Dante przymknęła oczy i oparła się o zimną ścianę.Czuła jak marzną jej
stopy. Dostrzegała tylko jeden ze swoich butów wciąż tkwiący w oczodole
martwej hybrydy.W sali unosił się swąd palonej sierści i mięsa.
Płomienie lizały i powoli z nieprzyjemnym skwierczeniem pożerały cielska
martwych potworów.
Dopiero teraz dotarła do niej odpowiedź maga.
,,Cokolwiek sobie pani zażyczy''
Białowłosa zaniosła się głuchym śmiechem i przyłożyła dłoń do twarzy
próbując ukryć rumieniec który znów nieproszony pojawił się na jej
policzkach. Matteo z westchnieniem podniósł się do pozycji wyprostowanej
i wyciągnął rękę do dziewczyny by pomóc jej wstać.Dante, o ile to
możliwe , zaczerwieniła się jeszcze bardziej. Chwilę po tym jak udało
jej się stanąć na nogi prawie została przewrócona przez zaaferowaną
przyjaciółkę.
- Jak chcecie niby tańczyć... -spytała Beatrice wciskając się pomiędzy Dan a Teo-słyszycie tu gdzieś muzykę?
Dante westchnęła odrobinę zażenowana ,jej dłoń ciężko opadła na ramię podpitej dziewczyny.
-To idź i bardzo proszę, skołuj nam muzykę- rzuciła i bezceremonialnie odsunęła brunetkę na bok
Beatrice parsknęła śmiechem.
-Już się robi!- zawołała z zupełnie autentycznym entuzjazmem
Pochyliła się niezgrabnie i wykonała coś pomiędzy ukłonem a trudną
gimnastyczną ewolucją utrzymania się na nogach po wypiciu alkoholu w
ilości mogącej zabić konia.Zaraz jednak wyprostowała się i zupełnie
niezrażona swoim niedoszłym pocałunkiem z podłogą pognała w miejsce
gdzie wcześniej grała orkiestra ciągnąc podchmieloną Margaret ze sobą.
Dużo bardziej niż odrobinę zażenowana Dante spojrzała na Matteo.
Mężczyzna uśmiechał się odrobinę krzywo i również się jej przyglądał.
Białowłosej ten uśmiech w dziwny sposób pasował do sytuacji, w której
się znaleźli.
Doskonale wiedziała też jak w tej chwili wygląda i raczej wolała by nie
być obiektem niczyich spojrzeń.Na szczęście w sali było dużo
ciekawszych obiektów do podziwiania. Gobeliny wiszące na ścianach
dopalały się wyjątkowo spektakularnie,z czarnego popiołu spalonych
tkanin wyłaniała się lśniąca w blasku płomieni pajęczyna szczerozłotych
nici.Z perspektywy Dante za rozbitymi oknami rozciągający się aż na
wybrzeże Ikram usiany gwiazdami oświetlonych okien i ulicznych latarni
wyglądał jak nieudolna reprodukcja nocnego nieba. Oprócz tego atak
potworów przetrwały niektóre stoły z jedzeniem i trunkami.Członkowie
klanów powoli gramolili się z podłogi bardziej skłonni do rzucenia się
na ocalałe przekąski niż podziwiania okoliczności przyrody, nikt jednak
nie kwapił się do opuszczenia sali.
-Hm... niezwykle romantycznie się palą te zwłoki co? -spytała Dante próbując odwrócić uwagę maga od swojej sponiewieranej osoby
-Co. -spytał, czy raczej stwierdził zdziwiony Teo przeczesując włosy palcami
Dante usiłowała odpowiedzieć coś błyskotliwego ale wysiłki zupełnie
poszły na marne. Jej słowa zupełnie zagłuszył wybuch dźwięcznego chaosu.
Eksplozja prawdziwie kociej muzyki wywołana przez niezwykle zadowoloną z
siebie Beatrice i jej towarzyszkę. Dante zaparło dech ze zdziwienia.
Świdrujące wysokie tony skrzypiec sprawiały ,że włosy stawały jej dęba a
ponure zawodzenie dudów odbijało się echem w czaszce dręcząc poobijany
mózg.
Potem jednak nastąpiła gwałtowna poprawa i dźwięki dwóch instrumentów
jakimś cudem ułożyły się w całkiem znośną skoczną melodie. Beatrice
zaczerwieniona na twarzy od wysiłku z entuzjazmem dmuchała w dudy i
przytupywała w takt muzyki. Kiedy spostrzegła ,że Dante na nią patrzy
nie przerywając gry posłała jej znaczące spojrzenie. Przekaz był zupełnie
prosty ,,TAŃCZ''.
Nawet gdyby teraz chciała zrezygnować było już za późno. Matteo schwycił
jej dłonie i kilka sekund później wirowali po pokrytym odłamkami szkła i
lodu parkiecie. Nie zdążyła nawet poczuć się jak kompletna idiotka
bowiem szybko dołączyły do nich inne pary, w tym znajomy białowłosy
wilk, który ledwie uniknął pożarcia przez potwora. Dante nie była w
stanie powiedzieć jakim cudem udało jej się nie tylko nie podeptać
magowi stóp ale i nie wbić sobie niczego w bose stopy. Rozpuszczone
włosy rozwiewane pędem każdego tanecznego kroku łaskotały dziewczynę po
odsłoniętej przez rozdarty materiał nagiej skórze pleców. Dante
zarumieniła się, po raz trzeci tego wieczoru, przypominając sobie nagle
jak do tego doszło. W niebieskich oczach maga błyszczały iskierki
rozbawienia zupełnie jakby wiedział o czym teraz myśli, no i oczywiście
nadal się uśmiechał. Dante posłała mu mordercze spojrzenie z pod
przymrożonych powiek i już, już miała posunąć się do czegoś więcej niż
tylko spojrzenia kiedy muzyka zmieniła się nagle wymuszając zmianę
kroków. Smętna i wolna melodia zmusiła ją do zbliżenia się do maga.
Objął ją jedną ręką w talii a ona wiedziona starym przyzwyczajeniem
położyła mu dłoń na ramieniu. Tańczyli przytuleni dłuższą chwilę kiedy
nagle zupełnie przeszła jej ochota na zamordowanie niebieskookiego.
Czuła jego ciepły oddech na swoim policzku i słyszała mocne bicie jego
serca.Przymknęła oczy zadowolona, kołysanie się w ramionach maga w takt
powolnej melodii nieco rekompensowało straty moralne poniesione
wcześniej tego wieczoru. Wbrew przeciwnościom w końcu osiągnęła swój
cel. Naprawdę tańczyła z Matteo, prawie (z naciskiem na prawie) jakby
inwazja zaślinionych bestii wcale nie miała miejsca. Skrzypce jęknęły
fałszywie i ucichły podobnie z resztą jak dudy. Muzyka zamarła, znikła
nagle jak ucięta nożem.Dante zamarła przerażona. Zdawała sobie sprawę
,że jeśli pozostanie przytulona do maga jeszcze chwilę dłużej stanie się
to niezręczne. Spojrzała w błękitne oczy bruneta gotowa odsunąć się od
niego w każdej chwili. Patrzyli na siebie bez słowa a twarz dziewczyny
rozjaśniła się z wolna uśmiechem. Żadne z nich nie wypowiedziało nawet
słowa.
Muzyka rozbrzmiała ponownie bogatsza o dźwięk dwóch kolejnych instrumentów.
Wkrótce po tym jak potańcówka odrodzona na chwilę przy świetle płonących
potwornych cielsk zakończyła się Dante została na powrót przygnieciona
rzeczywistością i konsekwencjami. Zdążyła tylko rzucić klucze do domu
Matteo który wydawał się najbardziej trzeźwy z całego nocującego u niej
towarzystwa i została pociągnięta w wir gwardzistów strażników i
kapitanów dociekających co właściwie się wydarzyło. Trudno właściwie
oddać jak bardzo Dante miała ich gdzieś.
Marzły jej stopy.Słowa rozgorączkowanych służbistów domagających się
uwagi narzekania pokrzywdzonych arystokratów którym potwory napędziły
strachu spływały po niej jak krople deszczu po szybie. Gdzieś w
zamieszaniu jeden ze znajomych gwardzistów spostrzegł jej bose i sine z
zimna stopy, Liderka Orłów z wdzięcznością przyjęła parę zbyt dużych
żołnierskich buciorów.Stopy zmienione w dwie bryły lodu odmarzły po
kilku minutach energicznego dreptania podczas wysłuchiwania meldunków.
Jak przez mgłę dotarła do niej wiadomości o włamaniu podczas balu,
trudno jej było w ogóle uwierzyć ,że ktokolwiek naprawdę się tym
przejmuje w obliczu szkód wyrządzonych przez chimery. Już same gobeliny
były warte fortunę.
Przynajmniej ładnie się paliły -pomyślała Dante odpowiadając na skargi jednego z wielmożów wzruszeniem ramion.
Wróciła do domu dopiero nad ranem. Wpadła do salonu niby gradowa chmura z
licem poszarzałym z gniewu i nastroszonymi siwymi włosami. Kopnięciami
pozbyła się butów zupełnie nie zainteresowana tym gdzie upadną. Rzuciła
plik meldunków na podłogę. A potem podążyła ich śladem.
Przyjemna ciemność na chwilę ogarnęła jej umysł, tylko na moment, naprawdę.Głos niemal przyprawił białowłosą o zawał.
-Wszystko w porządku?
Dante wzdrygnęła się i serią nieskoordynowanych chaotycznych ruchów podniosła się do pozycji siedzącej.
Matteo stał w drzwiach oparty o framugę, z każdy z brązowych kosmyków
na jego głowie sterczał w inną stronę co sprawiało ,że nawet z
zatroskaną miną wyglądał bardzo pociesznie. Nie to jednak zainteresowało
Dante.
Cholerny mały zdrajca- pomyślała spostrzegłszy napuszoną kule rudej sierści łaszącą się do maga.
Też tęskniłem - miauknęła przekornie napuszona kula rudej sierści mrugając zielonymi ślepiami
-Eee Dante? - spytał ponownie Mag patrząc to na dziewczynę to na kota który dalej intensywnie przymilał się do jego kolana.
- Nie śpisz?- odpowiedziała pytaniem na pytanie niezgrabnie zbierając się do pozycji pionowej
-Coś w tym rodzaju-odparł brunet z coraz szerszym uśmiechem obserwując jej wysiłki
Dante westchnęła i otrzepała się
Moja reputacjaaa- jęknęła w duchu domyślając się ,że wygląda teraz dość żałośnie.
-To ten, może się czegoś napijesz -rzuciła- pogramy w karty może?
Teo?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dante. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dante. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 28 lutego 2017
piątek, 23 grudnia 2016
Od Dante - Tango potworów
Zanim okna sali wyleciały z ram zasypując gości deszczem potłuczonego
szkła Dante naprawdę miała nadzieję, że to będzie udany wieczór.Nie żeby
jakoś specjalnie przepadała za tego typu imprezami.Wszędzie przepych,
szampańska zabawa i zaczerwienione twarze pucułowatych
arystokratów.Ciężkie sznury klejnotów na wątłych szyjach szlachetnie
urodzonych dam, lśniące rodowe sygnety na palcach spoconych dłoni
ściskających jej dłonie.Nie pamiętała twarzy tych wszystkich mężczyzn,
zwykle gdy zgodziła się już z kimkolwiek tańczyć była już mocno
nietrzeźwa.Jaskrawe barwy kosztownych sukni, szkarłat i zieleń
kontrastujące z bladymi twarzami dworskich panien dławionych przez
związane jak najciaśniej gorsety.Ale czego to człowiek nie zrobi żeby
być pięknym? Dante była do tego stwierdzenia nastawiona raczej jak pies
do jeża i trudno było jej sobie wyobrazić siebie w takiej sytuacji.
Podobne świętu tolerancji bale były dla niej wątpliwą atrakcją.Skrywała
twarz pod maską sztucznego uśmiechu numer cztery a kiedy wydawało jej
się, że nikt nie patrzy mierzyła arystokratów spojrzeniem zarezerwowanym
dla potworów i usypanej w zlewie góry brudnych naczyń. Jedynym
pocieszeniem były wino i przygotowane dla gości przekąski którymi to
częstowała się nadmiernie.
Tylko, że tym razem miało być inaczej.Tym razem naprawdę chciała dobrze się bawić, miała zamiar zatańczyć. I to nie z byle kim! Postarała się nawet wyglądać ładnie. Co prawda już bo niecałym kwadransie od zmienia swojego standardowego stroju na elegancką błękitną suknię zaczynała żałować swojej decyzji.Nie była przyzwyczajona do chodzenia w butach na obcasie, ciężki materiał sukni krępował ruchy a gorset uniemożliwiał wzięcie głębszego oddechu.. ale przynajmniej była piękna, a czego to człowiek nie zrobi...
Nie wierzyła własnym oczom patrząc na swoje odbicie w trzymanym w ręku kieliszku.Miała złe przeczucia. Tylko, że póki co wszystko szło jak najlepiej. Orkiestra wygrywała jakąś skoczną melodię a przedstawiciele wszystkich ras Pięciu Królestw wirowali na parkiecie w kreacjach we wszystkich kolorach tęczy. Dante dostrzegła w barwnym tłumie niebieskookiego maga z borsuków. Matteo, rozmawiał drobną brunetką ze swojego klanu ale również ją zauważył .Uśmiechnął się do niej. Było by idealnie, gdyby nie to, że ... no właśnie.
Kiedy dwie zaślinione bestię wpadły na parkiet, spojrzała na nie z wyrzutem. Pociągnęła długi łyk wina i zerknęła zrezygnowana w kierunku bruneta, ponownie spojrzała na kieliszek. Zerknęła na potwora, potem znów na resztę trunku w kieliszku. Mateo znikł w tłumie oszołomionych gości.Dante zakręciła resztą płynu w kieliszku.
A gdyby tak urżnąć się do nieprzytomności -pomyślała z rozmarzeniem- i udawać,że to wszystko nie moja sprawa? Tylko, że cholera ... Jestem w końcu liderem orłów!
Opróżniła kieliszek jednym haustem, zupełnie nie jak dama i rzuciła nim w najbliższego potwora. Naczynie odbiło się od jego pokrytego łuskami łba, nie czyniąc mu najmniejszej krzywdy. Potwór łypnął na białowłosą przekrwionym ślepiem i zrobił krok w jej kierunku.
Sięgnęła po miecz. Pod palcami poczuła jedynie chłodny materiał sukni. Zaklęła szpetnie.Odwróciła się na pięcie i zaczęła przedzierać się przez stado przerażonych gości. Rozglądała się za czymś co mogło by nadać się na broń.Żałowała ,że nie przykładała się bardziej do nauki zaklęć. Chimera wierzgnęła wyrzucając w powietrze odłamki posadzki, w okół jej karku zabłysły magiczne sznury tworząc coś w rodzaju kagańca. To do akcji wkroczył Mateo. Zyskała więc jeszcze chwilę na znalezienie oręża. Zerwała ze ściany gobelin i wyciągnęła metalowy pręt na którym był zawieszony.Nastąpiła na rąbek swojej sukni i nieomal się przewróciła, trzasnął rozdzierany materiał.
-Głupia kieca!- zawarczała dziewczyna oddzierając materiał na wysokości kolan.
Miała mroczki przed oczami i ciężko jej było oddychać. Dzierżąc w dłoni metalowy drąg i pomstując w myślach na własną głupotę zmierzała w kierunku bestii, której magiczne okowy zaczynały właśnie słabnąć.
Zanim pokraka zdążyła się na dobre wyswobodzić Dante wskoczyła jej na kark. Z całej siły zdzieliła maszkarę po szpetnym łbie. Zwierzę wierzgnęło a kaganiec znikł w rozbłysku białego światła. Białowłosa nie zdołała utrzymać równowagi i mało elegancko klapnęła na jego grzbiecie obijając sobie siedzenie. Krzywiąc się z bólu zacisnęła palce na wyrastającej z pomiędzy łusek szorstkiej sierści i cudem nie została zrzucona. Stwór rzucał się po sali jak dziki rumak , niemal tratując gości. Dante ściskając go mocno udami wspinała się w kierunku jego głowy. Poszarpane łuskami dłonie krwawiły a każdy szaleńczy skok jej wierzchowca sprawiał, że żołądek podchodził jej do gardła. Z drugiej strony ujeżdżanie potworów nie było dla niej żadną nowością.
Sprawnym ruchem przełożyła pręt pod gardłem maszkary i mocno przyciągnęła do siebie. Bestia zacharczała ale nie zatrzymała się. Dante ścisnęła jeszcze mocniej prawie miażdżąc potworowi krtań. Stwór błyskał wściekle białkami oczu i toczył pianę z pyska. Rzęził nie mogąc wziąć oddechu.Podobnie z resztą jak ona. Jej płuca gwałtownie domagały się powietrza ale gorset zdawał się jeszcze zaciskać. Pociemniało jej przed oczami a potwór wyczuwając niemoc przeciwnika gwałtownym ruchem wytrącił jej pręt z rąk. Omal nie wylądowała na ziemi. Kątem oka zobaczyła białowłosego chłopaka szarżującego niezgrabnie na potwora z nagim mieczem. Świat zawirował. Dante zaczynała tracić przytomność.Potwór zaryczał triumfalnie i uniósł się na tylnych łapach by odeprzeć desperacki atak członka klanu wilków. Dziewczyna z trudem zaczerpnęła oddech ścisnęła łuskowaty kark udami. Znów nie miała broni!Potwór opadł na cztery łapy i złapał Reia . Chłopak wrzasnął i ciął na oślep mieczem. Klinga ześlizgnęła się po pancernym łbie stwora. Na twarzy szermierza zakrzepł wyraz śmiertelnego przerażenia.Potwór podrzucił go pod samo sklepienie sali . Wygiął szyje i otworzył pełną kłów paszczę. Serce Dante na chwilę przestało bić. Jeszcze moment i młody Wilk skończy jako przekąska hybrydy na jej oczach. Musiała coś zrobić...
Dante zsunęła ze stopy but. Zacisnęła zęby i zamachnęła się na ślepie potwora, które znalazło się akurat w zasięgu jej ręki. Obcas zagłębił się w gałce ocznej stwora. Trysnęła krew.Potwór wydał z siebie przeszywający wrzask. Rei wylądował na tuż za Dante. Zaskoczony upadkiem wypuścił całe powietrze z płuc i ześlizgnął się na podłogę po nodze potwora.Dziewczyna wyszarpnęła but z oka potwora i używając obu rąk wbiła obcas w oko stwora. Silski od krwi trzewik wyślizgnął jej się z rąk.Oszalały z bólu potwór przewracał okiem chlapiąc tryskającą podziurawionego ślepia. Tkwiący w oczodole but przysparzał mu ogromnego cierpienia.
Rei właśnie stanął chwiejnie na nogi. Ledwo uniknął zdeptania przez wściekłą chimerę. Całkiem trzeźwo spojrzał na szarpiącą się z potworem Dante i na miecz którego nie wypuścił z dłoni nawet na moment.
-Rubkat!- krzyknął wyrzucając ostrze w powietrze
Białowłosa obróciła się gwałtownie nieomal nie przypłacając tego upadkiem. Chwyciła broń.
Uniosła miecz i właśnie miała opuścić go pozbawiając bestie głowy ...
-Nie! Dante! - wrzasnęła Chowlie z głębi sali gdzie drugi potwór walczył z obcą rogatą elficą -NIE!
Dziewczyna zawahała się , miecz prawie wyślizgnął się z jej mokrych od krwi dłoni.
-Co ...O CHOLE...
Nie zdołała dokończyć. Potwór uskoczył przed spadającym kryształowym żyrandolem. Szkło i lód rozsypały się po podłodze z hukiem który mógłby towarzyszyć pękającemu na pół słońcu. W następnej chwili Dante grzmotnęła o ścianę za przewróconym stołem. Runęła na podłogę bezwładnie jak szmaciana lalka.Wzrok zamglił jej się z bólu.
Musiała na chwilę stracić przytomność po kiedy otworzyła oczy potwór z którym walczyła leżał bez życia przebity włócznią. Wróg nie został jednak pokonany, zastąpiły go trzy kolejne monstra, o ile to możliwe jeszcze bardziej szpetne od poprzedniego.
Dante czuła w ustach metaliczny smak. Upadając najwidoczniej ugryzła się w język.Nie popisała się dzisiaj, może i nie uciekła ani nie przeleżała akcji pod stołem zalana w trupa ale stracenie przytomności w połowie walki nie było tym czego wszyscy oczekiwali od lidera. Oddychając płytko podniosła się do pozycji siedzącej.Sala balowa zataczała się jak portowy pijaczyna.Znów nie mogła złapać oddechu. Oparła rozpalony policzek na przyjemnie chłodnym murze.W jej głowie szalał miniaturowy sztorm, krew szumiała i burzyła się niemal zagłuszając otoczenie. Świat rozmywał się w mozaikę kolorowych plam. Dusiła się.Lodowata fala strachu zalała jej umysł.Z trudem sięgnęła ręką za plecy. Przez materiał sukni szarpnęła wiązanie gorsetu.Beatrice odwaliła porządną robotę, sznur nie odpuścił ani o milimetr. Dante splunęła krwią.Walka o oddech przychodziła jej z coraz większym trudem.
Na prawo od niej jedna z chimer, oślepiona i ranna, zatoczyła się na stół. Naczynia wylądowały na podłodze.
-Wybite okno? Jakoś zniosę. Podłogi? Okej. Moja nowa kiecka? Przeżyje. -wyliczała Beatrice podnosząc się z podłogi. - ALE TEJ GORZAŁY TO WAM NIE WYBACZĘ!- wrzasnęła wściekle rzucając do walki.
Ten krzyk był ostatnim co Dante usłyszała zanim wszystko znów pochłonęła ciemność.
Czyjaś ciepła dłoń dotknęła policzka nieprzytomnej dziewczyny.Dante ocknęła się gwałtownie łapiąc oddech.Spostrzegła parę zmartwionych błękitnych oczu przypatrujących się jej uważnie. Serce zatrzepotało jej gwałtownie.
-Przestraszyłaś mnie- Odezwał się cicho Matteo- przez chwilę naprawdę myślałem...
Dante sapnęła cicho i skrzywiła się.Ścianami sali wstrząsnął ryk.Oczy białowłosej rozszerzyły się ze strachu.
Brunet obejrzał się przez ramię i zasyczał przez zęby.Dante ścisnęła jego ramię palcami zesztywniałej dłoni.
-Musisz...- zachrypiała... gorset...
Wciągnęła powietrze ze świstem i przymknęła oczy.
-Czy to jest jakaś niemoralna propozycja? - Mag uśmiechnął się krzywo
Bardzo śmieszne, nie widzisz cholero, że tracimy czas? - Dante przewróciła oczami i poczerwieniała ze złości, nie mogła powiedzieć tego na głos ale jej spojrzenie mówiło wystarczająco wiele.Szarpnęła taśmę którą zawiązany był gorset.W oczach bruneta rozbłysła iskierka zrozumienia.Wydobył sztylet i sprawnie przeciął sznurowanie gorsetu.
Dante łapczywie wciągnęła powietrze.Poderwała się i natychmiast tego pożałowała.Upadłaby gdyby Teo jej nie podtrzymał. Spojrzała na niego z wdzięcznością.
- Jeśli komuś piśniesz chodź słówko o tym- wycedziła przez zęby tonem zupełnie niezgodnym z łagodnym wyrazem jej oczu.- Ukatrupię na miejscu.
Miała już dość upokorzeń jak na jeden dzień. Krokiem tak pewnym jak to tylko możliwe idąc boso wśród tłuczonego szkła wyszła zza osłony stołu.Potwory które w krótkim czasie zdołały jakimś cudem rozmnożyć się pląsały radośnie siejąc spustoszenie. Przez wybite okna było widać doskonale panoramę miasta.Ozdobne gobeliny dawniej zdobiące ściany sali balowej stanęły w płomieniach. Za szczątkami potrzaskanej kolumnady kryła się grupka przerażonych gości. Wśród tego chaosu uwijali się przedstawiciele klanów. Mimo przewagi liczebnej przeciwników bestie wydawały się mieć doskonale.Pogrom był oczywistym dowodem na to, że kolejny raz zawiodła.Ojciec wypominał jej ,że do niczego się nie nadaje przy każdym spotkaniu.Była jego pomyłką, przypadkiem. Matteo podszedł i położył jej dłoń na ramieniu, jak nic chciał ją zachęcić do powrotu w bezpieczne miejsce.Może jej ojciec miał słuszność...Podniosła głowę.A jednak zawsze potrafiła udowodnić, że nie ma racji.Zrobi to i tym razem. Koniec upokorzeń.
Posłała potworom nienawistne spojrzenie.Z sukienką postrzępioną i oddartą na wysokości kolan rozwichrzonymi,zlepionymi krwią włosami Dante stanowiła uosobienie furii.
Wyciągnęła dłoń do stojącego obok Matteo. Mag uniósł brew zdziwiony.
-Zatańczymy?
Matteo? Obiecywałeś tej pani taniec to teraz masz :P
Tylko, że tym razem miało być inaczej.Tym razem naprawdę chciała dobrze się bawić, miała zamiar zatańczyć. I to nie z byle kim! Postarała się nawet wyglądać ładnie. Co prawda już bo niecałym kwadransie od zmienia swojego standardowego stroju na elegancką błękitną suknię zaczynała żałować swojej decyzji.Nie była przyzwyczajona do chodzenia w butach na obcasie, ciężki materiał sukni krępował ruchy a gorset uniemożliwiał wzięcie głębszego oddechu.. ale przynajmniej była piękna, a czego to człowiek nie zrobi...
Nie wierzyła własnym oczom patrząc na swoje odbicie w trzymanym w ręku kieliszku.Miała złe przeczucia. Tylko, że póki co wszystko szło jak najlepiej. Orkiestra wygrywała jakąś skoczną melodię a przedstawiciele wszystkich ras Pięciu Królestw wirowali na parkiecie w kreacjach we wszystkich kolorach tęczy. Dante dostrzegła w barwnym tłumie niebieskookiego maga z borsuków. Matteo, rozmawiał drobną brunetką ze swojego klanu ale również ją zauważył .Uśmiechnął się do niej. Było by idealnie, gdyby nie to, że ... no właśnie.
Kiedy dwie zaślinione bestię wpadły na parkiet, spojrzała na nie z wyrzutem. Pociągnęła długi łyk wina i zerknęła zrezygnowana w kierunku bruneta, ponownie spojrzała na kieliszek. Zerknęła na potwora, potem znów na resztę trunku w kieliszku. Mateo znikł w tłumie oszołomionych gości.Dante zakręciła resztą płynu w kieliszku.
A gdyby tak urżnąć się do nieprzytomności -pomyślała z rozmarzeniem- i udawać,że to wszystko nie moja sprawa? Tylko, że cholera ... Jestem w końcu liderem orłów!
Opróżniła kieliszek jednym haustem, zupełnie nie jak dama i rzuciła nim w najbliższego potwora. Naczynie odbiło się od jego pokrytego łuskami łba, nie czyniąc mu najmniejszej krzywdy. Potwór łypnął na białowłosą przekrwionym ślepiem i zrobił krok w jej kierunku.
Sięgnęła po miecz. Pod palcami poczuła jedynie chłodny materiał sukni. Zaklęła szpetnie.Odwróciła się na pięcie i zaczęła przedzierać się przez stado przerażonych gości. Rozglądała się za czymś co mogło by nadać się na broń.Żałowała ,że nie przykładała się bardziej do nauki zaklęć. Chimera wierzgnęła wyrzucając w powietrze odłamki posadzki, w okół jej karku zabłysły magiczne sznury tworząc coś w rodzaju kagańca. To do akcji wkroczył Mateo. Zyskała więc jeszcze chwilę na znalezienie oręża. Zerwała ze ściany gobelin i wyciągnęła metalowy pręt na którym był zawieszony.Nastąpiła na rąbek swojej sukni i nieomal się przewróciła, trzasnął rozdzierany materiał.
-Głupia kieca!- zawarczała dziewczyna oddzierając materiał na wysokości kolan.
Miała mroczki przed oczami i ciężko jej było oddychać. Dzierżąc w dłoni metalowy drąg i pomstując w myślach na własną głupotę zmierzała w kierunku bestii, której magiczne okowy zaczynały właśnie słabnąć.
Zanim pokraka zdążyła się na dobre wyswobodzić Dante wskoczyła jej na kark. Z całej siły zdzieliła maszkarę po szpetnym łbie. Zwierzę wierzgnęło a kaganiec znikł w rozbłysku białego światła. Białowłosa nie zdołała utrzymać równowagi i mało elegancko klapnęła na jego grzbiecie obijając sobie siedzenie. Krzywiąc się z bólu zacisnęła palce na wyrastającej z pomiędzy łusek szorstkiej sierści i cudem nie została zrzucona. Stwór rzucał się po sali jak dziki rumak , niemal tratując gości. Dante ściskając go mocno udami wspinała się w kierunku jego głowy. Poszarpane łuskami dłonie krwawiły a każdy szaleńczy skok jej wierzchowca sprawiał, że żołądek podchodził jej do gardła. Z drugiej strony ujeżdżanie potworów nie było dla niej żadną nowością.
Sprawnym ruchem przełożyła pręt pod gardłem maszkary i mocno przyciągnęła do siebie. Bestia zacharczała ale nie zatrzymała się. Dante ścisnęła jeszcze mocniej prawie miażdżąc potworowi krtań. Stwór błyskał wściekle białkami oczu i toczył pianę z pyska. Rzęził nie mogąc wziąć oddechu.Podobnie z resztą jak ona. Jej płuca gwałtownie domagały się powietrza ale gorset zdawał się jeszcze zaciskać. Pociemniało jej przed oczami a potwór wyczuwając niemoc przeciwnika gwałtownym ruchem wytrącił jej pręt z rąk. Omal nie wylądowała na ziemi. Kątem oka zobaczyła białowłosego chłopaka szarżującego niezgrabnie na potwora z nagim mieczem. Świat zawirował. Dante zaczynała tracić przytomność.Potwór zaryczał triumfalnie i uniósł się na tylnych łapach by odeprzeć desperacki atak członka klanu wilków. Dziewczyna z trudem zaczerpnęła oddech ścisnęła łuskowaty kark udami. Znów nie miała broni!Potwór opadł na cztery łapy i złapał Reia . Chłopak wrzasnął i ciął na oślep mieczem. Klinga ześlizgnęła się po pancernym łbie stwora. Na twarzy szermierza zakrzepł wyraz śmiertelnego przerażenia.Potwór podrzucił go pod samo sklepienie sali . Wygiął szyje i otworzył pełną kłów paszczę. Serce Dante na chwilę przestało bić. Jeszcze moment i młody Wilk skończy jako przekąska hybrydy na jej oczach. Musiała coś zrobić...
Dante zsunęła ze stopy but. Zacisnęła zęby i zamachnęła się na ślepie potwora, które znalazło się akurat w zasięgu jej ręki. Obcas zagłębił się w gałce ocznej stwora. Trysnęła krew.Potwór wydał z siebie przeszywający wrzask. Rei wylądował na tuż za Dante. Zaskoczony upadkiem wypuścił całe powietrze z płuc i ześlizgnął się na podłogę po nodze potwora.Dziewczyna wyszarpnęła but z oka potwora i używając obu rąk wbiła obcas w oko stwora. Silski od krwi trzewik wyślizgnął jej się z rąk.Oszalały z bólu potwór przewracał okiem chlapiąc tryskającą podziurawionego ślepia. Tkwiący w oczodole but przysparzał mu ogromnego cierpienia.
Rei właśnie stanął chwiejnie na nogi. Ledwo uniknął zdeptania przez wściekłą chimerę. Całkiem trzeźwo spojrzał na szarpiącą się z potworem Dante i na miecz którego nie wypuścił z dłoni nawet na moment.
-Rubkat!- krzyknął wyrzucając ostrze w powietrze
Białowłosa obróciła się gwałtownie nieomal nie przypłacając tego upadkiem. Chwyciła broń.
Uniosła miecz i właśnie miała opuścić go pozbawiając bestie głowy ...
-Nie! Dante! - wrzasnęła Chowlie z głębi sali gdzie drugi potwór walczył z obcą rogatą elficą -NIE!
Dziewczyna zawahała się , miecz prawie wyślizgnął się z jej mokrych od krwi dłoni.
-Co ...O CHOLE...
Nie zdołała dokończyć. Potwór uskoczył przed spadającym kryształowym żyrandolem. Szkło i lód rozsypały się po podłodze z hukiem który mógłby towarzyszyć pękającemu na pół słońcu. W następnej chwili Dante grzmotnęła o ścianę za przewróconym stołem. Runęła na podłogę bezwładnie jak szmaciana lalka.Wzrok zamglił jej się z bólu.
Musiała na chwilę stracić przytomność po kiedy otworzyła oczy potwór z którym walczyła leżał bez życia przebity włócznią. Wróg nie został jednak pokonany, zastąpiły go trzy kolejne monstra, o ile to możliwe jeszcze bardziej szpetne od poprzedniego.
Dante czuła w ustach metaliczny smak. Upadając najwidoczniej ugryzła się w język.Nie popisała się dzisiaj, może i nie uciekła ani nie przeleżała akcji pod stołem zalana w trupa ale stracenie przytomności w połowie walki nie było tym czego wszyscy oczekiwali od lidera. Oddychając płytko podniosła się do pozycji siedzącej.Sala balowa zataczała się jak portowy pijaczyna.Znów nie mogła złapać oddechu. Oparła rozpalony policzek na przyjemnie chłodnym murze.W jej głowie szalał miniaturowy sztorm, krew szumiała i burzyła się niemal zagłuszając otoczenie. Świat rozmywał się w mozaikę kolorowych plam. Dusiła się.Lodowata fala strachu zalała jej umysł.Z trudem sięgnęła ręką za plecy. Przez materiał sukni szarpnęła wiązanie gorsetu.Beatrice odwaliła porządną robotę, sznur nie odpuścił ani o milimetr. Dante splunęła krwią.Walka o oddech przychodziła jej z coraz większym trudem.
Na prawo od niej jedna z chimer, oślepiona i ranna, zatoczyła się na stół. Naczynia wylądowały na podłodze.
-Wybite okno? Jakoś zniosę. Podłogi? Okej. Moja nowa kiecka? Przeżyje. -wyliczała Beatrice podnosząc się z podłogi. - ALE TEJ GORZAŁY TO WAM NIE WYBACZĘ!- wrzasnęła wściekle rzucając do walki.
Ten krzyk był ostatnim co Dante usłyszała zanim wszystko znów pochłonęła ciemność.
Czyjaś ciepła dłoń dotknęła policzka nieprzytomnej dziewczyny.Dante ocknęła się gwałtownie łapiąc oddech.Spostrzegła parę zmartwionych błękitnych oczu przypatrujących się jej uważnie. Serce zatrzepotało jej gwałtownie.
-Przestraszyłaś mnie- Odezwał się cicho Matteo- przez chwilę naprawdę myślałem...
Dante sapnęła cicho i skrzywiła się.Ścianami sali wstrząsnął ryk.Oczy białowłosej rozszerzyły się ze strachu.
Brunet obejrzał się przez ramię i zasyczał przez zęby.Dante ścisnęła jego ramię palcami zesztywniałej dłoni.
-Musisz...- zachrypiała... gorset...
Wciągnęła powietrze ze świstem i przymknęła oczy.
-Czy to jest jakaś niemoralna propozycja? - Mag uśmiechnął się krzywo
Bardzo śmieszne, nie widzisz cholero, że tracimy czas? - Dante przewróciła oczami i poczerwieniała ze złości, nie mogła powiedzieć tego na głos ale jej spojrzenie mówiło wystarczająco wiele.Szarpnęła taśmę którą zawiązany był gorset.W oczach bruneta rozbłysła iskierka zrozumienia.Wydobył sztylet i sprawnie przeciął sznurowanie gorsetu.
Dante łapczywie wciągnęła powietrze.Poderwała się i natychmiast tego pożałowała.Upadłaby gdyby Teo jej nie podtrzymał. Spojrzała na niego z wdzięcznością.
- Jeśli komuś piśniesz chodź słówko o tym- wycedziła przez zęby tonem zupełnie niezgodnym z łagodnym wyrazem jej oczu.- Ukatrupię na miejscu.
Miała już dość upokorzeń jak na jeden dzień. Krokiem tak pewnym jak to tylko możliwe idąc boso wśród tłuczonego szkła wyszła zza osłony stołu.Potwory które w krótkim czasie zdołały jakimś cudem rozmnożyć się pląsały radośnie siejąc spustoszenie. Przez wybite okna było widać doskonale panoramę miasta.Ozdobne gobeliny dawniej zdobiące ściany sali balowej stanęły w płomieniach. Za szczątkami potrzaskanej kolumnady kryła się grupka przerażonych gości. Wśród tego chaosu uwijali się przedstawiciele klanów. Mimo przewagi liczebnej przeciwników bestie wydawały się mieć doskonale.Pogrom był oczywistym dowodem na to, że kolejny raz zawiodła.Ojciec wypominał jej ,że do niczego się nie nadaje przy każdym spotkaniu.Była jego pomyłką, przypadkiem. Matteo podszedł i położył jej dłoń na ramieniu, jak nic chciał ją zachęcić do powrotu w bezpieczne miejsce.Może jej ojciec miał słuszność...Podniosła głowę.A jednak zawsze potrafiła udowodnić, że nie ma racji.Zrobi to i tym razem. Koniec upokorzeń.
Posłała potworom nienawistne spojrzenie.Z sukienką postrzępioną i oddartą na wysokości kolan rozwichrzonymi,zlepionymi krwią włosami Dante stanowiła uosobienie furii.
Wyciągnęła dłoń do stojącego obok Matteo. Mag uniósł brew zdziwiony.
-Zatańczymy?
Matteo? Obiecywałeś tej pani taniec to teraz masz :P
niedziela, 24 kwietnia 2016
Od Dante (CD Matteo)
Tym razem udało jej się nie spóźnić, przynajmniej nie bardzo. Kiedy po
prawie godzinie przedzierania się przez dzikie tłumy na ulicach liderka
Orłów i Mag dotarli do siedziby Ikramskiego klanu było tam już parę
osób.Wysoki białowłosy mężczyzna , jak domyślała się dziewczyna,
przywódca Wilków Albus zmierzył ją wzrokiem i uśmiechnął się jakoś tak
dziwnie. Dante zsiadła z konia i poszła w kierunku właściciela gadziego
uśmieszku. Dziewczyna nie mogła się skupić na rozmowie słysząc nieustane
złośliwe komentarze swojego kota które dla wszystkich prócz niej były
tylko miauczeniem, Fireheart ewidentnie Albusa nie polubił. Dante miała
co do niego w najlepszym razie mieszane uczucia. Lider Wilków był bardzo
rzeczowy ale jednocześnie udawało mu się w każdym słowie podkreślać
wyższość nad pozostałymi ludźmi. Kiedy uznał ,że uzyskał potrzebne
informacje pożegnał się i odszedł.
-Nie ma co, przyjemniaczek -miauknął kot.
Dante chciała mu coś odpowiedzieć ale w porę przypominała sobie o obecnych na placu ludziach, gadanie z kotem raczej nie zrobiło by na nich dobrego wrażenia. Rubkat rozejrzała się po dziedzińcu.Kiedy rozmawiała z Albusem do kwatery orłów przybyli kolejni goście natomiast Skata i Matteo znikli bez śladu. Dziewczyna uświadomiła sobie jak przez te kilka dni wspólnej podróży przyzwyczaiła się do towarzystwa niebieskookiego maga , wcześniej nie myślała nawet o tym ,że kiedykolwiek będzie za nim tęsknić a tu proszę - tylko znikł a jej już go brakuje. Później nie miała już czasu zastanawiać się nad podobnymi sprawami, wciągnięta w wir zdarzeń ledwo miała czas by oddychać. Po powitaniu przedstawicieli klanów , które wypadło średnio uroczyście zważywszy na zamieszanie na dziedzińcu, większość gości udała się do wyznaczonych kwater. Dante starała się po cichu ulotnić do własnego domu jednak z marnym skutkiem. Po kilku nieudanych próbach przedarcia się do bramy poddała się i skierowała w kierunku jadalni która na czas święta tolerancji pełniła również funkcje salonu w którym mogli spotykać się wszyscy przedstawiciele klanu.Widać większość osób miała teraz na głowie ciekawsze rzeczy bo w pomieszczeniu znajdowały się tylko trzy osoby. Siedzący na schodach Matteo oderwał się na chwilę od książki i pozdrowił ją skinieniem głowy. Młoda Repitalianka o ogromnych oczach na jej widok poderwała się od stołu.
Przez jedną chwilę Dan zastanawiała się czy już ją widziała , niewątpliwie należała do któregoś z klanów , ale jak brzmiało jej imię?
-Vela Niente - przedstawiła się wielkooka zamiatając cienkim jaszczurczym ogonem kamienną posadzkę
-Dante -liderka orłów wyciągnęła w jej kierunku rękę ledwo powstrzymując się od westchnienia ulgi- Dante Rubkat
A więc jednak nie spotkały się wcześniej , bo inaczej chyba by jej się nie przedstawiła, może Repitalianka była jedną z tych którzy przybyli do kwatery orłów z opóźnieniem?
- Przepraszam ,że robię kłopot,- jaszczurka uśmiechnęła się ujmująco- ale wszystkie pokoje zostały już zajęte...
Dante zmarszczyła brwi, budynek siedziby orłów był naprawdę duży , mimo że większa jego część była w remoncie miejsc powinno wystarczyć dla wszystkich, lata temu znajdowały się tutaj koszary i siedziba straży miejskiej , później cała budowla została opuszczona bo zajmujące ją instytucje przeniesiono na drugi koniec miasta, kiedy pojawiła się idea klanów stare koszary stały się siedzibą Orłów.
-Naprawdę?- rzuciła Dante gorączkowo myśląc nad rozwiązaniem problemu.
-Yhy- potwierdziła Vela - Tak właśnie.
-Zawsze może przenieść się do mnie - rzuciła siedząca za stołem kobieta.
Dante ledwie ją wcześniej zauważyła, podobnie jak psa który leżał pod ławą z nosem na stopach swej pani. Na szczęście , a może nieszczęście z rozpoznaniem tej persony Rubkat nie miała najmniejszego problemu, był to nikt inny jak Vanessa Anello , liderka Słowików.
-Nie, nie -sprzeciwiła się Dante - zaraz coś wymyślimy. Wrócę za moment.
Dante wycofała się z jadalni i poszła korytarzem w kierunku dziedzińca i stajni. Wciąż była pewna ,że brak miejsca jest zjawiskiem niemożliwym. Mimo remontu siedziba orłów mogła pomieścić wszystkich przedstawicieli klanów a nawet kilka osób więcej.A jednak miejsc zabrakło , chyba tych dodatkowych osób było zbyt dużo. Gdyby tylko lord Ikramu zgodziła się przyjąć liderów w swoim zamku.. tam właśnie zamierzała się udać.
Dante usłyszała za sobą kroki.
-Problemy?- Spytał Matteo przechodząc obok niej, pod pacha trzymał książkę którą wcześniej czytał
-Taa- rzuciła Dante
Na dziedzińcu zastali tylko dziewczynę z Borsuków która wcześniej przedstawiła się jako Moonlight i białowłosego Wilka , Rubkat miała problem z przypomnieniem sobie jego godności. Para kłóciła się zawzięcie. Dziewczyna potrząsała swoja laską z surowym wyrazem twarzy a mężczyzna próbował się tłumaczyć
-Zobaczysz jak następnym razem będziesz potrzebował pomocy..-groziła czarnowłosa
-Ale Moonli ..-przerwał jej blondyn
-Nie nazywaj mnie tak!
Dante minęła ich i skierowała się w stronę stajni. Skata czekała w boksie węsząc gorączkowo i przestępując z nogi na nogę. Fireheart siedział na belce wspierającej sufit.
-Dante , mru, Dante, Dante- zamiauczał na jej widok
-Nie teraz -odpowiedziała mu otwierając boks swojego wierzchowca.
Skata zaryczała nisko i zanim Dante zdążyła się obejrzeć wypadła ze stajni.Pozostałe konie rżały ze strachu mało nie rozwalając swoich boksów.Mimo hałasu Rubkat doskonale usłyszała słowa swojego kota
- Było mnie posłuchać.
Kiedy Dante wyszła ze stajni na dziedzińcu rozgrywała się naprawdę osobliwa scena. Kelpie zamiast uciec przez otwartą bramę rzuciła się na białowłosego wilka, teraz Dante przypomniała sobie jego imię , Rei uskakiwał przed szczękami konia wodnego wymachując mieczem.Skata atakowała go z niezwykłą nawet jak na swój gatunek zajadłością. Czerwone ślepia ziały nienawiścią a z nozdrzy buchała para. W jednej chwili klacz przestała przypominać konia. Pokryty łuskami potwór kłapnął zębami tuż obok twarzy Reia. Długi ogon smagnął Dante po ramieniu kiedy biegła by rozdzielić walczących. Szybko zorientowała się ,że bez swojego miecza nie ma szans w otwartej walce z wściekłym kelpie , jej umysł pracował na najwyższych obrotach, musiała wymyślić jakiś plan i to szybko.
Tymczasem Skata zdążyła już dopaść Reia , wbiła kły w jego rękę i już przymierzała się do oderwania mu jej kiedy Wilk zdzielił ją w głowę płazem miecza.Klacz puściła jego rękę po czym złapała w zęby ostrze kalecząc sobie dziąsła, zakwiczała wściekle i uniosła się na tylnych nogach.W tym właśnie momencie Dante schwyciła jej ogon i pociągnęła w tył. Kelpie straciło równowagę i przysiadło na zadzie z głośnym plaśnięciem. Potwór był tak zaskoczony ,że odzyskał końską postać. Z pokaleczonych dziąseł spływała krew jednak Skata nie wypuściła miecza z pyska. Podniosła się i płonącymi żądzą mordu oczyma spojrzała na leżącego na bruku białowłosego. Chętnie by go teraz zagryzła gdyby nie to ,że Dante zdążyła stanąć między nimi. Skata zarzuciła łbem i... przegryzła miecz na pół po czym ostentacyjnie podeptała leżące na ziemi kawałki .Fireheart usiadł na leżącym na ziemi Wilku i popatrzył na Dante.
-Skata mówi, że on - wskazał głową na swoją Reio-poduszkę - będzie następny
Matteo który również zrozumiał słowa kota zaśmiał się nerwowo. Skata zawtórowała mu niskim pomrukiem po czym niespodziewanie rzuciła się na poturbowanego Wilka. Dante wiedziała ,że tym razem nie zdąży go uratować.
Wtem powietrze stało się lodowato zimne, budynkiem wstrząsnął wybuch.Dante potrząsnęła głową próbując się pozbyć niemiłego wrażenia, że zamarzł jej mózg , Rei zajęczał usiłując się podnieść. Ze ściany obok nich wystawały ogromne kryształy błękitnego lodu , podobną bryłą Skata została przygnieciona do bruku. Kelpie wiło się sycząc jednak nie udało mu się poruszyć wielkiego sopla.
Kelpie został okiełznany , ściana budynku- podziurawiona.
-Ups... nie to zaklęcie- powiedziała cicho Moonlight
-Moonli to ty to zrobiłaś?!- spytał zaskoczony Rei
-Nie duch Święty wiesz- wymamrotała dziewczyna pod nosem po czym dodała głośniej- O czym ty mówisz człowieku?
Białowłosy otworzył usta żeby coś odpowiedzieć ale zanim zdążył cokolwiek powiedzieć Moonli znikła za drzwiami.
-Wiecie co- powiedziała Dante do pozostałych na dziedzińcu mężczyzn- ja chyba jednak piechotą się przejdę.
Pierwsze na miejscu zdarzenia pojawiły się Vanessa i Vela które siedząc w jadalni usłyszały wybuch. Dante odstawiła swojego rumaka do stajni, bryła lodu nie wyrządziła kelpie żadnej krzywdy czego nie można było powiedzieć o Reiu , ani tym bardziej o ścianie siedziby orłów.O ile uprzątnięcie pozostałości po lodowym zaklęciu z placu nie sprawiło większych kłopotów to doprowadzenie pokoi do stanu używalności graniczyło z niemożliwym.
-Tutaj to sobie już raczej nie pomieszkam-stwierdził Teo wchodząc do swojego pokoju wyglądającego jak po przejściu tajfunu.
Noga od rozniesionego w drzazgi krzesła tkwiła w oknie , ze ściany od strony dziedzińca sterczały olbrzymie sople,na pokrytej grubą warstwą lodu leżały rozrzucone rzeczy Teo.
-Nie rozumiem problemu...- zamiauczał Fireheart -łóżko jest..
-Ty to już lepiej nic nie mów...- odpowiedziała mu Dante mimo że tuż obok niej stała liderka słowików.
Vela wymieniła zaskoczone spojrzenie z idącym na końcu Reiem jednak obyło się bez komentarzy.
-Nie ma co - stwierdził Teo próbując oderwać jedną ze swoich książek od lodu- ma dziewczyna talent.
-Mówisz o Moonli?- spytał Rei nagle rozpromieniony
Mag skinął głową.
-To twoja siostra?
-Jasne, że..
-NIE!!!- dokończyła temat ich rozmowy pojawiając się z znikąd na końcu korytarza.
Problem brakującego miejsca jeszcze się pogorszył, teraz bez pokoju została nie tylko Vela ale i kilka innych osób: Matteo Moonlight oraz niestety, sama liderka Słowików.
Dante zaproponowała im oprowadzenie po mieście w nadziei ,że uda jej się wymyślić rozwiązanie problemu. Rzeczywiście , kiedy przemierzali zastawione straganami ulice do jej głowy wpadł pomysł. Chyba nawet nie był aż tak głupi. Zatrzymała Liderkę Słowików która mimo wszystkich niedogodności nie wyglądała na bardzo wkurzoną .
- Czy gdybym zaproponowała wam nocleg w moim domu była by to wielka obraza?
Vanessa? Vela? Rei? Teo? a może ty Moonli?
-Nie ma co, przyjemniaczek -miauknął kot.
Dante chciała mu coś odpowiedzieć ale w porę przypominała sobie o obecnych na placu ludziach, gadanie z kotem raczej nie zrobiło by na nich dobrego wrażenia. Rubkat rozejrzała się po dziedzińcu.Kiedy rozmawiała z Albusem do kwatery orłów przybyli kolejni goście natomiast Skata i Matteo znikli bez śladu. Dziewczyna uświadomiła sobie jak przez te kilka dni wspólnej podróży przyzwyczaiła się do towarzystwa niebieskookiego maga , wcześniej nie myślała nawet o tym ,że kiedykolwiek będzie za nim tęsknić a tu proszę - tylko znikł a jej już go brakuje. Później nie miała już czasu zastanawiać się nad podobnymi sprawami, wciągnięta w wir zdarzeń ledwo miała czas by oddychać. Po powitaniu przedstawicieli klanów , które wypadło średnio uroczyście zważywszy na zamieszanie na dziedzińcu, większość gości udała się do wyznaczonych kwater. Dante starała się po cichu ulotnić do własnego domu jednak z marnym skutkiem. Po kilku nieudanych próbach przedarcia się do bramy poddała się i skierowała w kierunku jadalni która na czas święta tolerancji pełniła również funkcje salonu w którym mogli spotykać się wszyscy przedstawiciele klanu.Widać większość osób miała teraz na głowie ciekawsze rzeczy bo w pomieszczeniu znajdowały się tylko trzy osoby. Siedzący na schodach Matteo oderwał się na chwilę od książki i pozdrowił ją skinieniem głowy. Młoda Repitalianka o ogromnych oczach na jej widok poderwała się od stołu.
Przez jedną chwilę Dan zastanawiała się czy już ją widziała , niewątpliwie należała do któregoś z klanów , ale jak brzmiało jej imię?
-Vela Niente - przedstawiła się wielkooka zamiatając cienkim jaszczurczym ogonem kamienną posadzkę
-Dante -liderka orłów wyciągnęła w jej kierunku rękę ledwo powstrzymując się od westchnienia ulgi- Dante Rubkat
A więc jednak nie spotkały się wcześniej , bo inaczej chyba by jej się nie przedstawiła, może Repitalianka była jedną z tych którzy przybyli do kwatery orłów z opóźnieniem?
- Przepraszam ,że robię kłopot,- jaszczurka uśmiechnęła się ujmująco- ale wszystkie pokoje zostały już zajęte...
Dante zmarszczyła brwi, budynek siedziby orłów był naprawdę duży , mimo że większa jego część była w remoncie miejsc powinno wystarczyć dla wszystkich, lata temu znajdowały się tutaj koszary i siedziba straży miejskiej , później cała budowla została opuszczona bo zajmujące ją instytucje przeniesiono na drugi koniec miasta, kiedy pojawiła się idea klanów stare koszary stały się siedzibą Orłów.
-Naprawdę?- rzuciła Dante gorączkowo myśląc nad rozwiązaniem problemu.
-Yhy- potwierdziła Vela - Tak właśnie.
-Zawsze może przenieść się do mnie - rzuciła siedząca za stołem kobieta.
Dante ledwie ją wcześniej zauważyła, podobnie jak psa który leżał pod ławą z nosem na stopach swej pani. Na szczęście , a może nieszczęście z rozpoznaniem tej persony Rubkat nie miała najmniejszego problemu, był to nikt inny jak Vanessa Anello , liderka Słowików.
-Nie, nie -sprzeciwiła się Dante - zaraz coś wymyślimy. Wrócę za moment.
Dante wycofała się z jadalni i poszła korytarzem w kierunku dziedzińca i stajni. Wciąż była pewna ,że brak miejsca jest zjawiskiem niemożliwym. Mimo remontu siedziba orłów mogła pomieścić wszystkich przedstawicieli klanów a nawet kilka osób więcej.A jednak miejsc zabrakło , chyba tych dodatkowych osób było zbyt dużo. Gdyby tylko lord Ikramu zgodziła się przyjąć liderów w swoim zamku.. tam właśnie zamierzała się udać.
Dante usłyszała za sobą kroki.
-Problemy?- Spytał Matteo przechodząc obok niej, pod pacha trzymał książkę którą wcześniej czytał
-Taa- rzuciła Dante
Na dziedzińcu zastali tylko dziewczynę z Borsuków która wcześniej przedstawiła się jako Moonlight i białowłosego Wilka , Rubkat miała problem z przypomnieniem sobie jego godności. Para kłóciła się zawzięcie. Dziewczyna potrząsała swoja laską z surowym wyrazem twarzy a mężczyzna próbował się tłumaczyć
-Zobaczysz jak następnym razem będziesz potrzebował pomocy..-groziła czarnowłosa
-Ale Moonli ..-przerwał jej blondyn
-Nie nazywaj mnie tak!
Dante minęła ich i skierowała się w stronę stajni. Skata czekała w boksie węsząc gorączkowo i przestępując z nogi na nogę. Fireheart siedział na belce wspierającej sufit.
-Dante , mru, Dante, Dante- zamiauczał na jej widok
-Nie teraz -odpowiedziała mu otwierając boks swojego wierzchowca.
Skata zaryczała nisko i zanim Dante zdążyła się obejrzeć wypadła ze stajni.Pozostałe konie rżały ze strachu mało nie rozwalając swoich boksów.Mimo hałasu Rubkat doskonale usłyszała słowa swojego kota
- Było mnie posłuchać.
Kiedy Dante wyszła ze stajni na dziedzińcu rozgrywała się naprawdę osobliwa scena. Kelpie zamiast uciec przez otwartą bramę rzuciła się na białowłosego wilka, teraz Dante przypomniała sobie jego imię , Rei uskakiwał przed szczękami konia wodnego wymachując mieczem.Skata atakowała go z niezwykłą nawet jak na swój gatunek zajadłością. Czerwone ślepia ziały nienawiścią a z nozdrzy buchała para. W jednej chwili klacz przestała przypominać konia. Pokryty łuskami potwór kłapnął zębami tuż obok twarzy Reia. Długi ogon smagnął Dante po ramieniu kiedy biegła by rozdzielić walczących. Szybko zorientowała się ,że bez swojego miecza nie ma szans w otwartej walce z wściekłym kelpie , jej umysł pracował na najwyższych obrotach, musiała wymyślić jakiś plan i to szybko.
Tymczasem Skata zdążyła już dopaść Reia , wbiła kły w jego rękę i już przymierzała się do oderwania mu jej kiedy Wilk zdzielił ją w głowę płazem miecza.Klacz puściła jego rękę po czym złapała w zęby ostrze kalecząc sobie dziąsła, zakwiczała wściekle i uniosła się na tylnych nogach.W tym właśnie momencie Dante schwyciła jej ogon i pociągnęła w tył. Kelpie straciło równowagę i przysiadło na zadzie z głośnym plaśnięciem. Potwór był tak zaskoczony ,że odzyskał końską postać. Z pokaleczonych dziąseł spływała krew jednak Skata nie wypuściła miecza z pyska. Podniosła się i płonącymi żądzą mordu oczyma spojrzała na leżącego na bruku białowłosego. Chętnie by go teraz zagryzła gdyby nie to ,że Dante zdążyła stanąć między nimi. Skata zarzuciła łbem i... przegryzła miecz na pół po czym ostentacyjnie podeptała leżące na ziemi kawałki .Fireheart usiadł na leżącym na ziemi Wilku i popatrzył na Dante.
-Skata mówi, że on - wskazał głową na swoją Reio-poduszkę - będzie następny
Matteo który również zrozumiał słowa kota zaśmiał się nerwowo. Skata zawtórowała mu niskim pomrukiem po czym niespodziewanie rzuciła się na poturbowanego Wilka. Dante wiedziała ,że tym razem nie zdąży go uratować.
Wtem powietrze stało się lodowato zimne, budynkiem wstrząsnął wybuch.Dante potrząsnęła głową próbując się pozbyć niemiłego wrażenia, że zamarzł jej mózg , Rei zajęczał usiłując się podnieść. Ze ściany obok nich wystawały ogromne kryształy błękitnego lodu , podobną bryłą Skata została przygnieciona do bruku. Kelpie wiło się sycząc jednak nie udało mu się poruszyć wielkiego sopla.
Kelpie został okiełznany , ściana budynku- podziurawiona.
-Ups... nie to zaklęcie- powiedziała cicho Moonlight
-Moonli to ty to zrobiłaś?!- spytał zaskoczony Rei
-Nie duch Święty wiesz- wymamrotała dziewczyna pod nosem po czym dodała głośniej- O czym ty mówisz człowieku?
Białowłosy otworzył usta żeby coś odpowiedzieć ale zanim zdążył cokolwiek powiedzieć Moonli znikła za drzwiami.
-Wiecie co- powiedziała Dante do pozostałych na dziedzińcu mężczyzn- ja chyba jednak piechotą się przejdę.
***
Pierwsze na miejscu zdarzenia pojawiły się Vanessa i Vela które siedząc w jadalni usłyszały wybuch. Dante odstawiła swojego rumaka do stajni, bryła lodu nie wyrządziła kelpie żadnej krzywdy czego nie można było powiedzieć o Reiu , ani tym bardziej o ścianie siedziby orłów.O ile uprzątnięcie pozostałości po lodowym zaklęciu z placu nie sprawiło większych kłopotów to doprowadzenie pokoi do stanu używalności graniczyło z niemożliwym.
-Tutaj to sobie już raczej nie pomieszkam-stwierdził Teo wchodząc do swojego pokoju wyglądającego jak po przejściu tajfunu.
Noga od rozniesionego w drzazgi krzesła tkwiła w oknie , ze ściany od strony dziedzińca sterczały olbrzymie sople,na pokrytej grubą warstwą lodu leżały rozrzucone rzeczy Teo.
-Nie rozumiem problemu...- zamiauczał Fireheart -łóżko jest..
-Ty to już lepiej nic nie mów...- odpowiedziała mu Dante mimo że tuż obok niej stała liderka słowików.
Vela wymieniła zaskoczone spojrzenie z idącym na końcu Reiem jednak obyło się bez komentarzy.
-Nie ma co - stwierdził Teo próbując oderwać jedną ze swoich książek od lodu- ma dziewczyna talent.
-Mówisz o Moonli?- spytał Rei nagle rozpromieniony
Mag skinął głową.
-To twoja siostra?
-Jasne, że..
-NIE!!!- dokończyła temat ich rozmowy pojawiając się z znikąd na końcu korytarza.
Problem brakującego miejsca jeszcze się pogorszył, teraz bez pokoju została nie tylko Vela ale i kilka innych osób: Matteo Moonlight oraz niestety, sama liderka Słowików.
Dante zaproponowała im oprowadzenie po mieście w nadziei ,że uda jej się wymyślić rozwiązanie problemu. Rzeczywiście , kiedy przemierzali zastawione straganami ulice do jej głowy wpadł pomysł. Chyba nawet nie był aż tak głupi. Zatrzymała Liderkę Słowików która mimo wszystkich niedogodności nie wyglądała na bardzo wkurzoną .
- Czy gdybym zaproponowała wam nocleg w moim domu była by to wielka obraza?
Vanessa? Vela? Rei? Teo? a może ty Moonli?
poniedziałek, 15 lutego 2016
Od Dante (CD Matteo)
Dante uśmiechnęła się krzywo chowając słoiczek do przewieszonych przez
grzbiet Skaty toreb.Kiedy odwróciła się z powrotem do swojego towarzysza
ten nadal siedział na pniu podejrzliwie przyglądając się maści
pokrywającej przedramię zielonkawej maści.
-Wiesz-zaczęła Dante skubiąc jeden ze swoich białych warkoczy- moja babka zawsze mówiła ,że co cię nie zabije...po tym będziesz rzygać
Matteo popatrzył na nią spode łba
-Dzięki za słowa otuchy - zmarszczył brwi ponownie oglądając skaleczenie - Czy teraz mógł bym się dowiedzieć po co mnie obsmarowałaś tym mazidłem czy cokolwiek to jest?
- W zasadzie to nie wiem z czego jest ta maść -Dziewczyna zrobiła naprawdę poważną minę- nigdy przedtem jej nie używałam...
-Czekaj...-Mężczyzna wstał z pnia i uważnie przyjrzał się twarzy białowłosej- nosisz ze sobą coś co nie dość ,że jest ci niepotrzebne to jeszcze nie wiesz do czego służy
Przywódczyni Orłów uniosła ręce w geście poddania.
- Dobra masz mnie -przyznała wciąż zachowując kamienną minę - noszę ze sobą coś czego nigdy nie użyłam i nie wiem do czego służy.
-Teraz to się zgrywasz.- stwierdził Teo marszcząc brwi
W pierwszej chwili Dante naprawdę nie wiedziała co odpowiedzieć , potem głośno odetchnęła przeklinając w duchu własną głupotę powiedziała towarzyszowi prawdę.
-To maść dla kota
-CO?!- krzyknął mag
-Ale czekaj -dziewczyna przygryzła wargę - ja ci to wytłumaczę...
-Nie chcę już żadnych tłumaczeń- Teo złapał się za głowę i opadł zrezygnowany na pień
Dante wyobrażała sobie co właśnie dzieje się w głowie mężczyzny ,, za jakie grzechy wylądowałem w lesie z wariatką i jej kotem?'' niezrażona podjęła kolejną próbę wydostania się z tej dziwnej sytuacji.
-Tak właściwie to była maść na ugryzienia- z każdym słowem odczuwała ,że coraz bardziej się pogrąża - węży... jadowitych węży
-Krenshary nie są jadowite.- w jego głosie słychać było cichą nutkę niepewności mag podniósł swoje błękitne oczy na Dante jakby oczekując odpowiedzi
-Otóż drogi przyjacielu-na twarz białowłosej powrócił uśmiech , znowu poczuła pewny grunt pod nogami- nie tyczy się to tych z Ikramu.W tutejszych lasach rośnie pewna paskudna silnie trująca roślinka którą te bestyjki z upodobaniem wcinają i nie tylko....
-Stop-przerwał jej Teo i zastygł w bezruchu nasłuchując
Dante również wytężyła słuch i po chwili rzeczywiście coś usłyszała ,położyła dłoń na rękojeści miecza i już już była gotowa go dobyć kiedy z pomiędzy niskich zarośli wypadła ruda kula mokrej zjeżonej sierści wrzeszcząc wniebogłosy .
-Cholero!-zawołała zaskoczona dziewczyna kiedy zwierze wskoczyło jej w ramiona
Niedobrze niedobrze niedobrze bardzo niedobrze!- Zwierze zamiauczało przeraźliwie.-zmywamy się stąd JUŻ!'
-Teo?
-Hm?
-Wiejemy -Powiedziała i pociągnęła Skatę między drzewami
Teo bez zbędnej dyskusji uczynił to samo. Przedzierali się między ogołoconymi z liśćmi gałęziami które czepiały się ubrań i ostrymi kolcami kaleczyły odsłonięte skrawki skóry.Parę minut walki z zaroślami później wypadli na ścieżkę na tyle szeroką ,że mogli dosiąść koni jeszcze chwilę zajęło im wydostanie się lasu na przyprószone śniegiem pola gdzie znacznie zwolnili.Dante obejrzała się za siebie na las i linię pozbawionych liści drzew , spomiędzy przypominających rozczapierzone szpony gałęzi wzleciało stado spłoszonych ptaków. Po polu rozeszło się echem upiorne wściekłe wycie.Skata zarżała w odpowiedzi ukazując wszystkie zęby. Ogier Teo wierzgnął nogami o mało nie zrzucając bladego jak ściana jeźdźca ze swojego grzbietu.Teo ściągnął wodzę rumak wyrwał mu je wściekle szarpiąc głową na boki. Skata przeżuwała wędzidło obserwując całą scenę z diabelskim błyskiem w lśniących czerwono oczach kiedy czarodziej zdołał już jako tako uspokoić wierzchowca Skata zerknęła na Dante a upewniwszy się ,że ta zajęta jest czym innym powoli zbliżyła się do ogiera.
-Może byśmy tak jechali trochę szybciej ?- spytał mag wpatrując się w ciemne sylwetki na tle lasu.
-Krenshary raczej nie opuszczają swoich rewirów dla tak małej zdobyczy-odpowiedziała dziewczyna i wróciła do studiowania wyciągniętej z juków mapy.
Potarła czoło wierzchem dłoni, musiała przyznać że to całe obchodzenie rzeki trochę pomieszała jej szyki , musieli nadłożyć drogi Dante naprawdę nienawidziła marnować czasu. Tymczasem łaciata klacz już wyciągała szyję w kierunku karku ogiera. Ten w ostatniej chwili szarpnął się i uniknął ugryzienia kelpie strzeliła zębami tuż obok jego ucha , przerażony koń zatoczył sie w bok i ograniczony przez trzymane żelazną ręką wodze zakręcił się w kółko.
-Ej!- zawołał Teo próbując zatrzymać drepczącego i gotowego do ucieczki rumaka
-Co jest?!- zapytała Dante gniewnie marszcząc brwi
Jej wyraz twarzy zmienił się diametralnie kiedy zobaczyła co wyrabia jej wierzchowiec.
Fireherat usadowiony wygodnie na zadzie klaczy prychnął i zakaszlał kilka razy jakby się czymś udławił jednak Teo był przeświadczony ,że kocur śmieje się złośliwie.
-Masz racje jedźmy już -westchnęła Dante i ponagliła konia
Rudy kot przyglądał się magowi z pod przymrużonych powiek Teo wzdrygnął się i podążył za dziewczyną.
Kiedy parę godzin później zatrzymali się na krótki odpoczynek w ruinach chaty Teo nie czuł się za dobrze. A wyglądał tak jak się czuł albo i nawet gorzej ... w końcu zauważyła to Dante która na chorobach znała się jak pies na gwiazdach i prędzej kierowałaby się maksymą ,, słabe ginie'' niż tą która traktuje o pomocy innym (żadnej takiej , nawiasem mówiąc nie znała).
-Coś ty taki zielony jesteś- stwierdziła a może zapytała białowłosa
Oparty plecami o zimną ścianę Teo zamruczał coś niewyraźnie w odpowiedzi i wzniósł oczy ku niebu.Po domu w którym schronili się przed wiatrem pozostały już tylko kamienne ściany ściany i rozmiękłe klepki podłogi nad ich głowami widać było czworokąt popielatego nieba pełnego ciemnych puszystych chmur przywodzących na myśl spienione fale.Rubkat podejrzewała co mężczyzna sobie w tej chwili myśli.
,,Brak osiedli ludzkich na wiele kilometrów stąd , jestem tu sam tylko z tą wariatką jej krwiożerczym koniem i kotem... rany czemu to futrzaste bydle tak się na mnie gapi?''
Dante zagryzła wargę i spojrzała na opartego o ścianę maga do ułożonego w myślach monologu dodała jeszcze ,, niedobrze mi''.
-Ej Teo- przykucnęła przy magu - wiesz , przepraszam za to wszystko ... naprawdę nie chciałam.
Mężczyzna otworzył oczy niebieskie i bystre , bardzo nie pasujące do poszarzałej twarzy ,przyglądał się liderce orłów przez dłuższą chwilę jednak nie odezwał się ani słowem.
-To ja może pójdę sprawdzić czy nie mamy czegoś do jedzenia- Dante wstała i wyszła z budynku.
Teo pokiwał smętnie głową. Siedzący obok kocur przeciągnął się i ziewnął po czym wlazł magowi na kolana. Potarł głową o jego dłoń domagając się pieszczot zamiauczał i fuknął kiedy mężczyzna odstawił go na bok. Ponownie przygniótł magowi nogi tym razem wczepiając się w nie pazurami. Teo miał pewne trudności z oderwaniem kota od swoich spodni kiedy wreszcie mu się to udało podniósł go na wysokość oczu i przyjrzał mu się z ciekawością.
Odstaw mnie -zamiauczał kot tonem nie znoszącym sprzeciwu - teraz
Teo? Kot właśnie do ciebie przemawia :3
-Wiesz-zaczęła Dante skubiąc jeden ze swoich białych warkoczy- moja babka zawsze mówiła ,że co cię nie zabije...po tym będziesz rzygać
Matteo popatrzył na nią spode łba
-Dzięki za słowa otuchy - zmarszczył brwi ponownie oglądając skaleczenie - Czy teraz mógł bym się dowiedzieć po co mnie obsmarowałaś tym mazidłem czy cokolwiek to jest?
- W zasadzie to nie wiem z czego jest ta maść -Dziewczyna zrobiła naprawdę poważną minę- nigdy przedtem jej nie używałam...
-Czekaj...-Mężczyzna wstał z pnia i uważnie przyjrzał się twarzy białowłosej- nosisz ze sobą coś co nie dość ,że jest ci niepotrzebne to jeszcze nie wiesz do czego służy
Przywódczyni Orłów uniosła ręce w geście poddania.
- Dobra masz mnie -przyznała wciąż zachowując kamienną minę - noszę ze sobą coś czego nigdy nie użyłam i nie wiem do czego służy.
-Teraz to się zgrywasz.- stwierdził Teo marszcząc brwi
W pierwszej chwili Dante naprawdę nie wiedziała co odpowiedzieć , potem głośno odetchnęła przeklinając w duchu własną głupotę powiedziała towarzyszowi prawdę.
-To maść dla kota
-CO?!- krzyknął mag
-Ale czekaj -dziewczyna przygryzła wargę - ja ci to wytłumaczę...
-Nie chcę już żadnych tłumaczeń- Teo złapał się za głowę i opadł zrezygnowany na pień
Dante wyobrażała sobie co właśnie dzieje się w głowie mężczyzny ,, za jakie grzechy wylądowałem w lesie z wariatką i jej kotem?'' niezrażona podjęła kolejną próbę wydostania się z tej dziwnej sytuacji.
-Tak właściwie to była maść na ugryzienia- z każdym słowem odczuwała ,że coraz bardziej się pogrąża - węży... jadowitych węży
-Krenshary nie są jadowite.- w jego głosie słychać było cichą nutkę niepewności mag podniósł swoje błękitne oczy na Dante jakby oczekując odpowiedzi
-Otóż drogi przyjacielu-na twarz białowłosej powrócił uśmiech , znowu poczuła pewny grunt pod nogami- nie tyczy się to tych z Ikramu.W tutejszych lasach rośnie pewna paskudna silnie trująca roślinka którą te bestyjki z upodobaniem wcinają i nie tylko....
-Stop-przerwał jej Teo i zastygł w bezruchu nasłuchując
Dante również wytężyła słuch i po chwili rzeczywiście coś usłyszała ,położyła dłoń na rękojeści miecza i już już była gotowa go dobyć kiedy z pomiędzy niskich zarośli wypadła ruda kula mokrej zjeżonej sierści wrzeszcząc wniebogłosy .
-Cholero!-zawołała zaskoczona dziewczyna kiedy zwierze wskoczyło jej w ramiona
Niedobrze niedobrze niedobrze bardzo niedobrze!- Zwierze zamiauczało przeraźliwie.-zmywamy się stąd JUŻ!'
-Teo?
-Hm?
-Wiejemy -Powiedziała i pociągnęła Skatę między drzewami
Teo bez zbędnej dyskusji uczynił to samo. Przedzierali się między ogołoconymi z liśćmi gałęziami które czepiały się ubrań i ostrymi kolcami kaleczyły odsłonięte skrawki skóry.Parę minut walki z zaroślami później wypadli na ścieżkę na tyle szeroką ,że mogli dosiąść koni jeszcze chwilę zajęło im wydostanie się lasu na przyprószone śniegiem pola gdzie znacznie zwolnili.Dante obejrzała się za siebie na las i linię pozbawionych liści drzew , spomiędzy przypominających rozczapierzone szpony gałęzi wzleciało stado spłoszonych ptaków. Po polu rozeszło się echem upiorne wściekłe wycie.Skata zarżała w odpowiedzi ukazując wszystkie zęby. Ogier Teo wierzgnął nogami o mało nie zrzucając bladego jak ściana jeźdźca ze swojego grzbietu.Teo ściągnął wodzę rumak wyrwał mu je wściekle szarpiąc głową na boki. Skata przeżuwała wędzidło obserwując całą scenę z diabelskim błyskiem w lśniących czerwono oczach kiedy czarodziej zdołał już jako tako uspokoić wierzchowca Skata zerknęła na Dante a upewniwszy się ,że ta zajęta jest czym innym powoli zbliżyła się do ogiera.
-Może byśmy tak jechali trochę szybciej ?- spytał mag wpatrując się w ciemne sylwetki na tle lasu.
-Krenshary raczej nie opuszczają swoich rewirów dla tak małej zdobyczy-odpowiedziała dziewczyna i wróciła do studiowania wyciągniętej z juków mapy.
Potarła czoło wierzchem dłoni, musiała przyznać że to całe obchodzenie rzeki trochę pomieszała jej szyki , musieli nadłożyć drogi Dante naprawdę nienawidziła marnować czasu. Tymczasem łaciata klacz już wyciągała szyję w kierunku karku ogiera. Ten w ostatniej chwili szarpnął się i uniknął ugryzienia kelpie strzeliła zębami tuż obok jego ucha , przerażony koń zatoczył sie w bok i ograniczony przez trzymane żelazną ręką wodze zakręcił się w kółko.
-Ej!- zawołał Teo próbując zatrzymać drepczącego i gotowego do ucieczki rumaka
-Co jest?!- zapytała Dante gniewnie marszcząc brwi
Jej wyraz twarzy zmienił się diametralnie kiedy zobaczyła co wyrabia jej wierzchowiec.
Fireherat usadowiony wygodnie na zadzie klaczy prychnął i zakaszlał kilka razy jakby się czymś udławił jednak Teo był przeświadczony ,że kocur śmieje się złośliwie.
-Masz racje jedźmy już -westchnęła Dante i ponagliła konia
Rudy kot przyglądał się magowi z pod przymrużonych powiek Teo wzdrygnął się i podążył za dziewczyną.
Kiedy parę godzin później zatrzymali się na krótki odpoczynek w ruinach chaty Teo nie czuł się za dobrze. A wyglądał tak jak się czuł albo i nawet gorzej ... w końcu zauważyła to Dante która na chorobach znała się jak pies na gwiazdach i prędzej kierowałaby się maksymą ,, słabe ginie'' niż tą która traktuje o pomocy innym (żadnej takiej , nawiasem mówiąc nie znała).
-Coś ty taki zielony jesteś- stwierdziła a może zapytała białowłosa
Oparty plecami o zimną ścianę Teo zamruczał coś niewyraźnie w odpowiedzi i wzniósł oczy ku niebu.Po domu w którym schronili się przed wiatrem pozostały już tylko kamienne ściany ściany i rozmiękłe klepki podłogi nad ich głowami widać było czworokąt popielatego nieba pełnego ciemnych puszystych chmur przywodzących na myśl spienione fale.Rubkat podejrzewała co mężczyzna sobie w tej chwili myśli.
,,Brak osiedli ludzkich na wiele kilometrów stąd , jestem tu sam tylko z tą wariatką jej krwiożerczym koniem i kotem... rany czemu to futrzaste bydle tak się na mnie gapi?''
Dante zagryzła wargę i spojrzała na opartego o ścianę maga do ułożonego w myślach monologu dodała jeszcze ,, niedobrze mi''.
-Ej Teo- przykucnęła przy magu - wiesz , przepraszam za to wszystko ... naprawdę nie chciałam.
Mężczyzna otworzył oczy niebieskie i bystre , bardzo nie pasujące do poszarzałej twarzy ,przyglądał się liderce orłów przez dłuższą chwilę jednak nie odezwał się ani słowem.
-To ja może pójdę sprawdzić czy nie mamy czegoś do jedzenia- Dante wstała i wyszła z budynku.
Teo pokiwał smętnie głową. Siedzący obok kocur przeciągnął się i ziewnął po czym wlazł magowi na kolana. Potarł głową o jego dłoń domagając się pieszczot zamiauczał i fuknął kiedy mężczyzna odstawił go na bok. Ponownie przygniótł magowi nogi tym razem wczepiając się w nie pazurami. Teo miał pewne trudności z oderwaniem kota od swoich spodni kiedy wreszcie mu się to udało podniósł go na wysokość oczu i przyjrzał mu się z ciekawością.
Odstaw mnie -zamiauczał kot tonem nie znoszącym sprzeciwu - teraz
Teo? Kot właśnie do ciebie przemawia :3
czwartek, 3 grudnia 2015
Od Dante (CD Matteo)
W zasadzie myślała już tylko o tym by jak najszybciej opuścić karczmę
,miasto a najlepiej całe królestwo.Nowo poznany mężczyzna wpatrywał się w
nią błękitnymi jak niebo w lecie oczyma, ale nie był to wzrok karcący
ani oceniający nie patrzył na nią jak się patrzy na kogoś kto choćby
pośrednio jest sprawcą nieszczęścia. Patrzył tak jak gdyby oglądał
ciekawą roślinę tudzież jakiś krajobraz , z niezmiennym spokojem w
niebieskich oczach i lekkim uśmiechem na ustach.Właśnie to sprawiło ,że
poczucie winy które do tej pory była w stanie stłumić nagle wydostało
się z pod kontroli ,teraz było jej zwyczajnie wstyd.Dante poczuła ,że
się rumieni.Trwało to tylko chwilę, potem pociągnęła swoją klacz z
powrotem do stajni ignorując ciekawskie i pełne dezaprobaty spojrzenia
innych gości zajazdu.
Tym razem z odnalezieniem jej siodła nie było żadnych problemów ,zirytowany stajenny odnalazł je natychmiast mamrocząc pod nosem coś o głupich kelpie i ich porąbanych właścicielach.Skata słuchała go uważnie ze spokojem przeżuwając rzemień którym była przywiązana ,podczas gdy Dante wciąż czerwona na twarzy zaciskała popręg.Widząc jak potulny jest teraz ten krwiożerczy potwór stajenny zbliżył się do kelpie na wyciągnięcie ręki., wyszczerzył zęby w złośliwym pełnym samozadowolenia szczerbatym uśmiechu.
-Nie taki potwór straszny ...-nie dokończył
Skata tylko na to czekała , szarpnęła się na na uwięzi z łatwością ją zrywając i rzuciła się na stajennego z drażniącym uszy piskiem.Zanim jednak zdarzyła dopaść ofiary Dante złapała ją za ucho i pociągnęła w dół.Klacz zajęczała żałośnie skarżąc się całemu światu na swój zły los.
-Cholera..-wychrypiał stajenny, blady jak kreda
Potem nagle zaczerwienił się wściekle i pośpiesznie podreptał do wyjścia licząc ,że nikt się nie domyśli ,że to co spłynęło mu po nogawce i teraz chlupocze w butach wcale nie było potem. Dante uśmiechnęła się nieco złośliwie i wyprowadziła Skatę ze stajni.
Na zewnątrz czekał Matteo wraz z gotowym do drogi ogierem.Jego oczy miały wciąż ten sam pogodny wyraz a Dante wciąż nie mogła się temu nadziwić.
-Wybacz ,że musiałeś tyle na mnie czekać-powiedziała zakłopotana.-Skata znowu...
-Wiem -przerwał jej z delikatnie.-widziałem
Dante zapiekły policzki, coś było w tym człowieku takiego ,że nie była w stanie z nim rozmawiać nie rumieniąc się co pięć sekund i nawet nie macie pojęcia jak to ją irytowało.
-Dobra.- rzuciła szorstko- jedziemy czy nie?Ludzie się gapią jakby chcieli nas rozszarpać a my tu stoimy jak dwa osły ...Jeżeli chcemy dotrzeć do jakiejś wioski przed zmrokiem musimy się pośpieszyć.No ale tobie przecież nigdzie się nie śpieszy co?
Nie miała pojęcia skąd wzięła się u niej taka złośliwość, może zwyczajnie z zazdrości, ona nie potrafiła przyjmować wszystkiego z takim spokojem jak robił to Matteo i nie raz i nie dwa tego żałowała.
Mężczyzna bez słowa dosiadł konia i ruszył w kierunku bramy.
Trzy godziny później Dante już żałowała swojego wcześniejszego wybuchu, Matteo nie odezwał się do niej ani razu zapatrzony w drogę przed sobą. Prędkość z jaką podróżowali nie byłaby zadowalająca nawet gdyby poruszali się pieszo.Ranny koń powłóczył nogami i odmawiał przyśpieszenia choćby odrobinę.Nawet rudy kocur zrezygnował ze swojego miejsca na zadzie kelpie na rzecz pieszej wędrówki obok wierzchowca, ale kiedy już i tym się znudził pognał do przodu tak ,że Dante tylko co jakiś czas widziała jego niewyraźny kształt w oddali.Podobnie jak jego pani uwielbiał wielkie prędkości a taka jazda niesamowicie do nużyła.
Ciemne chmury kłębiły się nisko nad ziemią pomrukując groźnie.Wkrótce potem na ziemię zaczęły spadać pierwsze krople.Jedna z nich skapnęła Matteo na nos.
-Pada-oznajmił ze stoickim spokojem, było to pierwsze słowo jakie powiedział od trzech godzin.
-Możemy się już zatrzymać-warknęła Dante- i tak nigdzie nie dotrzemy przed zmrokiem.
-Dobrze -Matteo zsiadł na ziemię i sprowadził konia z moknącego w deszczu traktu
Dante zamurowało ,gapiła się na odchodzącego w kierunku niewielkiego zagajnika mężczyznę z wyjątkowo głupią miną.Krople wielkości ziaren grochu coraz częściej rozpryskiwały się na drodze, ciemne chmury wciąż wisiały nisko zwiastują niechybne pogorszenie pogody. Wreszcie dziewczyna zrezygnowana poprowadziła wierzchowca pod dach ze splątanych gałęzi.
Zapadł zmrok , w obozowisku było jasno tylko dzięki niewielkiemu ognisku.Dante przykucnęła blisko ognia, grzała zmarznięte dłonie ponad płomieniami patrząc na czytającego książkę Matteo. Mężczyzna siedział na końskiej derce wsparty plecami o drzewo ,wydawał się całkowicie skupiony na lekturze i zupełnie nieświadomy tego ,że ktoś do obserwuje.Po chwili Dante pomyślała ,że lubi tak na niego patrzeć...Akurat ten moment Matteo wybrał by oderwać się od książki.Dziewczyna zaczerwieniła się i odwróciła wzrok.
-Jeśli będziemy jechać z taką prędkością nigdy nigdzie nie dojedziemy- powiedziała do niego próbując pewnym tonem pokryć zmieszanie.
Matteo bez słowa skinął głową , zamknął swoją książkę i odłożył ją na bok.
-Jakiś dzień drogi z tond leży wioska w której mieszka mój dobry znajomy, mógłbyś zostawić u niego konia- wskazała na pasącego się nieco dalej wierzchowca
-Po co?-Spytał Matteo -Przecież nam się nie śpieszy...bo nie śpieszy nam się prawda?-dodał widząc minę Dante
-Pewnie słyszałeś o nadchodzącym świecie tolerancji...Nieważne ,muszę być w Ikramie najszybciej jak się da...-zamilkła
Zapadła cisza. Żadna ze stron nie miała nic do powiedzenia.Matteo właśnie miał zamiar wrócić do lektury kiedy Dante odezwała się.
-Skoro wcale ci się nie śpieszy czemu nie wpadniesz do Ikramu na święto tolerancji?
Matteo?
Tym razem z odnalezieniem jej siodła nie było żadnych problemów ,zirytowany stajenny odnalazł je natychmiast mamrocząc pod nosem coś o głupich kelpie i ich porąbanych właścicielach.Skata słuchała go uważnie ze spokojem przeżuwając rzemień którym była przywiązana ,podczas gdy Dante wciąż czerwona na twarzy zaciskała popręg.Widząc jak potulny jest teraz ten krwiożerczy potwór stajenny zbliżył się do kelpie na wyciągnięcie ręki., wyszczerzył zęby w złośliwym pełnym samozadowolenia szczerbatym uśmiechu.
-Nie taki potwór straszny ...-nie dokończył
Skata tylko na to czekała , szarpnęła się na na uwięzi z łatwością ją zrywając i rzuciła się na stajennego z drażniącym uszy piskiem.Zanim jednak zdarzyła dopaść ofiary Dante złapała ją za ucho i pociągnęła w dół.Klacz zajęczała żałośnie skarżąc się całemu światu na swój zły los.
-Cholera..-wychrypiał stajenny, blady jak kreda
Potem nagle zaczerwienił się wściekle i pośpiesznie podreptał do wyjścia licząc ,że nikt się nie domyśli ,że to co spłynęło mu po nogawce i teraz chlupocze w butach wcale nie było potem. Dante uśmiechnęła się nieco złośliwie i wyprowadziła Skatę ze stajni.
Na zewnątrz czekał Matteo wraz z gotowym do drogi ogierem.Jego oczy miały wciąż ten sam pogodny wyraz a Dante wciąż nie mogła się temu nadziwić.
-Wybacz ,że musiałeś tyle na mnie czekać-powiedziała zakłopotana.-Skata znowu...
-Wiem -przerwał jej z delikatnie.-widziałem
Dante zapiekły policzki, coś było w tym człowieku takiego ,że nie była w stanie z nim rozmawiać nie rumieniąc się co pięć sekund i nawet nie macie pojęcia jak to ją irytowało.
-Dobra.- rzuciła szorstko- jedziemy czy nie?Ludzie się gapią jakby chcieli nas rozszarpać a my tu stoimy jak dwa osły ...Jeżeli chcemy dotrzeć do jakiejś wioski przed zmrokiem musimy się pośpieszyć.No ale tobie przecież nigdzie się nie śpieszy co?
Nie miała pojęcia skąd wzięła się u niej taka złośliwość, może zwyczajnie z zazdrości, ona nie potrafiła przyjmować wszystkiego z takim spokojem jak robił to Matteo i nie raz i nie dwa tego żałowała.
Mężczyzna bez słowa dosiadł konia i ruszył w kierunku bramy.
Trzy godziny później Dante już żałowała swojego wcześniejszego wybuchu, Matteo nie odezwał się do niej ani razu zapatrzony w drogę przed sobą. Prędkość z jaką podróżowali nie byłaby zadowalająca nawet gdyby poruszali się pieszo.Ranny koń powłóczył nogami i odmawiał przyśpieszenia choćby odrobinę.Nawet rudy kocur zrezygnował ze swojego miejsca na zadzie kelpie na rzecz pieszej wędrówki obok wierzchowca, ale kiedy już i tym się znudził pognał do przodu tak ,że Dante tylko co jakiś czas widziała jego niewyraźny kształt w oddali.Podobnie jak jego pani uwielbiał wielkie prędkości a taka jazda niesamowicie do nużyła.
Ciemne chmury kłębiły się nisko nad ziemią pomrukując groźnie.Wkrótce potem na ziemię zaczęły spadać pierwsze krople.Jedna z nich skapnęła Matteo na nos.
-Pada-oznajmił ze stoickim spokojem, było to pierwsze słowo jakie powiedział od trzech godzin.
-Możemy się już zatrzymać-warknęła Dante- i tak nigdzie nie dotrzemy przed zmrokiem.
-Dobrze -Matteo zsiadł na ziemię i sprowadził konia z moknącego w deszczu traktu
Dante zamurowało ,gapiła się na odchodzącego w kierunku niewielkiego zagajnika mężczyznę z wyjątkowo głupią miną.Krople wielkości ziaren grochu coraz częściej rozpryskiwały się na drodze, ciemne chmury wciąż wisiały nisko zwiastują niechybne pogorszenie pogody. Wreszcie dziewczyna zrezygnowana poprowadziła wierzchowca pod dach ze splątanych gałęzi.
Zapadł zmrok , w obozowisku było jasno tylko dzięki niewielkiemu ognisku.Dante przykucnęła blisko ognia, grzała zmarznięte dłonie ponad płomieniami patrząc na czytającego książkę Matteo. Mężczyzna siedział na końskiej derce wsparty plecami o drzewo ,wydawał się całkowicie skupiony na lekturze i zupełnie nieświadomy tego ,że ktoś do obserwuje.Po chwili Dante pomyślała ,że lubi tak na niego patrzeć...Akurat ten moment Matteo wybrał by oderwać się od książki.Dziewczyna zaczerwieniła się i odwróciła wzrok.
-Jeśli będziemy jechać z taką prędkością nigdy nigdzie nie dojedziemy- powiedziała do niego próbując pewnym tonem pokryć zmieszanie.
Matteo bez słowa skinął głową , zamknął swoją książkę i odłożył ją na bok.
-Jakiś dzień drogi z tond leży wioska w której mieszka mój dobry znajomy, mógłbyś zostawić u niego konia- wskazała na pasącego się nieco dalej wierzchowca
-Po co?-Spytał Matteo -Przecież nam się nie śpieszy...bo nie śpieszy nam się prawda?-dodał widząc minę Dante
-Pewnie słyszałeś o nadchodzącym świecie tolerancji...Nieważne ,muszę być w Ikramie najszybciej jak się da...-zamilkła
Zapadła cisza. Żadna ze stron nie miała nic do powiedzenia.Matteo właśnie miał zamiar wrócić do lektury kiedy Dante odezwała się.
-Skoro wcale ci się nie śpieszy czemu nie wpadniesz do Ikramu na święto tolerancji?
Matteo?
sobota, 21 listopada 2015
Od Dante
Przez szparę w zamkniętych okiennicach do pokoju wdarł się pojedynczy
promień słońca , potem dołączyły do niego kolejne pasma rozjaśniając
panujący w pomieszczeniu mrok i podświetlając wirujące w zadymionym
powietrzu drobinki kurzu.W koncie leżał przywalony stosem kocy
siennik.Na niskim stołku kawałek dalej stał talerz z resztkami kolacji
porzuconej w pośpiechu poprzedniego dnia.Po zakurzonej podłodze
przebiegła szara mysz, drobne łapki cicho stukały o deski.Chwilę później
dotarła do stołka i zaczęła wspinać się po jednej z jego nóg z całej
siły wbijając drobne pazurki w wysuszone drewno.Jej mały nosek
podrygiwał szaleńczo , w nozdrza uderzył ją silny zapach nieświeżego
sera, w zasadzie nie przepadała za nim specjalnie jednak odurzająca woń
pożywienia w połączeniu ze straszliwym głodem sprawiało ,ze resztki
jawiły jej się jako coś wspaniałego.Dotarła wreszcie do talerza. Usiadła
na jego brzegu i potarła drobnymi łapkami wąsy, kolacja była na
wyciągnięcie ręki ....wtedy coś usłyszała.Mysz zamarła w bezruchu kilka
centymetrów od sera. Dźwięk powtórzył się, potem drzwi zadrżały we
framudze. Mysz pośpiesznie schwyciła kawałek sera i rzuciła się ze
stołka w dół ...na najeżoną drzazgami podłogę.Z nieprzyjemnym
plaśnięciem wylądowała na brzuchu, drzwi jęknęły żałośnie i zakołysały
się na nadwyrężonych zawiasach.Mysz zupełnie zapomniała o jedzeniu
które zdobyła z takim trudem, prędko pomknęła w kierunku siennika po
czym wczołgała się pod niego, do ukrytej pod deskami skrytki pełnej
słodko pachnących owiniętych papierem paczek.
Tym razem zawiasy nie wytrzymały, drzwi runęły z hukiem na podłogę.Do środka wkroczyła wysoka kobieta z twarzą zaczerwienioną od wysiłku.
-Co jak co ale drzwi to akurat porządne zrobili-powiedziała jakby do siebie.
-Miiiaaau.-stwierdził kot ocierając się barkiem o framugę.
Kobieta odgarnęła spocone mlecznobiałe włosy z twarzy i rozejrzała się po pomieszczeniu.Usłyszała na schodach za sobą kroki kogoś kto starła się iść cicho powodując przy tym jeszcze więcej hałasu.Reka kobiety instynktownie powędrowała do rękojeści miecza, na jej usta przywędrował kpiący uśmieszek.Gdy tylko głowa mężczyzny wychyliła się nad podłogę kobieta wyciągnęła miecz.Rosły mężczyzna przystanął zdziwiony, grymas samozadowolenia natychmiast spełzł z jego twarzy zastąpiony przez całkowite zdziwienie
Szybka jednak opanował się i wszedł na górę po schodach.Jasnowłosa postąpiła parę kroków w bok rozluźniając mięśnie ramion , jednoczenie cały czas nie spuszczając wzroku z przeciwnika.Gdy rzucił się na nią z zamiarem przygwożdżenia kobiety do podłogi ta odsunęła się pozwalając by uderzył w ścianę.Zamroczony podniósł się z podłogi marszcząc krzaczaste brwi.Dante, bo tak miała na imię jasnowłosa kobieta, nie czekała aż przeciwnik odzyska ostrość widzenia.Podskoczyła do niego i wymierzyła mu cios pięścią w podbródek,trafiła bezbłędnie, mężczyzna nieprzytomny zwalił się na podłogę.Dante wytarła ręce o spodnie i wróciła do pomieszczenia.Chwile zajęło jej przeszukanie pokoju.Wreszcie po odciągnięciu na bok siennika i usunięci dwóch luźnych desek jej oczom ukazała się skrytka wypełniona paczkami o charakterystycznym zapachu.Opium. Wzięła jedną z nich i schowała do uwieszonej przy pasie sakwy.
-Fireheart idziemy-powiedziała i wyszła
Kocur potruchtał za nią głośno tupiąc i pomrukując pod nosem.
Szara mysz skryta wśród paczek opium odetchnęła z ulgą.
Oddała przemytnika w ręce komendanta straży miejskiej w Lotorii , przekazała również informacje które zebrała na temat siatki przemytników w tej części Ikramu. Wszystko udało się bez większych problemów jednak ilość procedur i to całe wypełnianie dokumentów straszliwie ją zirytowało.Kiedy wreszcie opuściła komendę, była wściekła głodna i zmęczona.Naprawdę jedyne czego teraz chciała to walnąć się do łózka i spać aż do południa następnego dnia.Ceny w karczmie wzrosły od poprzedniego dnia o połowę a zwykła opłata za zapewnienie wyżywienia jej klaczy pochłonęła prawie wszystkie pieniądze jakie zabrała ze sobą z domu.W stajni okazało się ,że jej siodło się ,,zgubiło'' Dante wątpiła ,ze może być gorzej.A potem kiedy sprzeczała się ze stajennym Skata wraz z uczepionym jej grzywy rudym kotem niepostrzeżenie opuściła boks. Kobieta całkowicie pochłonięta kłótnią spostrzegła brak kelpie dopiero gdy ta zaatakowała przywiązanego przed stajnią ogiera. Koń wydał z siebie dziki przerażony kwik na co Skata przeżuwając kawał mięsa wyrwany z jego zadu odpowiedziała wysokim wwiercającym się w uszy rżeniem charakterystycznym dla wszystkich koni wodnych, najeżony do granic możliwości kot zawtórował jej wściekłym sykiem. Dante w jednej chwili znalazła się miedzy klaczą a jej ofiarą, nie czekając aż reszta ludzi przed zajazdem dojdzie co się stało wsiadła na grzbiet swojego wierzchowca i wyjechała z podwórca na ulicę. Miała ochotę popędzić przed siebie nie oglądając się w tył, uciec przed odpowiedzialnością. Ale nie tak powinna postępować liderka Orłów. Zawróciła konia i podprowadziła go z powrotem do zajazdu, do cholery jest przecież liderką Orłów i musi brać odpowiedzialność za siebie i swoje zwierzaki. Postarała się przybrać minę w stylu ,,to nie ja ,koń poniósł'' i wjechała na podwórzec karczmy. Natychmiast spostrzegła stojącego przy ugryzionym ogierze młodego przystojnego mężczyznę ,jak się domyślała jego właściciela. Ich spojrzenia spotkały się.
- Maau - zamiauczał Fireheart siedzący na zadzie klaczy Dante doskonale rozumiała co chciał powiedzieć i całkowicie się z nim zgadzała, ,,przerąbane''
Tajemniczy właścicielu konia?
Tym razem zawiasy nie wytrzymały, drzwi runęły z hukiem na podłogę.Do środka wkroczyła wysoka kobieta z twarzą zaczerwienioną od wysiłku.
-Co jak co ale drzwi to akurat porządne zrobili-powiedziała jakby do siebie.
-Miiiaaau.-stwierdził kot ocierając się barkiem o framugę.
Kobieta odgarnęła spocone mlecznobiałe włosy z twarzy i rozejrzała się po pomieszczeniu.Usłyszała na schodach za sobą kroki kogoś kto starła się iść cicho powodując przy tym jeszcze więcej hałasu.Reka kobiety instynktownie powędrowała do rękojeści miecza, na jej usta przywędrował kpiący uśmieszek.Gdy tylko głowa mężczyzny wychyliła się nad podłogę kobieta wyciągnęła miecz.Rosły mężczyzna przystanął zdziwiony, grymas samozadowolenia natychmiast spełzł z jego twarzy zastąpiony przez całkowite zdziwienie
Szybka jednak opanował się i wszedł na górę po schodach.Jasnowłosa postąpiła parę kroków w bok rozluźniając mięśnie ramion , jednoczenie cały czas nie spuszczając wzroku z przeciwnika.Gdy rzucił się na nią z zamiarem przygwożdżenia kobiety do podłogi ta odsunęła się pozwalając by uderzył w ścianę.Zamroczony podniósł się z podłogi marszcząc krzaczaste brwi.Dante, bo tak miała na imię jasnowłosa kobieta, nie czekała aż przeciwnik odzyska ostrość widzenia.Podskoczyła do niego i wymierzyła mu cios pięścią w podbródek,trafiła bezbłędnie, mężczyzna nieprzytomny zwalił się na podłogę.Dante wytarła ręce o spodnie i wróciła do pomieszczenia.Chwile zajęło jej przeszukanie pokoju.Wreszcie po odciągnięciu na bok siennika i usunięci dwóch luźnych desek jej oczom ukazała się skrytka wypełniona paczkami o charakterystycznym zapachu.Opium. Wzięła jedną z nich i schowała do uwieszonej przy pasie sakwy.
-Fireheart idziemy-powiedziała i wyszła
Kocur potruchtał za nią głośno tupiąc i pomrukując pod nosem.
Szara mysz skryta wśród paczek opium odetchnęła z ulgą.
Oddała przemytnika w ręce komendanta straży miejskiej w Lotorii , przekazała również informacje które zebrała na temat siatki przemytników w tej części Ikramu. Wszystko udało się bez większych problemów jednak ilość procedur i to całe wypełnianie dokumentów straszliwie ją zirytowało.Kiedy wreszcie opuściła komendę, była wściekła głodna i zmęczona.Naprawdę jedyne czego teraz chciała to walnąć się do łózka i spać aż do południa następnego dnia.Ceny w karczmie wzrosły od poprzedniego dnia o połowę a zwykła opłata za zapewnienie wyżywienia jej klaczy pochłonęła prawie wszystkie pieniądze jakie zabrała ze sobą z domu.W stajni okazało się ,że jej siodło się ,,zgubiło'' Dante wątpiła ,ze może być gorzej.A potem kiedy sprzeczała się ze stajennym Skata wraz z uczepionym jej grzywy rudym kotem niepostrzeżenie opuściła boks. Kobieta całkowicie pochłonięta kłótnią spostrzegła brak kelpie dopiero gdy ta zaatakowała przywiązanego przed stajnią ogiera. Koń wydał z siebie dziki przerażony kwik na co Skata przeżuwając kawał mięsa wyrwany z jego zadu odpowiedziała wysokim wwiercającym się w uszy rżeniem charakterystycznym dla wszystkich koni wodnych, najeżony do granic możliwości kot zawtórował jej wściekłym sykiem. Dante w jednej chwili znalazła się miedzy klaczą a jej ofiarą, nie czekając aż reszta ludzi przed zajazdem dojdzie co się stało wsiadła na grzbiet swojego wierzchowca i wyjechała z podwórca na ulicę. Miała ochotę popędzić przed siebie nie oglądając się w tył, uciec przed odpowiedzialnością. Ale nie tak powinna postępować liderka Orłów. Zawróciła konia i podprowadziła go z powrotem do zajazdu, do cholery jest przecież liderką Orłów i musi brać odpowiedzialność za siebie i swoje zwierzaki. Postarała się przybrać minę w stylu ,,to nie ja ,koń poniósł'' i wjechała na podwórzec karczmy. Natychmiast spostrzegła stojącego przy ugryzionym ogierze młodego przystojnego mężczyznę ,jak się domyślała jego właściciela. Ich spojrzenia spotkały się.
- Maau - zamiauczał Fireheart siedzący na zadzie klaczy Dante doskonale rozumiała co chciał powiedzieć i całkowicie się z nim zgadzała, ,,przerąbane''
Tajemniczy właścicielu konia?
środa, 18 listopada 2015
Wygrywa nie ten który nie upada, lecz ten który szybko się podnosi
Imię: Dante
Nazwisko: Rubkat
Przydomek: Duch morza
Wiek: 21 lat
Płeć: Kobieta
Rasa: Człowiek, przynajmniej w większości
Rodzina: Ojca widziała tylko kilka razy w życiu o ile wie wciąż ,żyje i ma się dobrze, jej matka była w połowie elfem zmarła po tym jak stratował ją jej własny koń , ma jeszcze brata ale nie widziała go już od dawna.
Miłość: A proszę bardzo.
Aparycja: Dante jest dość wysoka i dobrze zbudowana a przy tym bardzo urodziwa. Sięgające pasa białe włosy zwykle związuje w koński ogon a z pozostałe nad czołem krótsze pasma zaplata w warkoczyki.Jej cera jest rumiana , gładka i blada przez większą część roku (nie licząc lata kiedy to wygląda jak gotowany rak). Dante często się rumieni co często jej błędnie interpretowane przez młodych mężczyzn którzy nie wiedzieć czemu wysiadują pod oknami jej domu ,jej usta wyglądają jak stworzone do całowania (spróbuj się do niej dobrać a stracisz ręce nogi i nie tylko)a morsko-zielone oczy miotają błyskawice z pod długich rzęs. Pamiątką po elfich przodkach są spiczaste uszy i zgrabne dłonie.Na jej ciele próżno będziesz doszukiwał się blizn Dante lubi tłumaczyć to tym ,że jest zbyt dobra by ją zranić (co po części jest prawdą) ale prawda jest taka ,ze jej rany szybko się goją a powstałe blizny znikają bez śladu w ciągu kilku tygodni.Co do ubrania to obowiązkowym elementem jej stroju jest pas i dwuręczny miecz oraz skórzane buty do jazdy konnej.Przeważnie chodzi w luźnych granatowych spodniach i tunice tego samego koloru, oraz skórzanym napierśniku.W sukniach nie chodzi i prędzej zapuści wąsy niż jakąkolwiek założy.
Zainteresowania: W wolnym czasie Dante rozrzuca włosy na wiatr i cwałuje po łąkach ,klifach i polach...oczywiście chciałaby żeby to tak wyglądało bo w rzeczywistości większość swojego czasu poświęca na opiekę nad swoimi zwierzakami i końmi ciotki (ale to brzmi dużo mniej romantycznie). Przez resztę czasu który ma dla siebie szlifuje swoje i taki już zabójcze umiejętności , czyta książki ewentualnie wychodzi powłóczyć się po ulicach żeby posłuchać wędrownych bajarzy albo zobaczyć czy może komuś dokopać.
Charakter: Dante to odważna i inteligentna osoba ,jest towarzyska i wygadana ,urodzony przywódca,nie była by sobą gdyby nie odpowiedziała na zaczepki jakimś złośliwym komentarzem.Ceni sobie kreatywności i indywidualność. Lubi rozśmieszać swoje towarzystwo opowieściami z pogranicza prawdziwego życia i fantazji ,ma skłonności do mitomanii ,jeśli zajdzie taka potrzeba stanie się świetną aktorką i wręcz idealnym kłamcą.Gdy wymaga tego sytuacja potrafi zachować absolutną powagę.Jest stała w poglądach i uczuciach zawsze lojalna wobec swoich przyjaciół za którymi jest gotowa skoczyć w ogień.Nie lubi narażać życia innych ,zwłaszcza kiedy są to osoby nieznane jej zbyt dobrze ,a skoro przy obcych jesteśmy,Dante już w dzieciństwie nauczyła się ,że ,,kto zaufał ten frajer'' tak więc zaufanie ludziom przychodzi jej trudno, choć szczyci się tym ze na pierwszy rzut oka potrafi trafnie ocenić człowieka.Uparta i energiczna i chwilami wydawać się może ,że zapadłą na ciężki przypadek ADHD. Jest szlachetna wierna i odpowiedzialna , jednak wszystkie jej zalety są równoważone przez jeszcze liczniejsze wady.Jest próżna i pyskata ,czasami wykorzystuje swój spryt tylko po to żeby wykpić się od obowiązków czy uniknąć odpowiedzialności (stara się z tym walczyć ze zmiennym skutkiem).Po śmierci matki musiała szybko dorosnąć , teraz po tych wszystkich latach rekompensuje sobie stracone dzieciństwo ,niedojrzałym wręcz dziecinnym zachowaniem.Czasami oczekuje od ludzi czegoś ponad ich siły tylko dlatego ,że wydaje jej się ,że skoro ona może to zrobić to inni tym bardziej.Mimo wszystko lepiej być jej przyjacielem niż wrogiem.
Miasto rodzinne: Wychowywała się w małej wiosce na północ od Ikramu.
Klan: Orły z Ikramu
Pozycja: Lider
Punkty pojedynku: 26
Profesja: Szermierz, Łucznik
Broń: Posiada dwuręczny miecz ,który pieszczotliwie nazywa Iskierką , cisowy łuk którym posługiwał się jeszcze jej pradziadek oraz sporą kolekcję sztyletów różnej wielkości, no i to tyle bo obawiam się ,że wszystko co jest pod ręką się nie liczy.
Umiejętności: Jest doskonałym jeźdźcem i po mistrzowsku posługuje się mieczem szablą i sztyletami z łuku i kuszy strzela nie gorzej a świadkowie zeznają ,że wręcz walczy jak szatan.Swego czasu uczyła się władać magią jednak z powodu nie tyle braku umiejętności co zwykłego lenistwa dziś pamięta tylko kilka drobnych zaklęć.Potrafi pływać i nurkować oraz skakać z klifów do morza nie łamiąc sobie przy tym karku (co patrząc na wielkość skarp jest sporym osiągnięciem)
Towarzysz: Ma mnóstwo różnych zwierzaków ale jedyny który stale jej towarzyszy to jej kocur Fireheart.
Wierzchowiec: kelpie Skata
Nick na howrse: agora
Nazwisko: Rubkat
Przydomek: Duch morza
Wiek: 21 lat
Płeć: Kobieta
Rasa: Człowiek, przynajmniej w większości
Rodzina: Ojca widziała tylko kilka razy w życiu o ile wie wciąż ,żyje i ma się dobrze, jej matka była w połowie elfem zmarła po tym jak stratował ją jej własny koń , ma jeszcze brata ale nie widziała go już od dawna.
Miłość: A proszę bardzo.
Aparycja: Dante jest dość wysoka i dobrze zbudowana a przy tym bardzo urodziwa. Sięgające pasa białe włosy zwykle związuje w koński ogon a z pozostałe nad czołem krótsze pasma zaplata w warkoczyki.Jej cera jest rumiana , gładka i blada przez większą część roku (nie licząc lata kiedy to wygląda jak gotowany rak). Dante często się rumieni co często jej błędnie interpretowane przez młodych mężczyzn którzy nie wiedzieć czemu wysiadują pod oknami jej domu ,jej usta wyglądają jak stworzone do całowania (spróbuj się do niej dobrać a stracisz ręce nogi i nie tylko)a morsko-zielone oczy miotają błyskawice z pod długich rzęs. Pamiątką po elfich przodkach są spiczaste uszy i zgrabne dłonie.Na jej ciele próżno będziesz doszukiwał się blizn Dante lubi tłumaczyć to tym ,że jest zbyt dobra by ją zranić (co po części jest prawdą) ale prawda jest taka ,ze jej rany szybko się goją a powstałe blizny znikają bez śladu w ciągu kilku tygodni.Co do ubrania to obowiązkowym elementem jej stroju jest pas i dwuręczny miecz oraz skórzane buty do jazdy konnej.Przeważnie chodzi w luźnych granatowych spodniach i tunice tego samego koloru, oraz skórzanym napierśniku.W sukniach nie chodzi i prędzej zapuści wąsy niż jakąkolwiek założy.
Zainteresowania: W wolnym czasie Dante rozrzuca włosy na wiatr i cwałuje po łąkach ,klifach i polach...oczywiście chciałaby żeby to tak wyglądało bo w rzeczywistości większość swojego czasu poświęca na opiekę nad swoimi zwierzakami i końmi ciotki (ale to brzmi dużo mniej romantycznie). Przez resztę czasu który ma dla siebie szlifuje swoje i taki już zabójcze umiejętności , czyta książki ewentualnie wychodzi powłóczyć się po ulicach żeby posłuchać wędrownych bajarzy albo zobaczyć czy może komuś dokopać.
Charakter: Dante to odważna i inteligentna osoba ,jest towarzyska i wygadana ,urodzony przywódca,nie była by sobą gdyby nie odpowiedziała na zaczepki jakimś złośliwym komentarzem.Ceni sobie kreatywności i indywidualność. Lubi rozśmieszać swoje towarzystwo opowieściami z pogranicza prawdziwego życia i fantazji ,ma skłonności do mitomanii ,jeśli zajdzie taka potrzeba stanie się świetną aktorką i wręcz idealnym kłamcą.Gdy wymaga tego sytuacja potrafi zachować absolutną powagę.Jest stała w poglądach i uczuciach zawsze lojalna wobec swoich przyjaciół za którymi jest gotowa skoczyć w ogień.Nie lubi narażać życia innych ,zwłaszcza kiedy są to osoby nieznane jej zbyt dobrze ,a skoro przy obcych jesteśmy,Dante już w dzieciństwie nauczyła się ,że ,,kto zaufał ten frajer'' tak więc zaufanie ludziom przychodzi jej trudno, choć szczyci się tym ze na pierwszy rzut oka potrafi trafnie ocenić człowieka.Uparta i energiczna i chwilami wydawać się może ,że zapadłą na ciężki przypadek ADHD. Jest szlachetna wierna i odpowiedzialna , jednak wszystkie jej zalety są równoważone przez jeszcze liczniejsze wady.Jest próżna i pyskata ,czasami wykorzystuje swój spryt tylko po to żeby wykpić się od obowiązków czy uniknąć odpowiedzialności (stara się z tym walczyć ze zmiennym skutkiem).Po śmierci matki musiała szybko dorosnąć , teraz po tych wszystkich latach rekompensuje sobie stracone dzieciństwo ,niedojrzałym wręcz dziecinnym zachowaniem.Czasami oczekuje od ludzi czegoś ponad ich siły tylko dlatego ,że wydaje jej się ,że skoro ona może to zrobić to inni tym bardziej.Mimo wszystko lepiej być jej przyjacielem niż wrogiem.
Miasto rodzinne: Wychowywała się w małej wiosce na północ od Ikramu.
Klan: Orły z Ikramu
Pozycja: Lider
Punkty pojedynku: 26
Profesja: Szermierz, Łucznik
Broń: Posiada dwuręczny miecz ,który pieszczotliwie nazywa Iskierką , cisowy łuk którym posługiwał się jeszcze jej pradziadek oraz sporą kolekcję sztyletów różnej wielkości, no i to tyle bo obawiam się ,że wszystko co jest pod ręką się nie liczy.
Umiejętności: Jest doskonałym jeźdźcem i po mistrzowsku posługuje się mieczem szablą i sztyletami z łuku i kuszy strzela nie gorzej a świadkowie zeznają ,że wręcz walczy jak szatan.Swego czasu uczyła się władać magią jednak z powodu nie tyle braku umiejętności co zwykłego lenistwa dziś pamięta tylko kilka drobnych zaklęć.Potrafi pływać i nurkować oraz skakać z klifów do morza nie łamiąc sobie przy tym karku (co patrząc na wielkość skarp jest sporym osiągnięciem)
Towarzysz: Ma mnóstwo różnych zwierzaków ale jedyny który stale jej towarzyszy to jej kocur Fireheart.
Wierzchowiec: kelpie Skata
Nick na howrse: agora
Subskrybuj:
Posty (Atom)
