Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Beatrice. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Beatrice. Pokaż wszystkie posty

piątek, 24 lutego 2017

Od Beatrice (CD Margaret)

        - Znam jakże cudowną i przyzwoitą tawernę, która będzie wręcz idealna do kontynuowania naszej świetnej zabawy! - Beatrice oczywiście miała na myśli, tawernę z której wywalono ją na zbity pysk, jednak ominięcie tego wydawało się jak najbardziej na miejscu. Miała już śmiało i pewnie postawić stopę na stopniu, gdy tak samo ''pewnie'' runęła by w dół po schodach. Przed tym zacnym upadkiem uratowała ją drobna i niziutka osóbka, która po chwili jednak okazała się dorosłą kobietą. Najpewniej gdyby nie kobiece atrybuty, uznała by ''to'' za dziecko. Jednakże etykieta wypada by podziękować za uratowanie dupy.
  - Dziękuje...? - Zaczęła, sama dziś nie wiedziała jakim cudem, udaje jej się zaczynać tak łatwo rozmowy. Kto by pomyślał, że alkohol potrafi działać takie cuda. Osoba zmierzyła ją nienaturalnie ciemnymi oczami.
  - Vanessa... Liderka Słowików z Knowhere, nie ma za co - odpowiedziała po chwili, jakby wahała się przed ujawnieniem swojej tożsamości. Ocalona uśmiechnęła się do nowo poznanej kobietki, choć gdyby tak uważniej się jej przyjrzeć, śmiało można powiedzieć, że Vanessa ją trochę przerażała.
  - Beatrice... Beatrice Martoi, pff Algat - parsknęła śmiechem na co czarnowłosa zareagowała wzruszeniem ramionami i po prostu odeszła zostawiając Mag i Beatrice same. Nie za bardzo się tym przejęła, szczerze nie zwróciła na to nawet uwagi. Pociągnęła Margaret za sobą, która wydawała się zapuszczać korzenie.
  W sumie okazało się, że z Mag całkiem sympatycznie się rozmawiało - była w szoku, że tak łatwo przychodziła jej wymiana myśli z nowo poznaną dziewczyną. Beatrice nie wiedziała tylko, czy był to efekt wypitego wina na pseudo balu, czy po prostu nowo poznana dziewczyna tak na nią działała. Na początku ich znajomości, dała by sobie prawą rękę odciąć (święta ręka, w której zawsze trzyma kufel piwa), że nie będzie z tego, żadnej głębszej znajomości. A tu okazuje się, że idą razem dalej się bawić i rozerwać. Jednak Margaret nie wydawała się pewna, czy robi dobrze. Wyglądała na lekko zagubioną i dość zdezorientowana otwartością Beatrice. Ale jak zawsze Tris, totalnie tego nie zauważyła i nie zwracając uwagi na słowa Mag, wepchnęła ją siłą do tej samej tawerny, z której ją wylano. Wciągnęła do nosa znajomy zapach piwa i dymu, który unosił się w pomieszczeniu. Gdy rozejrzała się nie dostrzegła tych mężczyzn, z którymi wszczęła bójkę. Po raz kolejny tego wieczoru, pociągnęła Margaret za sobą. Usadowiły się wygodnie przy jednym z pustych stolików, prosząc gospodarza o dwa kufle zimnego piwa.
***
        W całej gospodzie, rozległ się perlisty śmiech Beatrice i Margaret, która wyraźnie była już pijana i nie bardzo wiedziała, co się dookoła dzieje. Praktycznie wszystko ją śmieszyło a coraz słabsze żarty Tris, wzbudzały w Mag głośniejsze fale chichotu. Zmora w sumie śmiała się albo z swojej towarzyszki lub z samej siebie. Ewentualnie z wielkiego czerwonego nosa, typowego pijaka...
  - Poznaje cię ty dupny, śmierdzący gałganie! - Wrzasnęła nagle na całą tawernę, wstając z miejsca chamsko pokazując palcem na grubego mężczyznę. Wokoło rozległa się głucha cisza a w tle, brakowało tylko świerszcza
  Mężczyzna potrzebował dłuższej chwili by poznać jakże wychowaną kobietę, która na niego wskazywała. Margaret nie mogąc się powstrzymać parsknęła śmiechem, co było wręcz przekomiczne.
  - TY! Ty jesteś tą przebrzydłą francą!!! - wrzask mężczyzny idealnie komponował się ze śmiechem Mag. Beatrice uśmiechnęła się zawadiacko, rozrzucając dłonią swoje brązowe włosy.
  - We własnej osobie! - krzyknęła, na co Mag podniosła kufel piwa niczym do toastu, co wyraźnie Tris się spodobało.
  Zabsorbowana śmiechem z towarzyszką nie zauważyła, że mężczyzna potoczył się w ich stronę niczym wielka mięsna kula w rezultacie lądując na stole. Beatrice miała już sięgać po miecze (którymi i tak wiele by nie zdziała), gdy zauważyła, że podłoga pokryła się cienką warstwą lodu, przez co mężczyzna z impetem runął na stół łamiąc go na pół. Margaret, najwyraźniej przestraszona, tak właśnie zareagowała. Najbardziej komiczną częścią tej sytuacji było to, że trunek w kuflach także zamarzł. Niektórzy mieli je przymarznięte przy ustach, przez co szaleńczo rzucali się po tawernie, próbując się oswobodzić. Kiedy Beatrice zorientowała się, że wypadało by złapać Mag i ulatniać się z gospody mężczyzna był przy na wpół przytomnej Mag. Tris bez zastanowienia chwyciła gliniany kufel piwa i z całych sił przywaliła nim o głowę narwańca. Nie wzięła pod uwagę tego, że zawartość była zamarznięta. Po raz kolejny mężczyzna padł jak długa na ziemię a Beatrice korzystając z okazji, wzięła pod rękę pijaną Mag i wyszły z lokalu.
  W sumie wszystko szczęśliwie by się skończyło, gdyby nie to, że jakiś przechodzień lekko szturchnął niechcący Tris. Nie zwracając uwagi na ''pół martwą'' towarzyszkę, rzuciła się w wir potyczki słownej z której wyszła oczywiście zwycięsko. Poszła dumnie dalej, orientując się dopiero po chwili, że chyba czegoś jej brakuje. Spanikowana odwróciła się do tyłu, gdzie na środku ulicy leżały ''prawie zwłoki'' Mag. Szczęśliwy los chciał tak, że właśnie nadjeżdżał powóz a woźnica w sumie miał gdzieś, że na ulicy leży jakieś sponiewierane ciało. Beatrice rzuciła się na Margaret, ratując ją i siebie przed zmiażdżeniem przez kopyta konia i koła. Kolejnym szczęśliwym trafem okazało się, że obie wylądowały w rynsztoku. Kobieta głośno zaklęła, próbując się wydostać z wody pomieszanej ze ściekami. Sama wyszła z kanału, wyciągając, nadal bezwładne, ciało Margaret. Cała brudna i śmierdząca, przerzuciła dziewczynę przez ramię i ruszyła w stronę domu Dante.
***
        Wyraźnie czując już ciężar Margaret, kiedy dostrzegła drzwi do domu Rubkat, westchnęła z ulgą. Weszła do dużego holu, kładąc (żeby nie powiedzieć ''rzuciła'') Margaret na podłodze, która zachichotała cicho, ale nadal sprawiała wrażenie zwłok. Beatrice porozciągała się trochę i znowu zarzuciła sobie Mag przez ramię, kierując się w stronę schodów, gdzie znajdowała się mała łaźnia. Ciekawa była ile pieniędzy wybuliła na ten dom Dante, ale ta myśl uciekła tak szybko jak i się pojawiła. Była już praktycznie na górze, gdy Margaret ześlizgnęła się jej i bezwładnie niczym worek kartofli runęła w dół. Dziewczyna zakryła usta dłonią, bo nie wiedziała czy zacznie krzyczeć czy też parsknie śmiechem. Podeszła do najbliższych drzwi, mając nadzieję, że nikogo tam nie będzie - tak bardzo się przeliczyła. W pokoju, który był gabinetem Dante - siedziała właścicielka domu i ten sam mężczyzna z którym tańczyła na pseudo balu. Grali w karty, ale przerwali grę gdy ujrzeli Beatrice.
  - Eee, witajcie, co robicie? - zapytała jąkając się.
  - Gramy w Czarnego Piotrusia - odpowiedziała Dante, jednocześnie zrzucając ze stołu złote monety. Tris uznała, że tego nie widziała. Czy w ''Czarnego Piotrusia'' nie gra się przypadkiem w co najmniej trzy osoby? Ale nie zapytała się o to, bo Dante jeszcze kontynuowała - Co to był za hałas na schodach?
  Nastąpiła chwila milczenia, a Beatrice podrapała się w tył głowy.
  - To...? Em, to na pewno nie było bezwładne ciało Margaret! Skąd... to nic wielkiego - odpowiedziała, co Dante skomentowała tylko zmieszanym wyrazem oczu i w sumie nie dała po sobie poznać, że się tym jakkolwiek przejęła. Bea, już miała zamykać drzwi, gdy Dante znowu ją zatrzymała.
  - Beatrice! Nie wiedziałam, że umiesz grać na dudach - pochwaliła Tris stara przyjaciółka. Cisza znowu trochę potrwała nim odpowiedziała.
  - Bo nie umiem - odpowiedziała, a Dante zrobiła zdziwioną minę, więc pośpieszyła z wyjaśnieniem - Pod wpływem alkoholu, potrafisz wszystko - Skończyła i powoli, wręcz dramatycznie wolno zamknęła za sobą drzwi.
  Poszła na dół po, nadal nie przytomną, Margaret. Tym razem bez większych problemów trafiły do małej, skromnie urządzonej łaźni. Na jej środku stała duża drewniana wanna, wypełniona ciepłą, parującą wodą. Wrzuciła do niej kostkę mydła. Rozebrała Margaret wkładając ją do wanny.
  - Tylko się nie top - rzuciła przez ramię i sama wolno zaczynała szykować się do kąpieli. Gdy została na niej tylko sama halka spojrzała w stronę wanny. Niestety głowy Margaret - brak.
  Rzuciła się w jej stronę i spanikowana wyciągnęła głowę dziewczyny z podwody.
  - Mówiłam, że masz się nie topić! - krzyknęła zrozpaczona, a złośliwość rzeczy martwych sprawiła, że stanęła na jednym z mydeł które były przy wannie. Wpadła do wody i im bardziej chciała się wydostać, tym bardziej opornie jej to szło. Usłyszała skrzypienie drzwi i odruchowo skierowała tam swój wzrok.
  - Beatrice.. słyszałam hałas i... - na tym Dante skończyła, gdy zobaczyła Margaret i w połowie zanurzoną w wannie Tris. Bez słowa z bezcennym wyrazem twarzy wyszła z łaźni. Bea zrobiła się czerwona jak pomidor i swoją złość chciała wyładować uderzając pięścią w wodę - dobrze wiemy jak to się skończyło, ostatecznie wpadła do wody cała i jak poparzona z niej wyskoczyła.
***
        Wykończona, robiąc za cień samej siebie ubrała w piżamę Margaret i siebie. Zaniosła ją ledwo do sypialni gościnnej, która była sypialnią Mag. Rzuciła ją byle jak na łóżko a sama bez zastanowienia runęła na łoże, nie zwracając uwagi, że to nie jej komnata. Zasnęła wyjątkowo szybko i spała twardo niczym głaz.
***
        Otworzyła wolno oczy, ziewając szeroko. Przeciągła się leniwie i dopiero po dłuższej chwili spojrzała na wybudzającą się Margaret. Ta tylko kiedy dostrzegła Zmorę szybko przykryła się kołdrą czerwona jak burak. Beatrice przewróciła tylko oczami, nie zwracając na nią uwagi.
  - Proszę... powiedź, że tu do niczego nie doszło - powiedziała, z załzawionymi ze złości i przerażenia oczami. Bea słysząc jej przykry ton głosu postanowiła to wykorzystać i trochę pożartować - tryb zgrywus włączony. Coraz trudniej było jej zachować powagę i lada chwila zacznie się śmiać niczym obłąkana.
  - No cześć, kochanie - powiedziała, opierając się na łokciu puszczając do dziewczyny oczko.

Margaret? Czemu ja się na to godziłam :')
#NOHOMO ;P

piątek, 23 grudnia 2016

Od Beatrice

        Beatrice dotarła do jedynej zwyczajnej części miasta, jakim był port. W mieście tym pojawiła się pierwszy raz w swoim życiu, a Ikram już z daleka wydawał się imponujący. Gdy zeszła z platformy niemal znikła w tłumie zróżnicowanych przechodniów, jednak najgorsze miała dopiero przed sobą. Wyrwała się z tłumu tłoczących się osobników. Przeszła z portu na główną ulicę miasta - o mało nie dostając oczopląsu. Wszechobecne jaskrawe kolory, serpentyny zawieszone na sznurkach przywiązanych pomiędzy budynkami. Mnóstwo świecidełek i innych z dupy światełek. Mogła by także, śmiało powiedzieć, że na tej ulicy zobaczyła wszystkie rasy, które opanowały Dar-Viriie. Uśmiechnięci i rozpromienieni przechodnie, nie zwracali uwagi na stojącą sztywno, zdezorientowaną dziewczynę.
  - Dante mówiła co innego... - mruknęła z oburzeniem. Beatrice nie była przygotowana na cały ten chaos, który tu panował. Wszystkiego i wszystkich było zdecydowanie za dużo. Po chwili wahania, postanowiła ruszyć się z miejsca. Zgrabnie omijała roześmianych przechodniów, szukając wzrokiem jakiegoś budynku, który był by odcięty od tego rabanu, był by miejscem ustronnym dla zdezorientowanej dziewczyny. Chciała usiąść na chwilę i poukładać swoje rozrzucone myśli. Jej logiczne i uporządkowane myślenie wyjechało na wakacje, pozostawiając Beatrice i jej głupi tok myślenia, samej sobie.
  Rubkat wspominała w liście, w którym wysłała do Beatrice, o jakimś balu organizowanym z powodu święta Tolerancji. Wniosek nasuwał się sam i nie potrzebował jakieś specjalnej pomocy, w przeciwieństwie do zagubionej Beatrice. Dziewczyna specjalnie odczekała dość długi okres czasu, zanim przybyła do Ikramu, żywiła cichą nadzieje, że gdy już się tu znajdzie, będzie już dawno po balu i uroczystościach. Ale jak to zawsze w jej życiu, wszystko diabli wzięli! Święto Tolerancji i bal odbywa się akurat wtedy gdy ona przybyła do miasta. Cóż za złośliwy zbieg okoliczności, prawda? Beatrice nie widziało się wybrać się na takowy. W dość specyficzny sposób, wyróżniała by się z, pomiędzy nadętymi pychą kobietami, obwieszonymi kosztownościami niczym półka w sklepie jubilerskim. Dziewczyna, przyodziana była w zbroje i miała przy sobie, swoje dwa miecze. Nawet nie przystoi ukazać się na balu, mając przy sobie broń. Zresztą, była brudna i teraz nie myślała o niczym innym jak o kąpieli w ciepłej wodzie.
  Cudem wyrwała się z tłumu i skierowała się w stronę, zauważonego przez nią budynku. Szyld nad drzwiami głosił: ''Pod Łabędziem''. Dość szykowna nazwa, dla takiego lokalu, który prezentował się dość negatywnie. Otworzyła drzwi i stanęła na progu, oglądając jego wnętrze. Wyjątkowo obskurne, a po chwili doszedł do niej zapach piwa i dym papierosowy. Tego drugiego szczerze nie znosiła, jednak nie chciała dalej przepychać się przez tłumy, by szukać innej knajpy. Przy niektórych stolikach siedziało, parę typów z pod ciemnej gwiazdy. Nie zwrócili szczególnej uwagi na wchodzącą do baru Beatrice. Spojrzeli na nią szybko i tak samo szybko wrócili do swoich bezcelowych zajęć przy stole. Dziewczyna tak samo obojętnie nastawiona była, jak oni do niej. Wolnych krokiem przeszła przez knajpkę, ostatecznie siadając przy barze.
* * *
        Nie zaczęła nawet czwartego kufla piwa, gdy usłyszała basowy głos mężczyzny.
  - Ty przebrzydły psie! Oszukałeś mnie! - ryknął wysoki, przy tuszy mężczyzna, gwałtownie podrywając się z miejsca, przewracając przy tym krzesło. Beatrice zmierzyła go znużonym wzrokiem. Był naprawdę ogromny, jednak jeszcze coś ogromnego przykuło jej uwagę. Wielki czerwony nochal, typowego alkoholika. Wywołało to u dziewczyny śmiech, który postarała się zdusić.
  - Zgłupiałeś pan?! - zaczął się bronić dużo szczuplejszy mężczyzna. Podniósł on ręce do góry, jakby chciał dać gestami do zrozumienia, że to nie on.
  - Widziałem gnido, że to ty! Franco przebrzydła oddawaj moje pieniądze, bo ci kości połamie! - krzyczał ogromny mężczyzna. Beatrice zdążyła mu wymyślić jakże idealną ksywkę, a konkretnie został on dla niej: ''biedną poszkodowaną beczułką''. Mężczyzna, który dostał jakże wyjątkową nazwę, rzucił stołem a karty, w które grali rozleciały się dookoła nich.
  - Richard, opamiętaj się! - osądzony nadal próbował się bronić i cofnął się o krok, o mało się nie potykając o swoje własne nogi.
  - Wiedziałem co z ciebie za gnój Lish! - wrzeszczała beczułka. Beatrice zaciekawiona rozwojem wydarzeń, nadal oglądała spektakl. Richard strzelił w mordę Lish'owi a ten nie mając żadnych szans, padł jak długi na kamienną posadzkę. Złapał się za nos, z którego zaczęła cieknąć powoli krew.
  - Złamałeś mi nos palancie! - oburzył się leżący mężczyzna choć można to było porównać do śmiesznego bulgotania. Mężczyzna opierał się na łokciu i próbował się odczołgać najdalej jak to tylko możliwe od jego byłego towarzysza.
  - Za chwilę połamie ci coś więcej! - ryknął i ruszył w stronę tamtego mężczyzny.
  Beatrice z wyraźnymi nerwami, odłożyła piwo.
  - Nawet piwa nie można wypić w świętym spokoju... - mruknęła pod nosem, już zdenerwowana. Wstała szybko i rzuciła krzesłem w plecy olbrzyma, cudem było by nie trafienie. Nastąpiła chwila ciszy. Mężczyzna odwrócił się i wlepił wściekły wzrok na dziewczynie. Powoli wyciągając miecz, mówiła równie melancholijnie.
  - Drodzy panowie... proszę o łaskawe zaprzestanie bójki i niszczenia tego zacnego lokalu... I daj ta mi się w spokoju napić piwa!
  Nie trzeba tłumaczyć co było dalej: latające ciała, krzesła i rozróba na cały lokal. Zabawa i aktywne spędzenie czasu - gwarantowane!
* * *
        Ostatecznie skończyło się na tym, że została jako pierwsza perfidnie wyrzucona z lokalu (pewnie dla tego, że była najlżejsza). Bitka pewnie trwała dalej, tylko bez Beatrice.
  Leżała na plecach dzierżąc niebezpieczną broń, jaką była biedna urwana noga od krzesła. Tak sobie leżąc wypowiadała się wyjątkowo bogato i na poziomie typowego kmiecia, który zamiast przecinków używa bluzgów i innych zaiste interesujących określeń. Nad jej poobijaną mordką pojawiła się twarz obcego jej mężczyzny. Wydawał się choć w jakieś minimalnej mierze normalny. Biało włosy uśmiechnął się do leżącej plackiem Beatrice po czym podał jej dłoń, by pomóc jej wstać. Wstała i od razu tego pożałowała. Odczuła okrutne kłucie w okolicach krzyża i ból z tyłu głowy, gdzie aktualnie tworzył się pokaźny guz. Na ramieniu miała dłoń brązowowłosej dziewczyny o zimnym spojrzeniu, który właśnie ją przewertował.
  - Ekhem... przepraszam - rzuciła oschle i puściła Beatrice, pozbawiając ją oparcia. Dziewczyna zachwiała się to do przodu a to znowu do tyłu, próbując znaleźć równowagę. Pomógł jej w tym białowłosy mężczyzna.
  - Witaj!Jestem Rei a to moja młodsza siostra Margaret - powiedział szybko, zdecydowanie za szybko dla oszołomionej Beatrice. - A ty? Jak się nazywasz?- Dziewczyna zmierzyła go nie przytomnym wzrokiem.
  - Gówno cię to obcho... - nie zdążyła dokończyć, gdyż znowu się zachwiała, ten jednak nadal ją podtrzymywał. - Beatrice - wycedziła z siebie.
  - Reimenth, zostaw ją i chodźmy już do Dante... spóźnimy się - znowu ten zimny ton głosu i pełne wyrzutu spojrzenie, skierowało się na brunetkę, którą podtrzymywał białowłosy. Ten wydawał się totalnie ignorować swoją siostrę i jej słowa.
  - Czekaj... Dante powiedziałaś? O Dante Rubkat ci chodzi? Znam ją, szukam jej - powiedziała Beatrice, lekko ożywiona tą informacją. Margaret kiwnęła tylko głową, potwierdzając to.
  - Ej, Beatrice! - krzyknął Rei, a dziewczyna posłała mu pełne mordu spojrzenie. Jeszcze raz krzyknie jej prosto do ucha, to osobiście odetnie mu głowę. - Idziesz z nami na bal? - zapytał zaciekawiony i podekscytowany.
  - Nie
  - No dobra jak chcesz - puścił ją jednocześnie - bo my jeszcze idziemy do Dante więc wiesz...
  Tu ją złapał. Nie musiał czekać, gdyż zrównała się z nimi i ruszyła wraz z dwójką, najwyraźniej, rodzeństwa.
* * *
        Gdy przekroczyli próg domostwa Dante, Liderki Orłów, ona czekała już na nich. Przywitała Rei'a i Margaret a jej wzrok zatrzymał się na Beatrice. Zmierzyły się wzrokiem i na ustach obu pań pojawił się uśmiech. Wpadły w sobie w ramiona, pomijając fakt, że dusiły siebie nawzajem. Nie widziały się dobre parę lat a to było ich pierwsze spotkanie od tego czasu. Wymieniły parę szybkich słów i innych z dupy zwrotów grzecznościowych, po czym cała czwórka ruszyła szykować się na bal.
  Upragniona kąpiel w końcu została przygotowana dla Beatrice i jej dzisiejsze marzenie zostało spełnione. Niestety... czekała na nią okrutna wiadomość. Jej zbroja i ciuchy znikły, zostały zastąpione suknią balową. Dziewczyna dosłownie, zdębiała na jej widok. Długa, powłóczysta suknia czekała tylko na jej ciało. Miała jasny, subtelny beżowy kolor. Na jej końcach, były doczepiane kokardy ozdobne, tego samego koloru. Biała koronka o ślicznym wzorze także ozdabiała brzegi sukni. Ramiona i plecy były odkryte, a jej przeszło przez myśl, jak to będzie się trzymało? Z bólem serca założyła suknię. Nie upięła włosów i nawet nie łaska było poprawić ust szminką. Wystarczającą męką były buty na obcasach i ciężka suknia, krępowało jej ruchy w dziewięćdziesięciu dziewięciu koma dziewięciu procentach ruchy. Dołączyła do Margaret i Dante, które także się przygotowywały. Została poproszona przez białowłosą o zapięcie gorsetu... zdecydowanie przesadziła.

Rei? Boshe, nie bij, wybacz i oszczędź ;_;

Świat się zmienia, słońce zachodzi, a wódka się kończy

Imię: Beatrice
Nazwisko: W każdym mieście jest inne, jednak prawdziwe to Algat
Przydomek: Zmora Nocna
Wiek: Będzie z 19 przeżytych wiosen, więc jest w kwiecie wieku. Cała młodość przed nią! (no i problemy z tym związane).
Płeć: Kobieta
Rasa: Najwięcej to ona ma z człowieka, lecz jej szpiczaste uszy nie pozostawiają złudzeń.
Rodzina: Przybyła do Dal-Virii, w poszukiwaniu swojej ciotki, która podobno kiedyś przybyła do Ikramu. Jej rodzice, wąchają kwiatki od dołu, przeszło trzy lata. A jedyną osobą, znaną jej osobą jest ciotka Arami. Wszyscy z jej najbliższej rodziny była chociaż w większości ludźmi, jednak jej dziadek od strony ojca był elfem, co pewnie tłumaczy wygląd jej uszu.
Miłość: Jak mniemam to taki wirus, tak?
Aparycja: Beatrice na pierwszy rzut oka nie wyróżnia się niczym specjalnym. Ot co, zwykła kobieta przyodziana w zbroje, cóż w tym dziwnego? No nic, ale opiszmy ją tu jak każą.
  Dziewczyna jest wzrostu przeciętnego, gdyż mierzy sobie z około 165 cm. Posiadaczka wyjątkowej zgrabnej, szczupłej sylwetki. Natura pożałowała jej jednak tego i owego, dlatego biustem nie ma co się chwalić. Trzeba jednak przyznać, że tyłek to ma naprawdę boski. Nie jest jakaś chuderlawa, która składa się z samych kości i skóry. Tłuszcz, zamiast się gromadzić tam gdzie Beatrice pragnie (o biuście tu mowa, nie dajmy się oszukać), idzie raczej w partie dolne, czyli uda. Powoduje to, że ma troszkę więcej ciałka, co przyciąga wzrok płci mniej pięknej. Na brzuchu, można dostrzec lekko zarysowane mięśnie. Ramiona umięśnione, mięśnie wyćwiczone i umocnione, nie dajmy się zwieść, wcale nie są tak delikatne jak wyglądają. Nogi, także są wyćwiczone, a gdy napnie mięśnie, widać ich dokładny zarys. Odznacza się dzięki temu, wyjątkową szybkością i zwinnością, jednak do wytrzymałości jej daleko. Zajmijmy się teraz jej twarzyczką. Ma delikatne rysy twarzy, jednak kości policzkowe są leciutko podkreślone. Usta pełne, lekko zaróżowione jakby stworzone do całowania, co na ten temat ich posiadaczka ma odmienne całkowicie zdanie. Jej nosek, nie jest za mały ani nie jest za duży, dla niej jest wręcz idealny. Uszy, mimo tego, że jest człowiekiem są szpiczaste niczym u rodowitego elfa, co chyba powoduje tylko to, że jej dziadek od strony ojca był elfem. Piwne oczy z lekkim odcieniem zielonego, są wyjątkowo bystre i obserwują otoczenie nie zwykle uważnie. Jej śniada cera, ładnie kontrastuje z brązowymi włosami, które sięgają trochę dalej niż za łopatki. Są one wiecznie rozczochrane, dlatego, że Beatrice zrezygnowała z ciągłych prób ich ujarzmienia
Zainteresowania: Cóż, jednym z takich popularnych sposobów spędzania wolnego czasu to głównie, spędzanie czasu w jakiś knajpach i rozwalanie wszystkiego krzesłem, ewentualnie czyjąś głową.
Charakter: Uparta gnida jak osioł, trzeba to na wstępie zaznaczyć. Jak sobie coś ubzdura, to nie ma przebacz - tak ma być. Jej zdanie jest święte i nikt (oprócz jej samej rzecz jasna) nie ma prawa go podważać. Uważa się za siódmy cud świata, więc do skromności i pokory ułożonej panienki, dzieli ją kawał drogi. Wydaje jej się, że wszystko jest banalnie proste, więc czemu wszyscy dookoła się zamartwiają? Jak ona to często mawia gdy jest podpita: ''Dlaczego ludzie nie myślą? Bo nie są mną, proste.''. Dla dziewczyny cały świat jest banalnie prosty, więc czemu inni wiecznie zabiegani nie potrafią spojrzeć na to z perspektywy Beatrice? Jak każdy nie doskonały człowiek (choć ona uważa się za idealną), popełnia błędy (których, jak ona uważa, nie popełnia i jest to dla niej nie pojęte), niestety jest to dla niej nie zrozumiałe - bo przecież, ona błędów nie popełnia. A jakakolwiek próba korekty jej zachowania, kończy się wyjątkowo długim monologiem, jak to ona jest doskonała. Nie znosi przegrywać. Nie potrafi pogodzić się z jakąkolwiek porażką czy przegraną, więc jest zdolna do sięgnąć po wszelakie sposoby, byle by wygrać. Jest uważana za zarozumiałą żmiję, uważa, że ona wie wszystko najlepiej i nie potrafi pogodzić się z myślą, że ktoś wie więcej od niej. Mimo tego, odzywa się wyjątkowo rzadko i robi to tylko w sytuacjach, które wydają się dla niej odpowiednie i najwięcej zdziałają. Ludzie mawiają jaka to jest wyrachowana w swoim działaniu, oczywiście w złym znaczeniu tego słowa. Mimo tych wielu cech, odznacza się odwagą, może i nawet heroiczną. Nabyła wyjątkowej umiejętności przezwyciężana strachu. Mimo lęku, który przezwycięża, potrafi racjonalnie myśleć i podejmować przemyślane decyzje. W swoich wypowiedziach uwielbia dodawać szczyptę ironii co wychodzi jej naprawdę dobrze.
  Beatrice jest wyjątkowo przebiegła i zmyślna, co idzie w parze z doskonałymi uzdolnieniami szermierskimi. Swój spryt wykorzystuje do celów egoistycznych i samolubnych. Jednak jej delikatne dłonie, potrafią zapracować na posiłek każdego dnia. Po chwili dopiero słyszy wrzaski przechodnia, który kilka sekund temu został niechybnie okradziony, co sprawia jej wyjątkowo dużo radochy.
  Dla obcych ludzi, ukazuje się jako wyjątkowo chłodna i nie ufna. Nie może sobie pozwolić na pierwszy lepszy kontakt z dopiero co poznaną osobą. Trudno się do niej zbliżyć jak i na odwrót.
Przed dłuższą znajomością, musi wybadać grunt na którym stoi. Jednak wiedz, że jeżeli uzna cię za godnego towarzysza, zyskasz, denerwującą co prawda, przyjaciółkę i dobrego kompana.
Jednak może, spróbujmy znaleźć parę dobrych cech u Beatrice. Człowiek nie może składać się tylko z samych wad... Pozytywnych cech jest naprawdę nie wiele, lecz dobrze jeżeli zostaną ujawnione. Beatrice okazuje się bardzo bystrą i zaradną osobą, która potrafi znaleźć wyjście z każdej sytuacji - nawet tej najbardziej beznadziejnej. Kiedy trzeba, potrafi być wyjątkowo błyskotliwa i urocza, jednak musi wymagać tego sytuacja. Właśnie! Beatrice jest jak kameleon - dostosowuje się do zaistniałej sytuacji, potrafiąc ukryć swój przebrzydły charakter.Więc podsumowując - wyjątkowo mściwa i zawzięta z niej osóbka.
Miasto rodzinne: Pochodzi za granic Dal-Virii
Klan: Borsuki z Cleveland
Pozycja: Nowicjusz
Punkty pojedynku: 10
Profesja: Szermierz i Awanturnik
Broń: Przy sobie, zawsze ma dwa obosieczne miecze, idealne by kogoś przeciąć na dwie połowy. Jednak kto jej zabroni rzucać w innych krzesłem jeżeli akurat to ma pod ręką? A nuż kogoś krzesłem pokona?
Umiejętności: Doskonali umiejętność posługiwania się dwoma mieczami - czyli głównie szermierka. Jednakże potrafi zrobić dobry użytek z każdego przedmiotu(krzesła!), który ma pod ręką. Jej rodzaje ataków dzielą się na dwa sposoby. Pierwszy, polega na szybkich, lecz niestety płytkich cięciach mieczami i zwinnymi ruchami - dzięki temu długo potrafi utrzymywać się na nogach, lecz dłużej będzie się męczyła z przeciwnikiem - z tej metody korzysta najczęściej. Druga, polega głównie na sile. Silnie napiera na przeciwnika. Uderzenia mieczem muszą być wystarczająco mocne, a rany głębokie by przeciwnik poległ jak najszybciej. Sposób ten szybko ją męczy, dlatego rzadko z niego korzysta. Co do magii, jej magiczną sztuczką jest umiejętność wypicia tyle gorzały co dwójka rosłych mężczyzn, zachowując przy tym trzeźwy umysł, aż sama jest pod wrażeniem swoich sztuczek ''magicznych''. (Po prostu ma twardy łeb i tyle).
Towarzysz: ''Sama się świetnie bawię''
Wierzchowiec: Radzi sobie, bez dodatkowej mordy do wykarmienia.
Nick na howrse: Natka2222