Kobieta nie spodziewała się niczego, co wydarzyło się tego wieczoru. Potworów, występu muzycznego, zaproszenia do tańca, a już na pewno nie spodziewała się w żadnym stopniu, że Rei pomoże jej bez żadnej prośby. Wszystko (no może poza pierwszym) było dla niej naprawdę miłym zaskoczeniem.
Ale na podziękowania czas przyjdzie później. Na razie słyszała za sobą wcale nie nieznajomy głos kapitana ikramskiej straży, który najwyraźniej rozmyślił się co do puszczenia jej kradzieży obrazu płazem.
Ikramu najwyraźniej żadne z nich dobrze nie znało. Ani Rei, ani Flo nie zatrzymywali się ani na chwilę, by przemyśleć kolejny ruch, czy też pociągnąć towarzysza za rękaw, bo biegnie w złą stronę. Dla kogoś nie znającego żadnej drogi, każdy kierunek wydawał się tym dobrym. I to może właśnie przez tę chaotyczność i brak przemyślenia udało im się w którymś momencie zgubić pościg. W jednej chwili Wiedźma po prostu chwyciła Reimenth'a za ramię i ściągnęła do zacienionej bocznej uliczki, akurat gdy strażnicy wybiegli zza rogu. Uciekinierzy przycisnęli się do ściany, bojąc choćby głośniej odetchnąć. Żołdacy rozejrzeli się skonfundowani, aż w końcu kapitan ostatecznie odpuścił i ruszyli z powrotem w stronę sali balowej. Oszustka ostrożnie wyjrzała zza węgła. Gdy tylko niebezpieczeństwo minęło całkowicie, oparła się z westchnieniem ulgi o ścianę, a z jej ust wyrwał się niekontrolowany chichot. Rei po chwili do niej dołączył.
- Blisko było - rzucił. - Chyba mi na kilka minut serce stanęło.
- Jakby mało nam było wrażeń na jeden wieczór - uśmiechnęła się zdyszana Flo. Bieg wyczerpał ją zdecydowanie szybciej niżby mógł pod działaniem pieczęci. - Który już raz ci będę dzisiaj dziękować?
- Bez znaczenia - chłopak machnął ręką.
- Poważnie pytam - uparła się Floriana. - Trzeci?
- Raczej drugi - poprawił ją Rei. - Pierwszy raz za tą paskudę, a drugi teraz.
- A taniec?
- Taniec?
- Tak, taniec - płomiennooka uśmiechnęła się lekko. - Wierz mi lub nie, ale ostatni raz tańczyłam kilka lat temu i to niekonieczne wedle własnej woli. Także i za to muszę ci podziękować.
- Dobra, może lepiej stąd chodźmy - zaproponował białowłosy, również uśmiechając się delikatnie.
Kobieta kiwnęła głową i ruszyli w dół ulicy, bez jakiegoś konkretnego celu. Ominęli jedynie główną ulicę, by przypadkiem głupio nie wpaść prosto na wracających w stronę sali balowej strażników. W którymś momencie Wiedźma zdała sobie sprawę, że Reimenth chyba jednak wie gdzie idzie.
- Prowadzisz mnie gdzieś? - zapytała w końcu.
Białowłosy jakby otrząsnął się z zamyślenia. Zaśmiał się nerwowo, na co dziewczyna uniosła jedną brew. Zachowywał się tak odkąd padł ostatni potwór. Co go tak onieśmielało?
- Wybacz, zamyśliłem się - wyjaśnił. - Nieumyślnie kierowałem się do domu Dante...przyjaciółki - dodał widząc, że Flo imię niewiele mówiło.
- Nic się nie stało - odpowiedziała. Nagle przypomniała sobie, że dalej ma na ramionach płaszcz Rei'a. Oddała mu go szybko. - Chyba powinnam już iść...
- Czekaj, masz gdzie nocować? - przerwał jej chłopak. Brzmiał jakby faktycznie się zmartwił.
- Tak, mam wynajęty pokój w mieście - odpowiedziała szybko Oszustka. - I tak już za dużo razy mi pomogłeś.
- A co mogłem zrobić? - uśmiechnął się. - To...do jutra?
- Do jutra. Mam nadzieję - odpowiedziała pogodnie Floriana, ruszając w przeciwną stronę.
Nie wiedziała co o tym wszystkim myśleć. Było jej...głupio. Dziwnie to brzmi w przypadku zawodowego kłamcy, ale rogata czuła się jakby podle wykorzystała Reimenth'a. Najpierw uratował ją przed tamtym potworem. Potem z niczego zaprosił ją do tańca. Już sama prośba była niezwykle uprzejma z jego strony, nie mówiąc już o tym, że naprawdę dobrze tańczył. Czuła się przy białowłosym szermierzu jak kulawa, chociaż raczej nie przyznałaby się do tego na głos. A co ona zrobiła? Skłamała, że należy do Lwów. Po co?! Aż tak się przyzwyczaiła do fałszu? Potem pomógł jej uciec przed strażnikami, teraz jeszcze oferował nocleg. Tylko za co? Przecież nawet jej nie znał. Jak miałaby się mu za to wszystko odwdzięczyć?
Stary wałach nie wyglądał jakby chciał bawić się w królika doświadczalnego. Sapnął nieufnie widząc zatrzymującą się przed boksem rogatą elfkę, jakby przewidział, że w torbie miała dla niego przygotowaną pieczęć. Rozejrzała się, czy nikt nie patrzy - jakby nie było, próbowała zakazanej magicznej sztuki na koniu ze stajni Orłów - i wślizgnęła się do środka. Pogładziła zwierzaka po gniadym boku. Wałach uspokoił się, ale gdy kucnęła przy jego tylnej nodze zatupał nerwowo.
- Ćśś, spokojnie - powiedziała kobieta, szperając w torbie. - To naprawdę nie boli. Tylko ci się może w głowie zakręcić.
W sumie informowanie o tym konia chyba mijało się z sensem. Chrzanić to.
W końcu znalazła odpowiednią pieczęć. Wyjęła ją i przyjrzała się uważnie wzorom. Nie chciała przypadkiem wypróbować na zwierzęciu ludzkiej pieczęci. W sumie to nawet nie miała pojęcia co mogłoby się wtedy stać, ale nigdy nie miała czasu na takie testy. No i męczenie zwierząt raczej nie leżało w jej ulubionych zajęciach, nawet jeśli jej sztuce magicznej przypisywano to aż nader często. Okrągła pieczęć w ręce Flo miała rozmiar wnętrza dłoni. Tak jak każda, pośrodku miała wybrzuszenie w kształcie koła, otoczone przez drobne, misterne runiczne ryty. Przygotowanie jej zajęło dziewczynie ostatnie trzy dni i liczyła na rychły sukces swojej pracy.
- Co to?
Oszustka niemal przewróciła się na kolana, z niczego słysząc za sobą wesoły ton głos. Spojrzała w górę i westchnęła z ulgą. O drzwi do boksu opierał się Rei. Najwyraźniej miał coś do załatwienia w okolicy.
- Nie strasz mnie tak - mruknęła Flo, ale w jej głosie nie było słychać jakiejś przesadnej wrogości. Właściwie to polubiła białowłosego.
- To chyba nie jakaś wyspecjalizowana nazwa? - naigrywał się chłopak, najwyraźniej dalej domagając się odpowiedzi.
- Kto by tak coś nazywał? - kobieta uśmiechnęła się lekko.
- No to co to jest?
Zawahała się chwilę. Nie była pewna, czy w Ikramie Fałszerstwo było tak ścigane jak w Cleveland czy Ironwood. A nawet jeśli, to nie wydawało jej się, by Rei należał do osób
lubiących wydawać kogoś straży z byle powodu. Wczorajszy wieczór już jej
tego dowiódł. Stwierdziła, że chyba warto zaryzykować.
- To pieczęć - odpowiedziała.
Reimenth podniósł jedną brew.
- Doprawdy zaskakujące odkrycie - powiedział nie bez cienia sarkazmu.
- MAGICZNA pieczęć - poprawiła Wiedźma, przewracając oczami.
- W jaki sposób? Zaklęta?
- Ciężko mi to wyjaśnić - zamyśliła się chwilę. Po minucie zdecydowała: - Lepiej będzie, jak ci to pokażę.
Przyłożyła kamień wygrawerowaną stroną do wewnętrznej strony tylnej nogi wałacha i przekręciła, tak jak robiła to ze swoją na szyi. Gdy odkleiła pieczęć, w jej miejscu z niczego wyrósł ten sam granatowy lak. Po chwili Fałszerstwo zaczęło działać i, ku wielkiemu zdziwieniu Rei'a, koń zaczął młodnieć w oczach. Sierść wygładziła się, zasklepiając łysą od gryzienia łatę na zadzie, postrzępiona grzywa i ogon na powrót stały się gęste i gładkie, a w zmęczonych oczach zabłysła energia. Nie trwało to jednak długo - po około minucie wspaniały rumak znów stał się zmęczonym życiem wałachem.
- Psiakrew - zaklęła Flo, bezsilnie patrząc jak granatowe znamię odłazi i spada na podłogę. - Coś przekręciłam...
- C-co to było? - wydusił dalej zszokowany szermierz. - Takiego rodzaju magii jeszcze nie widziałem...
- Wiesz... - zaczęła niepewnie kobieta. Nosz cholera jasna, jesteś mu jednak coś winna, zganiła się w myślach i dokończyła: - To pewnie dlatego, że to nie do końca dozwolona sztuka.
- Na czym to polega? - zapytał ze szczerą ciekawością w głosie.
- Na pieczęci wykrawam nową historię jakiegoś przedmiotu czy zwierzęcia - wyjaśniła. Nie dodała jednak, ze własną również umiałaby zmienić. - Mogę na przykład wmówić twojemu mieczowi, że przez lata nikt się nim nie zajmował. Jeśli byłaby to odpowiednio wiarygodna wersja, po nałożeniu zaklęcia pokryłby się rdzą i szczerbami.
- Ale ta się nie przyjęła? - zgadywał wskazując na konia.
- Myślałam, że zaniedbywali tego konia - odparła Flo. - W mojej historii zajmowano się nim o wiele lepiej...ale najwyraźniej ten koń nigdy nie był pod złą opieką. Dlatego pieczęć nie umiała się przyjąć.
Rei? Doświadczasz tutaj nauk tajemnych xP
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Flo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Flo. Pokaż wszystkie posty
piątek, 24 lutego 2017
czwartek, 16 lutego 2017
Od Flo (CD Reimenth'a) - Różne definicje ,,zwalania z nóg"...
Flo zerwała się na równe nogi nieco speszona. Białowłosy odsapnął, próbując niezdarnie wstać. Coś musiało go mocno walnąć. Uwadze Oszustki nie umknęła rana na udzie, chociaż ciężko było stwierdzić czy nie był ranny też gdzie indziej przez oblepiającą koszulę krew.
- Wybacz za to podcięcie - zaczął, oglądając się w stronę walki niemal na drugim końcu sali - ale coś zwaliło mnie z nóg - dodał patrząc w stronę jednej z bestii.
- Nie przejmuj się - stwierdziła Wiedźma, szukając wzrokiem swojego miecza. - Mam dwie lewe nogi, pewnie sama bym się na kogoś prędzej czy później wywaliła...
To akurat nie było do końca prawdą. Pieczęć szermierza dalej działała, wmawiając ciału Flo, że spędziło lata na treningach. Jej siła i równowaga ulegały znaczącej poprawie. Jakakolwiek pomyłka w tym momencie świadczyłaby o niekompetencji tworzącego pieczęć Fałszerza, a rogata elfka była mistrzynią w tej dziedzinie. Jej pieczęci nie zwykły zawodzić.
Zobaczyła swój miecz i skoczyła w jego kierunku. Złapała rękojeść, w ostatniej chwili rzucając się do tyłu na ziemię, by uratować się przed spotkaniem z zębatą paszczą. Szatynka z klanu Orłów zagwizdała na potwora, dając Wiedźmie chwilę czasu na zebranie się z powrotem do kupy.
- Tnijcie mu łapy! - zawołała kurierka.
- Jesteś pewna? - rzuciła niepewnie elfka.
- A nie widziałaś nigdy żywego inwalidy bez nogi?! TNIJCIE, CHOLERA JASNA!
- KURRRR*A MAĆ! - ożywiła się żółta papużka. Ta to w ogóle nie przejmuje się sytuacją. Floriana zaczynała zwierzakowi zazdrościć.
Białowłosemu chłopakowi powtarzać dwa razy nie trzeba było. Mimo najwyraźniej poważnego obicia i zranionej nogi bez oporów dołączył do walki, starając się mierzyć w tylną lewą kończynę. Uniknął zdradzieckiego ogona i wbił miecz na wysokości zgięcia. Ostrze kierowane impetem przebiło łuskę...ale utknęło w skórze. Szermierz przeklął i wyrwał broń w ostatniej chwili.
- Za jednym razem to chyba nie zadziała - powiedział.
- NO CO TY NIE POWIESZ? - Orlica dalej zajęty była ściąganiem na siebie głównej uwagi monstrum. - RĄBCIEŻ NA ZMIANĘ, ALBO DAJCIE MI MIECZ I SAMA TO ZROBIĘ!
Ani Flo, ani białowłosy nie mieli chyba ochoty oddawać swojej broni w obce ręce. Zebrali się więc do kupy i zaczęli na zmianę atakować tą samą łapę. Bestia z każdym ciosem zwracała się w ich kierunku, ale Szatynka nie pozwalała jej o sobie zapomnieć, dzieląc ją po łbie cienkim metalowym kijem. W końcu po kilku próbach rogata poczuła, jak jej miecz uderza w kość. Powietrze rozdarł ryk bólu i wściekłości. Potwór już ostatecznie zapomniał o istnieniu kurierki, kierując ślepia na Oszustkę. Całym swoim ciałem mówił, że chce kogoś w końcu zamordować, a najlepiej, by był to któryś z dręczących go małpoludów. Jednak nie było mu dane nacieszyć się smakiem krwi - czyjeś ostrze dokończyło dzieła, łamiąc ostatecznym uderzeniem twardą kość. Noga potwora pod ciężarem cielska wygięła się nie w tą stronę w którą powinna, przysparzając mu kolejnych cierpień i zmuszając do upadku. Szatynka złapała skądś podpaloną szmatkę i cisnęła nią w grzbiet potwora. Bestia niezgrabnie rzuciła się do ucieczki, gubiąc wbity w nogę miecz...białowłosego. Sam chłopak uskoczył przed uciekającym potworem i podniósł broń zdyszany.
W przeciągu kilku minut ryk ostatniego potwora został urwany zniecierpliwionym cięciem.
Wszyscy obecni popatrzyli po sobie. Zmęczeni, brudni od cuchnącej juchy, niektórzy w zniszczonych strojach wieczorowych. I nikt nie wiedział co ze sobą zrobić. Wyjść do przysłuchujących się wszystkiemu na zewnątrz ludzi? Zebrać manatki i pójść jakby nigdy nic do swoich pokoi?
Zastanowienie przerwały kruczowłosa piratka i kurierka z papugą na ramieniu - po prostu położyły się na podłodze, bezmyślnie gapiąc w sufit. Wszyscy ich przykładem usiedli na porytych kafelkach, pod ścianami, czy też bez pytania nalewali sobie wina z ostałych cudem dwóch stołów. Dopiero po kilku minutach zaczęły się rozmowy. I gdyby nie zniszczona sala i płonące cielska hybryd, wchodzący tu nieobeznany z sytuacją człowiek mógłby uznać, że trwa tu prywatne spotkanie towarzyskie dla członków klanów. W sumie to teraz wszystkim przydałaby się taka mała kameralna impreza, bez muzyki i arystokratów. Tylko tego typu odludki, mające przynajmniej jakieś wspólne tematy (nawet jeśli nawiązują one do rzeczy, których nie powinno się omawiać w kulturalnym towarzystwie). Skoro nikt nie wpadł na organizację mniejszego pomieszczenia dla wszystkich nie lubiących wielkich imprez, to zajęli sobie salę sami...no może z pomocą kilku potworów.
Flo usiadła na podłodze, nie zastanawiając się nawet zbytnio co robi. Przecież mogła teraz uciec, zanim wejdzie tu straż i zda sobie sprawę, że dalej mogą ukarać złodziejkę obrazów. Ale w sumie...po co? Nie chciała przełamywać tych kilku minut wytchnienia. Jeśli teraz wyjdzie, ściągnie na siebie uwagę i wszyscy gapie wleją się tu z powrotem. Nie, lepiej niech myślą, że nie powinni się wtrącać. Dziewczyna więc jedynie odchyliła głowę w stronę chłodnego prądu powietrza wdzierającego się przez rozbity witraż. Nie zdawała sobie sprawy jak zatęchłe od nienaturalnie krzepnącej krwi stało się wiszące w sali powietrze, dopóki nie poczuła świeżego powiewu.
Coś zaswędziało ją na szyi. Zirytowana obsunęła tunikę z ramienia i zdrapała granatową pieczęć. Ze skóry schodziła porównywalnie do plastra, ale nie szczypiąc przy tym tak strasznie. Gdy tylko ją oderwała, zmięła ją w palcach, rozdzierając na drobne części. Zawsze tak robiła. Kto wie, czy przypadkiem oderwany lak nie trafiłby do jakiegoś Fałszerza, zdolnego odczytać wzór pieczęci, a co za tym idzie całą przepisaną historię Flo. Mógłby wykorzystać jej wzory na własną korzyść, a Wiedźma, jak każdy szanujący swoją pracę Fałszerz, nie lubiła się dzielić.
Nagle zauważyła, że metr dalej usiadł białowłosy, spoglądając ciekawie na to co robi. Powstrzymał się jednak od pytań i chwała mu za to. Floriana przypomniała sobie o czymś istotnym.
- Dziękuję. Za tamto - powiedziała, a dla skorygowania kiwnęła głową w stronę martwego cielska z połowicznie odciętą łapą.
- Chyba innego wyjścia nie miałem - chłopak uśmiechnął się lekko. - A tak w ogóle, to jestem Reimenth...ale mówią mi Rei.
- Floriana - przedstawiła się Oszustka. Po chwili dodała, również z uśmiechem: - Ale mówią mi Flo.
Rei? Wybacz mi ten czas, błagam *^*
- Wybacz za to podcięcie - zaczął, oglądając się w stronę walki niemal na drugim końcu sali - ale coś zwaliło mnie z nóg - dodał patrząc w stronę jednej z bestii.
- Nie przejmuj się - stwierdziła Wiedźma, szukając wzrokiem swojego miecza. - Mam dwie lewe nogi, pewnie sama bym się na kogoś prędzej czy później wywaliła...
To akurat nie było do końca prawdą. Pieczęć szermierza dalej działała, wmawiając ciału Flo, że spędziło lata na treningach. Jej siła i równowaga ulegały znaczącej poprawie. Jakakolwiek pomyłka w tym momencie świadczyłaby o niekompetencji tworzącego pieczęć Fałszerza, a rogata elfka była mistrzynią w tej dziedzinie. Jej pieczęci nie zwykły zawodzić.
Zobaczyła swój miecz i skoczyła w jego kierunku. Złapała rękojeść, w ostatniej chwili rzucając się do tyłu na ziemię, by uratować się przed spotkaniem z zębatą paszczą. Szatynka z klanu Orłów zagwizdała na potwora, dając Wiedźmie chwilę czasu na zebranie się z powrotem do kupy.
- Tnijcie mu łapy! - zawołała kurierka.
- Jesteś pewna? - rzuciła niepewnie elfka.
- A nie widziałaś nigdy żywego inwalidy bez nogi?! TNIJCIE, CHOLERA JASNA!
- KURRRR*A MAĆ! - ożywiła się żółta papużka. Ta to w ogóle nie przejmuje się sytuacją. Floriana zaczynała zwierzakowi zazdrościć.
Białowłosemu chłopakowi powtarzać dwa razy nie trzeba było. Mimo najwyraźniej poważnego obicia i zranionej nogi bez oporów dołączył do walki, starając się mierzyć w tylną lewą kończynę. Uniknął zdradzieckiego ogona i wbił miecz na wysokości zgięcia. Ostrze kierowane impetem przebiło łuskę...ale utknęło w skórze. Szermierz przeklął i wyrwał broń w ostatniej chwili.
- Za jednym razem to chyba nie zadziała - powiedział.
- NO CO TY NIE POWIESZ? - Orlica dalej zajęty była ściąganiem na siebie głównej uwagi monstrum. - RĄBCIEŻ NA ZMIANĘ, ALBO DAJCIE MI MIECZ I SAMA TO ZROBIĘ!
Ani Flo, ani białowłosy nie mieli chyba ochoty oddawać swojej broni w obce ręce. Zebrali się więc do kupy i zaczęli na zmianę atakować tą samą łapę. Bestia z każdym ciosem zwracała się w ich kierunku, ale Szatynka nie pozwalała jej o sobie zapomnieć, dzieląc ją po łbie cienkim metalowym kijem. W końcu po kilku próbach rogata poczuła, jak jej miecz uderza w kość. Powietrze rozdarł ryk bólu i wściekłości. Potwór już ostatecznie zapomniał o istnieniu kurierki, kierując ślepia na Oszustkę. Całym swoim ciałem mówił, że chce kogoś w końcu zamordować, a najlepiej, by był to któryś z dręczących go małpoludów. Jednak nie było mu dane nacieszyć się smakiem krwi - czyjeś ostrze dokończyło dzieła, łamiąc ostatecznym uderzeniem twardą kość. Noga potwora pod ciężarem cielska wygięła się nie w tą stronę w którą powinna, przysparzając mu kolejnych cierpień i zmuszając do upadku. Szatynka złapała skądś podpaloną szmatkę i cisnęła nią w grzbiet potwora. Bestia niezgrabnie rzuciła się do ucieczki, gubiąc wbity w nogę miecz...białowłosego. Sam chłopak uskoczył przed uciekającym potworem i podniósł broń zdyszany.
W przeciągu kilku minut ryk ostatniego potwora został urwany zniecierpliwionym cięciem.
Wszyscy obecni popatrzyli po sobie. Zmęczeni, brudni od cuchnącej juchy, niektórzy w zniszczonych strojach wieczorowych. I nikt nie wiedział co ze sobą zrobić. Wyjść do przysłuchujących się wszystkiemu na zewnątrz ludzi? Zebrać manatki i pójść jakby nigdy nic do swoich pokoi?
Zastanowienie przerwały kruczowłosa piratka i kurierka z papugą na ramieniu - po prostu położyły się na podłodze, bezmyślnie gapiąc w sufit. Wszyscy ich przykładem usiedli na porytych kafelkach, pod ścianami, czy też bez pytania nalewali sobie wina z ostałych cudem dwóch stołów. Dopiero po kilku minutach zaczęły się rozmowy. I gdyby nie zniszczona sala i płonące cielska hybryd, wchodzący tu nieobeznany z sytuacją człowiek mógłby uznać, że trwa tu prywatne spotkanie towarzyskie dla członków klanów. W sumie to teraz wszystkim przydałaby się taka mała kameralna impreza, bez muzyki i arystokratów. Tylko tego typu odludki, mające przynajmniej jakieś wspólne tematy (nawet jeśli nawiązują one do rzeczy, których nie powinno się omawiać w kulturalnym towarzystwie). Skoro nikt nie wpadł na organizację mniejszego pomieszczenia dla wszystkich nie lubiących wielkich imprez, to zajęli sobie salę sami...no może z pomocą kilku potworów.
Flo usiadła na podłodze, nie zastanawiając się nawet zbytnio co robi. Przecież mogła teraz uciec, zanim wejdzie tu straż i zda sobie sprawę, że dalej mogą ukarać złodziejkę obrazów. Ale w sumie...po co? Nie chciała przełamywać tych kilku minut wytchnienia. Jeśli teraz wyjdzie, ściągnie na siebie uwagę i wszyscy gapie wleją się tu z powrotem. Nie, lepiej niech myślą, że nie powinni się wtrącać. Dziewczyna więc jedynie odchyliła głowę w stronę chłodnego prądu powietrza wdzierającego się przez rozbity witraż. Nie zdawała sobie sprawy jak zatęchłe od nienaturalnie krzepnącej krwi stało się wiszące w sali powietrze, dopóki nie poczuła świeżego powiewu.
Coś zaswędziało ją na szyi. Zirytowana obsunęła tunikę z ramienia i zdrapała granatową pieczęć. Ze skóry schodziła porównywalnie do plastra, ale nie szczypiąc przy tym tak strasznie. Gdy tylko ją oderwała, zmięła ją w palcach, rozdzierając na drobne części. Zawsze tak robiła. Kto wie, czy przypadkiem oderwany lak nie trafiłby do jakiegoś Fałszerza, zdolnego odczytać wzór pieczęci, a co za tym idzie całą przepisaną historię Flo. Mógłby wykorzystać jej wzory na własną korzyść, a Wiedźma, jak każdy szanujący swoją pracę Fałszerz, nie lubiła się dzielić.
Nagle zauważyła, że metr dalej usiadł białowłosy, spoglądając ciekawie na to co robi. Powstrzymał się jednak od pytań i chwała mu za to. Floriana przypomniała sobie o czymś istotnym.
- Dziękuję. Za tamto - powiedziała, a dla skorygowania kiwnęła głową w stronę martwego cielska z połowicznie odciętą łapą.
- Chyba innego wyjścia nie miałem - chłopak uśmiechnął się lekko. - A tak w ogóle, to jestem Reimenth...ale mówią mi Rei.
- Floriana - przedstawiła się Oszustka. Po chwili dodała, również z uśmiechem: - Ale mówią mi Flo.
Rei? Wybacz mi ten czas, błagam *^*
poniedziałek, 19 grudnia 2016
Od Flo - Kolejna para rąk
- Nie ukradłam tego obrazu.
Zdanie to wybiło się już w mózgu Flo. Dziewczyna powtórzyła to już po raz enty tego wieczoru, a trójka upartych pałacowych strażników nie chciała jej w to uwierzyć. Kapitan, wysoki elf o włosach koloru blondu, przejechał sobie dłonią po twarzy, wyraźnie zmęczony gadaniem z rzekomą włamywaczką. Siedział w tym pokoju już przeszło godzinę, próbując przymusić kobietę do przyznania się do winy. Problem polegał na tym, że Oszustka tak naprawdę nie czuła się winna. Działała w słusznej sprawie.
- Znowu zataczamy koło - powiedział wyczerpany psychicznie kapitan. - Teraz znowu powtórzysz, że zabrałaś ,,Czarnego łabędzia" by, cytuję, ,,Oddać go właścicielowi"...
- Ależ to szczera prawda - oburzyła się kobieta. - Możecie się zapytać mistrza De Luvre, potwierdzi wam, że ma dość tego obrazu. A poza tym koniec końców znaleźliście kopię i zabraliście mi oryginał.
A to ostatnie akurat prawdą nie było. Plan Flo zakładał wejście na Święto Tolerancji, co trudne nie było - każdy był zaproszony. Potem miała przekraść się do korytarza na piętrze sali balowej, podmienić ,,Czarnego łabędzia" na kopię i uciec. Tak przynajmniej zgadywali strażnicy. Kapitan przed nią wciąż trzymał w jednym ręku kopię obrazu, oczywiście nieidealną - jakiś zaproszony koneser zauważył, że tytułowemu łabędziowi na tle białego księżyca wystają z głowy trzy pióra zamiast czterech. Wiedźmę złapano przy wyjściu i zabrano obraz...jednakże nikt nie zauważył podczas odwieszania, że w rogu na tyle obrazu pojawiła się cienka, niebieska pieczątka. Gdyby ją zdrapać paznokciem, oczom ukazałby się jedynie nieudany szkic tego samego autora. De Luvre oddał go Florianie na jej prośbę, a dziewczyna sporządziła odpowiednią pieczęć, według której to właśnie ten szkic przeszło dziesięć lat temu stał się dziełem mistrza. Odbiła Fałszerstwo na ramie z podmienionym szkicem i tenże obraz wzięła ze sobą do drzwi. Po drodze zostawiła za donicą ten prawdziwy oryginał, który De Luvre pewnie już osobiście, bezpiecznie wyniósł, podczas gdy ona odwróciła uwagę strażników udając, że wynosi dzieło sztuki.
Misterny i poplątany plan, ale zadziałał - malarz odzyskał swój obraz, a kapitan straży jest przekonany, że ma złodziejkę. Nawet jeśli wrzucą ją do aresztu, miała przygotowaną drogę ucieczki (drewniany więzienny talerz i rylec w postaci wygiętego widelca w zupełności jej wystarczą). A obraz Flo będzie wisiał na ścianie w miejscu oryginalnego, dalej ciesząc oko publiczności, póki ktoś przypadkiem nie uszkodzi pieczęci z tyły ramy co raczej nie groziło przez następne kilkadziesiąt lat. Tak więc wszyscy byli szczęśliwi.
- Posłuchaj, nie mam ochoty przechodzić przez to po raz dziesiąty tego wieczoru - powtórzył znudzony kapitan. - Za drzwiami trwa bal, a mnie przyszło przesłuchiwać złodziejkę. Myślisz, że świetnie się bawię?
- Mi tam się podoba - uśmiechnęła się złośliwie Oszustka.
Mężczyzna warknął z frustracji. Jeden z pozostałych strażników mimowolnie parsknął śmiechem. W końcu blondyn wziął głęboki oddech dla uspokojenia nerwów.
- No nic, trzeba będzie chyba poprosić o pomoc pannę Rubkat - powiedział, kierując te słowa do pozostałych, chociaż wciąż patrzył na Flo. Kobieta patrzyła mu prosto w oczy, dalej bezczelnie się uśmiechając.
Drugi ze strażników uznał słowa kapitana za rozkaz i ruszył do drzwi. Zanim jednak zdążył nacisnąć klamkę jedno skrzydło otworzyło się z hukiem i do środka wpadł jeden z gości, mężczyzna w ozdobnym surducie. Gdy otrząsnął się z szoku zerwał się na nogi i zasłonił zdziwionym młodzieńcem.
- Zabierzcie to ode mnie! - jęczał. - Pomóżcie!
Dopiero teraz wszyscy dostrzegli ślad po pazurach na plecach przerażonego lorda. Kapitan czym prędzej wyjrzał na zewnątrz. W jego oczach pojawiło się coś na wzór strachu.
- Cholera jasna! - wyrwało mu się. Opanował się szybko i wskazał w stronę czegoś w sali. Do uszu Flo dotarł jakiś ryk nieznanego jej wielkiego zwierzęcia. - Chłopcy, biegiem wyprowadzajcie gości z sali! Musimy zapanować nad tym chaosem!
Strażnicy wybiegli. Dowódca już chciał iść za nimi, ale powstrzymało go grzeczne chrząknięcie za plecami. Obejrzał się na siedząca na krześle szarowłosą, rogatą dziewczynę. Ta z uśmiechem wyciągnęła przed siebie związane ręce. Mężczyzna przewrócił oczami i z westchnieniem rozciął prowizoryczne kajdanki. Koniec końców nie był w stanie zostawić kogokolwiek związanego w niebezpiecznej sytuacji.
- Tylko marsz do drzwi. Nie masz tu teraz czego szukać - ostrzegł ją surowo.
Flo kiwnęła głową potakująco, zabrała swoje rzeczy i wybiegła na zewnątrz zadowolona. Najwyraźniej los się do niej dzisiaj uśmiechnął i nawet nie będzie zmuszona dłubać widelcem w talerzach...
Jej samozadowolenia prysnęło, gdy zobaczyła co naprawdę wydarzyło się na sali balowej.
W wielkim prostokątnym pomieszczeniu, gdzie jeszcze przed chwilą tańczyli ludzie i grała muzyka, szalała trójka łuskowatych bestii rozmiarów niedźwiedzi. Oszustka zamarła jak słup soli. Spodziewała się zobaczyć tu bandytów napadających gości czy inne ,,typowe" przykłady psucia zabawy bogaczom, ale to wyszło ponad miarę. Drzwi balkonowe były dokumentnie rozwalone, dwa okna wybite, a kafelki w niektórych miejscach oderwane, przeryte pazurami. Bestie nie atakowały już gości - wszystkie zajęte były walką. Każdego dręczyły małe grupki ludzi, którzy najwyraźniej nie przyszli na to przyjęcie dla tańców. Dziewczyna szukała wzrokiem ofiar, ale chyba jeszcze nikt nie zginął. Potrąciło ją kilku przerażonych mężczyzn, z czego jeden z nich miał nieprzyjemnie poranione ramię. Floriana otrząsnęła się z szoku i pod wpływem impulsu zdecydowała, że chyba jednak zabawi tu trochę dłużej.
Wyciągnęła spod tuniki naszyjnik. Spojrzała na wyryte na jego spodzie symbole i na swój miecz, biorąc głęboki oddech.
- No przecież nie ucieknę jak przerażona sierotka - powiedziała do siebie przekonująco, po czym odchyliła kołnierz odsłaniając obojczyk, przycisnęła mają pieczęć do skóry i przekręciła.
Na miejscu kamienia został okrągły, lekko wypukły symbol składający się z trzech nałożonych na siebie okręgów i drobnych run, przypominający pieczątkę z laku nakładaną na dokumenty. Od symbolu rozeszły się pod skórą niebieskie żyłki, znikając po chwili i wspomnienia Flo uległy zniekształceniu. Nagle wpadły jej do głowy wspomnienia ze szkoły miecza, do której - rzekomo - uczęszczała podczas nauk w Castelii, a w ręce wstąpiła siła wprawionego szermierza. Floriana ze Szkoły Miecza wzięła ostatni wdech i pewna siebie pobiegła pomóc.
Ruszyła do najbliższego z potworów. Bestia ścigała dwie kobiety - zwinną, najwyraźniej uradowaną całą sytuacją szatynkę (z papugą?) i kruczowłosą, z miejsca bardziej przypominającą faceta, uzbrojoną w szablę. Dopiero teraz Oszustka zauważyła, że potwór ma w jednym oku wbity do połowy długości nóż.
- DALEJ CWANIAKU! - wydzierała się szatynka. - JAK CHCESZ SIĘ NAJEŚĆ TO MUSISZ POBIEGAĆ!
- PRÓBOWAŁEŚ KIEDYŚ OWOCÓW MORZA?! - dodała druga, skręcając gwałtownie. Stwór odruchowo ruszył za nią, kierowany słuchem przez brak oka.
- EJ! JA JESTEM LEPSZA! - nie zgodziła się druga, ściągając ogłupiałego zwierzaka w swoją stronę.
- KŁÓCIŁABYM SIĘ! - odparła czarna.
Flo patrzyła jak głupia jak obie nieznajome igrają z potworem. Stała w pozycji szermierczej, gotowa zaatakować, ale potwór wydawał się w ogóle jej nie dostrzegać. Normalnie raczej by jej ten fakt nie przeszkadzał, ale bojowa wersja Floriany-wojowniczki nie lubiła być ignorowana. Zadzwoniła sztychem miecza o posadzkę. Reakcja była natychmiastowa - potwór wyhamował i obejrzał się w jej stronę. Gonitwa za tamtymi dwoma musiała go już znudzić, bo bez większych oporów ruszył w kierunku trzeciej możliwej kolacji. Wiedźma uśmiechnęła się pod nosem i pobiegła w stronę kolumnady z boku sali. Przebiegła między kolumnami chowając się za jedną z nich, a gdy tylko bestia wystawiła łeb ciachnęła ja na ukos pokracznego pyska i od razu uskoczyła przed wściekłym kłapnięciem zębami.
Wtedy znikąd na grzbiet potwora wskoczył szczupły mężczyzna w brązowo szarym stroju, z twarzą ukrytą w cieniu kapelusza. Odwrócił uwagę potwora wbijając mu w kark hak, dając dziewczynie czas na cofnięcie się do tyłu. Zwierzę wierzgało wściekle próbując go zrzucić.
- To chyba moje! - rzucił mężczyzna chwytając wolną ręką wystającą z oka rękojeść noża. Wyrwał ostrze, po czym bez większych ceregieli wbił je w drugie, całkowicie oślepiając potwora.
Ryk rozdarł powietrze, brzmiąc wściekłością nawet w płucach walczących. Nieznajomy wyczuwając groźbę spadnięcia wyrwał swój hak i zeskoczył na ziemię, przetaczając się po kafelkach i wprawnie zrywając do razu na nogi. Stanął obok Flo otrzepując kaftan.
- Ha, łatwizna... - mruknął do siebie, ale jakoś nie za bardzo przekonany do tych słów.
Potwór miotał się po podłodze drapiąc oczy, na jakiś czas unieszkodliwiony. Tymczasem dwie kobiety, które Oszustka zauważyła na początku dobiegły na miejsce zdarzenia.
- Ej! - rzuciła czarna, najwyraźniej do rogatej. - Pierwsze tu byłyśmy. Nie kradnij zabawy.
- Ktoś tu się nie umie dzielić - burknęła szatynka zdmuchując z oka kosmyk włosów. Mimo obrażonego tonu na jej wargach widniał niepokojący uśmiech.
- KURRRR*A MAĆ! - zaskrzeczała żółta papużka lądując na jej ramieniu.
- Dobra, potem się dogadacie kto kogo okradł! - wtrącił się mężczyzna. - Najpierw trzeba unieszkodliwić tą gnidę zanim wstanie...
To kto dalej? :P
Zdanie to wybiło się już w mózgu Flo. Dziewczyna powtórzyła to już po raz enty tego wieczoru, a trójka upartych pałacowych strażników nie chciała jej w to uwierzyć. Kapitan, wysoki elf o włosach koloru blondu, przejechał sobie dłonią po twarzy, wyraźnie zmęczony gadaniem z rzekomą włamywaczką. Siedział w tym pokoju już przeszło godzinę, próbując przymusić kobietę do przyznania się do winy. Problem polegał na tym, że Oszustka tak naprawdę nie czuła się winna. Działała w słusznej sprawie.
- Znowu zataczamy koło - powiedział wyczerpany psychicznie kapitan. - Teraz znowu powtórzysz, że zabrałaś ,,Czarnego łabędzia" by, cytuję, ,,Oddać go właścicielowi"...
- Ależ to szczera prawda - oburzyła się kobieta. - Możecie się zapytać mistrza De Luvre, potwierdzi wam, że ma dość tego obrazu. A poza tym koniec końców znaleźliście kopię i zabraliście mi oryginał.
A to ostatnie akurat prawdą nie było. Plan Flo zakładał wejście na Święto Tolerancji, co trudne nie było - każdy był zaproszony. Potem miała przekraść się do korytarza na piętrze sali balowej, podmienić ,,Czarnego łabędzia" na kopię i uciec. Tak przynajmniej zgadywali strażnicy. Kapitan przed nią wciąż trzymał w jednym ręku kopię obrazu, oczywiście nieidealną - jakiś zaproszony koneser zauważył, że tytułowemu łabędziowi na tle białego księżyca wystają z głowy trzy pióra zamiast czterech. Wiedźmę złapano przy wyjściu i zabrano obraz...jednakże nikt nie zauważył podczas odwieszania, że w rogu na tyle obrazu pojawiła się cienka, niebieska pieczątka. Gdyby ją zdrapać paznokciem, oczom ukazałby się jedynie nieudany szkic tego samego autora. De Luvre oddał go Florianie na jej prośbę, a dziewczyna sporządziła odpowiednią pieczęć, według której to właśnie ten szkic przeszło dziesięć lat temu stał się dziełem mistrza. Odbiła Fałszerstwo na ramie z podmienionym szkicem i tenże obraz wzięła ze sobą do drzwi. Po drodze zostawiła za donicą ten prawdziwy oryginał, który De Luvre pewnie już osobiście, bezpiecznie wyniósł, podczas gdy ona odwróciła uwagę strażników udając, że wynosi dzieło sztuki.
Misterny i poplątany plan, ale zadziałał - malarz odzyskał swój obraz, a kapitan straży jest przekonany, że ma złodziejkę. Nawet jeśli wrzucą ją do aresztu, miała przygotowaną drogę ucieczki (drewniany więzienny talerz i rylec w postaci wygiętego widelca w zupełności jej wystarczą). A obraz Flo będzie wisiał na ścianie w miejscu oryginalnego, dalej ciesząc oko publiczności, póki ktoś przypadkiem nie uszkodzi pieczęci z tyły ramy co raczej nie groziło przez następne kilkadziesiąt lat. Tak więc wszyscy byli szczęśliwi.
- Posłuchaj, nie mam ochoty przechodzić przez to po raz dziesiąty tego wieczoru - powtórzył znudzony kapitan. - Za drzwiami trwa bal, a mnie przyszło przesłuchiwać złodziejkę. Myślisz, że świetnie się bawię?
- Mi tam się podoba - uśmiechnęła się złośliwie Oszustka.
Mężczyzna warknął z frustracji. Jeden z pozostałych strażników mimowolnie parsknął śmiechem. W końcu blondyn wziął głęboki oddech dla uspokojenia nerwów.
- No nic, trzeba będzie chyba poprosić o pomoc pannę Rubkat - powiedział, kierując te słowa do pozostałych, chociaż wciąż patrzył na Flo. Kobieta patrzyła mu prosto w oczy, dalej bezczelnie się uśmiechając.
Drugi ze strażników uznał słowa kapitana za rozkaz i ruszył do drzwi. Zanim jednak zdążył nacisnąć klamkę jedno skrzydło otworzyło się z hukiem i do środka wpadł jeden z gości, mężczyzna w ozdobnym surducie. Gdy otrząsnął się z szoku zerwał się na nogi i zasłonił zdziwionym młodzieńcem.
- Zabierzcie to ode mnie! - jęczał. - Pomóżcie!
Dopiero teraz wszyscy dostrzegli ślad po pazurach na plecach przerażonego lorda. Kapitan czym prędzej wyjrzał na zewnątrz. W jego oczach pojawiło się coś na wzór strachu.
- Cholera jasna! - wyrwało mu się. Opanował się szybko i wskazał w stronę czegoś w sali. Do uszu Flo dotarł jakiś ryk nieznanego jej wielkiego zwierzęcia. - Chłopcy, biegiem wyprowadzajcie gości z sali! Musimy zapanować nad tym chaosem!
Strażnicy wybiegli. Dowódca już chciał iść za nimi, ale powstrzymało go grzeczne chrząknięcie za plecami. Obejrzał się na siedząca na krześle szarowłosą, rogatą dziewczynę. Ta z uśmiechem wyciągnęła przed siebie związane ręce. Mężczyzna przewrócił oczami i z westchnieniem rozciął prowizoryczne kajdanki. Koniec końców nie był w stanie zostawić kogokolwiek związanego w niebezpiecznej sytuacji.
- Tylko marsz do drzwi. Nie masz tu teraz czego szukać - ostrzegł ją surowo.
Flo kiwnęła głową potakująco, zabrała swoje rzeczy i wybiegła na zewnątrz zadowolona. Najwyraźniej los się do niej dzisiaj uśmiechnął i nawet nie będzie zmuszona dłubać widelcem w talerzach...
Jej samozadowolenia prysnęło, gdy zobaczyła co naprawdę wydarzyło się na sali balowej.
W wielkim prostokątnym pomieszczeniu, gdzie jeszcze przed chwilą tańczyli ludzie i grała muzyka, szalała trójka łuskowatych bestii rozmiarów niedźwiedzi. Oszustka zamarła jak słup soli. Spodziewała się zobaczyć tu bandytów napadających gości czy inne ,,typowe" przykłady psucia zabawy bogaczom, ale to wyszło ponad miarę. Drzwi balkonowe były dokumentnie rozwalone, dwa okna wybite, a kafelki w niektórych miejscach oderwane, przeryte pazurami. Bestie nie atakowały już gości - wszystkie zajęte były walką. Każdego dręczyły małe grupki ludzi, którzy najwyraźniej nie przyszli na to przyjęcie dla tańców. Dziewczyna szukała wzrokiem ofiar, ale chyba jeszcze nikt nie zginął. Potrąciło ją kilku przerażonych mężczyzn, z czego jeden z nich miał nieprzyjemnie poranione ramię. Floriana otrząsnęła się z szoku i pod wpływem impulsu zdecydowała, że chyba jednak zabawi tu trochę dłużej.
Wyciągnęła spod tuniki naszyjnik. Spojrzała na wyryte na jego spodzie symbole i na swój miecz, biorąc głęboki oddech.
- No przecież nie ucieknę jak przerażona sierotka - powiedziała do siebie przekonująco, po czym odchyliła kołnierz odsłaniając obojczyk, przycisnęła mają pieczęć do skóry i przekręciła.
Na miejscu kamienia został okrągły, lekko wypukły symbol składający się z trzech nałożonych na siebie okręgów i drobnych run, przypominający pieczątkę z laku nakładaną na dokumenty. Od symbolu rozeszły się pod skórą niebieskie żyłki, znikając po chwili i wspomnienia Flo uległy zniekształceniu. Nagle wpadły jej do głowy wspomnienia ze szkoły miecza, do której - rzekomo - uczęszczała podczas nauk w Castelii, a w ręce wstąpiła siła wprawionego szermierza. Floriana ze Szkoły Miecza wzięła ostatni wdech i pewna siebie pobiegła pomóc.
Ruszyła do najbliższego z potworów. Bestia ścigała dwie kobiety - zwinną, najwyraźniej uradowaną całą sytuacją szatynkę (z papugą?) i kruczowłosą, z miejsca bardziej przypominającą faceta, uzbrojoną w szablę. Dopiero teraz Oszustka zauważyła, że potwór ma w jednym oku wbity do połowy długości nóż.
- DALEJ CWANIAKU! - wydzierała się szatynka. - JAK CHCESZ SIĘ NAJEŚĆ TO MUSISZ POBIEGAĆ!
- PRÓBOWAŁEŚ KIEDYŚ OWOCÓW MORZA?! - dodała druga, skręcając gwałtownie. Stwór odruchowo ruszył za nią, kierowany słuchem przez brak oka.
- EJ! JA JESTEM LEPSZA! - nie zgodziła się druga, ściągając ogłupiałego zwierzaka w swoją stronę.
- KŁÓCIŁABYM SIĘ! - odparła czarna.
Flo patrzyła jak głupia jak obie nieznajome igrają z potworem. Stała w pozycji szermierczej, gotowa zaatakować, ale potwór wydawał się w ogóle jej nie dostrzegać. Normalnie raczej by jej ten fakt nie przeszkadzał, ale bojowa wersja Floriany-wojowniczki nie lubiła być ignorowana. Zadzwoniła sztychem miecza o posadzkę. Reakcja była natychmiastowa - potwór wyhamował i obejrzał się w jej stronę. Gonitwa za tamtymi dwoma musiała go już znudzić, bo bez większych oporów ruszył w kierunku trzeciej możliwej kolacji. Wiedźma uśmiechnęła się pod nosem i pobiegła w stronę kolumnady z boku sali. Przebiegła między kolumnami chowając się za jedną z nich, a gdy tylko bestia wystawiła łeb ciachnęła ja na ukos pokracznego pyska i od razu uskoczyła przed wściekłym kłapnięciem zębami.
Wtedy znikąd na grzbiet potwora wskoczył szczupły mężczyzna w brązowo szarym stroju, z twarzą ukrytą w cieniu kapelusza. Odwrócił uwagę potwora wbijając mu w kark hak, dając dziewczynie czas na cofnięcie się do tyłu. Zwierzę wierzgało wściekle próbując go zrzucić.
- To chyba moje! - rzucił mężczyzna chwytając wolną ręką wystającą z oka rękojeść noża. Wyrwał ostrze, po czym bez większych ceregieli wbił je w drugie, całkowicie oślepiając potwora.
Ryk rozdarł powietrze, brzmiąc wściekłością nawet w płucach walczących. Nieznajomy wyczuwając groźbę spadnięcia wyrwał swój hak i zeskoczył na ziemię, przetaczając się po kafelkach i wprawnie zrywając do razu na nogi. Stanął obok Flo otrzepując kaftan.
- Ha, łatwizna... - mruknął do siebie, ale jakoś nie za bardzo przekonany do tych słów.
Potwór miotał się po podłodze drapiąc oczy, na jakiś czas unieszkodliwiony. Tymczasem dwie kobiety, które Oszustka zauważyła na początku dobiegły na miejsce zdarzenia.
- Ej! - rzuciła czarna, najwyraźniej do rogatej. - Pierwsze tu byłyśmy. Nie kradnij zabawy.
- Ktoś tu się nie umie dzielić - burknęła szatynka zdmuchując z oka kosmyk włosów. Mimo obrażonego tonu na jej wargach widniał niepokojący uśmiech.
- KURRRR*A MAĆ! - zaskrzeczała żółta papużka lądując na jej ramieniu.
- Dobra, potem się dogadacie kto kogo okradł! - wtrącił się mężczyzna. - Najpierw trzeba unieszkodliwić tą gnidę zanim wstanie...
To kto dalej? :P
Kłamcom zaiste zarzucić można wszystko. Wszystko, byle nie brak wyobraźni
Imię: W pełnej wersji Floriana Dolores, ale kobieta ani za pierwszym, ani za drugim zbytnio nie przepada. Skrót ,,Flo" brzmi zdecydowanie ładniej i mniej oficjalnie, więc tak też woli być nazywana przez innych, póki nie są wymagane żadne formalne zachowania.
Nazwisko: La Noire
Przydomek: U siebie nazywana jest po prostu Wiedźmą lub Oszustką, ale dawno przestała się tym przejmować. Ba, od dobrych paru lat traktuje to bardziej jako przyjacielskie dogryzanie, nawet jeżeli używający tego słowa człowiek wcale nie ma na myśli niczego miłego. Zwykła już nawet używać tego jako pseudonimu.
Wiek: 25 lat (i proszę nie słuchać przesądnych tumanów przypisujących jej kilka wieków i nie pytać się głupio czy pamięta czasy Sześciu Królestw)
Płeć: Kobieta
Rasa: Wedle wszelkich wskazań elf...ciężko tylko stwierdzić dlaczego wyrosły jej rogi.
Rodzina: Rodzice mieszkają sobie spokojnie nad morzem w Ikramie. Nie poinformowali jej tylko gdzie i po jaką cholerę się wyprowadzali, zostawiając jej na głowie puste, zdecydowanie zbyt duże domostwo. Najwyraźniej nie chcą być przez nikogo odwiedzani.
Miłość: Przeżyła dzieciństwo i młodość jak każda typowa mieszkanka Dal-Virii, więc przyszło jej już przeżywać chwilowe zauroczenia i raz nawet głębsze uczucie...jednostronne, niestety. W swoim obecnym wieku kwestię poważnego związku traktuje z przymrużeniem oka. Jakby nie było, w dzisiejszych czasach wyjście za mąż w jej wieku to jednak problem.
Aparycja: Ma dobry metr siedemdziesiąt wzrostu, co nie powinno dziwić - w końcu jest pełnokrwistą elfką. Nie jest jednak tyczkowata. Szczupła, owszem, ale nie przypomina kształtem płaskiej belki stropowej. Logicznym jest, że ściąga na siebie uwagę, a wnioskuje to ciekawskimi spojrzeniami mężczyzn i kobiecymi prychnięciami, czasem niemalże z zazdrości. Dzięki elfiej krwi Floriana posiada dodatkowo delikatną urodę i charakterystyczne dla rasy szpiczaste uszy. Nie używa ton makijażu, a mimo to jej twarz wydaje się zawsze świeża i idealna (efekt uboczny częstego stosowania na sobie różnych pieczęci - na każdej zapisany jest właśnie taki, a nie inny wizerunek). Ma jasnoszare obcięte na krótko włosy, wydające się być niemal w strzępach. Brwi i rzęsy również mają jasny odcień. Ubiera się raczej bardziej wygodnie niż ładnie, chociaż nie pogardzi ładnym wzorem na tunice (brązowej, białej, czarnej lub szarej) czy prostych spodniach do konnej jazdy. Przy pasie nosi swój niezastąpiony miecz. Na szyi nosi swoją najmniejszą i najczęściej używaną pieczęć: oszlifowany kamień z wyrytymi na spodzie drobnymi, misternymi wzorami. I póki co opis Flo mógłby podejść pod każdą typową przedstawicielkę elfiej rasy...przejdźmy więc do sedna, a mianowicie pary szarobrązowych, wygiętych do wewnątrz ROGÓW. Pojawiły się u niej jako małe guzki nad uszami gdy miała jakieś siedem lat, a widoczne stały się gdy skończyła wiosen piętnaście. Jak się można domyślić, szybko stało się to obiektem żartów ludzkich rówieśników i odrazy u dorosłych, a zwłaszcza elfów. Gdy jeszcze bardziej urosły, zakrywanie ich stało się już bezsensowne. Całe szczęście przestały rosnąć przed pięcioma laty. Wbrew pozorom nie są ciężkie i da się z nimi normalnie żyć. Drugim co ściąga cudzą uwagę są oczy elfki. Mają one żywą, żółtopomarańczową barwę. Wydają się mienić jak w kalejdoskopie, przygasać i rozpalać, co razem z kolorem przywodzi na myśl płomienie. I to w tym pozytywnym znaczeniu, jak ciepło domowego kominka.
Zainteresowania: Flo jest zawodową rzeźbiarką - ukończyła Castelijską Akademię Sztuki, tak jak chciała tego jej matka. Długi czas szukała dobrego zastosowania dla swojego daru (widok ładnych figurek w ogrodzie mało ją satysfakcjonował), aż poznała sztukę tworzenia magicznych pieczęci. Od tamtej pory - czyli od około dziewięciu lat - doskonali się w tej sztuce, zajmując nią każdy zakamarek swojego umysłu, upychając ją w każdą wolną chwilę. Całe szczęście pieczęcie nie są wielkie i może nosić którąś niedokończoną przy sobie w torbie razem z rylcem. Lubi też literaturę - dobra książka z kubkiem herbaty nigdy nikomu nie zaszkodziła.
Charakter: ,,Oczy są zwierciadłem duszy" - tak powtarzała matka małej Florianki, gdy dziecko pytało się dlaczego jej oczka mają inny kolor niż rodziców. A dusza elfki faktycznie wydaje się być żywym płomieniem, przejawiając się w jej zachowaniu. Flo jest właściwie zupełnie jak rozpalone w lesie ognisko. Jest wyjątkowo ciepłą i pomocną osobą. Kobieta nie lubi siedzieć w towarzystwie cichych, zamkniętych w sobie ludzi. Nie obchodzi ją ile przeszli, co takiego potwornego zrobili, tylko stara się zasiać w nich odrobinę swojej typowej pogody ducha. Nigdy nikogo nie zmusza do zwierzeń, co właściwie jest jej chyba największą zaletą. Na jej ustach przez większość czasu tańczy delikatny, pogodny uśmiech. Sama często żartuje - z siebie, z sytuacji, z przypadkowych przechodniów, byle tylko mocno kogoś nie urazić. Nie jest wstydliwa i nie obawia się obcych. Możesz być arystokratą, rabusiem, płatnym mordercą, a ona nawet o tym wiedząc będzie uważać cię za normalnego człowieka, bez zarówno lęku...jak i szacunku. Dopóki się czymś nie wykażesz (złym lub dobrym), będzie traktować cię na równi ze sobą, bez wzgląd na stereotypy. Tak jak owo ognisko w ciemnościach z początku opisu, Flo z własnej natury przywykła ściągać na siebie cudzą uwagę. Spowodowane jest to głównie wyglądem, a najczęściej gapią się na nią właśnie mężczyźni, a kobiety mruczą coś nosem średnio zadowolone. Nie żeby się tym przejmowała - kobieta ma niebywały dystans do siebie. Cokolwiek jej powiesz, albo spłynie po niej jak po kaczce, albo obróci dowcip na swoją korzyść. Gdy ktoś wytyka jej wadę, dziewczyna się z tym w zupełności zgadza, a nawet zaczyna wyliczać inne swoje typowe problemy. Bez trudu możesz się więc od niej samej dowiedzieć, że kłamie bez mrugnięcia okiem (przezwisko Oszustka nie wzięło się znikąd), jest zbyt pedantyczna i za bardzo przejmuje się porządkiem wokół siebie, zdarza jej się wywyższać, często bywa czysto złośliwa, oraz że jest niechlujną wieśniaczką. Chociaż to ostatnie faktycznie jest kłamstwem. Wiedźma w obliczu ważnej osobistości czy sytuacji, okazuje się doskonale znać savoir vivre, jakby została wychowana na dworze królewskim. Czasem wydaje się wręcz zbyt sztywna i niektórzy doradzają jej czasem ,,zgarbić się" na kilka minut, bo zamieni się w drewniany kołek. Ale skoro umie się zachowywać jak drewniany dworski polityk, umie równie dobrze kłamać jak on. Nie jest nieszczera przez cały czas. Gdy wymaga tego sytuacja po prostu ,,nagina prawdę", a jej zdolności magiczne wręcz się na tym opierają. Oskarżanie ją o oszustwa zaczęło się już mijać z celem, bo Flo jedynie odpowie ci, że taki ma już niestety zawód.
Song Theme: Anyone Can Fly - The Spiritual Machines
Miasto rodzinne: Rutthen, ale sporą część swojego życia wiąże jednak z Castelią. W rodzimych okolicach ma reputację czarownicy i nie zdziwiłaby się, gdyby usłyszała, że straszą nią dzieci.
Klan: Lwy z Castelii
Pozycja: Nowicjusz
Punkty pojedynku: 10
Profesja: Szermierz, Mag
Broń: Wąski obusieczny miecz z mocno hartowanej stali - ciężki nie jest, ale nie kruszy się ani nie szczerbi nawet w starciu z mocniejszą bronią. Oczywiście bez pieczęci, każda broń jest właściwie dla Flo bezużyteczna.
Umiejętności: Ludzie przypisują owianej złą sławą Oszustce znajomość wielu sztuk, ale tak naprawdę jedynym prawdziwym talentem Floriany jest...kłamstwo. Oczywiście nie to mówione, bo słowami może jedynie zapobiec walce, a nie ją wygrać. Flo podczas nauki w Castelii szkoliła się u nietypowego rzeźbiarza. Mężczyzna parał się sztuką ze wschodu, popularnie nazywaną ,,Fałszerstwem", mylnie kojarzonym jako odłam czarnej magii (której elfka nawet kijem by nie tknęła). Polegała ona na tworzeniu pieczęci zdolnych zmienić wygląd, właściwości, a nawet osobowość. Nie zmieniają samego przedmiotu czy istoty żywej, a raczej wpływają na jego historię, zmieniając niektóre fakty, by wpłynąć na jego obecny stan. Stworzenie pieczęci wymaga zapisania historii w jakimś tworzywie w formie kręgów drobnych run. Po przyłożeniu jej do powierzchni bądź skóry i przekręceniu o 180 stopni, Fałszerstwo zmienia historię, czyniąc przedmioty silniejszymi lub słabszymi, zmieniając bogacza w żebraka, a durnego chłopa w polityka. Cała sztuka polega na jak najbardziej prawdopodobnemu przedstawieniu alternatywnej historii, w innym wypadku czar się nie przyjmie i zniknie po krótkim czasie. Fałszerstwo można cofnąć poprzez oderwanie pozostałego po pieczęci śladu, przypominającego granatowy lak. Flo zawsze nosi przy sobie najbardziej pożyteczne pieczęci, potrafi też w krótkim czasie stworzyć nowe. Najlepszym materiałem do tego jest wapień (lekki i łatwy do obróbki), ale równie dobrze może się nadać glina czy drewno, chociaż efekty będą zdecydowanie gorsze przez trudność w utrzymaniu odpowiedniego kształtu. Tak właśnie dziewczyna jest w stanie uciec z celi (,,przekonując" stalowy zamek, że jest bardzo wysłużony) lub z nudów naprawić skrzypiące łóżko (według nowej historii bardzo zadbane i pielęgnowane). Ulubioną pieczęcią Wiedźmy jest oczywiście jej naszyjnik, pozwalający jej po nałożeniu stać się mistrzynią we władaniu bronią białą. I bez tego wystarczająco sobie radzi z mieczem, ale w poważnych, prawdziwych starciach z lepszym przeciwnikiem od którego zależy jej życie, woli jednak ,,oszukiwać".
Towarzysz: Brak
Wierzchowiec: Brak
Nick na howrse: RedRidingHood
Nazwisko: La Noire
Przydomek: U siebie nazywana jest po prostu Wiedźmą lub Oszustką, ale dawno przestała się tym przejmować. Ba, od dobrych paru lat traktuje to bardziej jako przyjacielskie dogryzanie, nawet jeżeli używający tego słowa człowiek wcale nie ma na myśli niczego miłego. Zwykła już nawet używać tego jako pseudonimu.
Wiek: 25 lat (i proszę nie słuchać przesądnych tumanów przypisujących jej kilka wieków i nie pytać się głupio czy pamięta czasy Sześciu Królestw)
Płeć: Kobieta
Rasa: Wedle wszelkich wskazań elf...ciężko tylko stwierdzić dlaczego wyrosły jej rogi.
Rodzina: Rodzice mieszkają sobie spokojnie nad morzem w Ikramie. Nie poinformowali jej tylko gdzie i po jaką cholerę się wyprowadzali, zostawiając jej na głowie puste, zdecydowanie zbyt duże domostwo. Najwyraźniej nie chcą być przez nikogo odwiedzani.
Miłość: Przeżyła dzieciństwo i młodość jak każda typowa mieszkanka Dal-Virii, więc przyszło jej już przeżywać chwilowe zauroczenia i raz nawet głębsze uczucie...jednostronne, niestety. W swoim obecnym wieku kwestię poważnego związku traktuje z przymrużeniem oka. Jakby nie było, w dzisiejszych czasach wyjście za mąż w jej wieku to jednak problem.
Aparycja: Ma dobry metr siedemdziesiąt wzrostu, co nie powinno dziwić - w końcu jest pełnokrwistą elfką. Nie jest jednak tyczkowata. Szczupła, owszem, ale nie przypomina kształtem płaskiej belki stropowej. Logicznym jest, że ściąga na siebie uwagę, a wnioskuje to ciekawskimi spojrzeniami mężczyzn i kobiecymi prychnięciami, czasem niemalże z zazdrości. Dzięki elfiej krwi Floriana posiada dodatkowo delikatną urodę i charakterystyczne dla rasy szpiczaste uszy. Nie używa ton makijażu, a mimo to jej twarz wydaje się zawsze świeża i idealna (efekt uboczny częstego stosowania na sobie różnych pieczęci - na każdej zapisany jest właśnie taki, a nie inny wizerunek). Ma jasnoszare obcięte na krótko włosy, wydające się być niemal w strzępach. Brwi i rzęsy również mają jasny odcień. Ubiera się raczej bardziej wygodnie niż ładnie, chociaż nie pogardzi ładnym wzorem na tunice (brązowej, białej, czarnej lub szarej) czy prostych spodniach do konnej jazdy. Przy pasie nosi swój niezastąpiony miecz. Na szyi nosi swoją najmniejszą i najczęściej używaną pieczęć: oszlifowany kamień z wyrytymi na spodzie drobnymi, misternymi wzorami. I póki co opis Flo mógłby podejść pod każdą typową przedstawicielkę elfiej rasy...przejdźmy więc do sedna, a mianowicie pary szarobrązowych, wygiętych do wewnątrz ROGÓW. Pojawiły się u niej jako małe guzki nad uszami gdy miała jakieś siedem lat, a widoczne stały się gdy skończyła wiosen piętnaście. Jak się można domyślić, szybko stało się to obiektem żartów ludzkich rówieśników i odrazy u dorosłych, a zwłaszcza elfów. Gdy jeszcze bardziej urosły, zakrywanie ich stało się już bezsensowne. Całe szczęście przestały rosnąć przed pięcioma laty. Wbrew pozorom nie są ciężkie i da się z nimi normalnie żyć. Drugim co ściąga cudzą uwagę są oczy elfki. Mają one żywą, żółtopomarańczową barwę. Wydają się mienić jak w kalejdoskopie, przygasać i rozpalać, co razem z kolorem przywodzi na myśl płomienie. I to w tym pozytywnym znaczeniu, jak ciepło domowego kominka.
Zainteresowania: Flo jest zawodową rzeźbiarką - ukończyła Castelijską Akademię Sztuki, tak jak chciała tego jej matka. Długi czas szukała dobrego zastosowania dla swojego daru (widok ładnych figurek w ogrodzie mało ją satysfakcjonował), aż poznała sztukę tworzenia magicznych pieczęci. Od tamtej pory - czyli od około dziewięciu lat - doskonali się w tej sztuce, zajmując nią każdy zakamarek swojego umysłu, upychając ją w każdą wolną chwilę. Całe szczęście pieczęcie nie są wielkie i może nosić którąś niedokończoną przy sobie w torbie razem z rylcem. Lubi też literaturę - dobra książka z kubkiem herbaty nigdy nikomu nie zaszkodziła.
Charakter: ,,Oczy są zwierciadłem duszy" - tak powtarzała matka małej Florianki, gdy dziecko pytało się dlaczego jej oczka mają inny kolor niż rodziców. A dusza elfki faktycznie wydaje się być żywym płomieniem, przejawiając się w jej zachowaniu. Flo jest właściwie zupełnie jak rozpalone w lesie ognisko. Jest wyjątkowo ciepłą i pomocną osobą. Kobieta nie lubi siedzieć w towarzystwie cichych, zamkniętych w sobie ludzi. Nie obchodzi ją ile przeszli, co takiego potwornego zrobili, tylko stara się zasiać w nich odrobinę swojej typowej pogody ducha. Nigdy nikogo nie zmusza do zwierzeń, co właściwie jest jej chyba największą zaletą. Na jej ustach przez większość czasu tańczy delikatny, pogodny uśmiech. Sama często żartuje - z siebie, z sytuacji, z przypadkowych przechodniów, byle tylko mocno kogoś nie urazić. Nie jest wstydliwa i nie obawia się obcych. Możesz być arystokratą, rabusiem, płatnym mordercą, a ona nawet o tym wiedząc będzie uważać cię za normalnego człowieka, bez zarówno lęku...jak i szacunku. Dopóki się czymś nie wykażesz (złym lub dobrym), będzie traktować cię na równi ze sobą, bez wzgląd na stereotypy. Tak jak owo ognisko w ciemnościach z początku opisu, Flo z własnej natury przywykła ściągać na siebie cudzą uwagę. Spowodowane jest to głównie wyglądem, a najczęściej gapią się na nią właśnie mężczyźni, a kobiety mruczą coś nosem średnio zadowolone. Nie żeby się tym przejmowała - kobieta ma niebywały dystans do siebie. Cokolwiek jej powiesz, albo spłynie po niej jak po kaczce, albo obróci dowcip na swoją korzyść. Gdy ktoś wytyka jej wadę, dziewczyna się z tym w zupełności zgadza, a nawet zaczyna wyliczać inne swoje typowe problemy. Bez trudu możesz się więc od niej samej dowiedzieć, że kłamie bez mrugnięcia okiem (przezwisko Oszustka nie wzięło się znikąd), jest zbyt pedantyczna i za bardzo przejmuje się porządkiem wokół siebie, zdarza jej się wywyższać, często bywa czysto złośliwa, oraz że jest niechlujną wieśniaczką. Chociaż to ostatnie faktycznie jest kłamstwem. Wiedźma w obliczu ważnej osobistości czy sytuacji, okazuje się doskonale znać savoir vivre, jakby została wychowana na dworze królewskim. Czasem wydaje się wręcz zbyt sztywna i niektórzy doradzają jej czasem ,,zgarbić się" na kilka minut, bo zamieni się w drewniany kołek. Ale skoro umie się zachowywać jak drewniany dworski polityk, umie równie dobrze kłamać jak on. Nie jest nieszczera przez cały czas. Gdy wymaga tego sytuacja po prostu ,,nagina prawdę", a jej zdolności magiczne wręcz się na tym opierają. Oskarżanie ją o oszustwa zaczęło się już mijać z celem, bo Flo jedynie odpowie ci, że taki ma już niestety zawód.
Song Theme: Anyone Can Fly - The Spiritual Machines
Miasto rodzinne: Rutthen, ale sporą część swojego życia wiąże jednak z Castelią. W rodzimych okolicach ma reputację czarownicy i nie zdziwiłaby się, gdyby usłyszała, że straszą nią dzieci.
Klan: Lwy z Castelii
Pozycja: Nowicjusz
Punkty pojedynku: 10
Profesja: Szermierz, Mag
Broń: Wąski obusieczny miecz z mocno hartowanej stali - ciężki nie jest, ale nie kruszy się ani nie szczerbi nawet w starciu z mocniejszą bronią. Oczywiście bez pieczęci, każda broń jest właściwie dla Flo bezużyteczna.
Umiejętności: Ludzie przypisują owianej złą sławą Oszustce znajomość wielu sztuk, ale tak naprawdę jedynym prawdziwym talentem Floriany jest...kłamstwo. Oczywiście nie to mówione, bo słowami może jedynie zapobiec walce, a nie ją wygrać. Flo podczas nauki w Castelii szkoliła się u nietypowego rzeźbiarza. Mężczyzna parał się sztuką ze wschodu, popularnie nazywaną ,,Fałszerstwem", mylnie kojarzonym jako odłam czarnej magii (której elfka nawet kijem by nie tknęła). Polegała ona na tworzeniu pieczęci zdolnych zmienić wygląd, właściwości, a nawet osobowość. Nie zmieniają samego przedmiotu czy istoty żywej, a raczej wpływają na jego historię, zmieniając niektóre fakty, by wpłynąć na jego obecny stan. Stworzenie pieczęci wymaga zapisania historii w jakimś tworzywie w formie kręgów drobnych run. Po przyłożeniu jej do powierzchni bądź skóry i przekręceniu o 180 stopni, Fałszerstwo zmienia historię, czyniąc przedmioty silniejszymi lub słabszymi, zmieniając bogacza w żebraka, a durnego chłopa w polityka. Cała sztuka polega na jak najbardziej prawdopodobnemu przedstawieniu alternatywnej historii, w innym wypadku czar się nie przyjmie i zniknie po krótkim czasie. Fałszerstwo można cofnąć poprzez oderwanie pozostałego po pieczęci śladu, przypominającego granatowy lak. Flo zawsze nosi przy sobie najbardziej pożyteczne pieczęci, potrafi też w krótkim czasie stworzyć nowe. Najlepszym materiałem do tego jest wapień (lekki i łatwy do obróbki), ale równie dobrze może się nadać glina czy drewno, chociaż efekty będą zdecydowanie gorsze przez trudność w utrzymaniu odpowiedniego kształtu. Tak właśnie dziewczyna jest w stanie uciec z celi (,,przekonując" stalowy zamek, że jest bardzo wysłużony) lub z nudów naprawić skrzypiące łóżko (według nowej historii bardzo zadbane i pielęgnowane). Ulubioną pieczęcią Wiedźmy jest oczywiście jej naszyjnik, pozwalający jej po nałożeniu stać się mistrzynią we władaniu bronią białą. I bez tego wystarczająco sobie radzi z mieczem, ale w poważnych, prawdziwych starciach z lepszym przeciwnikiem od którego zależy jej życie, woli jednak ,,oszukiwać".
Towarzysz: Brak
Wierzchowiec: Brak
Nick na howrse: RedRidingHood
Subskrybuj:
Posty (Atom)
