Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kiara. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kiara. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 28 kwietnia 2016

Od Kiary (CD Ryu)

        Uśmiechnęłam się złośliwie i skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej, opierając się drzewa, które stało za mną. Zdałam sobie sprawę, że mimo iż mężczyzna, który stoi przede mną jest świrem, to zaczynam go nawet lubić. Nie był taki nudny jak reszta śmiertelników.
  - Bal jest dziś w nocy – odparłam z tajemniczym uśmiechem – zaprowadzę Cię jeśli chcesz, bo też się tam wybieram… No! Chyba że się boisz że w jakiś sposób Cię zaczaruję – dodałam ze złośliwym uśmiechem.
  - A więc chcesz mnie zaszczycić swoim towarzystwem? – spytał złośliwie drocząc się ze mną.
  - Póki co, to Ty masz zaszczyt cieszyć się moim towarzystwem – odgryzłam się.
  Ten uśmiechnął się tajemniczo jak zwykle się szczerząc, co znowu u mnie wywołało reakcję „Jeśli dalej się będziesz tak szczerzył to zaraz Ci pier**lnę”, ale powstrzymałam się, bo nie chciałam wyjść na kogoś, kto ma krótkie nerwy. – Wracając do twojego wcześniejszego pytania… Będą tam nie tylko liderzy ale i też większość bandy, która przybędzie razem ze swoimi liderami. Straszne to upierdliwe ale też wypada mi pójść. – skończyłam westchnieniem.
  - Drapieżnik, który musi wyjść z ukrycia i się ujawnić nie jest zbyt szczęśliwy co? – spytał sarkastycznie.
  - O to się nie bój! Jest tam wiele miejsc, gdzie można się zaczaić na kogoś – powiedziałam niemal z drapieżnym spojrzeniem na mężczyznę.
  - Zapewne tak jest – odparł szczerząc się. – Jednak ja będę się trzymał raczej z dala od takich miejsc – odparł pewny siebie.
  - Spokojnie! Jak mi zaleziesz za skórę to i z stamtąd cię wyciągnę – odparłam złośliwie i lekko złowieszczo.
  Ten tylko obdarzył mnie spojrzeniem typu „Chyba śnisz kochana!”, po czym wrócił do głaskania skorpiona, który jakby chciał do mnie doskoczyć i mnie zabić… Mimo iż mu nic nie zrobiłam.
  - Do balu jest jeszcze szmat czasu, więc idę na małe polowanie – stwierdziłam – Idziesz ze mną? – spytałam jakby z nutą prośby.
  - Czemu nie… Nie mam nic lepszego do roboty – powiedział, po czym zaburczało mu w brzuchu.
  - Widzę że myślimy o tym samym - dodałam i zagwizdałam.
  Po chwili słychać było głośne rżenie i tętent końskich kopyt o twardą ziemię. Po chwili przybiegła do mnie moja klacz. Zarżała cicho na powitanie i ją pogłaskałam za uchem, to było miejsce, które najbardziej lubiła.
  - Witaj! – przywitałam się z koniem i poklepałam ja lekko po szyi.
  - Zastanawiałem się czy też masz konia – powiedział jakby od niechcenia lecz dostrzegłam w nim nutkę ciekawości.
  - Każdy zwiadowca przecież ma wierzchowca – odparłam jakby nigdy nic.
  Sonia popatrzyła na nieznajomego dość wrogo, dając mu tym samym ostrzeżenie typu: „ Jeśli zrobisz coś głupiego, to nie ręczę za siebie”. Po czym jakby na potwierdzenie swojego, tupnęła ostrzegawczo kopytem.
  Przy siodle znajdował się łuk ze strzałami. Sprawdziłam machinalnie czy wszystko jest dopięte, złapałam za wodze konia i ruszyłam w stronę lasu, lecz jeszcze przystanęłam na chwilę krzycząc do Ryu.
  - Długo mam na ciebie czekać? – krzyknęłam i zrobiłam złośliwy uśmieszek.
  Ten w odpowiedzi zrobił to samo i ruszył w moim kierunku a po chwili się ze mną zrównał, lecz przełożył skorpiona na drugie ramię, bo skorpion nie był raczej zadowolony z mojego towarzystwa.
  - Ten twój skorpion, to w gorącej wodzie kapany jest – dodałam patrząc jak skorpion próbuje mnie jakby zasztyletować wzrokiem. Teraz już prawie w ogóle nie robił na mnie wrażenia, bo zdążyłam się do niego przyzwyczaić. Być może to była zasługa szkolenia zwiadowców, dzięki któremu potrafiliśmy się dostosować do każdej sytuacji.
  Ryu ponownie zaczął czule głaskać skorpiona a ten zaczął się powoli uspokajać, choć cały czas mierzył mnie wzrokiem ale ja już na to nie zwracałam specjalnej uwagi… Szłam przed siebie i co jakiś czas przykucałam przy ziemi, żeby przypatrzeć się śladom zwierząt.

Ryu? Nie mam o co się obrażać :P Ożywimy troszkę opa i zrobimy tak że ktoś nas np. zaatakuje? Jakieś zbiry? Co Ty na to? :P

wtorek, 26 kwietnia 2016

Od Kiary (CD Ryu)

        A więc moje przepuszczania okazały się słuszne! Ten człowiek wiedział kim byli „Zwiadowcy”, co oznaczało że musiał być w moim kraju… Patrzyłam na niego jak próbuje nie patrzeć w moją stronę, jednak dawał mi te swoje uśmieszki. Gdy przyglądałam się jego towarzyszowi, który jakby nigdy nic siedzi mu na ramieniu i którego czule głaskał jakby był jakimś psem. Skrzywiłam się na ten widok ale nie ze wstrętu, tylko z lekkiego strachu i częściowo „zafascynowania?” To chyba będzie właściwe słowo. Takie dziwne stworzenie a tak podobne do czworonożnego pupila jakim jest pies… Nieważne!
  - A cóż to za tajemniczość? – spytałam z kpiącym uśmiechem a raczej złośliwym?
  - Mógłbym to samo powiedzieć o tobie – powiedział znowu z tym swoim uśmieszkiem
  Jak było widać, tego człowieka nie łatwo było wyprowadzić z równowagi… Przyznam że jego tajemniczość mnie intrygowała, gdyż póki co, był jedyną osobą, która była w stanie normalnie ze mną w miarę porozmawiać, mimo iż nie byłam zbyt łatwa w rozmowie. A jeszcze to jego odgryzanie się mi! Gość miał odwagę i nie lada umiejętności nie tylko fizyczne ale i też umysłowe. Nie łatwo mi to mówić, ale jakby mi trochę „zaimponował”. A przynajmniej to było moje pierwsze odczucie, jakie doznałam rozmawiając z nim w tak krótkim czasie.
  - A więc powiadasz, że zwiedziłeś więcej ode mnie? – spytałam sarkastycznie - Może i to prawda ale sprzeczać mi się nie chce. – odparłam krótko. – Przynajmniej jak na razie – uśmiechnęłam się złośliwie.
  - Powiadasz? – spytał jakby żartobliwie.
  - Skoro wiesz czym się zajmowałam, to czemu jesteś taki spokojny? – spytałam jakby od niechcenia a ten rzucił mi spojrzenie typu „A czemuż miałbym się Cienie bać?”.
  - Z tego co wiem, to zajmowaliście się ochroną waszych włości a nie czarami prawda? – spytał retorycznie i znów tak tajemniczo.
  Nie odpowiedziałam mu lecz prychnęłam lekko z irytacji. Ten gość był normalnie nie do opisania! Normalnie, to w pewnych chwilach, chciałam go zasztyletować! Nie łatwo było z niego wyciągnąć jakieś informacje… Zapewne jego charakter ukształtował się przez lata podróży, które niby odbył.
  - Ty normalnie jesteś niereformowalny! – wydusiłam z siebie wzdychając lecz nie zamierzałam się tak łatwo poddać. Halt uczył mnie że nie powinno się ustępować, bo nigdy nie zdobędę żadnych informacji ale rozmowa z równie upartym typem jak zawiadowca było raczej ciężkie. Zważywszy iż osobnik, który przede mną stał, wyraźnie był rozbawiony zaistniałą sytuacją lecz starał się to ukryć… Przewróciłam oczami na tę upierdliwą sytuację w jakiej się znalazłam.
  Ten znowu rzucił to już mi znane spojrzenie z nie opuszczającym go uśmieszkiem. Przez chwilę miałam wrażenie, że nawet swemu zabójcy, byłby w stanie śmiać się w twarz! I im dłużej z nim rozmawiałam, tym bardziej ta myśl wydawała mi się prawdopodobna…
  - Powracając do twojego pytania, to my nigdy nie korzystaliśmy z przywilejów, które nam dawano. Woleliśmy raczej żyć samotnie, z dala od tego rodzaju bogactw. – powiedziałam tylko i wzruszyłam ramionami.
  - Skoro tak mówisz! – odparł złośliwie
  - Skoro już sobie tak tu gawędzimy, to może zdradzisz mi swoje imię? – dodałam nutą sarkazmu.
  Ten zaśmiał się tylko tak, że aż mnie przez chwilę ciarki przeszły. Tak! Był to zdecydowanie dziwny osobnik, zważywszy iż potrafił nagle wybuchać śmiechem jak jakiś wariat ale powiadał mi ktoś kiedyś, że tylko tacy ludzie są coś warci a ja nie zamierzałam z tym dyskutować, bo nie miało to żadnego sensu, ani tez potrzeby.
  - Ryu Kyodai – przedstawił się nadal się szczerząc – Adres zamieszkania? Cały świat póki co – powiedział rozbawiony. Prychnęłam znowu z irytacją na jego dziwne zachowanie lecz uśmiechnęłam się trochę na jego odpowiedź. Jednak nie wiem czy to zauważył, gdyż miałam nadal kaptur na głowie, który zasłaniał mi twarz. Po chwili go zdjęłam, bo nie uważałam żeby był mi na chwilę obecną potrzebny.
  - Kiara Amitaczi – przedstawiłam się z tajemniczym uśmiechem. – A więc, o czym chciałeś ze mną porozmawiać? – spytałam po chwili tajemniczo.
  - O! Czyżby ktoś tu podsłuchiwał? Nie ładnie… - powiedział z nutką rozbawienia.
  - To nie ja tylko ściany – odparłam ze słodkim uśmieszkiem.
  Po chwili zobaczyłam ze skorpion, który siedział mężczyźnie na ramieniu, nagle przyglądał mi się jakby z zainteresowaniem?! Lekko się wzdrygnęłam, bo mogłabym przysiądź, że te jego oczysk śledzą każdy mój ruch… No nie! Nie dość że facet mnie irytował, to jeszcze ten jego skorpion, który wlepia we mnie oczyska, które wydawały mi się tak samo tajemnicze jak jego właściciel. Na szczęście umiałam zapanować nad wyrazem mojej twarzy i ciałem, bo głupio by było gdyby wyszło że obawiam się skorpiona! A było mi walczyć z nie jedną najgorszą gnidą! No ale to byli ludzie! Ale skorpion?! Czemu on we mnie tak patrzył?! I znów zdałam sobie sprawę, że jednak to zwierzę mnie na swój sposób również faktycznie fascynuje, gdyż zachowywało się jak człowiek? – aż wypowiedziałam sobie to zdanie w myślach z niedowierzaniem.
  W końcu się otrząsnęłam i zwróciłam wzrok z powrotem na mężczyznę, który wydawał się być rozbawiony i jednocześnie usatysfakcjonowany? Tylko czym? – spytałam siebie w myślach. Niepokoiło mnie że osobnik, który przede mną stał, wiedział o mnie tak dużo ,a ja o nim tak niewiele… Trzeba to było jakoś szybko zweryfikować.

Ryu? No nie! Nyan Ci wygadała :P Nie będziesz straszył powiadasz? Jakoś Ci nie wierzę :P

sobota, 23 kwietnia 2016

Od Kiary

        Jechałam właśnie do miasta, gdzie miałam dostarczyć tajne akta człowiekowi, który mi za to miał zapłacić. Nie obchodziło mnie co było w tych aktach, bo teraz liczyło się dla mnie tylko przetrwanie na tutejszych terenach. Jechałam po lesie, omijając główną drogę tak jak mnie wyszkolono. Kto wie czy komuś by nie strzeliło do łba żeby mnie zaatakować? Czasy są niepewne, a ja miałam jak najszybciej dostarczyć akta. Jechałam galopem, omijając drzewa, przez które, co jakiś czas przebijały się promienie słońca. Był wczesny ranek, gdzieś około godziny piątej trzydzieści… Niedługo wszystko miało się budzić do życia (miałam na myśli ludzi w mieście ). W końcu zaczęłam się zbliżać do Ergo, więc wstrzymałam konia i schowałam go pomiędzy drzewami i gęstymi zaroślami. Mocniej zarzuciłam na siebie kaptur i maskę, które mi zasłaniały twarz. Ruszyłam dalej na piechotę, chcąc by nikt nie usłyszał ciężkich końskich kopyt.
Sunąc ostrożnie z cienia w cień, nasłuchiwałam i obserwowałam. W końcu zbliżyłam się na skraj miasta i stanęłam w ciemnej uliczce. Szarozielona peleryna, kaptur i reszta moich ubrań, doskonale mnie maskowała. Stałam w bez ruchu, sprawiając że wtopiłam się idealnie w cień rzucany przez budynki. Moim celem było dotarcie do karczmy „pod łyską kobyłą”. Nazwa dziwna i nie jeden raz się zastanawiałam, kto mógł nadać karczmie taką dziwną nazwę… W każdym razie, miałam się dostać do środka i przekazać akta. Ta jak myślałam! Karczmarz otwierał drzwi około szóstej dwadzieścia, by móc już obsłużyć stałych „pijaczków”. Zaskakujące że chciało im się wstawać tak wcześnie by móc tylko zaspokoić głód alkoholowy… Gdy gospodarz tylko uchylił drzwi, od razu niemal biegiem, weszło tam ze dwanaście osób. Rozejrzałam się jeszcze uważnie i ruszyłam w stronę karczmy, cały czas skacząc z cienia w cień, pomiędzy skałami, które w pewien sposób zdobiły to miasto. Moje buty nie wydawały żadnych dźwięków. Sunęłam powoli i spokojnie aż w końcu weszłam do karczmy niezauważalnie i schowałam się w cieniu jednego ze słupów, które podtrzymywały całą konstrukcję i cierpliwie czekałam.
  Miałam się stawić na godzinę szóstą czterdzieści. Miałam więc jeszcze pięć minut w zapasie… Przyglądałam się pijaczkom, którzy pili i wydawali pieniądze w najlepsze, podczas gdy karczmarz ścierał drewnianą ladę z kurzu i rozlanych kropel piwa przez pijaczków. Była to prawie codzienny rytuał, który niemal zawsze wykonywał w tej samej kolejności: Szósta dwadzieścia otwiera karczmę, szósta trzydzieści wydaje piwa, szósta trzydzieści pięć czyszczenie lady. Zdumiewające jak ludzie robią wszystko niemal automatycznie, niewiedzą nawet o tym zbytnio. Te same ruchy, te same słowa, te same odpowiedzi… Karczma nie była jakoś specjalnie duża. Stało w niej około dwudziestu stołów z miejscami siedzącymi, plus osiem krzesłem, przy głównym blacie, gdzie był karczmarz. Całe pomieszczenie było dość ponure. Sufity popękane, okna z kratami, ciężki drewniane drzwi z metalowymi łączeniami… Była już godzina szósta czterdzieści jeden. Po chwili zobaczyłam jak jakiś mężczyzna wchodzi do karczmy rozglądając się, jednak to nie był człowiek, który czekał na tajne akta. Podszedł do lady karczmarza i poprosił o coś do picia, po czym usiadł na końcu karczmy w rogu i nadal wszystko obserwował. Przyznam że tajemniczy był to osobnik… Od razu było po nim widać że jest dobry w walce. Jego postawa ciała, mowa ciała oraz ubranie o tym świadczyły. Była już godzina siódma, a mężczyzna, który miał odebrać akta ciągle się nie pojawiał. Zaczęłam odczuwać złość, gdyż nie lubiłam gdy ktoś się spóźniał. Po chwili znowu ktoś wszedł do środka. Tym razem to był mężczyzna, któremu miałam przekazać akta, a on miał mi dać zapłatę. Rozejrzał się po całej karczmie lecz mnie nie zauważył... Z reszta jak wszyscy w tej karczmie! Nagle na jego twarzy pojawił się niespodziewany uśmiech a wzrok skierował na mężczyznę, który siedział w kącie. Ten sam mężczyzna, który przed chwilą tam usiadł, pijąc coś. Podszedł do mężczyzny, który nagle też lekko wykrzywił usta w uśmiechu ale tylko odrobinę. Podali sobie ręce i się przywitali:
  - Przyjacielu! Dawno Cię nie widziałem! – powiedział uradowany, ściskając dłoń mężczyzny.
  - Witaj Haroldzie! Nie spodziewałem się Ciebie tutaj o tej porze – stwierdził.
  - Tak… Bo widzisz… Jestem z kimś umówiony, lecz chyba ta osoba nie przyszła – powiedział ponuro.
  - Może ta osoba się spóźni? Wiesz jak to jest… - powiedział i zaprosił go do spoczynku na krześle ruchem dłoni.
  - No nie wiem… Miała tu być. – powiedział rozglądając się. – Nikogo tu nie widziałeś? Od kiedy tu jesteś? – spytał.
  - Niedawno przyszedłem ale nikogo nie zobaczyłem – odparł. – Zaraz, zaraz! Miała? To dziewczyna? W końcu się zabrałeś za szukaniem sobie żony? – spytał rozbawiony.
  - Nie szukam żadnej partnerki na życie! To co innego – powiedział cichszym już głosem.
  Mężczyzna imieniem Harold, był wyraźnie zmartwiony. Postanowiłam się ujawnić, bo szkoda mi było cennego czasu, a po za tym poirytowało mnie to że nie dość facet się spóźnił, to jeszcze uważa że to ja się spóźnię… W końcu się odezwałam z cienia, który mnie zasłaniał skutecznie, lecz nadal postanowiłam nie wychodzić ze swojego ukrycia.
  - Spóźniłeś się – powiedziałam poirytowanym tonem.
  Obaj mężczyźni nagle zaczęli się rozglądać dookoła, próbując zlokalizować źródło, skąd dobiegał mój głos, lecz nic tym nie wskórali.
  - Jesteś tu Duchu? – spytał nagle Harold.
  - Jaki duch? Odbija Ci czy co? – zapytał przyjaciela ze zmartwieniem w oczach.
  Ten go tylko obdarzył piorunującym spojrzeniem na znak że nie zwariował i żeby na chwilę się uciszył, a ja powtórzyłam:
  - Spóźniłeś się – powiedziałam znowu.
  - Gdzie jesteś? Chcę Cię zobaczyć! – powiedział i nadal próbował mnie wypatrzeć.
  Postanowiłam że czas wyjść z ukrycia. Powoli i spokojnie wyszłam z cienia jednego ze słupów. Obaj mężczyźni byli wyraźnie zdziwieni, a w ich oczach dostrzegłam niedowierzanie. Nastąpiła chwila ciszy więc postanowiłam się znowu odezwać.
  - Masz to na co się umawialiśmy? – spytałam.
  - Tak! – powiedział nagle jakby się ocucił, po czym sięgnął po woreczek przy pasie i wyciągnął rękę ku mnie. – oto twoja nagroda – powiedział.
  - Nagroda? Zabrzmiało to tak jakbym była twoim piesiem na posyłki! – warknęłam lodowatym tonem a w oczach pojawi się lód, choć on nie mógł tego zobaczyć bo miałam kaptur na głowie i maskę na twarz, z której było widać tylko oczy…
  - Przepraszam! Nie chciałem! – powiedział szybko i dał mi woreczek z pieniędzmi. A ja dałam mu tajne akta, które były zamknięte w brązowej teczce.
  Mężczyzna, który był „niby” przyjacielem Harolda, był wyraźnie zdziwiony zaistniałą sytuacją. Patrzył to na mnie to na swojego przyjaciela w milczeniu ze znakiem zapytania. P chwili wzrok nieznajomego mi mężczyzny padł na moje ostrza, które były w małej torebeczce, która była przypięta do mojego pasa. Na plecach miałam łuk i strzały, więc mężczyzna zaczął bacznej mnie obserwować i spiął mięśnie. Spojrzałam na niego. Czyżby ten mężczyzna, wiedział coś o posługiwaniu się bronią, którą się posługiwałam? – pomyślałam.
  Po chwili ciszy odezwałam się znowu i cedziłam z naciskiem wszystkie słowa.
  - Następnym razem masz być punktualny albo twój żywot się skończy szybciej niż myślisz! – wycedziłam i ruszyłam w stronę drzwi, lecz nie głównych, tylko tylnych… Szybko zniknęłam w cieniu i przemknęłam obok ludzi, którzy krzątali się na zapleczu, po czym wyszłam niezauważona i poszłam w swoją stronę.

Ktoś chce dokończyć? Tylko mężczyznę bardzo jakiegoś proszę c;

wtorek, 5 kwietnia 2016

Od Kiary (CD Ti'ena)

        Całe to zamieszanie tylko mnie zniechęciło i utwierdziło że jak na razie muszę porzucić swoją misję. Chętnie bym zabiła tego cwaniaczka ale ta krasnoludzica i jej banda stanęli mi na drodze. Nie chciałam zranić kogoś, kto nie był moim celem, więc postanowiłam się oddalić. Gwizdnęłam i po chwili przybiegła Sonia. Złapałam ją za wodze gdy nagle usłyszałam:
  - Słuchaj wojownicza księżniczko - zaczął. - Chyba musisz mi coś wyjaśnić... – powiedział mój cel zwany Ti’en i zastąpił mi drogę. Pochyliłam się by włożyć sztylet przy łydce i w tedy nagle naszyjnik ze srebrnym liściem dębu wypadł mi zza koszulki przez przypadek.
  - Niezła błyskotka – powiedział nagle.
  Z początku nie wiedziałam o co mu chodzi ale zaraz zrozumiałam! Szybko schowałam naszyjnik z powrotem i powiedziałam:
  - Ta… Można tak powiedzieć – odparłam szybko, wymijając go. Mając nadzieję że zapomni o naszyjniku.
  - Hej! Poczekaj no paniusiu! – krzyknął nagle Ti’en.
  Zatrzymałam się i popatrzyłam przez ramię:
  - Nie martw się! Nie będę już na Ciebie polować – odparłam.
  - Dlaczego nagle zmieniasz zdanie? – spytał podchodząc do mnie.
  - Powiedzmy że straciłam ochotę… Po za tym nie chcę wywoływać sporów między klanami. – powiedziałam spokojnie.
  Ruszyłam w stronę mojego konia, który już na mnie czekał. Jednak jak zwykle kto mi zagrodził drogę? Ti’en Lao!
  - Jesteś strasznie upierdliwy wiesz? – powiedziałam wydychając ciężko powietrze z poirytowania.
  - Kto Cię nasłał? – spytał.
  - Nie mogę Ci powiedzieć – odparłam.
  - A to czemu? – znowu spytał.
  Zaśmiałam się z lekka.
  - Ciekawi Cię to co? – spytałam.
  - Ta… I to bardzo – odpowiedział.
  - A więc mi powiedz! Dlaczego mam Ci odpowiedzieć na to pytanie skoro Cię nie znam? – spytałam.
  - Jakoś Ci to nie przeszkadzało gdy jeszcze przed chwilą chciałaś mnie zabić. – powiedział.
  - Cwaniak z Ciebie ale ja mam swoje żelazne zasady i nie powiem Ci tego. – powiedziałam spokojnie.
  - A zakład? – spytał.
  - Nie.
  - A czemu?
  - Bo nie.
  - Małomówna jesteś księżniczko.
  - Nie nazywaj mnie tak! – warknęłam.
  Wyminęłam go szybkim krokiem, wskoczyłam na konia i poganiając go zniknęłam nagle pomiędzy drzewami, lecz jeszcze krzyknęłam:
  - Może się jeszcze spotkamy! – krzyknęłam.
  Mój cel był bardzo przebiegły i sprytny… Wiedziałam że godny z niego przeciwnik! Ucieszyłam się w duchu, że wreszcie natrafiłam na godnego przeciwnika. Który zapewne będzie chciał mnie odnaleźć by poznać odpowiedź kto mnie nasłał na niego. Po za tym! Liczyłam na kolejną walkę z nim.

Ti’en Lao? :3 Sorki za tandetę :C

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Od Kiary

        Ta… Pamiętam jak jeszcze podążałam wraz z moim mistrzem za granice nieznanych nam dotąd terenów. Byłam już pełnoprawnym zwiadowcom, lecz los nie uśmiechnął się do nas i do naszej specjalizacji… W czasie gdy ja i mój były mistrz Halt, przemierzaliśmy nowe tereny, nasze królestwo zostało zaatakowane. Gdy wróciliśmy do domu z wieściami, ujrzeliśmy płonące domy, zwłoki ludzi na ulicach a wojska zostały starte na pył przez wroga. Ród Aurelańczyków stanął pod znakiem zapytania. Niegdyś najpotężniejsza kraina, padła w tedy na kolana, zupełnie nieprzygotowana na nagły atak ze strony swoich „sojuszników”, którzy zdradzili nas, bo chcieli władzy. Zwiadowcy powinni temu zapobiec… lecz niestety nie zdążyli na czas… I królestwo stanęło w ogniu. Władcy uciekli wraz z resztą wojsk i ludzi, którzy cudem uniknęli śmierci, poprzysięgając zemstę!
  Widząc co się dzieje, ja ze swoim mistrzem uciekliśmy na nieznane tereny, daleko za granice ojczystych nam terenów. Musieliśmy jakoś przetrwać! Dlatego przenieśliśmy się do krainy, gdzie zwiadowcy i nasza kraina nie były znane nikomu i niczemu. Cały czas pozostając wierni naszym władcom, ukryliśmy się i zaczęliśmy życie na nowo pamiętając, co stało się z naszym domem. Przez lata gniew w nas wzrastał aż wszyscy staliśmy się poniekąd zabójcami oprychów. Nasze zdolności jakie posiadaliśmy dzięki szkoleniu na zwiadowców, sprawiało że bez trudu radziliśmy sobie z takim zadaniami. Jednak… Gdy mój mistrz umarł i zostałam sama daleko od reszty zwiadowców, którzy byli rozproszeni po całym świecie… Pojęłam że teraz muszę zrobić wszystko, by przygotować się na wojnę, która miała odbić nasz dom.
  Dołączyłam do klanu Orłów i tak oto stałam się oprychem. Niegdyś honorowy zwiadowca, dziś rabuś, który pała rządzą zemsty!
  Klęczałam właśnie na jednym z dachów i przyglądałam niemej ofierze, którą śledziłam od dłuższego czasu… Badałam jej zachowanie, sposób myślenia i reakcji. Przyznam że był to tajemniczy osobnik, który mnie intrygował. Był to mężczyzna, który należał do innego klanu. Z tego co udało mi się wywnioskować, ten osobnik także potrafił świetnie walczyć. Na dodatek posiadał w pewien sposób „magię’ co sprawiało że nie będzie łatwo go wykończyć… Przeklęłam w myślach. Jak mam go załatwić skoro wyprawia takie sztuczki? – pomyślałam. To zlecenie będzie trudne albo i nawet niewykonalne… Fakt gość miał swoje za uszami! Ale nie byłam pewna czy mam go zlikwidować…
  Muszę się jeszcze więcej dowiedzieć – stwierdziłam.
  Zeskoczyłam z dachu cicho i niewidocznie dla innych, po czym ruszyłam w kierunku mojego konia, który czekał na mnie w lesie. Na plecach miałam łuk oraz strzały, a przy pasku sztylety. Na łydkach też miałam na wszelki wypadek zapasowe. Szaro zielona peleryna sprawiała że maskowałam się z każdym cieniem, głazem, ziemią, drzewem itp.
  Podeszłam do swojego konia i pogłaskałam ja po miękkim pysku, a ta lekko zarżała na powitanie. W tedy poczułam że ktoś się zbliża… Sonia też dawała mi wyraźne znaki że ktoś obcy jest w pobliżu. Schowałam więc konia w zaroślach a sam ukryłam się na drzewie, pośród gęstych zarośli. Nakryłam się peleryną i znieruchomiałam. Byłam niewidoczna tak samo jak mój koń, ciekawiło mnie kto lub co się zbliżało…
Słyszałam wyraźnie czyjeś kroki, po chwili wiedziałam już że to kroki człowieka… a konkretniej mężczyzny. Nagle ujrzałam mój cel! Czyżbym nie zachowała należytej ostrożności? Nie… Raczej nie. A więc co on tu robi? – spytałam siew myślach. Nie poruszałam nawet oczami, bo wiedziałam że to może spowodować że zdemaskuję swoja pozycję, gdyż odruchowo też głowa lekko zmieni swoje położenie. Treningi Halta mnie na to przygotowały. W ciszy i ukryciu obserwowałam i nasłuchiwałam. Zasadę jaką wpoił mi mój mistrz była: Nigdy nie patrz tylko w jeden punkt! Obserwuj całe, gdyż nigdy nie wiesz czy ktoś cię może zaatakować. Pamiętaj! Napastnik czy ofiara nie zawsze są sami! Podczas gdy jeden odwraca twoją uwagę, drugi może cię szukać”.

 Ti'en Lao?

niedziela, 3 kwietnia 2016

W dzisiejszych czasach o honor bardzo trudno… Miej się na baczności! Dobrze radzę! Bo nawet wśród oddanych przyjaciół może znaleźć się zdrajca… Jak to mówią? Najciemniej pod latarnią?

Imię: Kiara
Nazwisko: Amitaczi
Przydomek: Duch ( pojawia się i znika niespodziewanie. Taki przydomek nadali jej ludzie, którzy czasami posądzają ja o czarną magię… „ co oczywiście jest nie prawdą” ).
Wiek: 21 lat
Płeć: Kobieta
Rasa: Człowiek
Rodzina: Nie zna
Miłość: Kto wie? Może kiedyś…
Aparycja: Wysoka i szczupła dziewczyna o bystrych, niebieskich oczach. Silne ciało, które jest giętkie i wysportowane. Taka budowa ciała świadczy o jej zwinności jak szybkości oraz sile. Życie na ulicy sprawiło że jej ciało przystosowało się to trudnych warunków. Oczywiście także treningiem, który wzmocnił jej wytrzymałość jeszcze bardziej, a ciało stało się twardsze i silniejsze. Zawdzięcza też to swojemu mistrzowi, który wiele ją nauczył. Jej twarz przeważnie jest kamienną powłoką, przez którą ciężko się przebić i zobaczyć prawdziwe emocje, takie jak: strach czy złość. W jej oczach czasami można odczytać lodowate spojrzenie, które czasem paraliżuje surowością, jakie się z nich wydobywa.
Zainteresowania: Kiara uwielbia jeździć konno i czytać różne książki, które zawierają jakieś tajemnice… Lubi uczyć się nowych technik walki i chodzić po lesie trenując czy po prostu sobie samotnie spacerując. Nie to że nie lubi towarzystwa! ale czasami każdy z nas, chce pobyć ze sobą sama na sam… Czasami siedzi na dachu i spogląda w nocne niebo a jej myśli gdzieś wędrują pośród gwiazd.
Charakter: O! To będzie tego trochę… A więc… Kiara to raczej małomówna istota ludzka, która ceni sobie spokój… Czasem wybuchowa i agresywna z niej dziewczynka ale rzadko jej się to zdarza. Bardzo duży nacisk wkłada na treningi i doskonalenie umiejętności szpiegowania (mimo iż już je wyszkoliła do perfekcji), jak i ukrywania się w cieniu czy pomiędzy drzewami. Kaira była kiedyś „ Zwiadowcom”, bowiem urodziła się po za granicami „Pięciu królestw” (ale o tym opowiem w historii). W każdym razie, służba po tej stronie granicy, sprawiła że stała trochę odludkiem. Potrafi być wredna i potrafi dopiec. Nie należy do osób strachliwych! Przeciwnie! Ona nie boi się prawie niczego i nikogo! Nawet najgorszego łotra, który grasuje po okolicy. Jednak to nie znaczy że nie da się jej przestraszyć czy coś… Kiara stara się unikać „czarnoksiężników”, nie to że się ich aż tak strasznie obawia, ale walka z czymś, czego się nie zna, jest jak samobójstwo. Jednak to nie znaczy że jeśli ktoś taki jest stanie na drodze, to ucieknie! Nie! Będzie walczyć! Jak na wojownika i byłego honorowego zwiadowcę przystało! (byłego w tym sensie, że jest po za granicami swojej ‘ojczyzny” i to tak długo, że już pewnie o niej zapomnieli). Potrafi być zabawna oraz zimna jak lód czy nie okazywać żadnych emocji. Widok krwi jej nie przeraża, tak samo zabójstwa z zimną krwią, gdyż zajmowała się tym trochę zanim trafiła tu…
  Potrafi zabić! A jak?! Jednak nie zabije, dopóki ten ktoś nie stwarza zagrożenia jej czy innym ludziom. Jest bardzo uparta i wszystko robi przeważnie sama. Dla swoich prawdziwych „przyjaciół”, jest w stanie oddać życie. Kiara potrafi świetnie przekazywać tajnie akta czy wiadomości jak na byłego zwiadowcę przystało, gdyż została kiedyś do tego wyszkolona. Sprytna, inteligenta i przebiegła z niej dziewczyna. Potrafi wybrnąć niemal z każdej sytuacji, niemal ze stoickim spokojem. Owszem! Zdarzyły się kiedyś wpadki ale każda naucza jest dobrym treningiem. Jak to mówią: „Człowiek uczy się na własnych błędach”. Radzę jej nie zachodzić za skórę, gdyż ma krótką cierpliwość do takich osób i nie jest powiedziane że z takiej sytuacji, wyjdziesz z tego żywy! Jest bardzo mściwa dla tych kogo wręcz nie znosi. Kiara kieruje się poniekąd honorem podczas walki czy też postępowania codziennego. Jednak to nie znaczy że nie umie grać nie fair.
Miasto rodzinne: Daleko za granicami…
Klan: Orły z Ikramu
Pozycja: Nowicjusz
Punkty pojedynku: 11
Profesja: Łucznik i Tancerz ostrzy
Umiejętności: Potrafi świetnie posługiwać się ługiem, jest w tym mistrzynią. Jak i tancerzem ostrzy, który nie cofnie się przed użyciem ich. Rzuca sztyletami do perfekcji! W ogóle świetnie opanowała obie profesje, więc o czym tu dużo mówić? Potrafi także świetnie jeździć konno, co sprawia że może także strzela z łuku jadąc na cwałującym koniu do swej „ofiary”. Potrafi się wspinać bez żadnej liny czy też drabiny po murach itp. Potrafi świetnie skrywać się w cieniu i pośród drzew w dzień jak i nocą. Nawet gdy patrzysz w dane miejsce, nie dostrzeżesz jej… Jej ubranie razem z kapturem na głowie i pelerynie sprawia, że jest zupełnie niewidoczna. To bardzo przydatne w śledzeniu ofiary czy też zdobywaniu ważnych informacji. Jest wojowniczką i nie łatwo ja pokonać, gdyż zna różne sztuki walki, nawet jeśli się do niej zbliżysz to wcale nie znaczy że już wygrałeś, gdyż umie walczyć w ręcz i to bardzo dobrze.
Towarzysz: Brak
Wierzchowiec: Sonia
Nick na Howrse: pusia9