Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Thalia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Thalia. Pokaż wszystkie posty

sobota, 6 maja 2017

Od Thalii (CD Revana) - Kapitan Hak, Mała Syrenka i legenda o ośmionogim ogierze

        Ludzie nigdy nie należeli ani do najbardziej tolerancyjny, ani szczególnie inteligentnych istot, nawet jeśli jakimś cudem udało im się znaleźć na szczycie hierarchii tego świata. Owszem, nauczyli się budować domy, wierze i pałace, okiełznali zwierzęta, zapanowali nad lądami i morzami, ale wszczynali również wojny bez większego powodu, łamali postanowienia świeżo zawartych rozejmów, wybierali swoich przywódców, w pierwszej kolejności stawiając drzewo genealogiczne i dziedzictwo krwi ponad charyzmę i rozwagę, marzyli o potędze, pozwalającej rozstawiać wszystko i wszystkich po kątach, chociaż sami znajdowali się pod wpływem niewielkich, bitych przez siebie samych monet i to od samego początku ich wynalezienia. Wszyscy od zawsze mieli nie po kolei w głowie, a jednak tylko Ci, którzy odważyli się to pokazać zostawali odsunięci od reszty społeczeństwa, nawet jeśli w głowach pozostałych mieszkańców przez cały ten czas dźwięczała jedna, wspólna myśl: "to również jestem ja". A skoro poruszyliśmy już temat wynalazków, myślę, że inteligencję, niezwykłą tolerancję, ale przede wszystkim geniusz gatunku ludzkiego genialnie ukazuje niezwykły sposób, za pomocą którego mieszkańcy miast i wsi pozbywali się rosnącej plagi w postaci czarownic, topiąc podejrzane i niewinne kobiety w dziurawych, przepuszczających mnóstwo wody i wpuszczających do środka niemałą ilość powietrza beczkach, zakładając, że jedynym logicznym wyjaśnieniem dlaczego oskarżonej udało się przeżyć podtapianie było zawieranie kontaktów z diabłem, co z marszu groziło całopaleniem. Szkoda tylko, że nikt nie brał odpowiedzialności za te kobiety, które jako "nie-czarownice" wyzionęły ducha, topiąc się w tych mniej dziurawych beczkach wody...
  Właściwie trudno jednoznacznie stwierdzić skąd w głowie Szkwał pojawiła się historia o topieniu czarownic, skoro jedynym wspólnym elementem "tortury", jakiej poddano jedną z magicznych istot przytrzymywanych na tym nielegalnym, ale jakże ekscentrycznym i interesującym targu, była obecność beczki. Ogromnej beczki, po brzegi wypełnionej słodką, rzeczną wodą. Klatka, w której trzymano bestię, rodem wyjętą z baśni i żeglarskich opowieści była zanurzona do połowy, tak, że górna, bardzo często określana jako "ludzka" część morskiego zwierzęcia wystawała ponad taflę wody.
  Piratka przyglądała się potworowi, nie starając się ukryć odrazy, narastającej stopniowo z każą mijaną minutą.
  Bestia (chociaż w tym momencie zdecydowanie bliżej jej było do ludzkiej dziewczyny, po części dlatego, że mętna woda niemal całkowicie przykrywała rybi ogon, a po części również dlatego, że ani razu nie rzuciła się łakomie na stojącego najbliżej człowieka) również wpatrywała się w szare, pirackie oczy swoimi pustymi, jak morskie głębie, śliskimi ślepiami ryby, nawet raz przy tym nie mrugając. Sargent nie potrafiła opisać jak bardzo nie było jej szkoda uwięzionej syreny, chociaż potwór tak samo jak ona tęsknił za śpiewem burzliwego oceanu. Tak samo jak ona, został pozbawiony swojego domu i uwięziony na lądzie w klatce, która stanowiła jedynie nędzną imitację tego, co obie miały kiedyś. I podobnie jak syrena straciła swoje dawne życie, pozostając (najprawdopodobniej na zawsze) więźniem stałego kontynentu za sprawą gatunku, którego przedstawicielka obecnie się w nią wpatrywała, tak również Thalia Sargent straciła swoje dawne życie między innymi za sprawą ohydnych kreatur, których przedstawicielkę obserwowała już od co najmniej kilkunastu minut.
  Mierzyły się wzrokiem do momentu, w którym Szkwał już nie mogła na nią patrzeć.
  Będę z wami całkowicie szczera. Dziewczyna nie spodziewała się ujrzeć tych istot po raz kolejny, a już na pewno nie za tego życia. O ironio, fakt, że utknęła na lądzie powinien stanowić swego rodzaju gwarancję, że już nigdy przenigdy nie będzie musiała oglądać tych przerośniętych pół-śledzi na oczy, zaś los najwyraźniej postanowił sobie z niej zadrwić i to w jeden z najokrutniejszych sposobów- podstawiając piratce jednego z jej demonów tuż pod sam czubek nosa.
  Oczywiście, Thalia nie byłaby Thalią, gdyby dosłownie kilka sekund po zostawieniu syreny w swojej klatce-beczce nie spotkała czegoś, co błyskawicznie przywróciło jej dobry humor... albo właściwie powinnam powiedzieć, przywróciło jej ekscytację tym miejscem i sprawiło, że już właściwie zapomniała o podstępnej, morskiej kreaturze.
  - Czy można wiedzieć, gdzie mnie właściwie ciągniesz?- odezwał się Szary, którego (po raz kolejny w ciągu ostatnich kilku dni) piratka ciągnęła za sobą za rękaw, prowadząc go przez labirynt klatek, stoisk, straganów i namiotów.
  Wszystko to- nie tylko sam targ magicznych istot, ale właściwie już samo spowite iluzją, niedostępne dla nieproszonych gości i niemile widzianych par oczu miejsce zdawało się być wyjęte z innego świata. Zupełnie, jakby Prześladowca i Szkwał, podążając za tajemniczą mapą, trafili nagle do zupełnie innej krainy. Baśniowej opowieści, rozwijającej się w cudzej głowie.
  - Nie gadaj, tylko chodź szybciej. Zaraz zobaczysz!- słowa Thalii najwyraźniej ani trochę nie zaspokoiły ciekawości mężczyzny, Nie wydały się też szczególnie zachęcające, ponieważ dwójka Muszkieterów nie przedzierała się przez labirynt stoisk ani odrobinę szybciej.
  - Nie chcę niczego sugerować, ale uważam, że powinnaś poważnie popracować nad byciem bardziej przekonującą.- zauważył Revan, ni to specjalnie złośliwym, ni to specjalnie nauczycielskim tonem.- Czy to w taki sposób kierowałaś załogą piratów? Ciągnęłaś ich wszystkich za rękaw?
  Piratka roześmiała się, próbując wyobrazić sobie podobną scenę, jednak jakaś część jej umysłu w dalszym ciągu skutecznie uniemożliwiała pokazywanie prawowitej właścicielce, a tym bardziej przekształcanie wspomnień związanych z morskim życiem kobiety. Teraz jednak nie miało to większego znaczenia. Ba! Zaryzykowałabym nawet stwierdzenie, że w tamtej chwili nie było to w ogóle istotne, ponieważ głowa brunetki już z łatwością dała się pochłonąć całkiem innej rzeczywistości.
  - A myślałeś. że w jaki sposób zapanowałam nad więziennym buntem?- odparła Sargent, szczerząc się w stronę Revana z zadowoleniem.- A oto i mój skarb!- piratka stanęła obok Prześladowcy podekscytowana, prezentując mu gestem rodem wyjętym z występów teatralnych... konia.
  Wysokiego i dobrze zbudowanego ogiera o ośmiu nogach. Każdą z kończyn przywiązano mocnymi linami do drewnianej belki, wysokiej na około pięć stóp, co, patrząc na gwałtowne ruchy uwiązanego wierzchowca nie sprawiało wrażenia przesadnego dbania o ostrożność.
  "Przywiązaliśmy mu nogi..." - w głowie kobiety zabrzmiał męski głos, który udało jej się przypadkiem podsłuchać w Ikramskim porcie jeszcze kilka dni temu. " W s z y s t k i e  nogi?"- Doskonale pamiętała tamtą rozmowę, chociaż wówczas nie wydawała jej się niczym istotnym. Ot co, dwójka niczym nie wyróżniających się mężczyzn rozmawiała o interesach... teraz jednak wiedziała, czego owa transakcja dotyczyła. "Teraz bestyjka już się nam nie wymknie! Będziecie mogli jej dosiąść bez problemu!"
  Na usta piratki wkradł się złośliwy uśmieszek chochlika. To się jeszcze okaże, panowie... Dziewczyna odwróciła się w stronę stojącego obok Nocnego Prześladowcy. Z kolei mężczyzna, napotkawszy spojrzenie kompanki sprawiał wrażenie, jakby już wiedział czego powinien się spodziewać po kilku najbliższych minutach.
  - Nie ma takiej opcji.- odparł, jeszcze zanim Thalia zdążyła chociażby otworzyć usta.- Na Twoim miejscu nie robił bym tutaj zamieszania...
  - A ja myślę. że właśnie powinniśmy je zrobić!- nie był to raczej zbyt trafny argument, zwłaszcza, że padł z ust osoby, która zdawała się być wręcz stworzona do siania chaosu i zamętu.- Obejrzyj się, Re! Spójrz tylko co znajduje się dookoła. Jesteśmy na targu magicznych zwierząt!- dodała z niezdrowo przesadzonym entuzjazmem, który sprawił, że Prześladowca skrzywił się z niesmakiem.
  - Mam poważne wątpliwości co do tego, czy postrzegamy to miejsce w taki sam sposób...
  A owe wątpliwości na pewno nie były bezpodstawne. Piratka nie miała pojęcia jak silna była, ani gdzie miała swoje źródło odraza, jaką mężczyzna żywił do wszelkiego rodzaju handlu żywymi istotami. Nie była też w stanie go zrozumieć, nawet jeśli jej samej wiele lat temu, będąc jeszcze niczego nieświadomym dzieckiem, przyszło służyć pod czarną chorągwią pirackiej łajby nie do końca z własnej woli. Zdarzało jej się wówczas widywać targi niewolników, nie raz była też świadkiem wymiany ludzi za towar i towaru za ludzi, oraz zaciągania długów i zakładów przez piratów, którzy w zastaw oddawali niekoniecznie swoje życie. Oczywiście, nie oznacza to, że niewolnictwo było jej całkowicie obojętne, jednak podobnie jak sztormy, stanowiło pewną rutynę morskiego życia, która chociaż nieraz potrafiła je obrzydzić, zesłać śmierć i nieszczęście, była swego rodzaju prawem i odwiecznym, nieodłącznym bytem.
  - Też pytanie! To nasz skarb, widzisz?- dziewczyna po raz kolejny machnęła Revanowi prowizoryczną mapą tuż przed nosem.- A ty jak je postrzegasz?
  - Jak zamach na wolność.- odparł mężczyzna spokojnie i niezwykle poważnie, dobierając słowa z niezwykłą rozwagą.- Czy ty naprawdę nie widzisz, że to miejsce niczym się nie różni od targu niewolników?
  - Oczywiście, że widzę! Ale, ponieważ jesteś tutaj szpiegiem od Orłów, klany i tak się o tym miejscu dowiedzą... zamieszania nie unikniemy.- Thalia wzruszyła ramionami.- Rozejrzyj się raz jeszcze. To miejsce jest tak nieuporządkowane... chaos, syf i cierpienie! Według mojej niefachowej opinii, odrobina zamieszania im nie zaszkodzi.- kobieta dodała, mrugając porozumiewawczo w stronę Prześladowcy, który z każą minutą sprawiał wrażenie coraz mniej zachwyconego słowami towarzyszki.- A skoro jesteś...
  - Jeśli ściągnęłaś mnie tutaj, licząc na pomoc w sianiu chaosu...- Revan przerwał Sargent w połowie zdania, dodając złośliwie- że też sama nie umiesz sobie z tym poradzić. To nie licz na zbyt wiele.
  - Za kogo ty mnie masz? Przecież w życiu bym Cię do czegoś takiego nie zmuszała.- uśmiech, jaki bez przerwy tańczył na ustach piratki zdecydowanie nie dodawał jej słowom wiarygodności.- Ale pomyślałam, że skoro tak bardzo boli Cię niewolnictwo, a mi zaś potrzebny jest wierzchowiec, nadający się do pracy w klanie gońców, to pomożesz mi uwolnić konika. Co ty na to?

Revan? No chyba jej nie odmówisz x3

piątek, 3 marca 2017

Od Thalii (CD Revana) - Hej ho do wody, szczurze lądowy!

        Sargent zmrużyła oczy, cały czas wpatrując się w Prześladowcę w milczeniu. Zmusiła się nawet do ponownego odwrócenia się plecami do kierunku jazdy, tak, żeby w miarę swobodnie móc wdać się w kolejną dyskusję. Trudno bowiem sobie wyobrazić, żeby po usłyszeniu tego jednego, niby niewinnego zdania dziewczyna mogła tak po prostu puścić je mimo uszu. Nie, sądząc po złośliwym zadowoleniu Szarego i morderczym spojrzeniu piratki, konflikt najwyraźniej był nieunikniony, choć moment jego wybuchu na razie pozostawał tajemnicą. Coś się jednak szykowało i to z całą pewnością, aczkolwiek póki co dalsza „rozmowa” przypominała raczej milczący pojedynek na mierzenie się wzrokiem. Już po raz drugi dzisiejszego dnia, Szkwał nie była pewna co właściwie powinna odpowiedzieć, a taki stan (jak można się domyśleć, występujący u ludzi jej pokroju niezwykle rzadko) był dla niej więcej, niż niezwykle irytujący.
  To było zdecydowanie gorsze, niż wskoczenie po krwawej bijatyce do słonej, morskiej wody i zdecydowanie bardziej uciążliwe, niż głód i pragnienie, doskwierające pośród bezludnych fal oceanów. To było trudniejsze, niż wyścig z czasem, kiedy w okrętowe żagle nie dmucha nawet najlżejszy zefir.
  Będę z wami szczera. Po raz ostatni czuła się bardzo podobnie, kiedy okazało się, że z całej, kilkunastoosobowej załogi, została jej tylko wściekła małpa. Wiedziała doskonale co  c h c e   i co  p o w i n n a  zrobić, nie była jedynie pewna  j a k .
  Sargent po chwili uśmiechnęła się do Revana. W tym geście nie było niczego miłego.
  - Ojojoj, zagalopowałeś się złotko, za daleko… za daleko…- odparła w końcu, pobłażliwym, nauczycielskim tonem, jasno i wyraźnie dającym do zrozumienia, że mężczyzna najwyraźniej przegapił jedną z cenniejszych życiowych lekcji.
  Oba wierzchowce przerwały chód, kiedy dziewczyna gwałtownie zatrzymała srokatego ogiera, co nie było zbyt mądrym posunięciem, zważywszy na pozycję, w jakiej zdecydowała się podróżować. Cóż, grunt, że wymusiła zatrzymanie się na podążającym za nimi Wersecie.
  - Wiesz co się stanie- kontynuowała dziewczyna, ani na moment nie spuszczając wzroku z mężczyzny w bandance. On również, ku wielkiemu zadowoleniu jej silnego ducha rywalizacji, nie miał zamiaru odpuszczać.- kiedy spotkasz na drodze niebezpiecznie wkurzonego pirata?
  Szary przybrał zamyśloną pozycję. Ze złożoną w pięść dłonią, podłożoną pod brodę, wyglądał jakby faktycznie zastanawiał się nad zadanym pytaniem, analizując w głowie każdą z możliwych odpowiedzi. Wreszcie wzruszył ramionami z udawanym zrezygnowaniem.
  - Bonum quaestio… jeszcze nigdy nie przyszło mi się z takowym zetknąć.- i chociaż zarówno bandanka, jak i cień rzucany przez kapelusz pozwalały na zobaczenie jedynie fragmentu twarzy Prześladowcy, tworząc tym samym neutralną, pozbawioną widocznych emocji maskę, to jego rozbawione, w tym momencie, oczy mówiły same za siebie.
  Piratka pokręciła głową z niedowierzaniem, dając jednocześnie srokaczowi znak, że postój właśnie się skończył i trzeba ponownie ruszać w stronę Dos, oddalonej jeszcze o zaledwie kilka minut drogi. Dziewczyna zaśmiała się w taki sposób, w jaki może śmiać się jedynie osoba rozbawiona, a jednocześnie wyjątkowo wkurzona.
  - Masz szczęście, Panie Szary, że nie jedziemy na jednym koniu.- właśnie w tym momencie odzyskała z powrotem swój zbójecki uśmiech.- Bo  g w a r a n t u j ę  Ci, że już od dawna leżałbyś gdzieś w krzakach z gębą pełną chwastów.- ledwie wypowiedziała te słowa, a już przed oczami pokazał jej się obrazek. Wizja odjeżdżającej ze śmiechem piratki i biegnącego za koniem Revana. Cóż, nie da się jednak ukryć, że taki scenariusz był tak samo zadowalający, co nierealny.
  I chociaż ta część rozmowy sprawiała wrażenie właściwie nie tyle uciętej, co po prostu zakończonej, Nocny Prześladowca, podobnie, jak wcześniej piratka, doskonale zdawał sobie sprawę z tego, iż zdecydowanie nie trafił na towarzysza, który zwykł właśnie w taki sposób kończyć dyskusje. Nie mówiąc już o pozostawianiu niedokończonych spraw, bez jakiejkolwiek chęci późniejszego rewanżu. Bo nawet jeśli ich dziwna gra wyglądała na chwilowo zakończoną, spojrzenie piratki jasno i wyraźnie dawało do zrozumienia, że jeszcze się zemści. A jak i kiedy? Cóż, to właśnie na braku konkretnego planu i improwizacji polegała cała zabawa.
  - Nie wiem jak ty, ale ja tu niczego nie widzę.- zauważyła Sargent, całkiem trafnie z resztą, kiedy zaledwie kilka minut później oboje dotarli nad brzeg Dos.
  Dwójka Muszkieterów ruszyła przed siebie, w kierunku przeciwnym, niż ten wyznaczony przez zaskakująco słaby prąd rzeki. Dziewczyna rozglądała się dookoła, podczas gdy zdecydowanie bardziej obeznany w topografii kontynentu Prześladowca wpatrywał się w mapę, usilnie próbując doszukać się w niej kolejnych wytycznych. Niestety, rysunek nie został jedynie sporządzony niezwykle niezdarnie, ale najwyraźniej również w pośpiechu, ponieważ nie zaznaczono na nim konkretnego celu wyprawy.
  Sargent co jakiś czas zerkała mordercy przez ramię (nie szczędząc przy tym ilustracji ani słowa krytyki), jakby w nadziei na pojawienie się na niej ogromnego, czerwonego znaku ‘x’, ewentualnie niewielkich rysunków stóp, tudzież strzałek, prowadzących prosto do celu. Niestety, ponieważ do tej pory żadna z takowych rzeczy nie pojawiła się znikąd na tajemniczym świstku, dziewczyna za każdym razem powracała do obserwowania otaczającego ich terenu.
  - Jeśli spodziewałaś się skrzyni pełnej skarbów, zostawionej tuż przy rzece, to niestety muszę cię zmartwić. Chyba nie na tym polega chowanie tajemnic.- Szary nawet nie musiał odrywać wzroku od mapy, żeby bez trudu domyślić się reakcji Thalii. Co jedynie oznaczało, że albo oboje stali się zbyt przewidywalni, albo spędzali ze sobą zdecydowanie za dużo czasu i szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, która z dwóch opcji wydawała się bardziej niepokojąca.
  - Wniosek jest taki.- Revan złożył z powrotem mapę, ostatecznie decydując, iż dalsze wpatrywanie się w nakreślone linie zdecydowanie mija się z celem.- Albo natrafiliśmy na nic innego, jak na zwykłą mapę, albo ktoś bardzo chciał, żeby rysunek wyglądał wyjątkowo zwyczajnie. Zazwyczaj to te najprostsze i niepozorne kryjówki, chowają w sobie największe tajemnice.
  - Do prawdy?- piratka posłała Prześladowcy przebiegłe spojrzenie.- Ile  t a j e m n i c  zakopałeś, Panie Szary, że wypowiadasz się tak fachowych tonem?- specjalnie zaakcentowane słowo „tajemnic”, wyraźnie wskazywało na odniesienie się do specjalizacji Nocnego Prześladowcy.
  Poursuivant wytrzymał spojrzenie kompanki.
  - Wystarczająco dużo, żeby odróżnić profesjonalistę, od amatora.- odparł zdecydowanie spokojniej, niż zakładały oczekiwania piratki.
  Sargent nie zdobyła się na bardziej kreatywną odpowiedź, niż pokiwanie głową i wymamrotanie po nosem przeciągłego „yyyyhyyyyyymmmmmmmm…”.
  Takim oto sposobem zawędrowali na drewniany pomost, przeznaczony do łowienia ryb przez tutejszych mieszkańców. Właściwie to stanęli na nim bez większego celu, jednak w sytuacji, w której nie dość, że żadne z nich nie wiedziało czego szukają, ale także nie miało pojęcia gdzie konkretnie mają się za tym czymś rozglądać, miejsce chyba nie robiło specjalnej różnicy. Oczywiście, póki znajdowało się ono w zasięgu kilku hektarów terenu, do którego Muszkieterowie zawęzili poszukiwania.
  Wschodzące słońce odbijało się od powierzchni rzeki, nadając wodzie srebrnawego połysku. Piratka odwróciła wzrok od tafli, skupiając go na czymś, co nie raziło jej po oczach. Niedaleko przed nimi rozciągał się gęsty las, który na żywo prezentował się zdecydowanie okazalej, niż na kradzionej mapie. Wcześniej Sargent była zbyt przyzwyczajona do fal i otwartego oceanu, a aż do tej pory zbyt skupiona na tęsknocie za niespokojnymi sztormami, żeby dostrzec jakiekolwiek uroki lądu. Oczywiście, w dalszym ciągu byle rzeczka nie była w stanie równać się z niekończącymi się morzami, zaś widok lasu był niczym w porównaniu z widokiem pojedynczych, niewielkich wysp, jakie załoga czasami mijała, podczas długich wypraw, jednak nie da się ukryć, że okolica była na swój sposób urokliwa.
  Sargent zmrużyła oczy, przyglądając się rozłożystym drzewom. Coś jej tutaj nie pasowało… nie w całym lesie, ale w jego fragmencie- tym najbardziej widocznym, wysuniętym na przód.
Szkwał uśmiechnęła się tryumfalnie, szturchając stojącego obok Prześladowcę.
  - Panie Szary? Czy mówiąc o profesjonalizmie, miałeś może na myśli iluzję?- napotkawszy pytające spojrzenie kompana, dziewczyna wskazała palcem las.- Chociaż przyznaję, jest trochę wadliwa, skoro te tutaj nie rzucają cienia.
  Dwójka poszukiwaczy przeszła niemalże na sam skraj pomostu, żeby móc wyraźniej przyjrzeć się drzewom, znajdującym się po drugiej stronie Dos. Faktycznie, część z nich nie rzucała cienia, chociaż pozostała część lasu nie miała z tym najmniejszego problemu. Zwłaszcza, przy wschodzącym słońcu.
  - Po co ktoś miałby zadawać sobie tyle trudu, żeby tworzyć iluzję takich rozmiarów?- Revan zadał to pytanie raczej sobie samemu, nie oczekując konkretnej odpowiedzi, chociaż ta była aż zbyt oczywista.
  - To chyba jasne. Nasz ukryty skarb musi być naprawdę ogromny… patrz, smok!- Szkwał podskoczyła, jak oparzona, pokazując Revanowi pustą przestrzeń błękitnego nieba.
  Niestety, do mężczyzny odrobinę zbyt późno dotarła absurdalność wypowiedzi piratki. Kiedy tylko, wbrew wszelkiej logice spojrzał się w górę, na punkt wskazywany przez brunetkę, poczuł na plecach ręce, które bez większego wysiłku zepchnęły go z drewnianego pomostu, prostu do rzeki.
  - A   t o  za czytanie cudzych rzeczy!- Sargent zdążyła wykrzyczeć, jeszcze zanim sylwetka Prześladowcy całkowicie zniknęła pod taflą wody.
  Oczywiście, zdarzeniu towarzyszył nagły wybuch wesołości Thalii, przypominający raczej dziecięce rozbawienie, niż złowieszczy rechot nikczemnika. Dziewczyna zwijała się ze śmiechu, trzymając się obiema rękami za brzuch, zupełnie, jakby ten mógł jej uciec w każdej chwili. Kiedy Re wypłynął na powierzchnię, łapiąc oddech, miał nad sobą już nieco spokojniejszą, choć w dalszym ciągu niezwykle zadowoloną z siebie twarz Thalii. Dziewczyna przestała zwijać się na deskach pomostu, choć ogniki w jej oczach, niby buchające płomienie pośród szarego szturmu, ani przez chwilę nie przestały się tlić.
  - Oho, nie lubimy wody, co? Szczurku lądowy?- Sargent była chyba jedynym piratem, który nie tylko potrafił zdrobniać kpiący tytuł, nadany ludziom z kontynentu przez żeglarzy, ale wypowiedziała go z tak teatralnie nieszczerą czułością, która w odpowiednim kontekście mogłaby urazić bardziej, niż wyzwiska.- Przynajmniej umiesz pływać.

Panie Szary? Jak zemsta, to zemsta ^^

sobota, 25 lutego 2017

Od Thalii (CD Revana) - Lądowa mapa skarbów?

        Dziewczyna wykrzywiła usta, nawet nie starając się ukryć tańczącego po nich grymasu niezadowolenia. Oparła się o drzwi jednego z pustych boksów, skąd mogła swobodnie przyglądać się krytycznym wzrokiem wierzchowcowi Szarego, powtarzając w myślach nadane mu imię. Werset, Werset, Werset… Cóż, nie da się ukryć, że sama nigdy nie nazwałaby tak swojego rumaka. Trudno powiedzieć, czy to lata spędzone na pokładzie przeróżnych okrętów, czy też własny, nieco specyficzny gust sprawiły, że Szkwał stała się zwolenniczką tych bardziej skomplikowanych, ewentualnie kilkuczłonowych imion… albo takich, które rzucane na lewo i prawo brzmiały, jak najgorsze obelgi (tak, imię Dexter zdecydowanie zalicza się do tej ostatniej grupy).
  Jednak, kiedy przesunęła spojrzenie z siwego ogiera w stronę wysokiego, płatnego mordercy z bandanką na twarzy, który od tej chwili uchodził za jego właściciela, imię konia przestało wydawać jej się aż takie dziwne. Właściwie, to, że wpadł na nie ktoś pokroju Revana nie stanowiło dla niej zaskoczenia.
  - Wyglądasz, jakby ktoś przystawił Ci zdechłą rybę pod nos.- zauważył z rozbawieniem Szary, napotkawszy skrzywioną twarz piratki.- No chyba mi nie powiesz, że jest aż tak złe.
  Brunetka jedynie wzruszyła ramionami, uśmiechając się przy tym szeroko. Chociaż cała ta rozmowa dotyczyła jedynie wyboru imienia dla jednej „czworonożnej lądowej szkapy”, jak to w myślach nazywała większość koni, przyjemnie było choć raz móc poczuć się, jak szanowany, nieomylny mentor, prowadzący za rękę swojego zbłąkanego ucznia przez ten tajemniczy świat. Z tą jedną, jedyną różnicą, że ani Thalia nie nadawała się na nauczycielkę (nie wspominając już nawet o nazywaniu jej nieomylną), ani Prześladowca zdecydowanie nie pasował do wizerunku niczego nieświadomego podopiecznego. Już na samą myśl o podobnej sytuacji, piratka parsknęła głośnym śmiechem, teatralnie ocierając wyimaginowaną łzę, „spływającą” po jej lewym policzku. Sytuacja, w której jedna osoba śmieje się, zdaniem tej drugiej, z niczego i zupełnie bez powodu mogłaby wydawać się niezręczna, gdyby Szary nie spędził w towarzystwie czarnowłosej kobiety wystarczająco dużo czasu, aby nauczyć się nie reagować na podobne, niezrozumiałe wybuchy wesołości w inny sposób, niż uniesieniem brwi, czy też pełnym zrezygnowania (tudzież irytacji) westchnięciem.
  - Eeeee tam, póki nie jest to Słodzik, albo Cukiereczek, jakoś ujdzie.- brunetka machnęła ręką, w końcu odpowiadając na pytanie towarzysza.- Poza tym…- tutaj jej wzrok spoczął na siwym łbie, który ogier wystawiał ponad drewniane drzwi swojego boksu.- … nie wydaje się być bardziej niezadowolony, niż wtedy, gdy chciałeś zostać przy „paskudzie”, więc chyba nie ma nic przeciwko.
  W tym momencie Werset, zupełnie, jakby nie tylko rozumiał, ale także od początku uczestniczył w dyskusji, parsknął głośno, kilka razy kiwając łbem. Thalia posłała płatnemu mordercy spojrzenie, mówiące „Widzisz?”, zaś zmieszany wzrok Revana, przyglądający się mokremu od końskiej śliny rękawowi koszuli piratki odpowiedział „Wydaje mi się, że za Tobą nie przepada”.
  - Przebrzydła cholera!- rzuciła dziewczyna, szukając wzrokiem czegoś, o co mogłaby wytrzeć rękaw (zignorujmy na chwilę fakt, że jeszcze kilka godzin temu nie przeszkadzało jej bycie umorusanym we krwi bliżej nieokreślonych chimer, które zaatakowały gości balu, przerywając tym samym Święto Tolerancji w pałacu Ikramu).- Wiesz co? Jednak „paskuda” pasowało Ci znacznie lepiej.- ogier zdawał się zupełnie nie przejmować żadną z rzucanych przez piratkę uwag, czego dostatecznym dowodem było odwrócenie się od dwójki Muszkieterów zadem.
  Thalia jedynie westchnęła z irytacją, choć wyglądała na zdecydowanie bardziej rozbawioną całą sytuacją, niż faktycznie wściekłą. Z drugiej strony, to, że zbójecki uśmiech praktycznie nigdy całkowicie nie gasł na jej twarzy mogło być bardzo mylące.
  - Właśnie dlatego statki są zdecydowanie lepsze. I pomyśleć, że ja też będę musiała wybrać sobie takie coś na stałe… wyobrażasz to sobie?- rzuciła w stronę Revana.
  - Aż trudno sobie wyobrazić, jak szybko się nawzajem pozabijacie.- mężczyzna odparł złośliwie, nie wiedząc nawet, że w tym momencie oboje zaczęli zastanawiać się nad przebiegiem podobnej sytuacji, wyobrażając sobie chyba każdy z możliwych wariantów.
  - Proszę Cię, chyba mnie nie doceniasz! Tyle lat użerałam się z tym włochatym pomiotem szatana, a z byle szkapą miałabym sobie nie poradzić?!
  - Chcesz mi powiedzieć, że kapucynki są niebezpieczniejsze od koni?- Prześladowca spojrzał na piratkę z wyraźnym powątpiewaniem, jakby mówił „jeszcze nic nie wiesz o życiu…”.
  Właśnie w tym momencie Werset, choć dalej odwrócony tyłem do drzwi boksu, parsknął po raz kolejny i tupnął na znak wyraźnego sprzeciwu.
  - A Ciebie nikt się o zdanie nie pytał.- dziewczyna rzuciła w stronę najbliższego boksu, z którego jeszcze niedawno wystawał siwy łeb konia, jednak już tym razem, być może to przez urażoną dumę, wierzchowiec nie zaszczycił ich odpowiedzią.
  - Czy mi się przesłyszało, czy ty właśnie zwróciłaś się do konia?- zauważył Prześladowca, przy okazji przypominając piratce jej zachowanie podczas wcześniejszej wizyty w stajni.- Ty, która wcześniej krytykowała rozmowy ze zwierzętami?- mężczyzna uniósł brwi, w teatralnym geście udawanego zdziwienia.- Czyżby to była… hipokryzja?
  Szkwał zmrużyła oczy i już otworzyła usta, gotowa rzucić jakąś ciętą ripostę, kiedy nagle, jakby rozmyśliła się i zamknęła je z powrotem, ograniczając się jedynie do otaksowania wzrokiem stojącego naprzeciwko niej mężczyzny. Mimo wszystko, było to lepsze, niż otwarte przyznanie się do braku sensownych argumentów, chociaż nie potrzeba mędrca, by dostrzec gołym okiem widoczny, ale jakże nieczęsto spotykany brak pomysłu na kontratak. Bądź co bądź, czy istnieje inny powód dla którego pirat miałby nie kontynuować dyskusji?
  Mimo wszystko, cisza trwała tak krótko, że nawet nie sposób było zdążyć się nią nacieszyć.
  - No patrzcie państwo!- kobieta teatralnie uniosła ręce do góry.- Ledwo co dołączył do klanu, a już wytyka innym nieprawość…
  - Przynajmniej d o ł ą c z y ł e m do klanu.- słusznie zauważył Revan.- W innym przypadku nawet przez myśl by mi nie przeszło, żeby pchać się na przyjęcie pełne arystokracji…
  - Z tą maską to pewnie wolisz karnawały, co?- dziewczyna odgryzła się z zadowoleniem, ale Szary najwyraźniej zdążył już w swoim życiu nasłuchać się zbyt wielu podobnych tekstów, dotyczących noszonej przez niego bandanki, by zwracać uwagę i odpowiadać na każdy z nich.
  - Zdaje się, że chciałaś wstąpić do Orłów.
  - I nadal chcę! Ale, póki co, daj mi się nacieszyć wolnością.- odparła, co zabrzmiało zupełnie tak, jakby to właśnie Poursuivant, a nie straż, czy też wykroczenia, jakich dopuściła się brunetka próbowały odebrać jej jakże cenną dla każdego pirata wartość.
  - Poważnie?- Szary przyjrzał się kobiecie z wyraźnym powątpiewaniem.- A od kiedy to ścigany pirat, bez swojego okrętu, czy załogi jest wolnym człowiekiem?
  Sargent uśmiechnęła się szeroko, zupełnie, jakby tylko czekała aż padnie zadane przed chwilą pytanie.
- Ja zawsze będę wolna.- odparła pewnie, przysuwając się prowokacyjnie w stronę rozmówcy, zupełnie, jakby nigdy nie słyszała o pojęciu przestrzeni osobistej.- Nie ważne gdzie, nie ważne kiedy, nie ważne kto będzie chciał mnie dopaść. Na morzach, na lądzie, w pałacu, czy rynsztoku, to bez znaczenia. Nawet za więziennymi kratami byłam bardziej wolna, niż pilnujący mnie strażnicy kiedykolwiek będą.- wyszczerzyła się zbójecko.- Jak to jest być związanym przez sznury społeczeństwa?
  - Jak to jest być przestępcą bez immunitetu?- Szary najwyraźniej nie dawał za wygraną.
  Szkwał odsunęła się gwałtownie.
  - A ty dalej swoje… poza tym, dołączenie do Orłów było moim pomysłem, nikt Cię tam nie zapraszał.- dziewczyna mruknęła, niczym niezadowolony siedmiolatek. Biorąc pod uwagę wygląd i reputację piratki, mogło wyglądać to całkiem komicznie.
  - Jakoś nie miałyście nic przeciwko, kiedy dołączyłem do wędrówki.
  - A może po cichu liczyłyśmy, że dostaniesz się w łapy strażników?- odpowiedziała szybko, nawet bez zastanowienia, po czym zaczęła wymieniać w zamyśleniu kolejne scenariusze.- Albo, że porwą Cię bandyci… równie dobrze mogłyśmy okraść Cię podczas snu, upchnąć komuś na targu niewolników, albo nawet sprzedać tamtej wróżbitce. Hmmm… tak, myślę, że znalazłaby dla Ciebie miejsce w swoim namiocie. Pewnie stałbyś obok kufra z voodoo i słoików z jelitami. A poza tym- piratka klasnęła w dłonie, jakby właśnie przypomniała sobie o czymś niezwykle ważnym… cóż, nie da się ukryć, iż mogło chodzić tylko o sprawę najwyższej wagi, skoro przypomnienie sobie o niej sprawiło, że dziewczyna musiała skończyć swoją, do niczego nieprowadzącą wyliczankę.
  Sargent sięgnęła do jednej z kieszeni spodni, wyjmując z niej bliżej nieokreślone zawiniątko. Była to ta sama mapa (nakreślona z wątpliwą precyzją, choć ewidentnie do czegoś prowadziła), którą Dexter ukradł mężczyznom, mijanym wcześniej przez piratkę i kapucynkę w porcie. Przez całe to zamieszanie związane ze Świętem Tolerancji, a później z atakiem bestii, Thalia zupełnie zapomniała o tajemniczej mapie. Ale skoro oto trzymała ją w ręku, może warto byłoby rzucić okiem na nakreśloną drogę? I, oczywiście, dowiedzieć się do czego prowadziła.
  - … Chyba mamy zdecydowanie ciekawsze zajęcie!- brunetka machnęła Prześladowcy świstkiem tuż przy twarzy, jakby to, że kilka sekund wcześniej rozłożyła go przed sobą umknęło zamaskowanemu mężczyźnie.
  - „My”…?- nawet nie miał zamiaru ukrywać zdziwienia, mieszającego się z błagalnym tonem, jakże typowym dla pytania „dlaczego akurat ja?”.
  - Oj nie marudź, będzie fajnie.- Szkwał wyszczerzyła się zbójecko po raz kolejny.
  Revan spojrzał na dziewczynę, dając wyraźnie do zrozumienia jak bardzo wątpi w jej słowa, choć wszystko wskazywało na to, że nie miał w tej sprawie nic do gadania.

Revan? Wybacz mi Nyan za okropny stan tego opka, brak jakigokolwiek ładu i składu, ale obecnie po prostu na więcej mnie nie stać

sobota, 24 grudnia 2016

Od Thalii (CD Revana) - Dreszcz emocji i bal pełen wrażeń

        Tak jak od początku podejrzewała piratka, to całe napuszone, snobistyczne, sztywne i niewyobrażalnie nudne, niczym przysłowiowy but, Święto Tolerancji nabrało odrobiny sensu wraz z przybyciem szatynowej kurierki. Cała sala, pełna najprzeróżniejszej arystokracji (albo też „kolorowej tłuszczy”, jak to piratka zaczęła ich w myśli nazywać) nagle ożyła, jakby za sprawą dotknięcia czarodziejskiej różdżki, której funkcję w tym wypadku pełniło… stado przerośniętych chimer, które po próbach potraktowania ich jakimkolwiek ostrzem, mnożyły się niczym króliki na wiosnę? Nawet Thalia nie spodziewała się, że jej kompanka przyprowadzi tutaj coś   t a k i e g o  na rozruszanie niezwykle sztywnej atmosfery. Nie da się ukryć (choć dziewczyna musiała to przyznać z bólem), że maszkary były w stanie spowodować większy chaos, niż ona i kurierka mogły mieć w planach. Ba! Obserwując stado stworów, taranujących i pożerających wszystko, co stanęło im na drodze, goniących za panikującą tłuszczą, aż w końcu mnożących się po cięciu ich cielska nawet byle sztyletem, dziewczyna zaczęła wątpić, czy zdołałyby z Chow zrobić tutaj podobne zamieszanie nawet z pomocą Ozzi i Dexter’a, a przecież to już oznaczało wkroczenie do akcji cięższej artylerii.
  Jednak mimo wszystko, jak tylko zdążyła sobie poradzić z przełknięciem nieprzyjemnego uczucia zazdrości i poszarpanej dumy, bawiła się wręcz znakomicie! Szczerze powiedziawszy, gdyby ktoś wcześniej uprzedził ją jakie atrakcje będą miały miejsce podczas balu, przyszłaby na niego dużo wcześniej i to ze zdecydowanie lepszym nastawieniem. Być może nawet nie narzekałaby po drodze na towarzystwo tych bogatych gburów, bez krzty poczucia humoru. Być może, kto to wie? Choć z drugiej strony, gdzie tu w tym wszystkim magia niespodzianki, gdyby od samego początku wiedziała o ataku bestii? Element zaskoczenia jest przecież kluczowym składnikiem udanego przedstawienia! W takim razie, może to jednak i lepiej, że Chow zachowała coś takiego w sekrecie? Choć, sądząc po minie, jaka wymalowała się na twarzy kurierki, kiedy na salę balową wtłoczyły się olbrzymie cielska stworów, ona chyba też nie planowała aż tak efektywnego wejścia smoka.
  Właściwie to dziewczyna nie bawiła się tak dobrze od 310 roku, kiedy to, zawitawszy do kolejnego, jeszcze niczego nieświadomego portu, postanowiła się zabawić tak, jak to piraci zwykle mają w zwyczaju- głośno, efektownie i w dodatku najczęściej z opłakanym skutkiem dla drugiej strony. Jakby się nad tym przez chwilę zastanowić, był to pierwszy i ostatni raz, kiedy Szkwał postawiła nogę na klasztornych posadzkach. Przywdziawszy szaty mnicha (oczywiście, w pierwszej kolejności pozbawiając jednego nieszczęśnika przytomności, a później zamykając go związanego w ciemnej, przesiąkniętej stęchlizną piwnicy), postanowiła odprawić mszę „po swojemu” przed tłumem wiernych. Pech chciał, iż w mieście trwało wówczas jakieś lokalne święto, dlatego przed masywnymi, bogato zdobionymi drzwiami kościoła zgromadziło się więcej ludzi, niż zwykle, choć Thalii oczywiście nie specjalnie przeszkadzał taki obrót rzeczy. Właściwie to była bardzo zadowolona, kiedy tak wiele par uszu stało się świadkiem jej znakomitego występu, choć chyba tylko ona doceniła genialność własnego żartu. Oczywiście, przedstawienie diabli wzięli, kiedy co mądrzejsi mieszczanie, rozpoznawszy w ekscentrycznej kobiecie z kapucynką na ramieniu piratkę, której wizerunek widniał przy niejednej uliczce, a imię powtarzane było przez niejedne usta, zdecydowali się o wszystkim zawiadomić straż. Z resztą, prędzej czy później stróże prawa zostaliby wezwani przed kościół, nie zależnie od tego, czy Thalia zdecydowałaby się ściągnąć przebranie mnicha w środku mszy, czy postanowiłaby je zachować do końca ceremonii. To, co mówiła i jak się zachowywała wywołało już wystarczająco dużą falę krytyki, ale czego innego można się było spodziewać po morskim bandycie, odprawiającym mszę, podczas jednego ze swoim lepszych dni? Cóż, morał z tej historii taki, że dosłownie wszystkiego. I tak, jak wspomniane przeze mnie grono wiernych i strażników, nie było na tyle rozrywkowe, by docenić wybryk piratki, tak teraz również nikt poza kurierką najwyraźniej nie potrafił docenić tak ciekawego obrotu zdarzeń. No, może jedynie pogwizdujący wesoło Ozzi zdawał się być szczęśliwszy, niż one dwie razem wzięte, ale trzeba przyznać, że mało kto jest w stanie przebić przeklinającą papużkę nimfę w kwestii poczucia humoru.
  - BUAHAHAHA! PŁOŃ! PŁOOOŃ!- wyrwało się piratce, kiedy płonący gobelin dopadł ślepego potwora, bez skrupułów atakując w pierwszej kolejności grzbiet bestii. Rozprzestrzenienie się ognia po całym cielsku było już kwestią zaledwie kilku sekund, a pod wysoką temperaturą płomieni ugięły się nawet twarde łuski chimery.
  Nie da się ukryć, iż pokonanie jednego stwora, który miał czelność odbierać piratce i kurierce zasłużony (i każe cenny!) tytuł źródła niekontrolowanego chaosu i zniszczenia, było chyba najlepszym, co mogło dzisiaj Szkwał spotkać. Dziewczyna czuła się, jakby wygrała pojedynek, od którego zależało więcej, niż tylko jej życie. Zupełnie, jakby zwyciężyła w grze, stawiając wszystko co miała, na jedną, niepozorną kartę. Nawet, jeśli dookoła wciąż roiło się od mnożących się szkarad, to jedno zwycięstwo było jak na wagę złota. „Jeden zero, szmato!”
  Upajająca się sukcesem, nawet nie próbowała ukryć satysfakcji, jakiej dostarczyło jej pozbycie się wroga. Być może entuzjastyczne uniesienie rąk w górę było odrobinę przesadnym gestem, ale dziewczyna nie miała sobie niczego do zarzucenia.
  Dopiero w tym momencie zauważyła pełne dezaprobaty spojrzenie Revana, który z niedowierzaniem kręcił głową, przyglądając się reakcji czarnowłosej towarzyszki. Dziewczyna jedynie wzruszyła ramionami, jakby nie rozumiała iście rodzicielskiej reakcji Szarego.
  - No co? Zasłużył sobie, bezczelny gnój.- odparła tak oczywistym tonem, jakby dalsze usprawiedliwianie nie miało najmniejszego sensu. Cóż, w jej przypadku może faktycznie nie miało.
Piratka odwróciła głowę, ponownie przenosząc wzrok na wijącego się potwora, bezskutecznie walczącego resztkami sił z liżącym go płomieniem.
  Triumf zniknął z jej twarzy niemalże tak szybko, jak wcześniej się na niej pojawił. Znaleźli sposób na pokonanie potworów, mogli zabić je w znacznie łatwiejszy sposób, niż za pomocą zwykłej, białej broni, w końcu, po tak długim wyczekiwaniu, Święto Tolerancji zaczęło robić się ciekawe, Dexter znów się gdzieś zapodział, a przebrzydły potwór stanął w płomieniach. Wszystko zdawało się być na swoim miejscu, a mimo to, coś nie dawało brunetce spokoju. Miała wrażenie, że coś przegapiła, przeoczyła, a może raczej- czegoś nie dostrzegła.
  Burzowe oczy obrzuciły salę szybkim spojrzeniem, po czym po raz kolejny padły na postać Prześladowcy. Tym razem jednak zatrzymały się na nim zdecydowanie dłużej, wytrzeszczone, nie kryjąc zdziwienia. Dziewczyna bezpardonowo wytknęła Revana palcem prawej dłoni, rozdziawiając usta, niczym małe dziecko, powoli odkrywające nieznany świat.
  - Czy ty właśnie…- zaczęła, chyba jeszcze do końca nie wierząc swoim oczom. Trzeba przyznać, to, co ujrzała w pierwszej chwili naprawdę odebrało jej mowę. Nie minęła jednak sekunda, nim Thalia zdążyła się opamiętać i powrócić do swojego normalnego sposobu bycia.- A niech to waleń w mordę jeża kopnie! Panie Szary, ty masz   t w a r z !- wykrzyknęła, trudno powiedzieć, czy bardziej z podziwu, zaskoczenia, ekscytacji, czy może wszystkiego jednocześnie.
  I zanim Poursuivant zdążył zareagować, lub w jakikolwiek sposób obronić się przed atakiem ze strony dziewczyny, morda Szkwał wyrosła tuż przed nim i to w bardzo ostrym przybliżeniu.
  - No po prostu oczom nie wierzę!- kobieta klasnęła w dłonie uradowana, po czym bezceremonialnie dźgnęła towarzysza w policzek.- Że też doczekałam się dnia, w którym Nocny Prześladowca ukarze światu swoją szpetną mordę!- Przeklęta klasnęła raz jeszcze, po raz kolejny tykając palcem oblicze Kapitana Haka, zupełnie, jakby mężczyzna był muzealnym eksponatem, albo magicznym stworzeniem, którego nikt wcześniej na oczy nie widział, a o którym pisały jedynie stare podania i wiekowe księgi.
  Prześladowca najwyraźniej wyczerpał swój limit cierpliwości, czego dowiódł głośnym westchnięciem i teatralnym wywróceniem oczu z irytacją. Widząc to, Thalia na chwilę przestała dźgać przyjaciela, po czym posłała mu zadowolony z siebie uśmiech.
  - Oj, nie złość się tak, tylko żartowałam! Nie jesteś aż tak szkaradny.- dokładnie w tym momencie kobieta, dla podkreślenia znaczenia swoich słów, poklepała Szarego po lewym, przyozdobionym długą blizną policzku.- No, powiedzmy, że jeszcze załapujesz się do kategorii przeciętnych…- wyszczerzyła się po raz kolejny, śmiejąc się typowym, chochlikowym „hi hi”.
  Zupełnie, jakby to jej wcześniejsza wypowiedź, a nie bezceremonialne dotykanie towarzysza po twarzy, była przyczyną irytacji Nocnego Prześladowcy.
  - Dobrze się bawisz?- Szary po raz kolejny spojrzał z niedowierzaniem na piratkę, unosząc przy tym jedną brew. Szkwał zasalutowała w odpowiedzi.
  - Aye, aye, taje’s!- wykrzyknęła ironicznie, imitując ton, jakim okrętowy majtek zwraca się do kapitana, bosmana, albo kogokolwiek, wydającego mu rozkazy.- Ale tak między nami…- zaczęła, już nieco poważniejszym tonem. Mimo wszystko, w dalszym ciągu nie przestała się uśmiechać, co sprawiało, że jej wypowiedzi mogły zostać odebrane w różnoraki sposób.- Wiesz, że pokazania twarzy bardzo ujmuje Ci charakteru? Poważnie, nie rób tego więcej.
  Revan najwyraźniej nie miał ochoty na kolejne, pirackie mądrości dzisiejszego wieczoru, dlatego zdecydował się zbyć uwagę towarzyszki, nim ta zdąży się rozkręcić na dobre, starając się przy okazji skupić na tym, co działo się dookoła. A działo się bardzo dużo! Oczywiście, podobnie, jak w przypadku poprzedniego opowiadania, to również nie miałoby sensu, gdyby przedstawiona para bohaterów nie zaczęła się ze sobą droczyć w samym środku niebezpieczeństwa.
  - Hej, gołąbeczki!- głos Chow rozniósł się echem po przestronnej sali balowej. Kurierka, wraz z nieznajomą, rogatą kobietą starały się podpalić drugiego potwora, choć najwyraźniej wcale nie przeszkodziło to tej pierwszej w częstowaniu dwóch pozostałych Muszkieterów kąśliwą uwagą.- Nie czas teraz na ploteczki, może ruszycie tutaj swoje dupska i pomożenie, co?!
  Sargent w odpowiedzi parsknęła śmiechem, zaś mina Revana i jego spojrzenie, pytające „Dlaczego ja?” jednoznacznie tłumaczyły, iż mężczyzna najwyraźniej po raz kolejny stracił wiarę w ludzkość.
Mimo wszystko, przekomarzanie się i kłótnie mogły zaczekać, teraz najważniejsze było pozbycie się stada wyrośniętych szkarad. A skoro udało im się poznać sposób na zabicie bestii, nie dopuszczając do mnożenia się ich w nieskończoność, warto było z niego skorzystać. I to jak najszybciej.
  - No, słyszałeś Panie Szary?- Sargent bezceremonialnie chwyciła mężczyznę za rękaw kaftana, ciągnąć go za sobą.- Choć, musimy spalić resztę tego ścierwa!- krzyknęła entuzjastycznie. Jej ton brzmiał tak, jakby mówiła „to będzie kolejny wielki, wielki dzień!”.

Re? Pospiesz się no, robota czeka!

poniedziałek, 19 września 2016

Od Thalii (CD Revana) - Od szaleństwa, do szaleństwa!

        Kąciki ust piratki uniosły się znacznie, w mgnieniu oka układając się w zbójecki uśmiech. Mściwy grymas zadowolonego z siebie chochlika, który, chociaż z pewnością, zdążył już znaleźć niejednego adresata, wciąż potrafił wzbudzać wśród odbiorców mieszane, choć bez wątpienia niezbyt pozytywne uczucia. Jednak czemuż tu się dziwić? Bo chociaż w tym umownym, ustalonym przez nie wiadomo kogo geście, zwykliśmy utożsamiać uśmiech ze szczerą radością, podzięką, wdzięcznością i sympatią, należy pamiętać, że wśród licznych gatunków zwierząt, takowe, jednoznaczne wykrzywianie warg nie zwiastuje niczego dobrego. A piraci, oraz ich dalsi krewni- złodzieje i pomniejsze złodziejaszki, mordercy, Ci mniej lub bardziej obeznani w dyskrecji swego fachu, przemytnicy, porywacze, oraz prości rabusie, których dość niejasna rola w społeczeństwie polega na niesieniu popłochu i zakłócaniu naturalnego porządku dnia codziennego- oni wszyscy bez wątpienia zajmują czołowe miejsce we wspomnianej wcześniej przeze mnie grupie drapieżców.
  Uśmiechający się pirat z pewnością nie zwiastował szczęścia, ani pomyślności. Zwłaszcza, jak to w niejednym porcie mawiają żeglarze (przede wszystkim Ci, którzy nie zdążyli jeszcze zajrzeć do kufla), jeśli owym morskim złoczyńcą jest kobieta. I chociaż dziwny stosunek marynarzy do przedstawicielek płci pięknej nie zawsze był rozumiany przez resztę społeczeństwa, ten jeden, jedyny raz portowe dziwolągi mogły mieć rację.
  - Czy ja wiem..?- piratka odezwała się, teatralnie przeciągając końcówki sylab. Szary z udawanym zrezygnowaniem przyłożył palce prawej ręki do twarzy, jednoznacznie pokazując, co sądzi o ludziach pokroju Thalii, podejmujących jakąkolwiek próbę polemiki. Szkwał z kolei doskonale zdawała sobie sprawę z tego, jak wielu ludzi wolałoby trafić w ręce nadwornego kata i dobrowolnie poddać się torturom, niż słuchać pirackich mądrości, starając się wyłapać wśród zdań ukryty sens. - Nienormalność jest pojęciem względnym. Nazwanie kogoś szaleńcem jest subiektywną i często niesprawiedliwą opinią pojedynczej osoby, a poza tym…- ostatnie słowa wymówiła „pooozaaa tyyyym”.- Co jeśli to świat jest dziwny, a my jedynie próbujemy za nim nadążyć? Jak to mawiają, od szaleństwa, do szaleństwa - takie jest życie!- dziewczyna bezlitośnie kontynuowała swój monolog, z rozbawieniem obserwując Prześladowcę, któremu za pewne nie pierwszy i nie ostatni raz przyszło się zastanawiać, dlaczego los podrzucił mu tak ekscentrycznych towarzyszy.- „Kto żyje bez szaleństwa, mniej jest rozsądny, niż mniema”. To chyba ty jesteś tu od cytowania, prawda?
  To odciągnęło uwagę Szarego od własnych myśli, wśród których niewykluczanie mogły znajdować się plany jak najszybszej ucieczki z balu, na co niewątpliwie miał ochotę już od pierwszej chwili, kiedy tylko przekroczył próg bogato wystrojonej sali.
  Owszem, już pierwszego dnia wędrówki żadne z nich nie omieszkało się popisać znajomością poezji, jednak o ile w przypadku Prześladowcy można było mówić o faktycznym zainteresowaniu literaturą, tak w przypadku piratki znajomość kilku wersów jednego wiersza, do tej pory mogła uchodzić za zwykły przypadek. Jednak znajomość kolejnych tekstów pisanych wydawała się co najmniej niepokojąca.
  Ciężko powiedzieć, czy to duma, czy też naruszenie przez Thalię pewnego porządku rzeczy, jasno dającego do zrozumienia, że piractwo i poezja nie powinny iść w parze, zmusiły Revana, by dał się wciągnąć w rozmowę. Z drugiej strony, co morderca z hakiem w jednej ręce i książką w drugiej miał wiedzieć o przestrzeganiu porządku rzeczy?
  - „Czujemy się bezpieczniejsi z szaleńcem, który mówi, niż z takim, który nie potrafi otworzyć ust.”- mężczyzna odpowiedział po chwili wahania, najwyraźniej nie zdając sobie sprawy z tego, w co właśnie został wciągnięty.
  - Ładnie, ładnie.- skwitowała Sargent, potwierdzając swoje słowa pojedynczym klaśnięciem dłońmi.
  Dziewczyna skrzyżowała ramiona na piersiach, przy okazji opierając się o poręcz tarasu, na którym oboje się znajdowali. Miejsce było na tyle oddalone od tłoczącej się na sali arystokracji, a jednocześnie wciąż stanowiło część budynku, w którym odbywał się bal. Wydawało się wręcz idealne dla osób, które wyjątkowo nie chciały znaleźć się dzisiaj na przyjęciu, jednak za sprawą sił wyższych, musiały brać udział w Święcie Tolerancji.
  Mimo wszystko, wśród wachlarza najprzeróżniejszych ras, dziwactw i osobowości, to morderca i pirat, pojedynkujący się na wiersze sprawiali wrażenie tych odstających od społeczeństwa.
  - Ale trochę prosto…- dodała, w zamyśleniu przygryzając wargę. Jakby faktycznie zastanawiała się nad tym, czy istnieją ciekawsze wiersze dotyczące szaleństwa. Najlepiej takie, których istnienie umknęłoby Prześladowcy.
  Szkwał uśmiechnęła się szeroko, kiedy pierwsze słowa tekstu ukazały się przed jej oczami, niczym grupa aktorów, wychodząca na scenę po odsłonięciu czerwonej kurtyny.
  - A co powiesz na to?- zawołała zaczepnie, wskakując na poręcz tarasu. Rozstawiła szeroko ręce, stawiając pierwsze kroki i balansując na balustradzie.- „Nie mów mi, żem szalona! Chcę byś ty oszalał! Całą duszą wybiegam co dzień na rozstaje…”
  - „… Płomień w oku niosąc, co jak upiór wstaje. By się własną pożogą i obłędem spalał”- Revan z niemałą satysfakcją dokończył fragment wiersza, sprawiając przy tym, że uśmiech, tańczący na wargach piratki zgasł odrobinę. Jednak nie na długo.
  - „I idę czekająca, że mi się wydaje…”- Sargent przerwała w połowie zdania, zeskakując z poręczy. Podeszła w stronę zamaskowanego mężczyzny, oskarżycielsko wskazując nań palcem.- Wiesz, co mnie w tym wszystkim intryguje? Że ktoś taki, jak ty, zna się na wierszach.
  - Z ust mi to wyjęłaś.- Prześladowca rzucił kąśliwie.
  Piratka z łatwością połknęła haczyk. Co jak co, ale w niektórych kwestiach nie miała najmniejszego zamiaru pozostawać dłużna.
  - Powiedz Re, zamordowałeś jakiegoś poetę w zaułku i ukradłeś jego notatki?- Przerwała na chwilę, zupełnie, jakby naprawdę zaczęła się zastanawiać nad prawdopodobieństwem wysnutej teorii.- Bawisz się w hienę cmentarną?- Thalia posłała Szaremu jeden z najpaskudniejszych uśmiechów, na jaki potrafiła się zdobyć. Niestety, wbrew jej oczekiwaniom, Prześladowca mimo zaczepki sprawiał wrażenie spokojnego i opanowanego, jak zwykle.
  - Nic z tych rzeczy. Mnie z kolei zastanawia, jakim sposobem księga dostała się w pirackie ręce… Czy podczas napadu nie pomyliliście zbrojowni z zakonem?
  - Nie wszystkie pogłoski na temat głupoty piratów są prawdziwe.- odparła Thalia z udawanym oburzeniem, przyglądając się zamaskowanemu mężczyźnie spod przymrużonych powiek.- A skoro musisz wiedzieć, dawno temu pewien mężczyzna obiecał nam całkiem ładny, pełny kufer, za sprowadzenie kilku ksiąg…
  - Poważnie?- zarówno ton głosu, jak i postawa Prześladowcy jasno dawały do zrozumienia, że nie tylko nie jest pewien, co do szczerości słów piratki, ale także powodu, dla którego Sargent zdecydowała się o tym opowiedzieć. Z drugiej strony, znając porywczość brunetki, wcale nie musiała mieć konkretnych powodów, by opowiadać tego typu historie.- Jak bardzo bezmyślnym trzeba być, by zlecać…
  - Bezmyślny?- Szkwał uniosła brwi, raczej w geście dziwnego rozbawienia, niż niedowierzania, kiedy tylko przypomniała sobie co spotkało ich potem. Zarówno załogę, jak i nieszczęsnego pracodawcę.- A żebyś wiedział, skończony kretyn! Po wszystkim chciał nas jeszcze wykiwać, sukinsyn jeden, nie płacąc ani złamanego grosza!- kobieta parsknęła śmiechem.- Żebyś widział, jak się z tym ścierwem rozprawiliśmy!
  Chociaż bandanka zasłaniała część twarzy mężczyzny, znacznie utrudniając rozszyfrowanie kotłujących się w nim emocji, nie trudno było zgadnąć, że Szary nie miał zbyt wielkiej ochoty dowiedzieć się, jak załoga uporała się z irytującym problemem. Owszem, Prześladowca obeznany był w uniwersalnym języku przemocy, jak mało kto, jednak z całą pewnością nie tylko nie podzielał, ale nawet nie starał się zrozumieć dumy i niezdrowego entuzjazmu piratki, który tylko potwierdzał jego wcześniejsze słowa.
  Może Sargent na swój sposób była nienormalna, jednak nie sposób jest nienawidzić szaleńca. Podobnie, jak nie sposób być złym na nieożywiony przedmiot, o który uderzyłeś się łokciem.
  - I pomyśleć, że próbowałaś zaprzeczyć, kiedy nazwałem Ciebie i Chow nienormalnymi…- powiedział Revan, choć słowa zdawał się kierować bardziej do siebie, niż do piratki.
  - Oh, ależ nic z tych rzeczy!- Sargent machnęła energicznie ręką, jakby chciała odgonić od siebie wyjątkowo złośliwą muchę.- Niczemu nie zaprzeczam! Choć z drugiej strony…- dodała, uśmiechając się konspiracyjnie.- Ludzie szaleni zwykle nie mają pojęcia o tym, że są szaleńcami. A skoro ja wiem, że jestem szalona, czy oznacza to, że w takim razie nie jestem szaleńcem?
  Prześladowca zaśmiał się krótko, kręcąc głową z niedowierzaniem. Trudno jednoznacznie stwierdzić, czy był bardziej rozbawiony, czy wykończony słuchaniem mądrości i przemyśleń kompanki. Bez wątpienia uprawianie, albo chociażby najmniejsze próby uprawiania filozofii przez piratów powinny być surowo zabronione.
  - Właśnie złamałaś dwie zasady, dotyczące piractwa.- zauważył Poursuivant i chociaż nikt nie był w stanie tego dostrzec, mężczyzna uśmiechnął się ironicznie pod bandanką.- Brak znajomości poezji i zakaz uprawiania filozofii…
  - Zdaje się, Panie Szary, że zapomniałeś o trzeciej, najważniejszej zasadzie.- Thalia wtrąciła się w pół słowa, jak to miała w zwyczaju.- Piraci łamią zasady.- odpowiedziała na pytające spojrzenie Szarego, szczerząc się z zadowolenia.
  Przez drzwi prowadzące na taras, które obecnie zostawiono otwarte na oścież, Sargent dostrzegła salę, na której odbywało się faktyczne przyjęcie z okazji Święta Tolerancji. Skupisko przeróżnych barw, odcieni i kolorów zdawało się zlewać w jedną, roztańczoną plamę, kiedy coraz to bogatsze suknie dam wirowały zaledwie kilka centymetrów nad parkietem. Dopiero wśród głuchej ciszy, brunetce udało się wychwycić pojedyncze dźwięki, a później nawet i spójną melodię, która przez otwarte drzwi ulatywała z sali, mknąc przed siebie w dal. Kontrast między wirującą gamą kolorów, a niebem (które, ze względu na późną porę, powoli przybierało odcienie czerni, ciemnego granatu, oraz indygo) aż za bardzo rzucał się w oczy. Dopiero teraz przypomniała sobie po co zdecydowała się przyjść na przyjęcie, choć szczerze wątpiła, by wśród tłumu udało jej się znaleźć Liderkę Orłów, a było to zadanie, którego z pewnością nie powierzyłaby Dexter’owi. Sargent była niemalże pewna, że przy podobnej liczbie gości, dostanie się do Rubkat może okazać się trudniejszym zadaniem, niż dołączenie do Klanu. Oczami wyobraźni bez problemu była w stanie ujrzeć Liderkę, otoczoną przez grupę arystokratów. Prawie jej współczuła.
  - Wiesz co? Ktoś mi kiedyś powiedział, że czasem dochodzimy do momentu, w którym robi się tak źle, że można uczynić tylko jedno z dwojga - śmiać się albo oszaleć.- zaczęła piratka, przypatrując się grupie arystokratów, z wyraźnym zdegustowaniem na twarzy.- Najwyraźniej dzisiejszego wieczoru trzecią możliwością jest taniec.

Revan? Wcale nie spóźnione to opko i w ogóle… taki ninjapush, o! Resztę naszej małej bitwy zostawiam już Tobie… i w końcu nie posłużyłam się żadnym z wybranych poetów XD
W ogóle, wybacz mi stan tego wszystkiego, ale póki co, na nic więcej mnie nie stać

czwartek, 16 czerwca 2016

Od Thalii - Pieśni skazanych

Załoga obłąkanych brutali i skazańców
Marynarzy, łowców przygód i głów
Kapitanem tej zgrai diablich pomazańców
Wilk Larsen- goliat, co znał dziesięć słów

        Wśród głównych ulic, a następnie i mniejszych uliczek, rozbrzmiewała pieśń. Melodyjne, choć niewątpliwie zakazane słowa zwiedzały zaułki stolicy, nie omijając przy tym ani jednego zakurzonego zakamarka. Ani przez chwilę nie zawahały się zabrzmieć w towarzystwie żebraków, ani przypadkowych przechodniów, czy też zajrzeć przez cudze okno, a następnie zastukać do drzwi domów mieszczan. Przerwały pracę zmachanych rzemieślników, których zmęczone i coraz bardziej znudzone rutyną umysły, nawet nie zdołały skojarzyć i przetrawić znaczenia pieśni. Jakiś bezpański kundel zaskomlał żałośnie, kiedy i jego otulił dźwięk melodii, a kilka odważniejszych wersów zaszeptało do ucha rozdrażnionym strażnikom, trzymającym wartę przy jednym z ważniejszych budynków miasta. Żaden z nich, już od nie wiadomo jak dawna nie słyszał w tych stronach owej pieśni, jednak sądząc po grymasie, jaki przyozdobił ich twarze, ani trochę się za nią nie stęsknili.
Wszyscy znali podobne melodie (niektórzy aż za dobrze), dlatego też trójka strażników nie miała najmniejszego problemu z rozpoznaniem w niej jednej z pirackich szant. Chwalonych na morzach i oceanach, uwielbianych wśród buntowników, zakazanych na lądach.
  Jednak nim którykolwiek z nich zdołał chociażby dobyć broni, nie mówiąc już o rozpoczęciu pościgu w celu pojmania buntownika, tajemnicza postać zniknęła im z pola widzenia tak szybko i niepostrzeżenie , jak wcześniej się w nim pojawiła. Zupełnie, jakby rozpłynęła się w powietrzu, przekraczając próg sąsiedniego zaułka. Jedynym, co nie umknęło uwadze wojowników, była bordowa bandanka, związana wśród burzy kruczoczarnych włosów. Któremuś zdawało się, że dostrzegł w cieniach zbójecki uśmiech, inny zaklinał, iż na wysokości ramienia mignęła mu sylwetka niewielkiej małpy. To przywoływało wspomnienia. Tworzyło przed oczami obrazy nieudanego pojmania, przypominało o zapachu żelaza, mieszanego z odorem krwi i wodorostów, oraz świście wiatru, kołyszącego samotną szubienicę, która nie doczekała się swej ofiary…

W ich oczach gościło diabelne szaleństwo
Szyderstwo z życia, zwątpienie w ludzki los
Każdego, kto wobec nich zdobył się na bohaterstwo
Spotykał śmiertelny cios

  Trójka uzbrojonych po zęby mężczyzn spojrzała po sobie, jednocześnie wymieniając porozumiewawcze spojrzenia. Zgodnie skinęli na siebie, po czym rozejrzawszy się dookoła ostatni raz, wrócili na swe wyznaczone pozycje.
  Co jakiś czas zdawało im się, że usłyszeli kolejny fragment melodii, po kryjomu przemycanej przez wiatr. Zupełnie, jakby sam ocean beztrosko drwił sobie ze stałego lądu, dmuchając w stronę kontynentu zakazane pieśni. Śpiew rozbrzmiewał na przemian raz bliżej, raz dalej, co jakiś czas zmieniając nie tylko kierunek źródła, ale i natężenie dźwięku. Echo odbijało go o kamienne i drewniane ściany budynków, potęgując wrażenie, że to nie człowiek, a zjawa nuci pod nosem.
Trwało to zaledwie chwilę, która zdawała się być rozciągana, a następnie na nowo formowana przez zakrzywione szpony wieczności. Melodia rozbrzmiała po raz ostatni, aż w końcu ucichła na dobre, odstępując publiki zwykłemu, portowemu zgiełkowi.
  Ktoś do kogoś krzyknął, grupka kobiet szeptała coś między sobą, kontemplując zaopatrzenie jednego z ulicznych straganów, ktoś kogoś popchnął, jakieś dziecko, bawiąc się ze swymi rówieśnikami przewróciło kilka skrzynek z rybami, a dorośli przeklinali siarczyście, kiedy nie patrząc pod nogi, przez przypadek poślizgnęli się na jednym z towarów.
  Innymi słowy, wszystko wróciło do normy, a pojedyncze zdarzenia i dialogi znów znalazły swoje miejsce w odgrywanym spektaklu dnia codziennego. Zapomniano już o melodii, która zaledwie kilka chwil wcześniej nawiedzała miejskie uliczki. Nie pamiętali o niej ani zapracowani mieszczanie, ani wygłodniali żebracy. Nawet strażnicy odzyskali wcześniejszy spokój i bez żadnych przeszkód pełnili powierzone im obowiązki, jakie znajdują się na liście obywateli na służbie króla, wyposażonych w zbroję, ostrze i całkiem pokaźną ilość nadanych przywilejów.
  Jedynie morze, chociaż chwilowo zamilkło, nie potrafiło zapomnieć.

* * *

        Ciepłe kolory zachodzącego słońca, niczym delikatne dłonie, otulały twarz piratki. Sargent zamknęła oczy, kiedy słony, morski wiatr powiał w jej stronę. Poczuła charakterystyczny zapach wody, ryb i mokrego drewna, za którymi tak bardzo tęskniła. Gdyby przyjrzeć się piratce z bliska, można by dostrzec, że uśmiech, który zdobił jej twarz był zdecydowanie łagodniejszy i w niczym nie przypominał diabolicznego grymasu, który dziewczyna zwykła nosić. Doprawdy niezwykłą rzadkością było ujrzenie Szkwał w takim stanie. Całe szczęście nie miała w zwyczaju zachowywać się w taki sposób nader często i szczerze mówiąc, nie pamiętała, kiedy to ostatnim razem zdarzył jej się ten wyskok ze swojej chaotycznej rutyny.
  Kruczowłosa siedziała na kamiennym murze, zostawiając za sobą widok zatłoczonego Ikramu, na koszt morskiego krajobrazu, rozciągającego się przed nią w nieskończoność. Widziała stąd pojedyncze łajby, dopływające do portu, który znajdował się tuż (bo zaledwie kilka metrów) pod nią, a także wypływające z niego statki handlowe. Kobieta popatrzyła na zachodzące słońce, oceniając ile czasu pozostało jej do rozpoczęcia balu. Szczerze mówiąc… cóż, chyba nikogo nie zdziwi, jeśli powiem, że ktoś pokroju Thalii nie palił się na myśl o Święcie Tolerancji, prawda? Dziewczyna potrafiła wymienić przynajmniej kilkanaście rzeczy, którymi wolałaby się zająć, zamiast pokazywać się publicznie w królewskim pałacu, dlatego też nie martwiła się specjalnie o to, czy uda jej się zdążyć na czas. Poza tym, Sargent była wręcz pewna, że poza nią znajdzie się jeszcze kilka osób, którym nie zależy zbytnio na punktualności.
  Szkwał spojrzała w dół, w kierunku portu, aby móc lepiej obserwować pracę żeglarzy. Gwizdała przy tym jakąś wesołą melodię, którą kilka dni temu podłapała od Chow. Właściwie to nie planowała spędzać chwili przed rozpoczęciem Święta samotnie, jednak mężczyzna, którego poznała w stajni postanowił rozpłynąć się zaraz po tym, kiedy mała złodziejka zabrała Szaremu hak i zmusiła mordercę do biegania wśród tłumu. Właściwie to Sargent jeszcze spotkała Prześladowcę, kiedy znudziła się drażnieniem srokatej kelpii i postanowiła opuścić stajnię. Widziała go w towarzystwie jakiegoś mężczyzny, a wokół nich nie było ani śladu dziewczyny w niebieskim kapturze, jednak piratce zdawało się, że wtedy morderca w dalszym ciągu nie odzyskał swej zguby. Nie miała pojęcia kim był tamten nieznajomy i przez chwilę bardzo korciło ją, aby to sprawdzić, jednak morze okazało się zdecydowanie ważniejsze, niż tajemniczy znajomy Nocnego Prześladowcy. To właśnie wtedy dziewczyna postanowiła pokręcić się trochę po porcie i takim oto sposobem znalazła się w tym miejscu. Siedząc na skalnym murze i machając w powietrzu nogami, wpatrzona w morski krajobraz. Zastanawiała się, czy gdzieś tam w oddali wiatr nie kołysze czarną banderą…

Piraci, bogowie słonych wód
Szybkie bogactwo, szybka śmierć
Po was zawsze ścierwa smród
Roznosi się na mil ćwierć

  Piosenka skończyła się równo w momencie, w którym Dexter zeskoczył z ramienia piratki, popiskując wesoło. Sargent zwróciła głowę w jego stronę, aby przekonać się, że małpa tym razem nie wpakuje ich w żadne tarapaty. Jednak ku jej zaskoczeniu, kapucynka po prostu usiadła obok i również wpatrywała się w szumiące fale.
  Wygląda na to, że czasem nawet diabelskie pomioty muszą odpocząć, pomyślała Thalia, uśmiechając się złośliwie.
  Znów zamknęła oczy, jednak nie na długo, gdyż tuż obok znów rozległ się pisk zwierzaka. Sargent otworzyła jedno oko, szukając wzrokiem małpy. Bądź co bądź, kiedy Dexter był w humorze, zazwyczaj działy się naprawdę potworne rzeczy, które kończyły się ucieczką, lub bójką. Co ciekawe, kapucynka siedziała tam, gdzie wcześniej, pochylając się nad jakimś przedmiotem. Szkwał wychyliła się odrobinę, by móc dojrzeć co takiego wzbudziło zainteresowanie durnej małpy. Ledwo zajrzała zwierzakowi przez ramię, a ten już podniósł ów przedmiot, chowając go w łapach przed wzrokiem piratki. Widząc to, Thalia wywróciła teatralnie oczami.
  - Co znalazłeś?- rzuciła w stronę małpy. Owszem, Dexter może i nie rozumiał znaczenia poszczególnych słów, ale zazwyczaj udawało mu się wychwycić ogólne znaczenie zdań. Tak było i tym razem, dlatego małpa skuliła się jeszcze bardziej, zawzięcie chowając swoje znalezisko. Robiła tak za każdym razem, kiedy Thalia próbowała zajrzeć mu przez ramię. Kobieta zaśmiała się z niedowierzaniem, po czym bezceremonialnie chwyciła małpę za ogon i uniosła do góry, tak, że zwierzak zawisł głową w dół. Mimo wszystko, choć kapucynka piszczała z niezadowolenia, nie miała zamiaru pokazać znaleziska.
  - Oj, daj spokój.- mruknęła piratka, kiedy zwierzak przestał się już szarpać i wisiał spokojnie.- Zachowujesz się jak dziecko.- dodała, choć sama bynajmniej nie świeciła przykładem dorosłej, dobrze ułożonej osoby.
  To jednak przekonało Dexter’a. Małpka jednym, zgrabnym ruchem wyrwała się właścicielce, po czym z powrotem usiadła na murku, przypatrując się to swym piąstkom, to piratce. Sargent niezwykle bawiła ta sytuacja, zwłaszcza sposób, w jaki kapucynka grała nieufność w stosunku do niej. Zupełnie, jakby zastanawiał się, czy Szkwał jest godna, by zobaczyć jego znalezisko. W końcu Dexter obrócił się w stronę Sargent, a ta przyglądała mu się z zaciekawieniem, ale i rozbawieniem, kiedy małpa powoli rozchylała jedną z pięści, zasłaniając w międzyczasie drugą łapę, jakby w każdym momencie była gotowa zmienić zdanie. Jednak to, co zaraz ujrzała, automatycznie starło jej uśmiech z ust.
  Dexter niczego nie znalazł. Tak naprawdę nie było żadnego przedmiotu, który cały czas chował w łapkach. Jedyne, co teraz robił, to pokazywał swojej właścicielce środkowy palec, szczerząc się dumnie, odsłaniając ostre kły. Nie pozostawiało wątpliwości od kogo kapucynka nauczyła się tego gestu, a Szkwał była przekonana, że znakomicie opanowała również jego znaczenie.
  - Ty pieprzony sk*rwysynie!- warknęła w stronę Dexter’a, a kiedy ten błyskawicznie zerwał się z miejsca, piratka pobiegła za nim, ciskając pod adresem małpy kolejną serię wyzwisk.
Na ten czas zapomniała o miejscu, w którym się znalazła, o ludziach, którzy ją otaczali i przyglądali się kobiecie z minami, jakby właśnie poddawali głębokiej analizie stan jej psychiki, a także o listach gończych z jej wizerunkiem, które mogły wisieć przy ulicach Ikramu.
  Thalia po wszystkich latach użerania się z Dexter’em, była już dostatecznie wprawiona w łapaniu tego demona, dlatego też i tym razem pościg nie trwał zbyt długo. Kobieta ponownie chwyciła kapucynkę za ogon, jednak teraz nie było mowy o wyrwaniu się z jej uścisku.
  - Wiesz co?- warknęła w kierunku zwierzaka.- Coraz poważniej zastanawiam się nad tym, czy nie lepiej byłoby przerobić cię na pokarm dla świń… albo rzucić Krakenowi na pożarcie, co ty na to?- w odpowiedzi Dexter wystawił w stronę właścicielki język, co zdecydowanie nie poprawiło jego obecnego położenia. Thalia znów podeszła do kamiennego muru, kołysząc kapucynką na wszystkie strony, po czym przytrzymała ją w górze tak, jakby miała zamiar zrzucić ją na sam dół.- Albo wiesz co? Zawsze mogę liczyć na to, że tamto podłoże będzie dostatecznie twarde, nie? Też nie głupi po…- piratka urwała w połowie zdania.
  Można powiedzieć, że życie kapucynki nieświadomie uratował pewien głos… a dokładniej rzecz ujmując, dwaj mężczyźni, którzy rozmawiali ze sobą zaledwie kilka metrów niżej.
  - Gdzie go uwiązałeś?- warknął jeden z nieznajomych w stronę drugiego. Obaj mówili dość dziwnym rodzajem szeptu. Takim, który zdaje się być cichy, ale na swój specyficzny sposób, przypomina krzyk.
  - A czego tak się denerwujesz, Dutch?- odparł tamten, zdecydowanie spokojniejszym tonem, najwyraźniej świadomie denerwując tym swojego rozmówcę.
  - A czego mam się, k*rwa, nie denerwować, co?!- mężczyzna o imieniu Dutch krzyknął kompanowi w twarz, całkowicie zapominając o dyskrecji.- To cenny towar, więc lepiej, abyś mnie nie wkręcał…- tutaj zawiesił głos, przyszpilając rozmówcę morderczym spojrzeniem.- A jeśli coś mu się stało…
  - Ależ nie! Absolutnie!- drugi nieznajomy również zapomniał o szeptaniu, gdyż teraz niemalże krzyknął z przerażenia, broniąc się rękoma. Jego spokój i pewność siebie całkowicie się ulotniły, co nie pozostawiało żadnych złudzeń co do tego, kto w tym duecie wydawał rozkazy.- Wynająłem do tej roboty najlepszych ludzi! Mocowaliśmy się z tą upartą szkapą, oj ile tego było!- wypiął się dumnie, licząc zapewne na słowa uznania. Jednak ponieważ takowe nie padły z ust pracodawcy, nieznajomy kontynuował swój monolog.- Przywiązaliśmy mu nogi do drzew…
  - W s z y s t k i e nogi?
  - A jakże! Teraz bestyjka już się nam nie wymknie! Postoi tak bez jedzenie i picia dwa, trzy dni to wymięknie całkowicie. A wtedy , och! Wtedy panie to już będziecie mogli jej dosiąść bez problemu!- mężczyzna zawołał głośno, nie kryjąc zadowolenia z wykonanej roboty.
  Przysłuchująca się temu Thalia nie miała bladego pojęcia o czym rozmawiała dwójka nieznajomych, choć jej uwadze nie umknęło, że jeden z nich zaczął tytułować drugiego „panem”, choć zaledwie kilka zdań wcześniej zwracał się do niego po imieniu. Jednak to nie sami rozmówcy ją interesowali, a owa „bestia”, stanowiąca temat rozmowy. Stwór przywiązany do drzew… to nie pozostawiało żadnych wątpliwości, że uwięziono go w lesie i to z daleka od ciekawskich spojrzeń. Pytanie tylko gdzie…
  Szkwał zauważyła, jak rozkazujący mężczyzna skinął powoli głową, jakby swoją aprobatą robił komuś łaskę, a następnie wcisnął coś kompanowi do ręki. Nawet z tej odległości dziewczynie bez problemu udało się dostrzec sakiewkę z pieniędzmi. Za zapłatę, mężczyzna o imieniu Dutch otrzymał od rozmówcy zgniecioną kartkę papieru. Co w sobie kryła? Tego piratka jeszcze nie wiedziała.
  - Sporządziliśmy z chłopakami mapę.- nieznajomy wyjaśnił zleceniodawcy.- Nie ma sensu błąkać się w tych lasach na oślep, a jeśli szanowny pan nie zna drogi, nie trafi tam bez wskazówki.- dowodzący mężczyzna znów skinął głową, jednak tym razem gest ten oznaczał również zakończenie rozmowy, gdyż obaj nieznajomi rozeszli się bez słowa, każdy w przeciwnym kierunku.
Sargent jeszcze przez chwilę obserwowała, jak odchodzą, po czym z powrotem przeniosła wzrok na ocean. W uszach wciąż dźwięczał jej szum fal, co jakiś czas wspomagany przeciągłym świstem wiatru. Kolejne statki cumowały u wybrzeży Dal-virii, a robotnicy, zajmujący się pracą w porcie, kolejno wynosili z nich coraz cięższe skrzynie.
  Brunetka poczuła, jak ktoś ciągnie ją za koszulę. Odwróciła się i ujrzała Dexter’a, z jedną ręką uczepioną jej ubrania, a drugą trzymającą… kartkę papieru?
  - Coś tym razem gwizd…- dziewczyna przerwała w połowie zdania, kiedy rozwinęła zgnieciony materiał i przestudiowała jego zawartość.- Dexter, ch*lero jedna!- krzyknęła w stronę kapucynki bardziej podekscytowana, niż rozgniewana, a zwierzak doskonale to wyczuł, gdyż pisnął zadowolony.
  Na tym jednak się nie skończyło. Małpka, niczym w kreskówce dla dzieci, sięgnęła za siebie, wyjmując zza pleców niewielki woreczek. W oka mgnieniu znalazła się na ramieniu właścicielki, brzęcząc jej przy uchu znajdującymi się w środku pieniędzmi. Piratka bez dłuższego zastanawiania się, chwyciła sakiewkę i schowała ją do kieszeni. To, kogo zwierzak okradł, nie było zbyt trudną zagadką.
  - Potraktuję to jako rekompensatę za palec i jesteśmy kwita, jasne?- rzuciła małpie przez ramię. Dexter wyszczerzył się do niej, ukazując ostre kły, co piratka uznała za krótkie „tak”. Ostatni raz zerknęła na naszkicowaną mapę.- Wiesz co, Dexter? Coś mi mówi, że będziemy mieli jutro sporo do załatwienia…- ogłosiła, po czym wsunęła kartkę do kieszeni, obok woreczka monet.
  Kapucynka pokiwała energicznie głową, popiskując co jakiś czas. Thalia spojrzała w stronę słońca, teraz już niemalże w całości zanurzonego w odmętach oceanu i po raz ostatni przyszło jej na myśl, jakim wielkim szczęściarzem jest ta ognista kula. Był to ostatni raz, kiedy spoglądała dziś w stronę Wielkiej Wody, po czym ruszyła przed siebie, wprost do ulicznego labiryntu Ikramu.
  Chociaż z każdym krokiem oddalała się od morza, szumiące fale dalej śpiewały jej swoją melodię.

wtorek, 26 kwietnia 2016

Od Thalii (CD Revana) - Jaki właściciel, taki zwierzak

       W ciągu tych ostatnich kilku dni, Sargent przekroczyła próg stajni zdecydowanie więcej razy, niż w ciągu kilku ostatnich lat swego życia. Nie żeby nie darzyła tych zwierząt zbytnią sympatią, jednak odkąd nauczyła się okiełznywać morza i walczyć nawet z najbardziej wzburzonymi falami oceanów, zwykłe wierzchowce zaczęły ją nudzić.
  Prawda jest taka, że Thalia nie zawsze była słabym jeźdźcem. Niestety, z biegiem lat jazda przestała sprawiać jej jakąkolwiek radość, dlatego też najzwyczajniej w świecie zdecydowała się z niej zrezygnować. Tętent kopyt nie dorównywał brutalnym uderzeniom fal, muskających deski okrętu, końskie rżenie nie było tak efektowne, jak żałosne jęki oceanu i śpiew sztormu, a wiatr, który świszczał w uszach za każdym razem, kiedy wierzchowiec rozwijał większą prędkość, sprawiał wrażenie zbyt słodkiego i w niczym nie mógł się równać, ze słoną, morską bryzą. Zupełnie inną kwestią było jakże istotny fakt, że w żaden sposób, nawet ktoś tak kreatywny i skłonny do łamania wszelkich praw, jak Sztorm, nie był w stanie pogodzić konnych jazdy z niespokojnymi wodami, po których Przeklęta Syrena zwykła przemieszczać się wraz z resztą pirackiej załogi. Być może to właśnie silne przywiązanie do mórz było głównym powodem całkowitego porzucenia lądu i odwiedzania kontynentu tylko wtedy, kiedy załoga zdecydowała się zawitać do któregoś z wolnych od straży portów. Nawet teraz, kiedy kobieta została brutalnie pozbawiona wszystkiego, co miała i o co walczyła zacięcie przez lata, a jak na ironię, pozostało jej przemieszczać się po stałym kontynencie, tylko za pomocą własnych nóg, lub jazdą na końskim grzbiecie, nawet przez myśl jej nie przeszło, by żałować dokonanego wyboru sprzed lat.
  Poza tym, na morzach znacznie łatwiej niż na lądzie, uciec Przeznaczeniu.
  Sargent, jakby nigdy nic stanęła swobodnie przy wejściu do jednego z boksów, w którym to zostawiono srokatą kelpię i co jakiś czas zerkała w jej stronę. Klacz również łypała na nią rybimi ślepiami, jednak w odróżnieniu od piratki, w obserwatorce zapewne nie widziała nikogo ciekawszego, od zwykłego posiłku. Może tylko trochę wredniejszego… Co ciekawe, Thalia zdawała się doskonale o tym wiedzieć, jednak najwyraźniej zupełnie nie zwracała na to uwagi.
  -Wiesz co, malutka?- zwróciła się do kelpii, tonem jakim mała dziewczynka mogłaby odezwać się do swojego różowego jednorożca.- Miałam kiedyś do czynienia z podobną mordką do Twojej.- mówiąc to, wsadziła rękę między dwa pręty, za wszelką cenę próbując poklepać mięsożernego wierzchowca po pysku.
  Klaczy chyba niespecjalnie spodobał się ten pomysł, albo też wyczuła z kim w rzeczywistości ma do czynienia, bo mało brakowało, a pani kapitan za sprawą jednego zgrabnego mlaśnięcia straciłaby prawą rękę. Piratka zdawała się jednak zupełnie nie wzruszona tym małym nieporozumieniem i dalej nie przestała przyglądać się kelpii, ze złośliwym uśmiechem na ustach. Jeszcze chwila i zapewne znów wpakowałaby do niej swoją rękę, usilnie starając się dotknąć srokatej sierści, gdyby nie nagłe pojawienie się i ugrzęźnięcie w ścianie lodowego sopla, który tak po prostu postanowił przylecieć z bieguna do bardziej umiarkowanego klimatycznie Ikramu. To jednak nie sopel, a głos nieznajomego wyrwał Thalię z jej dotychczasowego zajęcia.
Kobieta odwróciła się od boksu (mogłaby przysiąc, że dokładnie w tym momencie usłyszała, jak klacz parska z ulgą), obrzucając przebiegłym spojrzeniem mężczyznę w tunice, który, póki co całkowicie skupiony na Panie Szarym, zdawał się zupełnie jej nie dostrzegać, albo tylko udawał, że nie zwrócił uwagi na nikogo innego.
  Na pierwszy rzut oka, nieznajomy nie wyróżniał się niczym, co zdolne byłoby przykuć uwagę piratki. Nie miał żadnego okrycia głowy, ani bandany, przysłaniającej pół twarzy, czy też żółtej papugi, co chwila krzyczącej „k*rrrrrrwa mać!”. Dopiero teraz kobieta dostrzegła, że mężczyzna nie nosi przy sobie żadnej broni, co wydało jej się dość nietypowym… zjawiskiem. Zwłaszcza, że do tej pory miała do czynienia tylko z uzbrojonymi po zęby ludźmi. Myślę, że to właśnie ten szczegół, jak i szeroka szrama biegnąca przez prawe oko, która wydała się Sztorm zaskakująco ciekawa, sprawiły, że kobieta zdecydowała się podejść do obcego i potraktować go tak, jak zwykła traktować osoby równe sobie. Czyli oczywiście, bezceremonialnie klepnęła go w plecy.
  - No proszę, jednak masz jakichś znajomych.- rzuciła, szczerząc się do Prześladowcy.- Może przedstawisz?
  - A co ja jestem, herold? To nie niemowa, ani nikt ważny, by musieć go anonsować, nieprawdaż?- zamaskowany mężczyzna założył ręce na piersi.
  Po tonie jego wypowiedzi, Thalia zrozumiała, że ta dwójka nie tylko zna się dostatecznie DOBRZE, ale ich relację spokojnie można było porównać do tej, która od jakiegoś czasu zaczęła łączyć Trzech Muszkieterów.
  Sargent odwróciła się więc do obcego, posyłając mu pełne wyczekiwania spojrzenie.
  - A więc?
  Mężczyzna z blizną wywrócił oczami, dając wszystkim jasno do zrozumienia, że nie przyszedł tutaj na pogawędki, jednak Sztorm nie miała najmniejszego zamiaru zwracać na to uwagi i dalej świdrowała obcego stalowym spojrzeniem swych burzowych oczu.
  - Istomin.- mag mruknął od niechcenia.- Albo po prostu Frost.- dodał, jakby liczył, że dzięki dodatkowej informacji, brunetka zostawi go w spokoju. Jak bardzo się przeliczył…
  - Frost!- kobieta klasnęła rozradowana. Czym prędzej podeszła do ściany, wyrywając wbity w nią sopel lodu, który dziwnym trafem nawet nie zaczął topnieć. Przez chwilę obracała go w dłoni, przyglądając mu się z tak wielką uwagą, jakby nigdy w życiu nie widziała niczego, co pochodziłoby z mroźnych krain. - Taki z Ciebie zimny drań, co?- rzuciła, nie omieszkując po raz drugi klepnąć obcego po plecach.- Rodzice też tak na Ciebie wołali, czy zdrabniali do „Frosti”?
  Istomin uniósł brwi, przyglądając się piratce z niedowierzaniem, jakby zastanawiał się z której choinki się urwała, po czym przeniósł pytające spojrzenie na Nocnego Prześladowcę. Jego oczy zdawały się mówić: „Ona tak zawsze?”, na co Szary zaskakująco spokojnie wzruszył ramionami, co równie dobrze mogłoby znaczyć: „A bo ja wiem?”, lub: „Tego nie da się wyleczyć.”
  Cóż, każda z tych odpowiedzi, cokolwiek w rzeczywistości by nie znaczyła, była na swój sposób choć w części prawdziwa, dlatego nikt nie miał zamiaru ciągnąć tematu dalej. Sargent założyła w myślach, że kiedy tylko minie ta niezręczna chwila ciszy, dwójka mężczyzn zaraz wda się w dość nieprzyjemną wymianę zdań, dlatego (o dziwo!) postanowiła oprzeć się o drzwiczki do jednego boksu i nasłuchiwać, licząc, że wyłapie z ich rozmowy cokolwiek, co mogłaby uznać za pożyteczne.
  Jednak zamiast tego, dwójka kompanów nie tylko stało naprzeciwko siebie, pogrążona w zupełnej ciszy, mierząc się co jakiś czas nieokreślonym spojrzeniem, jakby każdy z nich czekał na ruch tego drugiego, ale przede wszystkim coś zupełnie innego przykuło uwagę piratki.
  Dach i cała górna część stajni z pewnością nie należały do tych najprostszych konstrukcji, a kiedy spojrzało się wysoko nad swoją głowę, czyli tam, gdzie ludzkie oko samo z siebie z reguły nie zerka, nie sposób było przeoczyć licznych pali, drewnianych desek i podpór, których gęsta sieć zdawała się tworzyć wymyślny labirynt. To właśnie na jednej z drewnianych „dróg” siedział Dexter, który najwyraźniej od dłuższego czasu przypatrywał się wszystkiemu, co zaszło w stajni, od kiedy ta niewielka (i w części już mu znana) grupka osób znalazła się w budynku. To właśnie nie kto inny, jak kapucynka przykuł uwagę Thalii, która jak raz w życiu nie żałowała, że zwierzak nie został na gałęzi któregoś z drzew. Czyli w miejscu oddalonym od Ikramu dobre kilkanaście (jeśli nie więcej) mil, w którym to piratka widziała go ostatnio.
  Kapucynka pochwyciła spojrzenie swej właścicielki i, najwyraźniej próbując przedostać się na swoje ulubione miejsce, a więc na ramiona piratki, zaczęła kręcić głową to w jedną, to w drugą stronę, szukając sposoby, by zejść chociaż odrobinę niżej. Przez pewien czas można było zaobserwować, jak małpa zgrabnie przeskakiwała to z jednej belki na drugą, co jakiś czas przytrzymując się długim ogonem jednego z pali. Co ciekawe, zdawało się, że dwaj mężczyźni nie zwrócili najmniejszej uwagi na balansującego Dexter’a i zapewne zupełnie nie zdawali sobie sprawy z jego obecności. Dopiero, kiedy małpa zeszła na deskę, znajdującą się znacznie niżej, tuż nad głową Istomina, Prześladowca zwrócił uwagę na zwierzaka, choć nie powiedział ani słowa.
  Kapucynka schyliła się odrobinę, jakby czekała aż padną pierwsze słowa rozmowy. Zupełnie, jakby to ona była tutaj tym najpilniejszym słuchaczem. Małpka wychyliła się najbardziej, jak było to możliwe, swobodnie spuściła swój długo ogon, co jakiś czas powoli nim bujając.
- Nie wierzę w to.- odezwał się w końcu Prześladowca, swym spokojnym głosem przerywając ciszę. W odpowiedzi otrzymał pytające spojrzenie Frosta.- Nie wierzę, że przybyłeś do Ikramu tylko po to, by znaleźć lidera Lwów.- dokończył.
  Przez twarz Istomina przebiegło coś na kształt osobliwego grymasu, gdy umięśniony mężczyzna założył ręce na piersi. Sprawiał wrażenie, jakby miał w tej kwestii sporo do powiedzenia, jednak póki co nie odezwał się ani słowem. Dla Sargent, która znała na tyle Szarego, by wiedzieć że mężczyzna nie zwykł mówić zbyt dużo, ta „rozmowa” niemego i bardziej niemego wydała się bardzo zabawnym przedstawieniem.
  - Każdy ma prawo zacząć życie od nowa.- mag mruknął w odpowiedzi, zerkając przelotnie na Thalię, która z nieznanych mu powodów, ledwo powstrzymywała się od śmiechu.
  Nie minęła jednak chwila, a i pozostała dwójka zrozumiała o co chodziło piratce. Dexter, który cały czas siedział na jednej z drewnianych belek, tuż nad głową Frosta, co jakiś czas machał ogonem przed oczami maga. Może, gdyby nie fakt, że umięśniony mężczyzna w tunice wyglądem przypominał srogiego i niezwykle poważnego wojownika, żarty kapucynki nie byłyby aż tak zabawne.
  Istomin spojrzał w górę, dokładnie w tym samym momencie, kiedy małpka schowała się za drewnianą podporą, popiskując cicho podczas ucieczki, starając się uniknąć ludzkiego wzroku. Siedziała skulona zaledwie chwilę, do momentu, kiedy cała trójka przestała zwracać większą uwagę na jej istnienie, po czym znów zadowolona zajęła wcześniejsze miejsce.
  - I to nowe życie jest powodem Twojego pobytu w stolicy?- Prześladowca założył ręce na piersi, zastanawiając się, czy szukana przez niego odpowiedź na pytanie w rzeczywistości jest aż tak prosta.- Poważnie?
  - Jestem c a ł k o w i c i e poważny.- dokładnie w tym momencie, Dexter po raz drugi „spuścił” swój ogon, tym razem przytrzymując go w jednym miejscu, tuż przed twarzą Frosta. Odrobinę podwinięta końcówka wyglądała jak wąsy, a z gardła kapucynki wydobył się piskliwy chichot, kiedy Sargent, nie wytrzymując już ani chwili dłużej, parsknęła śmiechem.
  Małpa zeskoczyła zadowolona, lądując na głowie właścicielki, po czym zgrabnym ruchem usadowiła się na ramieniu rozbawionej piratki. Do uszu Thalii dotarło ciche, ledwo słyszalne parsknięcie, które można było uznać za śmiech… Kobieta odwróciła się w stronę Nocnego Prześladowcy, nawet nie próbując ukryć zdziwienia.
  - Brawo Dexter!- zwróciła się do kapucynki, wymownym gestem wskazując na Pana Szarego.- Udało Ci się rozbawić Szary kamień, a to nie lada wyczyn…!- kobieta posłała w stronę Prześladowcy pełen zadowolenia, zbójecki uśmiech, po czym odwróciła się w stronę Frosta.- Ale tego typa to już chyba nic nie rusza, nie?- i tym oto sposobem, po raz trzeci sprzedała Istomin’owi „przyjacielskie” uderzenie w plecy.

Han? Revan? Wybaczcie mi stan opka, ale nie miałam lepszych pomysłów :P

wtorek, 15 marca 2016

Od Thalii (CD Revana) - Tajemnica mórz w jej oczach ze złota

         Piratka, jeszcze zanim pospieszyła konia, by zrównać z prowadzącym ich gońcem, rzuciła ostatnie spojrzenie w kierunku Ikramu. Z miejsca, w jakim się w przez chwilę znajdowali, mogła dokładnie obejrzeć miasto, choć właściwie to nie czuła potrzeby wdawania się w zbędne szczegóły. Pierwszym, co rzuciło jej się w oczy był ogromny zamek, właśnie w którym, jak mniemała, miał odbyć się bal z okazji święta tolerancji. Cóż, pomijając fakt, że Szkwał nie widziała najmniejszego sensu w wyprawianiu przyjęcia na cześć czegoś co jest jedynie niematerialnym poglądem i właściwie nigdy nie obchodziło ją kto jakiej jest rasy, z kim jest spokrewniony, ani jak się z tym czuje, to zwiedzenie zamku od środka mogło być całkiem ciekawym doświadczeniem.
  Od pałacu odbiegała jedna, główna droga, która zaraz rozgałęziała się na kilka mniejszych uliczek, ciągnących się wzdłuż budynków mieszkalnych, straganów, oraz wszelkich innych obiektów, których nie sposób było zidentyfikować po jednym spojrzeniu z oddali. Trudno było jednak nie dostrzec, iż budynki znajdujące się bliżej środka miasta, a tym samym bliżej pałacu, należały do tych zamożniejszych mieszkańców. W miarę, jak uliczka oddalała się od najważniejszej siedziby miasta, domy ciągnące się wzdłuż niej, były coraz biedniejsze. Nie był to jednak nietypowy widok- w taki oto sposób zbudowane było właściwie każde miasto, choć w większości z nich punktem, którego bliskość decydowała o zamożności był targ, bądź też główny plac. Właściwie tylko to wyróżniało stolicę, od zwykłych miast, poza tak oczywistym faktem, jak wielkość. Owszem, było tutaj ładnie, choć Ikram był po prostu stolicą krainy, taką, jak każda inna. Nie było tutaj na czym przez dłuższy czas zawiesić oka, gdyby nie fakt, iż tuż przy mieście rozciągał się szeroki pas morza, który niczym błękitna wstęga muskana przez wiatr, falował przy lądzie, co jakiś czas podmywając fragmenty graniczących z nim skał. Na ten widok Thalia uśmiechnęła się smętnie, choć w następnej sekundzie już śmiałą się z siebie w myślach za ten czyn. Gdyby była bohaterką powieści, powiedziałaby, że patrząc w stronę oceanu, czuła, jakby spienione wody wołały ją ku sobie. Ale przecież życie to nie bajka, nie wspominając już o tym, że tylko osoba mająca nierówno pod sufitem stworzyłaby ze Szkwał materiał na bohatera opowiadań. A przynajmniej tak to wyglądało z punktu widzenia piratki.
Nagle z tych dziwacznych rozmyślań wyrwało Thalię chrząknięcie Chow, które jednoznacznie sugerowało „chyba o czymś zapomniałaś”. Dziewczyna pospieszyła konia, zrównując z dwoma pozostałymi wierzchowcami, po czym obrzuciła kompankę badawczym spojrzeniem. Uniosła pytająco brew, choć na swej drodze napotkała tylko zbójecki uśmiech Chow.
  -No co?- rzuciła w stronę kurierki, nie domyślając się, że tym jednym i z pozoru niegroźnym pytaniem właśnie wydała na siebie wyrok śmierci. Dotarło to do niej chwilę później, gdy szatynka posłał jej przebiegłe spojrzenie, ozdobione w zadowolony z siebie uśmiech złodzieja, który obrobił największego bogacza w mieście, pod czujnym okiem jego ochrony, a ten nawet się nie zorientował.
  -Nasz zamaskowany koleżka przed chwilą ładnie nam wszystko wyśpiewał.- mówiąc to, wskazała na jadącego obok Prześladowcę. Thal domyśliła się, że specjalnie zaakcentowała słowo „wyśpiewał”, jakby ze znajomości miasta rodzinnego i wymyślonego nazwiska była w stanie ułożyć sobie w głowię biografię mężczyzny.- Coś mi się zdaję, że teraz twoja kolej.- wyjaśniła, wzruszając ramionami, jakby od niechcenia, choć dalej nie przestała się uśmiechać.
  Thalia wywróciła oczami.
  -A cóż takiego mam opowiadać? Kto jak kto, ale zdaje mi się, że ty wiesz już wszystko, co potrzebne.
  -Historia za historię brzmi uczciwie.- Nocny Prześladowca, ku zaskoczeniu Thalii, dołączył do rozmowy, zgadzając się z kurierką. Widok tek wydał się piratce nawet zabawny, biorąc pod uwagę, że jeszcze chwilę temu to Pan Szary znajdował się na jej miejscu.
  -I ty Brutusie przeciwko mnie?- odparła, z teatralnym oburzeniem zwracając się do zamaskowanego mężczyzny.
  -Brutusie?- powtórzył, jak echo Poursuivant, choć wyraźnie wyczuł w wypowiedzi Szkwał niejedną kpiącą nutę.
  -A więc..?- odezwała się Chowlie, poganiając towarzyszkę.
  -Wiesz co? Mogłam Cię wtedy wyrzucić za burtę, gdy jeszcze mogłam.- piratka, posłała gońcowi przebiegły uśmiech, który nijak miał się do jej obecnej sytuacji.
  -Mogłaś, ale przegapiłaś taką okazję.- odparowała dumnie kurierka, choć dalej przyglądała się Szkwał wyczekująco, i z niemalże chorobliwą satysfakcją. Thalia gwizdnęła przeciągle, po czym wywróciła oczami, nawet nie miała pojęcia który raz z kolei.
  -Niech będzie.- rzuciła w końcu, po czym uśmiechnęła się przebiegle, kontynuując.- Urodziłam się w dwieście dziewięćdziesiątym trzecim roku, w pewnym…
  -Jasna cholera.- mruknęła Chow, chwilę przed tym, gdy z dzioba jej papugi wydobyło się wszystkim dobrze znane „k*rrrwa mać”. W tamtym momencie Sargent przeszło przez myśl, że ta dwójka naprawdę nieźle się dobrała.- Jak dalej będziesz tak gadać, sama zacznę żałować, że nie wyrzuciłaś mnie wtedy za burtę.- dodała kurierka, uśmiechając się złośliwie. Bez problemu wyczuła podstęp piratki, choć wątpię by plan zanudzenia wszystkich na śmierć można było nazwać podstępem.
  Szary obserwował wszystko, jednak nie odezwał się ani słowem, być może zastanawiając się co takiego zdarzyło się wcześniej między jego dwoma towarzyszkami, skoro zaczęły sobie grozić wyrzuceniem drugiej za burtę. Choć Thalia, widząc jego minę kątem oka, raczej wątpiła, czy faktycznie chciał poznać odpowiedź.
  -Ale czekaj, skoro znam Twoje imię, wypytywanie nie będzie już takie dociekliwe…- szatynka mruknęła, jakby do siebie, zastanawiając się o co w takim razie może się zapytać piratki.- Pochodzenie? Miasto rodzinne?- rzuciła od niechcenie, najwyraźniej odrobinę zawiedziona, że nie ma pomysłów na lepsze pytanie.
  -Ocean.- odparła Szkwał, posyłając całemu światu pełen zadowolenia uśmiech. - Przeklęta Syrena- dodała szybko nazwę swego statku. Bo chociaż niedawno go straciła, to miała zamiar wszystko odzyskać. A kiedy, gdzie i w jaki sposób? Nad tym zastanowi się kiedy indziej.
  -Mogłam się tego spodziewać.- kurierka westchnęła, choć zaraz uśmiechnęła się złośliwie, jakby właśnie wpadła na genialny plan, który jak najskuteczniej umożliwi jej zepchnięcie na dno połowy znanego im świata.- Ale skoro już przy tym jesteśmy, chyba jesteś mi winna opowieść o tym co stało się z Twoim statkiem. Masz teraz świetną okazję.- odparła, krzyżując ręce na piersi ze zbójeckim uśmiechem na ustach.
  Szkwał odwzajemniła przebiegły uśmiech, choć po raz pierwszy w życiu zastanawiała się, czy, biorąc po uwagę okoliczności, aby na pewno jest on na miejscu. Niestety, skończyło się tylko na zastanawianiu się. Właściwie to nie miała nic przeciwko opowiedzeniu tej historii, ot zwykła opowieść, którą co poniektórzy mogliby nazwać zmyśloną bajką, ale to już inna kwestia. Tylko, że obecnie trójka jeźdźców znajdowała się w mieście, i to nie byle jakim, a wśród zwykłych gapiów i prostych obywateli, kryli się ludzie, których nie tylko ona nie chciała spotkać. Sądząc po spojrzeniu, jakie Prześladowca ukradkiem posłał mijanym przez nich strażnikom, on również nie miał ochoty na ponowne oglądanie celi. Podobnie było z Chowlie, bo chociaż kurierka oficjalnie nie należała do świata przestępców, Thalia znała ją na tyle, że mogłaby dać sobie rękę uciąć, iż ta dziewczyna w niejedne kłopoty już się wpakowała.
  -Nie wydaje mi się.- odparła po chwili, rozglądając się ukradkiem.- To chyba nie miejsce na opowieść o tym, jak pirat stracił piracki statek i piracką załogę.- odparła wymijająco, specjalnie powtarzając słowa „pirat”, by podkreślić co ma na myśli.
  -Niech Ci będzie.- kurierka po dłuższej chwili zastanowienia, machnęła ręką na znak zgody.
  Szkwał uśmiechnęła się zadowolona, gdyż właściwie przez tą plątaninę słów, ta dwójka nie dowiedziała się o niej niczego więcej, niż wiedzieli do tej pory. Nie miało to jednak nic wspólnego z jakże oklepanym tajeniem swej przyszłości z obawy przed reakcją innych, bądź dla samego ukrywania swojej historii. Myślę, że w przepadku Thalii miało to więcej wspólnego z czymś w rodzaju psychologii odwrotnej, przez którą nie chciała czegoś zdradzić tylko dlatego, że oczekiwano od niej odpowiedzi tu i teraz. Zawsze można jednak poczekać na tam i potem.
  Brunetka ruszyła przed siebie, popędzając srokatego wierzchowca. Gdyby ktoś przysłuchiwał się grupce wędrowców, wsłuchał się dokładniej i na chwilę wyrwał z codziennego pędu i zwykłego życia, mógłby dosłyszeć urywki nuconej przez piratkę melodii, która porwana przez wiatr, płynęła leniwie przez kręte i ciasne uliczkach Ikramu.

Żeglowaliśmy razem, przez fale, pod wiatr
Do krainy, gdzie morza szeleszczą
W dół krętej rzeki Rhine
Podążaliśmy za pieśnią…

Wyblakłe treści legend, opowieści mówiono nam
Próbowano nas wszystkich ostrzec, nim skończymy na dnie
Żeglarze nazywają ją Loreley
Hej, złodzieju! Ostrożnie nim za głosem wpadniesz…

A kiedy wiatry płakały, umierali mężowie
Fale kłaniały się Loreley, o której wciąż śpiewa morze…


Chowlie, teraz chyba Twoja kolej :3

sobota, 9 stycznia 2016

Od Thalii (CD Revana) - Przeszłość, przyszłość

        Macie świadomość tego, jak ogromną potęgą jest czas? Co więcej, ile moglibyście zdziałać, gdybyście tylko mogli go kontrolować? Oswojony, nawet w bardzo niewielkim stopniu, stanowiłby potężna broń, zdolną zmienić nie tylko wasze, ale również i cudze życie. I to nie tylko jedno! Pomyślcie o tym tylko i spróbujcie sobie wyobrazić moc, jaką byście dysponowali. Stalibyście się kimś więcej niż człowiekiem… nad-człowiekiem? Bogiem? Można wymyślić naprawdę wiele określeń, choć ostatecznie wszystkim chodzi przecież o to samo.
Dzięki zatrzymywaniu czasu moglibyście robić to, co dusza zapragnie. Nikt nie mógłby przyłapać was na gorącym uczynku, nikt nie miałby prawa wam niczego zabronić. Nawet jeśli, w razie niepowodzenia, zostalibyście przyłapani, to i tak nikt nie byłby w stanie was doścignąć, ani nawet uwodnić publicznie waszych win. Cofając się do przeszłości bylibyście zdolni zmienić bieg niefortunnych wydarzeń, które w diametralny sposób zmieniły wasze życie w piekło... Zaś zaglądając w przyszłość z łatwością pozbylibyście się niechcianych elementów swojego późniejszego życia. Moglibyście również mieć przez to wpływ na waszą obecną pozycję, majątek, przywileje… wszystko. Nie mielibyście wpływów tylko na siebie, czy na innych, poszczególnych ludzi. Jeśli tylko zdołalibyście odpowiednio wykorzystać podobny dar, moglibyście wpłynąć na całe państwa! Brak wojen między krainami, koniec kradzieży, morderstw i gwałtów, nigdy więcej nieurodzaju, ani biedoty. Możliwe, że nawet rozkwit miast i rozwój handlu… czyż nie byłoby wspaniale?
Cóż, gdyby Thalia dysponowała taką mocą, cofnęłaby się w czasie i zatłukła kapucynkę.
Dziewczyna szybko sięgnęła po kartkę, niemalże wyrywając ją z ręki zamaskowanego mężczyzny, po czym od razu schowała ją do jednej z kieszeni płaszcza, nie zadając sobie nawet trudu, by mruknąć proste „dziękuję”. Zupełnie, jakby tym zdecydowanym gestem miała zapobiec przez dostaniem się tych bazgrołów w „niepowołane ręce”. Aczkolwiek mogło się zdawać, że jeśli tym najbardziej niepowołanym, a mianowicie łapą Dexter’a, już kilka razy udało się do tej kartki dobrać, gorzej już być nie mogło. Cóż, z pewnością było w tym jakieś ziarnko prawdy… a może nawet i ogromny, niezliczony stos prawdomówny ziarnek.
Piratka pochwyciła, jak zwykle spokojne spojrzenie Prześladowcy, jednoznacznie mówiące „Jeszcze do tego wrócę”. W tym momencie nie potrafiła zmusić się do zamaskowania drobnego, złośliwego uśmiechu, tańczącego jej na ustach. Nie było w nim niczego wesołego, nawet jeśli na pierwszy rzut oka mógł się taki zdawać. Szkwał zerknęła w stronę zamaskowanego mężczyzny, posyłając mu w odpowiedzi spojrzenie, mówiące krótkie „Zobaczymy”. Wyglądało to trochę tak, jakby w ten sposób rzucała mu swego rodzaju wyzwanie, ostrzegając jednocześnie przeciwnika przed konsekwencjami jego przyjęcia. Coś takiego, o ile bez zarzutów działało na przypadkowych przechodniów, lub członków załogi pirackiej, na Szarym nie robiło najmniejszego wrażenia. Właściwie to nawet nie dał po sobie poznać, że dotarła do niego odpowiedź piratki i, jakby nigdy nic, znów wyciągnąć swój tomik z kieszeni, ponownie wracając do przerwanej lektury.
Właśnie w tym momencie Dexter, który stracił zainteresowanie „nowym kolegą” wrócił z powrotem na ramie Thalii, zeskakując z niego na tył siodła. Kruczowłosa zerknęła na kapucynkę, jak na małe, nierozumne dziecko, unosząc przy tym jedną brew.
-A ty gdzie się pakujesz, co?- zwróciła się do małpy, zupełnie, jakby ta była w stanie jej odpowiedzieć. Dexter podniósł tylko głowę, przyglądając się Szkwał swymi czarnymi oczami. Gdyby nie to, że w tych ślepiach odbijało się zło całego świata, można byłoby uznać go za nawet „urocze zwierzątko” (pomijając oczywiście jego paskudny charakter).
-Wiesz co? Powinnam dać ci tą kartkę do pożarcia i patrzeć jak się nią dławisz.- rzuciła małpce, uśmiechając się złowieszczo.- Wyrzuciłabym twoje zwłoki do rynsztoku i upozorowała wypadek, co ty na to?- zwierzak najwyraźniej wyczuł, że jego właścicielka nie mówiła poważnie (choć czasem była ku temu naprawdę bliska) dlatego, mimo ostrego tonu, nie specjalnie się tym wszystkim przejął. Bez konsekwencji pokazał Sargent język, po czym zadowolony z siebie, zachichotał złośliwie.
Ciemnowłosa pokiwała głową, po czym westchnęła ze zrezygnowaniem. Przestała zwracać uwagę na Dexter’a i skierowała wzrok przed siebie, wpatrując się w drogę, jaką mieli do pokonania. A przynajmniej chciała, by tak właśnie to wyglądało. W rzeczywistości obserwowała małpę katem oka, a gdy tylko zdała sobie sprawę z tego, że ta przestała ją obserwować, złapała kapucynkę za grzbiet. Małpa pisnęła zaskoczona
-Zdrajcy nie jeżdżą na gapę.- odparła, po czym powiesiła zwierzaka na jednej z niskich gałęzi drzewa, zwisających nad szlakiem. Szybko pogoniła konia, zrównując go z jadącą na przedzie Chow. Była z siebie bardzo zadowolona.
Oczywiście Thalia zdawała sobie sprawę z tego, że małpy świetnie odnajdują się na drzewach, ale przecież nie miała zamiaru go tutaj zostawiać (no bo jeśli znów trafi do więzienia, to kto ukradnie strażnikowi klucze do celi?). Zależało jej jedynie na chwilowym pozbyciu się zbędnego towaru, nawet jeśli wiedziała, że prędzej czy później ten chodzący koszmar znów ją nawiedzi. Ale cóż począć? Chcąc nie chcąc, byli na siebie z Dexter’em skazani. Ciekawe tylko, które z nich znosiło to gorzej?
Ciemnowłosa dziewczyna podjechała bliżej gońca, zrównując się z brunetką. Dopiero teraz zdała sobie sprawę z jednej, dość istotnej rzeczy, na którą odpowiedź musiała znać… z resztą, nie tylko ona. Mężczyźnie z bandanką też zapewne przydałaby się owa wiedza. Szkwał nawet nie starała się ukryć zadziwiania, że Pan Szary nie dopytywał się o drogę. Bądź co bądź, sprawiał on wrażenie zdecydowanie bardziej odpowiedzialnego i na pewno nie ufał kurierce tak, jak piratka. A może Prześladowca znał cel podróży i dlatego do tej pory się nie odzywał?
-Chowlie, wcześniej nie miałam okazji zapytać o jedną rzecz.- odezwała się, rzucając jakby od niechcenia.- Dokąd ty nas w ogóle prowadzisz, co?- spytała się z uniesioną brwią. Pytanie zdawało się może trochę nie na miejscu, a już na pewno w niewłaściwym czasie. Na takie tematy powinno się dyskutować tuż przed podróżą, choć do tej pory nie było ku temu okazji. Nawet, jeśli wędrowali już drugi dzień. Schować się przed strażnikami, pokonać bandytów, znaleźć gospodę i wierzchowce… wszystko fajnie, ale co potem? Przecież nie mogli jechać tak w nieskończoność, nie na tym to polegało. Poza tym, czasem miło było znać cel podróży, a bez wątpienia to kurierka zmierzała ku jasno wyznaczonej ścieżce. Nawet, jeśli po drodze zboczą kilka, lub nawet i kilkanaście razy, cel wciąż będzie niezmienny.
Sokolica w odpowiedzi wyszczerzyła się złośliwie.
-Wy to macie refleks. Kto pyta się o cel wędrówki drugiego dnia?!- wybuchła śmiechem, przyglądając się to jednemu, to drugiemu kompanowi.- Zmierzamy do stolicy Ikramu, a konkretnie na Święto Tolerancji…- twarze Prześladowcy i Szkwał wykrzywiły się w grymasie niezadowolenia. Chyba żadne z nich nie było tym urzeczone, choć oboje mieli zapewne inne powody. Chow uśmiechnęła się przebiegle, widząc niezadowolenie towarzyszy. –Jak wam się nie podoba, to może wolelibyście zwiedzić Castelię? Portowe miasta są tam bardzo piękne!- na to akurat żadne z nich nie miało ochoty, a północnej i północno-zachodniej części Dal-virii oboje powinni unikać jak ognia. Przynajmniej przez jakiś czas.
Nocny Prześladowca zdawał się być mniej więcej usatysfakcjonowany z otrzymanej odpowiedzi, gdyż przestał przysłuchiwać się rozmowie i ponownie skupił uwagę na książce. Oczywiście, jak każdy wprawiony morderca nie odcinał się od świata, pozostawiając czujnym i skoncentrowanym na otoczeniu. Nawet, jeśli w tamtym momencie nie sprawiał takiego wrażenia. Sargent natomiast wzmianka o Święcie Tolerancji mówiła bardzo niewiele… właściwie to nic. Nigdy specjalnie nie interesowała się polityką, nie dochodziły też do niej słuchy o wszelkich uroczystościach. Nie, kiedy większość czasu spędzała na morzach.
-Czym jest to całe „święto tolerancji”? Grupowy uścisk i wymiana przepisów kulinarnych?- rzuciła kąśliwie, trochę od niechcenia. Chow posłała piratce zbójecki uśmiech, a ton głosu, jakim odpowiedziała wyraźnie dawał do zrozumienia, że ona również nie była zachwycona uroczystością.
-Ależ skąd! Wielki bal, na który przyjeżdża mnóstwo ważnych osób. Bogate pary, lśniące suknie, formalne rozmowy, tańce… chyba w Twoim stylu, nie?- rzuciła, posyłając Thalii złośliwe spojrzenie. Kruczowłosa tylko wywróciła oczami.
-Oczywiście! Tańce, suknie; to jest to, co korsarze kochają najbardziej!- ironia, jaką udało jej się włożyć w to zdanie, pod wpływem nadmiernej ilości zdawała się aż z niego wylewać.- Hm… myślisz, że dałoby się jakoś rozruszać to sztywne towarzystwo?- posłała kurierce zbójecki uśmiech, zerkając wymownie na pas z dopiętą szablą. W brązowych oczach Chow zatańczyły iskierki, choć zaraz pokręciła przecząco głową.
 -Jeśli zależy Ci na miejscu w klanie, lepiej niczego tam nie próbuj.- słysząc to, Thalia zaklęła cicho, wypowiadając na jednym wdechu całkiem sporą liczbę słów.- Uwierz mi, sama nie palę się na to święto. Ale mus to mus.
-I ty mówisz coś takiego?- zauważyła Szkwał, przyglądając się znajomej z niemałym zdziwieniem. Chow tylko wyszczerzyła się w odpowiedzi, choć w jej brązowych oczach znów zaczęły tańczyć zbójeckie iskierki.
-K*rrrrrwa mać!- zawołała papuga, zupełnie jakby podzielała zdanie piratki. Obie kobiety zaśmiały się krótko, zaś Ozzi podskoczył kilka razy na cieniutkich nóżkach, najwyraźniej zdając sobie sprawę z tego, że chwilowo znalazła się w centrum uwagi.
Sargent spojrzała się w górę, wciąż nie przestając się uśmiechać. Wiszące nad nimi niebo przybrało piękny, błękitny odcień, którego nie skalała żadna, nawet najdrobniejsza chmura. Zapowiadał się ciekawy dzień.

***


Właściwie to ciężko powiedzieć, które z nich wysunęło propozycję, by zajrzeć do namiotu. Był on naprawdę sporych rozmiarów, choć przez ciemne barwy i mnóstwo przedmiotów w środku nie sprawiał wrażenia przestronnego. Mimo wszystko, było w nim coś intrygującego. Sprawiał wrażenie, jakby chował w swym wnętrzu sekrety całego świata. Ciemny namiot okryty tajemnicą, oraz złą sławą. Zapewne po części miało to związek z czaszkami i wisiorkami z kości, jakie zawieszono przy wejściu, a także mnóstwem świeczek i zapalonych kadzideł, których dym nieco pogarszał widoczność, a intensywny zapach powoli drażnił nozdrza. Niemniej, żadne z Trzech Muszkieterów nie mogło przejechać obok obojętnie nie rzucając ciekawskiego spojrzenia, lub dwóch, w stronę tak osobliwego miejsca. Prędzej, czy później, któreś z nich musiało zaproponować, by do niego wejść, rozejrzeć się odrobinę i zobaczyć co jest w środku. Z czystej ciekawości. Naprawdę niecodziennie każdemu dane jest przypadkiem napotkać na swej drodze coś takiego.
Zaskakujący był jedynie fakt, że nikogo nie było w środku. W każdym bądź razie, nikogo żywego. Wewnątrz namiot przypominał obszerną salę do wróżenia. Na środku kręgu znajdował się stosunkowo niewielki, przykryty ciemnym obrusem stół. Dookoła poustawiane były szafy, szafki i półki, różnej wielkości, koloru i kształtu, choć większość z nich spełniała to samo zadanie. Na półkach aż roiło się od starych, zakurzonych ksiąg i książek, podejrzanych flakonów z różnokolorowymi płynami, kilkanaście ozdób z kości oraz od groma lalek.
Thalia znalazła pomiędzy książkami niewielką kukiełkę i aż wzdrygnęła się, widząc jej twarzy. Nigdy nie lubiła lalek, nie przepadała też za voodoo i wszelkimi dziwactwami, związanymi z odprawieniem rytuałów, lub wbijaniem szpilek w szmacianą podobiznę człowieka. Poza tym, maskotka, którą trzymała w ręku była naprawdę okropna. Wykonano ją w, zdawało by się, bardzo prosty sposób. Sprawiała skromne dzieło dziecięcej roboty, choć była niesamowicie realna i naprawdę do złudzenia przypominała człowieka. A raczej… no, powiedzmy istotę, która kiedyś mogła być podobna do ludzi. Podarte ubrania, rozprute kończyny, a na dodatek ten przeraźliwy, wykrzywiony uśmiech i oczy, świdrujące każdego na wylot. Dziewczyna odłożyła lalkę na miejsce, jeszcze raz przyglądając się jej uważnie, jakby chciała się upewnić, że kukiełka nie obserwuje ich z ukrycia.
-Coś z tym miejscem jest cholernie nie w porządku.- mruknęła, jakby do siebie. Piratka przyłapała się na tym, ze nie była w stanie całkowicie odwrócić się plecami do tamtej szmacianej lalki. Żałowała, że nie ukryła jej lepiej między stertami książek, choć nie miała zamiaru dotykać jej ponownie.
-Co ty gadasz?- odezwała się Chow, grzebiąc wśród półek. Po chwili wyciągnęła z nich coś, co przypominało… głowę. Ściętą głowę jakiejś starej kobiety. Kurierka przyglądała jej się krytycznie, trzymając znalezisko za szare włosy.- Cholernie nie w porządku dopiero będzie, jak to coś mrugnie.- rzuciła, uśmiechając się zbójecko. Zupełnie, jakby tylko na coś takiego czekała.
W tamtym momencie jedynie zamaskowany mężczyzna zachowywał się w miarę przyzwoicie. Przynajmniej, w odróżnieniu od dwóch kobiet, nie przeszukiwał on szuflad i nie grzebał wśród nie swoich rzeczy. Niemniej, jemu również owy namiot wydawał się podejrzany.
-Nie sądzę, by ruszanie tych rzeczy było dobrym pomysłem.- zwrócił się do towarzyszek, choć mówiąc to patrzył szczególnie na Chow. A raczej na sztuczną głowę, którą wciąż trzymała za włosy.- Tu wszędzie stoją zapalone świeczki, lepiej uważaj, by żadnej nie zrzucić.
-E, tam, bez nerwów.- goniec uśmiechnęła się złośliwie, bujając znalezisko raz w jedną, raz w drugą stronę, jak drobną huśtawkę.- Co takiego może się stać? Niczego nie podpalimy…
-„Podpalimy”?- mruknęła cicho Thalia, rozglądając się dookoła. Po chwili, jakby o czymś sobie przypomniała, zaczęła przeglądać po kolei wszystkie swoje kieszenie. W końcu udało jej się znaleźć to, czego tak usilnie szukała.
Kartka. Kawałek papieru, na którym zapisała wczoraj w nocy dwa wiersze. Ten sam, który dziś dostał się w łapy Dexter’a, czego skutki nie były najlepsze, przynajmniej nie dla piratki. Ciemnowłosa podeszła do jednej ze świec i bez chwili wahania nadstawiła kartkę tuż nad ogniem. Przez chwilę obserwowała, jak płomień powoli przemieszcza się po papierze, zlizując z niego kolejne zapisane fragmenty, a na koniec w całości je pochłaniając. Gdy papier ostatecznie zniknął wśród ognia, Sargent uśmiechnęła się tryumfalnie, niczym małe dziecko, które w swym mniemaniu dokonała przed chwilą niesamowitego czynu. Widząc to, Prześladowca pozwolił sobie na cień uśmiechu, choć pod zasłaniającą twarz bandanką nie było go widać. Thalia napotkała rozbawione spojrzenie mężczyzny, po czym machinalnie spiorunowała go ostrym, choć tryumfalnym wzrokiem, jednoznacznie mówiącym „I co? Już nie masz do czego wrócić?”. Szary jednak nie dał po sobie poznać, że wyłapał kolejne wyzwanie.
-Ciekawe do kogo to wszystko należy.- powiedział w końcu, jeszcze raz przyglądając się zakurzonym księgom.
Odpowiedź pojawiła się sama, choć żadne z nich nie miało pojęcia, kiedy nieznajoma kobieta usiadła przy stole. Obca uśmiechała się do każdego przebiegle, odsłaniając swoje nienaturalnie zaostrzone kły. Było w niej coś intrygującego, coś, co sprawiało, że od patrzenia się na nią włos jeżył się na karku. Ciemnoskóra przyglądała się przez chwilę każdemu z „gości”, nie mówiąc ani słowa. Najgorsze było w tym wszystkim to, że jedno jej spojrzenie metalicznych oczu zdawało się przewiercać na wylot. Zupełnie, jakby poznała Cię, zanim otworzyłeś usta i powiedziałeś cokolwiek o sobie.
-Witam.- odezwała się w końcu, choć jej głos bardziej przypominał węża, niż ludzką kobietę. Na dźwięk jej zimnych, prawie że „stalowych” słów, Thalia odskoczyła od kręgu świeczek. Piratka nie mogła jednak powstrzymać uśmiechu, gdy dostrzegła, jak Chow chowa za plecami sztuczną głowę, uśmiechając się niewinnie.

Chowlie? Revan? Co to byłoby za fantasy bez wróżenia z kości i kart tarota? x3