak! Jak ci nie wstyd?!- Wydarła się unosząc rękę do kolejnego zamachu. Chow nawet nie próbowała wyjaśniać. Pochwyciła serwetkę ze stołu, rzuciła ją na twarz kucharki i jednym susem zeskoczyła ze stołu tuż nad jej głową. Przebiegła przez cały stragan, po drodze chwytając jednak, co nieco do jedzenia. Skoro już i tak nazwano ją złodziejem, co jej szkodzi? Na dodatek chroni ją prawo.
-Łapać! Łapać złodzieja!- Znów zawołała kobieta. Chow przemierzyła kolejnym długim susem stół z garnkiem gulaszu. Garnek był jednak nieco za wysoki jednak, bo jego zawartość wylądowała na klepisku. Nadal nie zatrzymując sie ani na moment przebiegła przez cały plac kierując się do stadniny. Po drodze nie obyło się sie bez przeszkód rzecz jasna. Tłum krzyczał i popiskiwał ustępując drogi jej oraz jej pogoni w postaci kucharki i kilki jej kuchcików. Już miała wyjść na ostatnią prostą, gdy drogę zagrodził jej jeden z tutejszych strażników zaalarmowany krzykiem kobiety za nią. O dziwo był to ten sam co poprzedniego dnia został "obdarowany" przez Ozziego. Ustawił się na jej drodze z szeroko rozpostartymi ramionami i nogami pewien, że wpadnie wprost na niego. Przeliczył się jednak. Dziewczyna zwinęła się w kłębek i prześlizgnęła sie między jego nogami po drodze nie omieszkując wyciągnąć sztyletu i zranić go w łydkę. Tak na wszelki wypadek by nie mógł pobiec dalej. Na jej szczęście, gdy wpadła do stajni koniuszy wyprowadzał osiodłanego, karego ogiera. Chow wskoczyła na grzbiet wierzchowca machając papierem gońca przed nosem chłopaka.
-Rekwiruje.- Rzuciła i pognała wierzchowca dzikim galopem. Teraz miała pewność, że jej nie złapią szczególnie gdy koniuszy powie kim jest. Szkoda jedynie, że nie widziała ich twarzy. Gdy tylko brama zniknęła w oddali a ona znalazła się na szlaku wstrzymała konia. Zwierzak którego schowała w torbie tak by się gdzieś pijany nie zapodział, choć w sumie mugłby to zrobić, wychylił łepek by zacytować dwa słowa.
-K*rrrwa mać...
-Dokładnie, przez ciebie tylko to mogłabym mówić.- Zachichotała dziewczyna i wyjęła skradzione jedzenie. Ciepłe jeszcze bułeczki, nieco szynki i sera. Pijany ptak wyfrunął niepewnie z torby by usiąść na swoim ulubionym miejscu i żebrać o okruszki, co jakiś czas pogwizdując. Chow pałaszowała ze smakiem swój posiłek dzieląc się z towarzyszem. I śpiewając piosenkę, jaką rozpoznała w nuceniu zwierzaka.

Wszystko wolno! Hulaj dusza!
Do niczego się nie zmuszaj!
Niczym się nie przejmuj za nic!
Nie wyznaczaj sobie granic!
I nie próbuj nic zrozumieć,
Nie pochodzi - mieć - od umieć.
Możesz wierzyć, lub nie wierzyć,
Nic od tego nie zależy.

Nie wyznaczaj sobie zadań.
Kto się nie wspiął - ten nie spada,
A kto pragnie być na szczycie -
Będzie spadał całe życie.
Nie stać cię na luksus troski,
Jesteś wszakże dziełem boskim,
No, a Boga przecież nie ma,
Więc to tyle na ten temat.

Wszystkie mody, wszystkie style
Równie piękne są - i tyle.
(Lub, jak chcesz, równie szkaradne -
Konsekwencje tego żadne).
Zachwyt tyle wart, co wzgarda,
Stryczek tyle, co kokarda,
Prawda tyle, co jej brak,
Smaku brak - tyle co smak.

Bo to o to w końcu chodzi
By niczego nie dowodzić.
Nie wykuwać tarcz utopii
I nie kruszyć o nie kopii.
Nie planować i nie marzyć.
Co się zdarzy - to się zdarzy;
Nie znać dobra ani zła:
To jest gra - i tylko gra!

Ktoś się wzburza, że tak nie jest?
Niech się wzburza! - Ty się śmiejesz!
Nie daj wzburzać się ni wzruszać:
Wszystko wolno! Hulaj dusza!

- Oj, nie wolno rzeczy wielu,
Kiedy celem jest brak celu....


-Zwłaszcza, jeśli duszy nie ma. I to wszystko na ten temat.- Dokończył piosenkę inny głos. Chow obróciła głowę przełykając ostatni kęs, tak by spojrzeć na zbliżającego się jeźdźca.

Ktoś chętny?

*link do oryginału piosenki (tak wiem, że śpiewa ją mężczyzna. Musicie sobie wyobrazić damski głos :P) 
[LINK]

sobota, 21 listopada 2015

Od Chowlie (CD Vanessy) - Pieśń o ,,zmyślonej" krainie

        -Pozwolisz że, zostanę z lordem bez towarzystwa innych uszu?- Pytanie było skierowane zarówno do Vanessy jak i samego Ibn'Lshada. Mężczyzna skinął głową dając znak by pozostawić ich samych i upewnić się że nikt nie podsłuchuje. Drzwi zatrzasnęły się, a Chow spokoju mogła przekazać jeszcze jedną wiadomość. Papuga sfrunęła z ramienia i przysiadła na parapecie okna, jak gdyby stała na czatach.
-Wiesz co to jest, prawda?- Szatynka położyła na biurku małe zawiniątko. Lord podniósł na nią wzrok, najwyraźniej nie rozumiejąc jeszcze o co może chodzić. Po chwili jednak jego wyraz twarzy diametralnie się zmienił, oczy otworzyły się szerzej, usta również. Dziewczyna uśmiechnęła się szelmowsko.
-No właśnie... tego będzie dotyczyła następna wiadomość...

~*~

Gallia est omnis divisa in partes tres
Quarum unam incolunt Belgae aliam Aquitani
Tertiam qui ipsorum lingua Celtae nostra Galli appellantur
Ave Caesar morituri te salutant!"

Nad Europą twardy krok legionów grzmi
Nieunikniony wróży koniec republiki
Gniją wzgórza galijskie w pomieszanej krwi
A Juliusz Cezar pisze swoje pamiętniki

"Gallia est omnis divisa in partes tres
Quarum unam incolunt Belgae aliam Aquitani
Tertiam qui ipsorum lingua Celtae nostra Galli appellantur
Ave Caesar morituri te salutant!"

Pozwól Cezarze gdy zdobędziemy cały świat
Gwałcić rabować sycić wszelkie pożądania
Proste prośby żołnierzy te same są od lat
A Juliusz Cezar milcząc zabaw nie zabrania

"Gallia est omnis divisa in partes tres
Quarum unam incolunt Belgae aliam Aquitani
Tertiam qui ipsorum lingua Celtae nostra Galli appellantur
Ave Caesar morituri te salutant!"

Cywilizuje podbite narody nowy ład
Rosną krzyże przy drogach od Renu do Nilu
Skargą krzykiem i płaczem rozbrzmiewa cały świat
A Juliusz Cezar ćwiczy lapidarność stylu!

"Gallia est omnis divisa in partes tres
Quarum unam incolunt Belgae aliam Aquitani
Tertiam qui ipsorum lingua Celtae nostra Galli appellantur
Ave Caesar morituri te salutant!"


Gdy tylko dziewczyna skończyła pieśń sala rozgorzała głośnymi wiwatami. Wykonawczyni ukłoniła się jeszcze i pociągnęła długi łyk piwa.
-A oto była opowieść zza dalekich gór i wierzcie mi lub nie, ale to historia prawdziwa!- Zawołał po raz ostatni i zeskoczyła ze stołu. Karczmarny jazgot wciąż nie ustawał.
-No powsinogo, nie wiem czym, ani gdzie jest ten twój kraj i ta twoja Europa, którą zapewne sobie wymyśliłaś. Ale posłuch miałaś... Kolejka dla ciebie! Na mój koszt!- Uradowany większym zainteresowaniem w swojej gospodzie karczmarz podał Sokolicy jeszcze jeden pełny kufel piwa korzennego. Dziewczyna uśmiechnęła się widząc swoją "złotą nagrodę".
-Szybko zniknęłaś.- Obok dosiadła się już poznana niedawno liderka słowików. -Co oficjalny goniec robi takiej spelunie?
-Bawi się, pije, opowiada i słucha. Gońcem jestem tylko w przerwach. A teraz uznałam, że miło będzie spędzić noc z opierunkiem i wypocząć przed następną podróżą. A co panią tutejszego klanu tutaj ściąga?- Vanessa już miała odpowiedzieć, ale uwagę jej zwrócił nagły warkot swojego towarzysza.
-K*rrrrwa mać!- Zawołał Ozzi, a obie kobiety spojrzały na tę parkę. Ogromny wilczarz siedział z obonem papugi w pysku a w jego oczach była niema prośba "Zabierz to ode mnie...". Ptak natomiast bujała się co jakiś czas trzepocząc skrzydłami i nieustannie klął, choć momentami nie dało się odróżnić jego ulubionych bluźnierstw o zwykłego darcia dzioba.
-Wypluj go.- Zakomenderowała Ness, a pies wypluł pierzastego z pogardą. Hrabia pokulał się po ziemi zaklął, otrzepał się, ponownie usiadł na głowie nowego kolegi i zaczął dziobać mu uszy. Co wywołało u Chow falę przyziemnego śmiechu. Ombre znów warknął rozzłoszczony i zdawało się że zaraz przegryzie ptaka na pół, ale ta irytująca istota z skrzekiem odskoczyła przed potężnymi szczękami.
-K*rrrrwa mać!- Zawołał raz jeszcze siadając tym razem na ramieniu właścicielki.

Ness? Piosenka długa, ale jakoś miałam na nią ochotę :D

środa, 18 listopada 2015

Od Chowlie (CD Vanessy) - Pierzaste przekleństwa

        -Stój! Stój do jasnej ch*lery mówię! Stój! Nosz...
-K*rrra mać~!- Dokończyła za mężczyznę papuga kołująca nad uciekającą, śmiejącą się w głos właścicielką.
-Zobaczysz jeszcze, że kiedyś przegniesz i mocno tego pożałujesz!- Zawołał po raz ostatni za uciekinierką. Która niewiele sobie robiła z gróźb chłopaka, który zdyszany zatrzymał się na korytarzu klnąc jeszcze chwilę. Szatynka miała już wybiec na ostatnią prostą gdy na drogę wyskoczyli jej strażnicy pewni, że uda im się ją zatrzymać. Ona jednak z kocią zwinnością zawróciła tuż przed nimi gotowa pobiec w przeciwnym kierunku, tam jednak też czekała niespodzianka w postaci kolejnej grupki strażników. Wykonała jeszcze jeden obrót nisko na nogach a następnie wyskoczyła przez okno, rozbijając cienką szybkę z szpadu*. Wypadła na podwórze, dopadła do stojącego na dziedzińcu ogierka, wskoczyła mu na grzbiet, całkiem na oklep i pogalopowała daleko przed siebie. Gdy nadmorska twierdza zniknęła za drzewami. Dziewczyna ściągnęła wodze i przeszła do kłusa a następnie stępa. Sięgnęła do torby sprawdzając czy wszystko ma i uśmiechnęła się jadowicie. W Ikram miała od dawna przygotowany grunt. Teraz tylko czekały ją krótkie odwiedziny w stolicy i znów czas na słodką włóczęgę. Ale nie stolicy Ikram, tylko do Knowhere. Teraz to ją interesowało.

Kilku wartowników drzemało "pilnując" bramy miasta. Prawie nikt nawet nie zbliżał się do wejścia, dlatego też nie reagowali na nic. Nawet jeśli kto przechodził był to zwykły kupiec, nawet nie wart ich uwagi. Wśród tych nielicznych podróżnych przemknęła również niepozorna dziewczyna. I zapewne nikt nie zwróciłby na nią uwagi gdyby nie pewien jakże milutki ptaszek...
-K*rrrwa! K*rrwa! K*rwa!- Rozleniwieni żołnierze podnieśli głowy na żółtą papużkę, która postanowiła w tym momencie podarować im pewien śmierdzący prezent. Następne dwa słowa zawołali chórkiem wraz z zwierzakiem. Który dumny z siebie wylądował na ramieniu dziewczyny. Ta klepnęła się z plaśnięciem czoło równocześnie zaśmiała się.
-Twój ten czort?- warknął przez zaciśnięte zęby. -Kim jesteś? Dlaczego tu jesteś? Podaj dokumenty.- Rozzłoszczony i upokorzony mężczyzna chciał teraz utruć dziewczynie, by choć trochę sobie odbić. Drugi, bardziej obdarowany przez nimfę miał chyba inny pomysł na wynagrodzenie sobie publicznego znieważenia i sięgnął po miecz. Nieznajoma jednak nie pozwoliła mu nawet do połowy dobyć ostrza jak został zamaszyście kopnięty. Zbroja zadźwięczała, mężczyzna udeży o ścianę i z jęciem osunął się na ziemię.
-Wybacz kolego, ale w przeciwieństwie do ciebie, ja jestem nietykalna jak przystało na gońca.- Wyszczerzyła się złośliwie. A jej pierzasty przyjaciel zaczął kołować nad nowymi kolegami. Nie trało długo jak sytuacją zainteresowała się jakaś kobieta na której widok wszyscy żołdacy stali niemal na baczność. Odchodząc brązowooka nie mogła się powstrzymać by nie wysłać im tryjumfalnego mrugnięcia.
-Na przyszłość radzę tobie nie drażnić takich ludzi jak tamci, mimo że posiadają mundury, to zwykłe łapserdaki. Niestety prawo tutaj ciąż nie jest tak ważne jak by się chciało, nie bez powodu zwą to ciemnym krajem.- Rzuciła kobieta niby to mimochodem, nawet nie zerkając na nieznajomą.
-E tam, ta kupka piór już nie raz większych problemów mi przysporzyła.- Machnęła lekceważąco ręką. -A tak w ogóle to z kim mam przyjemność?- Chow dorównała kroku dziewczynie niższej o ponad głowę. Kobieta wymieniła przelotne spojrzenie z swoim wilczarzem.
- Nazywam się Vanessa Anello i jestem liderem tutejszego klanu.- Chowlie gwizdnęła głośno z aprobatą, co chętnie powtórzył Ozzi.
-No proszę... A więc pani słowików? Miło mi poznać jestem Chowlie, a ten żółty diabeł to Hrabia Ozyrusus Ozbornusus Gilmaster pierwszy Mistral.- Zwierzak na dźwięk swojego imienia zagwizdał i za kiwał się na krótkich nóżkach. Ness natomiast podniosła wzrok na dziewczynę z niemałym dziwieniem, na co Chow wyszczerzyła się zadowolona, że ożywiła jakoś towarzyszkę.
-Jak? Ty wymyśliłaś to imię? Na dodatek, on ma dłuższe miano od ciebie.- Z powątpiewaniem wodziła wzrokiem od szatynki do papugi. Podobnie z resztą tak jak jej pies.
-Hrabia Ozyrusus Ozbornusus Gilmaster pierwszy Mistral, jednak Ozzi jest o wiele łatwiej zapamiętać. Sama tak go nazwałam. Uznałam że demon z piekieł zasługuje na przyzwoite miano.- Zaśmiała się w czym zawtórował jej Ozzi z swoim występem.
-K*rrrrwa mać~!

Van? wiem że niewiele nowego wniosłam, ale zawsze coś

 *Szpad - To surowiec który używano zamiast szyb, gdy jeszcze nie było szkła (przypis autora)

poniedziałek, 16 listopada 2015

Dobry goniec powinien mieć dwie rzeczy - złotą głowę i żelazną rzyć... a ja prócz tego lubię mieć w tym odrobinę zabawy

Imię: Chowlie (czytaj Czołli)
Nazwisko: Mistral (Nazwisko jak i imię nadała sobie sama)
Przydomek: Dla przyjaciół Chow (okropny z niej żarłok), jednak w fachu znana jest jako Sokół Wędrowny lub Sokolicą.
Wiek: 21 lat
Płeć: Kobieta
Rasa: Człowiek
Rodzina: Jaka tam rodzina? Toż to sierota choć ma kogoś kogo zwie dziadkiem, choć częściej wolała go staruszkiem.
Miłość: Jej jedyną miłością jest dziki wiatr i wolność z którą wiąże się również wyzwolenie seksualne ;)
Aparycja: Wysportowane, atletyczne i żylaste ciało dowodzi o jej szybkości, zwinności, sile i wytrzymałości wytrenowanych wieloletnimi trudnościami podróży, treningiem oraz życiem na ulicy. Mierzy nieco ponad metr siedemdziesiąt. Posiada długie, kasztanowe włosy i dość pospolitą twarz zdobioną wielkimi brązowymi oczami w których zawsze połyskuje zbójecka iskierka. Posiada ona również szeroki wachlarz uśmiechów i uśmieszków, którymi obdarza wszystkich napotkanych.
Charakter: Dziewczyna jest... osobliwa, wielu nawet pewnie powie wariatka, ale to już inna kwestia. Chow jest wesołą, głośną, otwartą, wulgarną i bynajmniej nie kobiecą kobietą. Ludzie widzą ją jako wolnego ducha, i tak właśnie jest, żyje chwilą, niczym się nie przejmuje i nikogo nie słucha. Gdy ma czas pędzi tam gdzie powiew przygody ją pchnie. W pogoni za taką zabawą oraz częstym wtykaniem nosa tam gdzie nie trzeba nie rzadko wpada w tarapaty, zawsze jednak znajdzie jakieś wyjście. Choć na pozór miła, jest niezwykle bystra i przebiegła, a i nieraz wredna. Nie cierpi nudy wiec zawsze coś wymyśli. Jeśli znajdzie prawdziwego przyjaciela jest gotowa skoczyć za niego w ogień, ale niewielu jest takich. Natomiast wrogom potrafi naprawdę dopiec. Jest też niesamowicie bystra i przebiegła, choć ma ona w poważaniu tak naprawdę swoją posadę i klan w którym jest tylko dla przywilejów, to wykonując już swoje obowiązki, działa tak by posiadać jednak wpływy w całym kraju, nie chwali się tym jednak, a wręcz ukrywa i żyje swoim życiem włóczęgi. A swoją ignorancje okazuje nie raz w irracjonalny sposób. Gdy nie ma jej gnającej po gościńcach najpewniej jest wysoko w górach bądź w jakiejś tawernie, a jej pobyty tam niemal zawsze kończą się pijacką burdą. Jeśli jest na szlaku można ją poznać po daleko niosących się z reguły niecenzuralnych piosenkach przy akompaniamencie Ozziego.
Miasto rodzinne: Przybyła z Thanadeimu, jednak utożsamia się z Clevelandem
Klan: Orły z Ikramu
Pozycja: Pełnoprawny członek
Punkty pojedynku: 17
Profesja: Tancerz ostrzy i Awanturnik
Broń: Jej najskuteczniejszą bronią są oczywiście ręce i nogi, dzięki szybkości i zaprawie, jest w stanie powalić przeciętnego szermierza, bez dobywania broni. Jednak gdy sytuacja tego wymaga sięga po jeden z ukrytych noży, albo sprytny wynalazek - dwu metrowy, zaostrzony na końcach, metalowy kij, który składa się do wielkości przeciętnego zwoju mieszczącego się w torbie.
Umiejętności: ~ Posiada pamięć absolutną, to bardzo ułatwia jej prace oraz jest jej "asem w rękawie".
~ Na koniach zna się jak nikt, w siodle spędza większość czasu i jest w stanie ujarzmić każdego wierzchowca. Sama mówi że gdyby zaszła potrzeba dosiądzie choćby i jelenia przydybanego nad strumieniem.
~ Jest równie szybka i bez konia, biega z zawrotną prędkością na bardzo długie dystanse. W biegu na przełaj nie ma sobie równych, jest bezszelestna i praktycznie się nie męczy.
~Ze względu na wiadomości jakie niesie jest częstym celem ataków. Jej praca jak i przeszłość wymaga od niej umiejętności walki, jest świetnym pięściarzem i nożownikiem.
~ Zna podstawy szermierki, jednak raczej walczy swoim "cudownym wynalazkiem".
~ Jest również świetnym strzelcem... z procy...
Towarzysz: Hrabia Ozyrusus Ozbornusus Gilmaster pierwszy Mistral (w skrócie Ozzi)
Wierzchowiec: Jeśli znajdzie zwierzę które sprosta jej wymaganiom to z pewnością go przygarnie. Ale jak na razie zmienia wierzchowce.
Nick na howrse: Ursa