Deski pokładowe skrzypiały pod naciskiem przechodzących w tę i we wte zapracowanych marynarzy. Fale z chlupotem uderzały o kadłub, wprawiając okręt w kołysanie. W ładowni przyjemny, miejscami ostrawy zapach wschodnich przypraw mieszał się z wonią smoły, którą uszczelniano belki przed wodą. Mdlące połączenie i monotonny ruch łajby w normalnych warunkach przyprawiłyby Jina o zawroty głowy. Ale chłopak był zbyt podekscytowany, by zwrócić na cokolwiek uwagę.
Kitsune obracał przed oczami swoją najnowszą i zarazem najcenniejszą zdobycz. Jadeitowy tygrys. Pilnie strzeżony totem frakcji Tora, mający większą wartość sentymentalną niż w złocie. Do niedawna stojący w kaplicy Tygrysa, stał się symbolem nieugiętej woli jego wychowanków, czymś nieosiągalnym, wspaniałym...
A teraz leżącym w dłoni złodzieja.
Jiantou właśnie sprawił, że straciła tą swoją niesamowitą wartość, pozbawiając przy tym dumy strzegących kaplicy zadufanych Tora. Teraz była to tylko niewielka figurka szczerzącego kły tygrysa w siadzie, ale za to jaka wspaniała. Poprzecinany ciemniejszymi żyłkami zielony kamień nie posiadał nigdzie łączeń, co świadczyło, że wyrzeźbiono go z jednolitego odłamku jadeitu. Pręgi układały się z nienaturalną symetrią na pysku i grzbiecie zamarłego w ostrzegawczym warkocie zwierzęcia. Jedynie para oczu została wykonana z białych opali. Tygrys nie posiadał źrenic, przez co Jina naszło wrażenie, że do stworzenia figurki pozował prawdziwy mistyczny Tora - widmowy strażnik swojej frakcji. Złodziej Kitsune poczuł nagle dreszcze na plecach. Nagle poczuł się, jakby tygrys wielkości niedźwiedzia dyszał mu w kark żądając zwrócenia własności jego frakcji.
Chłopak wziął głęboki oddech. Podwinął lekko rękaw i dotknął na szczęście tatuażu lisa na przedramieniu, zwalczając, jakby nie było, jeden przesąd drugim.
- Kitsune dba o swoich - powiedział do siebie. Znów popatrzył w opalizujące białe oczy figurki. - A ty, Tora, możesz się wypchać.
Wtedy na pokładzie rozległ się okrzyk. Statek zbliżał się do lądu.
Jin przekradł się szybko za piramidkę ze skrzynek, chowając jadeitowego tygrysa do sakwy przy pasie. Nasunął na głowę kaptur, usta i nos zakrył bandaną. Jak się można domyślić, nie był jednym z planowanych podróżnych na statku. Po skradnięciu figurki zakradł się do portu i ukrył w ładowni statku mającego rano wyruszać do stolicy Ikramu w Dal-Virii. Mieli zaopatrywać jakieś wielkie święto - idealna okazja, by zniknąć w tłumie.
Po półgodzinie statek przybił do portu. Jiantou odczekał w bezruchu. Słyszał, jak tragarze zbliżają się do kratownicy nad ładownią. Przemknął w cieniu w stronę drabiny i wspiął się po niej, zatrzymując tuż pod klapą. Odczekał chwilę aż większość mogących zagrozić niechcianemu pasażerowi osiłków zbierze się przy drewnianej kracie. Usłyszał drewniany szum odsuwanej kratownicy i gdy jeden z marynarzy zeskoczył na dół, odrzucił klapę i wyskoczył na zewnątrz. Przebiegł szybko przez pokład słysząc kilka okrzyków ze strony majtków, ale nie zamierzał odpowiadać na żadne ich pytanie. Przesadził balustradę burty i lądując przetoczył się po deskach molo, by złagodzić upadek. Natychmiast zerwał się na nogi i już chwilę potem zniknął między ludźmi. A obecnym na statku pozostało jedynie drapać się po głowach w niemym zdziwieniu.
Jinowi zajęło piętnaście minut, by w końcu się zatrzymać. Nawet nie zwrócił uwagi, że dostał się na dach jakiegoś budynku. Odetchnął głęboko rozglądając się w nagłym szoku. Ikram. Naprawdę tu był. Wrócił do domu po ośmiu latach nieobecności. Zaśmiał się nie mogąc zbyt wiele z siebie wydusić. W końcu w nagłym przypływie emocji krzyknął radośnie. Nie obchodziło go, ile osób na dole to usłyszy. Zapewne żadna - gwar na dole go zagłuszy, ponadto był wysoko, a mało kto patrzy w górę w tych czasach.
Zresztą, kogo obchodzi opinia publiczna? Był w swojej ojczyźnie...
Tylko to się teraz liczy.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jin. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 26 kwietnia 2016
sobota, 23 kwietnia 2016
Od Jina - Ostatni dzień w Wu-Shi
Przed oczami Jina śmignęły gwiazdki.
Padł na wznak uderzony w nasadę nosa, nie mając już siły się podnosić. Lux, jego przeciwnik i najlepszy przyjaciel, wyprostował się dumnie. Żeby tylko można było powiedzieć to samo o nauczycielu młodzików. Mistrz Kormac westchnął niemalże boleśnie, przejeżdżając sobie ręką po twarzy i chwytając się za zaplecioną w krótki warkoczyk brodę. Miał pod opieką całą frakcję Fuchicho, a wielki mistrz wcisnął mu jeszcze kilku Kitsune. Wychowankowie Lisa szczycili się sławą rozrabiaków i obiboków, jednak tak paskudnego przypadku jak Jiantou jeszcze nie widział. Jakim cudem ten dzieciak jeszcze tu jest?, przechodziło mu przez myśl. Najwyraźniej przypisywanie młodym Kitsune niesamowitego szczęścia także nie mijało się z prawdą.
- Fuchicho Luxroth - zakomenderował. - Możecie odejść.
- Hai, sensei - odpowiedział ciemnowłosy chłopak osłaniając pięść dłonią i kłaniając się. Posłał jeszcze Jinowi pocieszający uśmiech i posłusznie oddalił się.
Kitsune nawet nie wstawał. Usiadł na ziemi starł rękawem cieknącą z nosa krew. Kormac stanął nad nim z założonymi na piersi rękoma.
- Ćwiczyłeś wcześniej pod opieką mistrza Fujina - powiedział nauczyciel. Nie było to nawet pytanie, a raczej stwierdzenie faktu. Mimo to Jin kiwnął potakująco. - Czy po jakimkolwiek z treningów nie skończyłeś w piachu z rozwalonym nosem?
Jin uśmiechnął się krzywo.
- Sensei Fujin miał nieco inne metody nauczania - wyjaśnił krótko.
- To dlaczego dalej nikt cię stąd nie wyrzucił? Czyżby sensei Fujin był zbyt miękki dla swoich Kitsune?
Chłopak słysząc skrytą pod tymi słowami obrazę zaadresowaną do jego mistrza powstał natychmiast, mierząc wyższego o głowę starszego mężczyznę niemal wyzywającym wzrokiem.
- Nie, sensei - odpowiedział hardo. - Kitsune dbają o swoich. Każdy z nas jest coś wart.
Kormac uniósł jedną brew.
- Ryu sądzą inaczej - rzucił podchwytliwie, testując cierpliwość Jiantou.
- Smoki są zbyt dumne. Nie patrzą pod nogi, tak jak Tora, a nawet Fuchicho - założył ręce na piersi. - My, Lisy, kierujemy się sprytem.
- Ale nie wygrywacie żadnych walk.
- Postaw Kitsune na odsłoniętym terenie, a od razu zostanie naszpikowany strzałami i zda się jedynie jako żywa tarcza. Umieść go w cieniu, sensei, a skradnie oprawcom łuki, by jego bracia mogli przejść bezpiecznie - Jin uśmiechnął się lekko.
Mistrz Kormac zmrużył oczy. Chłopak był inteligentny i butny. Doprawdy szkoda, że trafił akurat do Kitsune. Gdyby od początku uczył się we frakcji Fuchicho, wyprowadziłby go na ludzi. Feniksy ceniły sobie odwagę i wiarę w siebie, a tych dzieciak miał aż za dużo. Nawet Ryu nie pogardziliby kimś takim. Jedynie może Tora mieliby sporo zastrzeżeń - Tygrysy skupiały się na sile fizycznej. Postura Jiantou mogłaby jedynie wywołać śmiech na sali. Jednak nawet jako Lis chłopak nie mógł się wymawiać zbyt długo przed wyrzuceniem go z akademii Wu-Shi. Był słabym ogniwem i jeśli nie wytrzyma pod jego nadzorem, mistrz Fujin po powrocie zastanie o jednego Kitsune mniej.
Tymczasem Jin dalej hardo wiercił wzrokiem mistrza Kormaca. Jego powieka nawet nie drgnęła, chociaż w głębi duszy zaczynał mięknąć. Czy nie posunął się za daleko? Z Fujinem jeszcze mógł sobie pozwolić na takie zachowanie, bo pojedynki słowne nie wychodziły poza treningi. Bronią Lisów nie była siła fizyczna, a psychiczna. Fujin mimo wszystko był dla Kitsune dość pobłażliwy. Lubił swoich podopiecznych i jako jedyny z nauczycieli był w stanie zniżyć się do ich poziomu, zrozumieć ich. Natomiast Kormac...Cóż, może i Fuchicho nie byli aż tak surowi jak Smoki czy Tygrysy, jednak stanowczo pod względem dyscypliny przewyższali frakcję Lisa. Jeśli mistrz Fujin nie wróci zbyt szybko, odprawi z kwitkiem wszystkich Kitsune, którymi przyszło mu się opiekować.
Od Jina począwszy...
Dlatego też chłopak nie mógł uwierzyć własnym uszom, gdy usłyszał jedynie:
- Kitsune Jiantou, możecie odejść.
Jiantou zamrugał kilka razy, po czym szybko ukłonił się osłaniając dłonią pięść i ruszył spokojnym krokiem w stronę dormitoriów. Gdy tylko skręcił za róg, puścił się biegiem. Zatrzymał się dopiero przy drzwiach do budynku mieszkalnego. Odczekał kilka minut i z tego samego kierunku przybiegł niezwykle rozbawiony Lux. W blasku zachodzącego słońca zalśnił blady wzór feniksa na lewym przedramieniu - symbol frakcji Fuchicho.
- Słyszałeś to? - zapytał Jin uśmiechając się z niedowierzania.
- Wszystko - potwierdził Lux błyskając zębami. - W życiu nie widziałem starego Kormaca w takiej sytuacji.
- Nikt z was do tej pory tak nie robił? - Kitsune nagle zaczął tracić poczucie humoru.
- No a jak? Każdego z Fuchicho od razu przegoniłby dziesięć razy wokół świątyni Raijina i przez trzy miesiące czyściłby jeszcze obornik - w niebieskich oczach błyszczało podniecenie. - Niesamowite. Odkąd Kitsune trafili pod jego opiekę po raz pierwszy z resztą Feniksów mamy wrażenie, że nie ma pojęcia co robić. A przecież to Kormac! Potrafił zapanować nad całymi frakcjami Tora i Fuchicho jednocześnie, a kilka Lisów robi mu zamieszanie.
- No i teraz widzisz: w czymś jednak jesteśmy dobrzy - Jin uśmiechnął się złośliwie.
- A propos...wybacz za nos - Lux odwzajemnił się tym samym.
- Zagoi się. Jak zawsze - Jiantou machnął lekceważąco ręką.
- W zbieraniu ciosów też jesteście dobrzy - rzucił zgryźliwie Fuchicho.
- Dobrze wiesz w czym nas naprawdę szkolą - Lis posłał przyjacielowi zbójecki uśmiech.
Luxroth spoważniał.
- O nie - pokręciła przecząco głową. - Chyba nie zamierzasz...- westchnął widząc jedynie coraz bardziej wesoły uśmiech Jina. W żaden sposób nie przemówi mu do rozsądku. - Co tym razem?
- Jadeitowy tygrys.
- Co przepraszam?
- Figurka z kapliczki Tora.
- Oszalałeś?!
- Może głośniej? - skrzywił się Jiantou. - Sam Raijin w niebiosach cię jeszcze nie słyszał.
- Przecież to szkolne samobójstwo. Wyrzucą cię, a reszta Kitsune będzie miała przez ciebie przesrane - naciskał Lux.
- Dlatego to mój ostatni skok.
Feniks zamrugał kilka razy, nie dowierzając.
- Odchodzisz? - zdziwił się. - Ale jak? Nikomu nie udało się stąd uciec.
- Więc przynajmniej chociaż raz jakiś Lis zapisze się w historii akademii - Jin uśmiechnął się diabolicznie.
Słońce zapadło się w wodach zatoki Wu-Shi. Dla młodego Kitsune zapowiadała się długa noc.
Padł na wznak uderzony w nasadę nosa, nie mając już siły się podnosić. Lux, jego przeciwnik i najlepszy przyjaciel, wyprostował się dumnie. Żeby tylko można było powiedzieć to samo o nauczycielu młodzików. Mistrz Kormac westchnął niemalże boleśnie, przejeżdżając sobie ręką po twarzy i chwytając się za zaplecioną w krótki warkoczyk brodę. Miał pod opieką całą frakcję Fuchicho, a wielki mistrz wcisnął mu jeszcze kilku Kitsune. Wychowankowie Lisa szczycili się sławą rozrabiaków i obiboków, jednak tak paskudnego przypadku jak Jiantou jeszcze nie widział. Jakim cudem ten dzieciak jeszcze tu jest?, przechodziło mu przez myśl. Najwyraźniej przypisywanie młodym Kitsune niesamowitego szczęścia także nie mijało się z prawdą.
- Fuchicho Luxroth - zakomenderował. - Możecie odejść.
- Hai, sensei - odpowiedział ciemnowłosy chłopak osłaniając pięść dłonią i kłaniając się. Posłał jeszcze Jinowi pocieszający uśmiech i posłusznie oddalił się.
Kitsune nawet nie wstawał. Usiadł na ziemi starł rękawem cieknącą z nosa krew. Kormac stanął nad nim z założonymi na piersi rękoma.
- Ćwiczyłeś wcześniej pod opieką mistrza Fujina - powiedział nauczyciel. Nie było to nawet pytanie, a raczej stwierdzenie faktu. Mimo to Jin kiwnął potakująco. - Czy po jakimkolwiek z treningów nie skończyłeś w piachu z rozwalonym nosem?
Jin uśmiechnął się krzywo.
- Sensei Fujin miał nieco inne metody nauczania - wyjaśnił krótko.
- To dlaczego dalej nikt cię stąd nie wyrzucił? Czyżby sensei Fujin był zbyt miękki dla swoich Kitsune?
Chłopak słysząc skrytą pod tymi słowami obrazę zaadresowaną do jego mistrza powstał natychmiast, mierząc wyższego o głowę starszego mężczyznę niemal wyzywającym wzrokiem.
- Nie, sensei - odpowiedział hardo. - Kitsune dbają o swoich. Każdy z nas jest coś wart.
Kormac uniósł jedną brew.
- Ryu sądzą inaczej - rzucił podchwytliwie, testując cierpliwość Jiantou.
- Smoki są zbyt dumne. Nie patrzą pod nogi, tak jak Tora, a nawet Fuchicho - założył ręce na piersi. - My, Lisy, kierujemy się sprytem.
- Ale nie wygrywacie żadnych walk.
- Postaw Kitsune na odsłoniętym terenie, a od razu zostanie naszpikowany strzałami i zda się jedynie jako żywa tarcza. Umieść go w cieniu, sensei, a skradnie oprawcom łuki, by jego bracia mogli przejść bezpiecznie - Jin uśmiechnął się lekko.
Mistrz Kormac zmrużył oczy. Chłopak był inteligentny i butny. Doprawdy szkoda, że trafił akurat do Kitsune. Gdyby od początku uczył się we frakcji Fuchicho, wyprowadziłby go na ludzi. Feniksy ceniły sobie odwagę i wiarę w siebie, a tych dzieciak miał aż za dużo. Nawet Ryu nie pogardziliby kimś takim. Jedynie może Tora mieliby sporo zastrzeżeń - Tygrysy skupiały się na sile fizycznej. Postura Jiantou mogłaby jedynie wywołać śmiech na sali. Jednak nawet jako Lis chłopak nie mógł się wymawiać zbyt długo przed wyrzuceniem go z akademii Wu-Shi. Był słabym ogniwem i jeśli nie wytrzyma pod jego nadzorem, mistrz Fujin po powrocie zastanie o jednego Kitsune mniej.
Tymczasem Jin dalej hardo wiercił wzrokiem mistrza Kormaca. Jego powieka nawet nie drgnęła, chociaż w głębi duszy zaczynał mięknąć. Czy nie posunął się za daleko? Z Fujinem jeszcze mógł sobie pozwolić na takie zachowanie, bo pojedynki słowne nie wychodziły poza treningi. Bronią Lisów nie była siła fizyczna, a psychiczna. Fujin mimo wszystko był dla Kitsune dość pobłażliwy. Lubił swoich podopiecznych i jako jedyny z nauczycieli był w stanie zniżyć się do ich poziomu, zrozumieć ich. Natomiast Kormac...Cóż, może i Fuchicho nie byli aż tak surowi jak Smoki czy Tygrysy, jednak stanowczo pod względem dyscypliny przewyższali frakcję Lisa. Jeśli mistrz Fujin nie wróci zbyt szybko, odprawi z kwitkiem wszystkich Kitsune, którymi przyszło mu się opiekować.
Od Jina począwszy...
Dlatego też chłopak nie mógł uwierzyć własnym uszom, gdy usłyszał jedynie:
- Kitsune Jiantou, możecie odejść.
Jiantou zamrugał kilka razy, po czym szybko ukłonił się osłaniając dłonią pięść i ruszył spokojnym krokiem w stronę dormitoriów. Gdy tylko skręcił za róg, puścił się biegiem. Zatrzymał się dopiero przy drzwiach do budynku mieszkalnego. Odczekał kilka minut i z tego samego kierunku przybiegł niezwykle rozbawiony Lux. W blasku zachodzącego słońca zalśnił blady wzór feniksa na lewym przedramieniu - symbol frakcji Fuchicho.
- Słyszałeś to? - zapytał Jin uśmiechając się z niedowierzania.
- Wszystko - potwierdził Lux błyskając zębami. - W życiu nie widziałem starego Kormaca w takiej sytuacji.
- Nikt z was do tej pory tak nie robił? - Kitsune nagle zaczął tracić poczucie humoru.
- No a jak? Każdego z Fuchicho od razu przegoniłby dziesięć razy wokół świątyni Raijina i przez trzy miesiące czyściłby jeszcze obornik - w niebieskich oczach błyszczało podniecenie. - Niesamowite. Odkąd Kitsune trafili pod jego opiekę po raz pierwszy z resztą Feniksów mamy wrażenie, że nie ma pojęcia co robić. A przecież to Kormac! Potrafił zapanować nad całymi frakcjami Tora i Fuchicho jednocześnie, a kilka Lisów robi mu zamieszanie.
- No i teraz widzisz: w czymś jednak jesteśmy dobrzy - Jin uśmiechnął się złośliwie.
- A propos...wybacz za nos - Lux odwzajemnił się tym samym.
- Zagoi się. Jak zawsze - Jiantou machnął lekceważąco ręką.
- W zbieraniu ciosów też jesteście dobrzy - rzucił zgryźliwie Fuchicho.
- Dobrze wiesz w czym nas naprawdę szkolą - Lis posłał przyjacielowi zbójecki uśmiech.
Luxroth spoważniał.
- O nie - pokręciła przecząco głową. - Chyba nie zamierzasz...- westchnął widząc jedynie coraz bardziej wesoły uśmiech Jina. W żaden sposób nie przemówi mu do rozsądku. - Co tym razem?
- Jadeitowy tygrys.
- Co przepraszam?
- Figurka z kapliczki Tora.
- Oszalałeś?!
- Może głośniej? - skrzywił się Jiantou. - Sam Raijin w niebiosach cię jeszcze nie słyszał.
- Przecież to szkolne samobójstwo. Wyrzucą cię, a reszta Kitsune będzie miała przez ciebie przesrane - naciskał Lux.
- Dlatego to mój ostatni skok.
Feniks zamrugał kilka razy, nie dowierzając.
- Odchodzisz? - zdziwił się. - Ale jak? Nikomu nie udało się stąd uciec.
- Więc przynajmniej chociaż raz jakiś Lis zapisze się w historii akademii - Jin uśmiechnął się diabolicznie.
Słońce zapadło się w wodach zatoki Wu-Shi. Dla młodego Kitsune zapowiadała się długa noc.
czwartek, 21 kwietnia 2016
I złodzieje chodzą czasem w aureoli. Wcale nie kradzionej
Imię: Jin. Jest to jedynie skrót od Jiantou (,,strzała"), jakoś jednak przywykł do zdrobnienia i zdarza mu się zapominać, że jego prawdziwe imię jest dłuższe.
Nazwisko: Harmon
Przydomek: Podczas nauk w akademii jak każdy uczeń otrzymał jeden z czterech przydomków. Zżył się z nim i do dzisiaj bywa, że zanim komuś zaufa przedstawia się jako Kitsune (czyli ,,lis") lub Manquer. Z tego drugiego korzysta jednak rzadziej, bo z niewłaściwych ust bywa strasznie irytujące. Wymyślił je jego kuzyn w dzieciństwie, gdy Jin dopiero uczył się strzelać z łuku (w tłumaczeniu oznacza tyle, co ,,spudłować").
Wiek: 22 lata
Płeć: Mężczyzna
Rasa: Człowiek
Rodzina: Po przymusowym wcieleniu do akademii Wu-shi, Jin stracił kontakt ze swoimi krewnymi w Dal-Virii. Gdy wrócił zza morza okazało się, że w ojczyźnie pozostał jedynie jego kuzyn, Revan.
Miłość: Trudno ukryć - chłopak jest w ,,tym wieku". Mianowicie lubi zwracać na siebie uwagę dziewczyn i podrywać, ale nie robi tego przez cały czas jak jakiś Adonis. Jest jeszcze, jak to się mówi, ,,młody i głupi". Czas na takie sprawy dopiero nadejdzie.
Aparycja: Pierwsze co może przyjść na myśl widząc Jina to ,,kurdupel". Chłopak aż tak niski nie jest (ma 165 cm wzrostu), ale jest dość niepozornej budowy. Nie jest może całkowitym chuchrem - widać w jego budowie i sile wpływy surowych rygorów mistrzów. Mimo to większości wydaje się raczej mały, co jednak zupełnie chłopakowi nie przeszkadza. Ma pociemniałą od słońca skórę i lekko skośne ciemne oczy po wschodnich korzeniach ojca. Krótko ścięte kruczoczarne włosy zawsze lekko odstają w lewo, choćby nie wiadomo jak uparcie by się je przygładzało. Po kilku latach bycia złodziejem przywykł do noszenia kaptura i zasłaniania dolnej części twarzy bandaną podczas wypadów na miasto, jednak w przyjacielskim towarzystwie nie boi się rozpoznania. Ubiera się w stroje jak najbardziej wygodne, w ciemnych odcieniach granatu i brązu. Nic nadzwyczajnego: tunika z długimi rękawami, typowy dla łucznika lekki pancerz, karwasze chroniące przed cięciwą, spodnie i wysokie buty z miękką podeszwą. Wszystko dobrane tak, aby było lekkie, nie wydawało zdradliwych odgłosów i chroniło przed bronią jednoręczną. Na prawym nadgarstku ma misterny blady tatuaż, przypominający bardziej bliznę. Kolejna pamiątka po ostrym wychowaniu. Pozornie przypadkowe faliste wzory układają się w kształt trójkątnego lisiego pyska i dziewięciu ogonów sięgających łokcia - symbol frakcji Kitsune. Raczej się nim nie chwali, i prędzej ktoś przypadkiem zauważy wystający spod rękawa blady nos niż Jin sam go pokaże. Ponadto ma na ramionach i plecach pełno drobnych blizn, ale to już nic interesującego czy niezwykłego.
Zainteresowania: Chłopak ma różne metody na zajmowanie wolnego czasu. Przeważnie przesiaduje w miejscach gdzie nikt go nie zauważy, nasłuchując i obserwując. I tak czeka aż wydarzy się coś ciekawego, bądź dosłyszy urywek bardziej interesującej rozmowy. Wtedy dopiero rusza się z miejsca śledząc kogoś ukradkiem nasłuchując, jakby robił to dla sportu. Jakby punktował sobie w głowie ilość zdobytych informacji, porównując jak długo nie dał się wykryć, o ile w ogóle go zauważono. Jin lubi igrać z losem, na co wskazuje jego ulubiona zabawa, jaką jest kradzież kieszonkowa. Tego niestety Lis nie wyzbył się nigdy. Po prostu lubi tymczasowo przywłaszczać sobie coś cudzego. Jednak nie czuje satysfakcji dopóki nie ukradnie czegoś praktycznie tuż pod czyimś nosem tak, by właściciel nie zwrócił na to uwagi. Dlatego właśnie tak bardzo korcą go pierścionki, naszyjniki, przypięte do pasa ozdobne sztylety, a nawet kolczyki. Z miejsca wypada chyba ostrzec, że osoby które lubi (bądź które lubi denerwować) okrada najczęściej, zawsze jednak zwraca skradziony przedmiot i to jeszcze zanim jego towarzysz zauważy w ogóle jego brak. Widok zdziwienia na twarzy jest zdecydowanie lepszą nagrodą niż jakiekolwiek pieniądze. Czasami też rysuje, żłobi nowe wzory na swoim łuku lub rzeźbi figurki zwierząt z drewna.
Charakter: Kitsune jest przede wszystkim wyjątkowo wesołą osobą. Trudno trafić na niego w złym humorze, bo wszędzie znajdzie powód do śmiechu. Może spoważnieć, bo czasem po prostu nie ma wyjścia, ale stanowczą większość czasu jego twarz zdobi pogodny uśmiech. Jeśli przyjdzie ci szukać go gdzieś w mieście, najpierw patrz na dachy. Jin uwielbia widzieć wszystko, a równocześnie być zupełnie niewidocznym. Siadając ponad linią tłumu i patrząc w dół na tą kłębiącą się ludzką masę, nagle zdecydowanie lżej się oddycha. Chłopak jest wyjątkowo skryty i cichy jak na takiego wesołka. Cóż, fakt, że się cały czas uśmiecha nie musi przecież od razu zaliczać go do gadatliwych. Owszem, lubi towarzystwo. Gdy ktoś zaprasza go do jednego stolika to długo podpierać ściany nie będzie. Jeśli jednak nie musi się odzywać to tego nie robi, a jedynie przysłuchuje się prowadzonej przez jego towarzyszy rozmowie, dorzucając czasem swoje trzy grosze jeśli zostanie zapytany o zdanie. Nie rozpowiada się na własny temat, bo nie widzi w sobie niczego interesującego. Lubi za to wiedzieć więcej o innych. Nie jest może chorobliwie ciekawski, ale trudno ukryć, że zdarza mu się coś przypadkiem (bądź nie) podsłuchać. Każdy sekret, każda odkryta tajemnica jest dla niego na wagę złota. Nigdy nie rozgłasza ich na prawo i lewo. Można powiedzieć, że jest jak kolekcjoner: zbiera każdą, choćby najdrobniejszą informację, wszystko segreguje w głowie, ale boi się komukolwiek pochwalić swoją kolekcją, w obawie, że coś z niej zaginie, zostanie skradzione, ujrzy światło dzienne. Każda wzmianka jest u niego bezpieczna, bo Kitsune nawet pod naciskiem milczy jak grób. Jest więc nie tylko kieszonkowcem, ale i złodziejem informacji, a ta ,,profesja" wymaga od właściciela zdecydowanie więcej finezji. I tak też jest - chociaż Jin na takiego nie wygląda, jest wyjątkowo dokładny w planowaniu, porządnie szykuje się do swojego przedsięwzięcia i przewiduje każdy możliwy mankament, by jakoś z niego wybrnąć. W razie czego potrafi także improwizować. To optymista, dla którego nie ma sytuacji bez jakiegokolwiek wyjścia. Jest oddanym przyjacielem, któremu można wiele powierzyć. Mimo, że z zawodu był złodziejem, nie jest chciwy, ani łasy na zarobek. Pieniądze mają dla niego małe znaczenie. Jin dobrze zaplanowaną i idealnie przeprowadzoną kradzież uznaje za osobny, misterny odłam sztuki. Nie liczy się co czy ile ukradniesz, ale komu i w jaki sposób.
Miasto rodzinne: Kiromi
Klan: Orly z Ikramu
Pozycja: Nowicjusz
Punkty pojedynku: 10
Profesja: Łucznik, Tancerz ostrzy
Broń: Długi łuk (pokryty niezliczoną ilością ozdobnych rytów), lekko zakrzywiony jednosieczny sztylet o ciężkiej rękojeści. Często korzysta z broni znalezionej, która akurat była pod ręką.
Umiejętności: Pierwszym, co jest warte opisania są właśnie złodziejskie umiejętności Jina. Nikt nie wie kiedy i jakim cudem ich własność znajduje się nagle w rękach Kitsune. Jedno jest pewne - chłopak lubi się tym popisywać. Prowadzi z tobą całkiem normalną rozmowę po czym nagle zauważasz, że bawi się monetą, która jeszcze chwilę temu siedziała w twojej kieszeni. Jin będąc w tłumie jest niemalże niezauważalny. Potrafi przechwycić wszystko. Jest także świetnym szpiegiem. Poruszając się w zarówno po mieście jak i poza nim, Lis jest niczym duch. Ma nieludzką pamięć i świetne ucho, któremu nie umknie najdrobniejszy szczegół. Nawet takie pierdoły jak tempo oddechu chłopak uznaje za ważne, bo świadczą o intencjach mówiącego. Świetnie się wspina, zarówno po drzewach jak i ceglanych murach. Posiada niesamowity zmysł równowagi - poruszanie się po śliskich i wąskich powierzchniach nie stanowi dla niego problemu (chociaż czasem zdarza mu się zapomnieć, że może sprawiać problemy innym). Jeśli chodzi o łuk, to strzela dobrze, chociaż mistrzem nie jest. Sam zresztą rzadko stawia na zabijanie przeciwników. Woli ich unieszkodliwiać po cichu ogłuszając rękojeścią sztyletu lub przyduszając. W bezpośredniej walce ma nikłe szanse, bo nie jest siłaczem ani wojownikiem. Stawia na własną szybkość, zręczność oraz otoczenie. Mało osób wie, że Jin jest także artystą. Robi świetne szkice, do których jednak nie przywiązuje większej wagi i najczęściej po prostu rzuca na wiatr. Lubi robić drzeworyty, czego dowodzi chociażby jego łuk pokryty wzorami zwierząt, wśród których dominuje właśnie motyw lisa.
Towarzysz: Brak
Wierzchowiec: Brak
Nick na howrse: RedRidingHood
Nazwisko: Harmon
Przydomek: Podczas nauk w akademii jak każdy uczeń otrzymał jeden z czterech przydomków. Zżył się z nim i do dzisiaj bywa, że zanim komuś zaufa przedstawia się jako Kitsune (czyli ,,lis") lub Manquer. Z tego drugiego korzysta jednak rzadziej, bo z niewłaściwych ust bywa strasznie irytujące. Wymyślił je jego kuzyn w dzieciństwie, gdy Jin dopiero uczył się strzelać z łuku (w tłumaczeniu oznacza tyle, co ,,spudłować").
Wiek: 22 lata
Płeć: Mężczyzna
Rasa: Człowiek
Rodzina: Po przymusowym wcieleniu do akademii Wu-shi, Jin stracił kontakt ze swoimi krewnymi w Dal-Virii. Gdy wrócił zza morza okazało się, że w ojczyźnie pozostał jedynie jego kuzyn, Revan.
Miłość: Trudno ukryć - chłopak jest w ,,tym wieku". Mianowicie lubi zwracać na siebie uwagę dziewczyn i podrywać, ale nie robi tego przez cały czas jak jakiś Adonis. Jest jeszcze, jak to się mówi, ,,młody i głupi". Czas na takie sprawy dopiero nadejdzie.
Aparycja: Pierwsze co może przyjść na myśl widząc Jina to ,,kurdupel". Chłopak aż tak niski nie jest (ma 165 cm wzrostu), ale jest dość niepozornej budowy. Nie jest może całkowitym chuchrem - widać w jego budowie i sile wpływy surowych rygorów mistrzów. Mimo to większości wydaje się raczej mały, co jednak zupełnie chłopakowi nie przeszkadza. Ma pociemniałą od słońca skórę i lekko skośne ciemne oczy po wschodnich korzeniach ojca. Krótko ścięte kruczoczarne włosy zawsze lekko odstają w lewo, choćby nie wiadomo jak uparcie by się je przygładzało. Po kilku latach bycia złodziejem przywykł do noszenia kaptura i zasłaniania dolnej części twarzy bandaną podczas wypadów na miasto, jednak w przyjacielskim towarzystwie nie boi się rozpoznania. Ubiera się w stroje jak najbardziej wygodne, w ciemnych odcieniach granatu i brązu. Nic nadzwyczajnego: tunika z długimi rękawami, typowy dla łucznika lekki pancerz, karwasze chroniące przed cięciwą, spodnie i wysokie buty z miękką podeszwą. Wszystko dobrane tak, aby było lekkie, nie wydawało zdradliwych odgłosów i chroniło przed bronią jednoręczną. Na prawym nadgarstku ma misterny blady tatuaż, przypominający bardziej bliznę. Kolejna pamiątka po ostrym wychowaniu. Pozornie przypadkowe faliste wzory układają się w kształt trójkątnego lisiego pyska i dziewięciu ogonów sięgających łokcia - symbol frakcji Kitsune. Raczej się nim nie chwali, i prędzej ktoś przypadkiem zauważy wystający spod rękawa blady nos niż Jin sam go pokaże. Ponadto ma na ramionach i plecach pełno drobnych blizn, ale to już nic interesującego czy niezwykłego.
Zainteresowania: Chłopak ma różne metody na zajmowanie wolnego czasu. Przeważnie przesiaduje w miejscach gdzie nikt go nie zauważy, nasłuchując i obserwując. I tak czeka aż wydarzy się coś ciekawego, bądź dosłyszy urywek bardziej interesującej rozmowy. Wtedy dopiero rusza się z miejsca śledząc kogoś ukradkiem nasłuchując, jakby robił to dla sportu. Jakby punktował sobie w głowie ilość zdobytych informacji, porównując jak długo nie dał się wykryć, o ile w ogóle go zauważono. Jin lubi igrać z losem, na co wskazuje jego ulubiona zabawa, jaką jest kradzież kieszonkowa. Tego niestety Lis nie wyzbył się nigdy. Po prostu lubi tymczasowo przywłaszczać sobie coś cudzego. Jednak nie czuje satysfakcji dopóki nie ukradnie czegoś praktycznie tuż pod czyimś nosem tak, by właściciel nie zwrócił na to uwagi. Dlatego właśnie tak bardzo korcą go pierścionki, naszyjniki, przypięte do pasa ozdobne sztylety, a nawet kolczyki. Z miejsca wypada chyba ostrzec, że osoby które lubi (bądź które lubi denerwować) okrada najczęściej, zawsze jednak zwraca skradziony przedmiot i to jeszcze zanim jego towarzysz zauważy w ogóle jego brak. Widok zdziwienia na twarzy jest zdecydowanie lepszą nagrodą niż jakiekolwiek pieniądze. Czasami też rysuje, żłobi nowe wzory na swoim łuku lub rzeźbi figurki zwierząt z drewna.
Charakter: Kitsune jest przede wszystkim wyjątkowo wesołą osobą. Trudno trafić na niego w złym humorze, bo wszędzie znajdzie powód do śmiechu. Może spoważnieć, bo czasem po prostu nie ma wyjścia, ale stanowczą większość czasu jego twarz zdobi pogodny uśmiech. Jeśli przyjdzie ci szukać go gdzieś w mieście, najpierw patrz na dachy. Jin uwielbia widzieć wszystko, a równocześnie być zupełnie niewidocznym. Siadając ponad linią tłumu i patrząc w dół na tą kłębiącą się ludzką masę, nagle zdecydowanie lżej się oddycha. Chłopak jest wyjątkowo skryty i cichy jak na takiego wesołka. Cóż, fakt, że się cały czas uśmiecha nie musi przecież od razu zaliczać go do gadatliwych. Owszem, lubi towarzystwo. Gdy ktoś zaprasza go do jednego stolika to długo podpierać ściany nie będzie. Jeśli jednak nie musi się odzywać to tego nie robi, a jedynie przysłuchuje się prowadzonej przez jego towarzyszy rozmowie, dorzucając czasem swoje trzy grosze jeśli zostanie zapytany o zdanie. Nie rozpowiada się na własny temat, bo nie widzi w sobie niczego interesującego. Lubi za to wiedzieć więcej o innych. Nie jest może chorobliwie ciekawski, ale trudno ukryć, że zdarza mu się coś przypadkiem (bądź nie) podsłuchać. Każdy sekret, każda odkryta tajemnica jest dla niego na wagę złota. Nigdy nie rozgłasza ich na prawo i lewo. Można powiedzieć, że jest jak kolekcjoner: zbiera każdą, choćby najdrobniejszą informację, wszystko segreguje w głowie, ale boi się komukolwiek pochwalić swoją kolekcją, w obawie, że coś z niej zaginie, zostanie skradzione, ujrzy światło dzienne. Każda wzmianka jest u niego bezpieczna, bo Kitsune nawet pod naciskiem milczy jak grób. Jest więc nie tylko kieszonkowcem, ale i złodziejem informacji, a ta ,,profesja" wymaga od właściciela zdecydowanie więcej finezji. I tak też jest - chociaż Jin na takiego nie wygląda, jest wyjątkowo dokładny w planowaniu, porządnie szykuje się do swojego przedsięwzięcia i przewiduje każdy możliwy mankament, by jakoś z niego wybrnąć. W razie czego potrafi także improwizować. To optymista, dla którego nie ma sytuacji bez jakiegokolwiek wyjścia. Jest oddanym przyjacielem, któremu można wiele powierzyć. Mimo, że z zawodu był złodziejem, nie jest chciwy, ani łasy na zarobek. Pieniądze mają dla niego małe znaczenie. Jin dobrze zaplanowaną i idealnie przeprowadzoną kradzież uznaje za osobny, misterny odłam sztuki. Nie liczy się co czy ile ukradniesz, ale komu i w jaki sposób.
Miasto rodzinne: Kiromi
Klan: Orly z Ikramu
Pozycja: Nowicjusz
Punkty pojedynku: 10
Profesja: Łucznik, Tancerz ostrzy
Broń: Długi łuk (pokryty niezliczoną ilością ozdobnych rytów), lekko zakrzywiony jednosieczny sztylet o ciężkiej rękojeści. Często korzysta z broni znalezionej, która akurat była pod ręką.
Umiejętności: Pierwszym, co jest warte opisania są właśnie złodziejskie umiejętności Jina. Nikt nie wie kiedy i jakim cudem ich własność znajduje się nagle w rękach Kitsune. Jedno jest pewne - chłopak lubi się tym popisywać. Prowadzi z tobą całkiem normalną rozmowę po czym nagle zauważasz, że bawi się monetą, która jeszcze chwilę temu siedziała w twojej kieszeni. Jin będąc w tłumie jest niemalże niezauważalny. Potrafi przechwycić wszystko. Jest także świetnym szpiegiem. Poruszając się w zarówno po mieście jak i poza nim, Lis jest niczym duch. Ma nieludzką pamięć i świetne ucho, któremu nie umknie najdrobniejszy szczegół. Nawet takie pierdoły jak tempo oddechu chłopak uznaje za ważne, bo świadczą o intencjach mówiącego. Świetnie się wspina, zarówno po drzewach jak i ceglanych murach. Posiada niesamowity zmysł równowagi - poruszanie się po śliskich i wąskich powierzchniach nie stanowi dla niego problemu (chociaż czasem zdarza mu się zapomnieć, że może sprawiać problemy innym). Jeśli chodzi o łuk, to strzela dobrze, chociaż mistrzem nie jest. Sam zresztą rzadko stawia na zabijanie przeciwników. Woli ich unieszkodliwiać po cichu ogłuszając rękojeścią sztyletu lub przyduszając. W bezpośredniej walce ma nikłe szanse, bo nie jest siłaczem ani wojownikiem. Stawia na własną szybkość, zręczność oraz otoczenie. Mało osób wie, że Jin jest także artystą. Robi świetne szkice, do których jednak nie przywiązuje większej wagi i najczęściej po prostu rzuca na wiatr. Lubi robić drzeworyty, czego dowodzi chociażby jego łuk pokryty wzorami zwierząt, wśród których dominuje właśnie motyw lisa.
Towarzysz: Brak
Wierzchowiec: Brak
Nick na howrse: RedRidingHood
Dodaj do listy blokowanych banerów
Subskrybuj:
Posty (Atom)
